Historia sportu zna wiele przypadków sportowców, którzy musieli się zmagać z wielkością swoich ojców. Jak trudno wyjść z cienia wielkiego „papy” wie doskonale Marek Ziętara – zawodnik i trener, od niespełna dwóch tygodni drugi trener hokeistów Podhala. Na obu poletkach przychodzi mu się zmagać z żywą legendą ojca.
Walenty Ziętara był jedną z największych znakomitości polskiego hokeja lat siedemdziesiątych. Kibice z tego okresu doskonale znają tego czarodzieja krążka. ówczesny trener kadry, Anatolij Jegorow, zwykł o nim mówić: „Gdybym naprzeciw niego ustawił hydrant wodny, to Ziętara i tak by się przez niego przebił. To prawdziwy magik z zaczarowaną laską”.
Gdy dopadł „gumę” szybko się jej nie pozbywał, potrafił zawsze wymyślić coś niekonwencjonalnego, oszukać rywala, zrobić zwód, puścić „gumę” obok łyżwy. Spostrzegawczość, intuicja, wyśmienita jazda na łyżwach, błyskawiczny start do krążka, zwrotność, fantazja – to czyniło go najlepszym polskim hokeistą.
Wszystko to złożyło się na trzykrotne zdobycie „Złotego Kija”, trofeum dla najlepszego hokeisty. W czternastu ligowych sezonach jedenaście razy sięgał po mistrzostwo Polski, a w 1987 roku dorzucił kolejną koronę, tym razem będąc na szkoleniowej ławce. Nie ma w Podhalu drugiego takiego zawodnika czy trenera, który poszczyciłby się takimi osiągnięciami. Mało tego. Był także królem ligowych strzelców, wielokrotnym kapitanem Podhala i reprezentacji kraju. Z mistrzostw świata z Bukaresztu wrócił z okazałym pucharem najlepszego zawodnika mistrzostw. Ktoś trafnie o nim powiedział: „Taki talent rodzi się raz na sto lat”. – Być synem takiego ojca i grać w hokeja, to naprawdę ogromna presja i świadomość, że wszyscy oceniają cię przez pryzmat jego osiągnięć – mówi Marek. – Każdy chciał, abym zbliżył się do niego poziomem i umiejętnościami. Musiałem się z tym zmagać. W wielu rzeczach pomagał mi. Często zostawał ze mną po treningach i szkolił indywidualnie.
– Marek późno rozpoczął treningi, w szóstej klasie szkoły podstawowej. Jego rówieśnicy mieli już za sobą 2-3 lata treningów. Więc trudniej mu było – dodaje senior Ziętara.
Dzięki uporowi i ambicji Marek szybko nadrabiał stracony czas. Jako 15-latek zdobył złoty medal w Ogólnopolskiej Spartakiadzie Młodzieży, gdzie w finale Podhale pokonało bytomską Polonię 3:2. Wkrótce znalazł się w drużynie narodowej juniorów prowadzonej przez trenerów Mariana Pysza i Wincentego Kawę. W 1988 roku wystąpił w reprezentacji podczas mistrzostw Europy do 18 lat, gdzie tworzył pierwszą trójkę ofensywną razem z kolegą klubowym Januszem Misterką i Dominikiem Salomonem z KTH. W tymże roku znalazł się w kadrze pierwszego zespołu.
– Trafiłem do seniorów w trudnym okresie, gdy drużyna była bardzo mocna, zbudowana z doświadczonych graczy. Przebić się do podstawowego składu graniczyło wręcz z cudem – przyznaje szczerze Marek. – Po maturze rozpocząłem studia na krakowskiej AWF. Zgłosiłem akces do Cracovii, gdzie była mocna nowotarska paka z Guzym, Sikora, Wieczorkiewiczem, Ryłką, Tyrała i Kaczmarczykiem. Z tymi ostatnimi grałem w jednym ataku. Znalazłem się w akademickiej reprezentacji kraju na Zimową Uniwersjadę, która rozgrywana była w Nowym Targu. W „Pasach” grałem cztery sezony, w piątym szybko złapałem kontuzję barku, która wymagała rocznej rehabilitacji. Podjąłem więc pracę szkoleniową w Cracovię, a potem otrzymałem propozycję z PZHL pracy w SMS w Nowym Targu u boku Woronina, a potem Wiktora Pysza.
– W sportowych sukcesach nie dorównałem ojcu, ale mam nadzieję, że ta sztuka uda mi się na szkoleniowej niwie. Przede mną lata pracy w tym zawodzie. Może uda mi się coś znaczącego osiągnąć, chociaż zdaję sobie sprawę, że wybrałem trudny kawałek chleba – przekonuje Marek.
Samodzielną trenerską pracę podjął w „szkółce” w Gdańsku, a po roku otrzymał propozycje z Włoch, którą bez wahania przyjął. W Sportivi Ghiacco Cortina d’Ampezzo spędził sześć sezonów. – Byłem odpowiedzialny na drużynę 20-latków, bezpośrednie zaplecze pierwszej drużyny. Współpracowałem także z młodszymi grupami, a także trenerami ze Szwecji i Kanady, którzy prowadzili wizytówkę klubu. W trzecim roku gry w serii A, Cortina sięgnęła po mistrzostwo Włoch. We Włoszech pogłębiłem wiedzę trenerską, podpatrując metody szkoleniowe, systemy gry i taktykę szwedzkich, fińskich i kanadyjskich trenerów. Spędziłem sporo czasu na lodowisku, robiąc notatki z treningów i z meczów. Gdy w NHL był lokaut na włoskich taflach pojawiło się wielu graczy z najlepszej ligi świata. Zobaczyć ich podczas zajęć treningowych, podczas meczu, było wspaniałą lekcją hokeja.
Taki człowiek nie czekał więc długo na propozycje. Już w kwietniu mówiło się, że zostanie drugim trenerem „Szarotek”. – Pojawiła się taka propozycja przed okresem przygotowawczym, ale problemy zdrowotne zmusiły mnie do odłożenia jej w czasie. Byłem świadomy, że w pracy z seniorami trzeba być w pełni sprawnym i mieć sporo czasu. Musiałem uregulować szereg spraw, by podjąć się współpracy.
Stefan Leśniowski
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz