Ktoś, kto wietrzył niespodziankę, zawiedziony opuszczał stadion lodowy. Bytomianie nie mieli atutów, by chociaż przez chwilę wprawić w zakłopotanie wysoko mierzących górali.
- Obecnie nie potrafimy nawiązać wyrównanej walki z Podhalem i drużynami z czołówki. Mamy inne cele. Cieszymy się z małych rzeczy, od zmian począwszy, a skończywszy na nisko przegranej tercji. Bez wzmocnień linii defensywnych nie mamy co marzyc o utrzymaniu się w lidze. Zdajemy sobie jednak sprawę, że o dobrego defensora bardzo trudno w Europie. Dojechał do nas młody czeski obrońca, ale nie został jeszcze potwierdzony – wyjaśnia trener Polonii, Wojciech Matczak.
Podhalanie szybko objęli prowadzenie, bo już w 57 sekundzie i mieli kolejne okazje do podwyższenia rezultatu. Tymczasem z biegiem czasu gra się wyrównała. Poloniści coraz śmielej atakowali, ale klarownych sytuacji sobie nie wypracowali. Jedynie strzał weterana M. Puzio mógł zaskoczyć zziębniętego Zborowskiego. W końcówce odsłony goście przez 125 sekund grali z przewagą dwóch zawodników i... razili ogromną nieporadnością. Co prawda założyli „zamek”, ale jego rozegranie wywołało salwy śmiechu na widowni. - Ale siłownia – wrzasnął jeden z kibiców.
- Oddaliśmy dwa strzały, ale rzeczywiście w naszych poczynaniach był chaos. Nie mogłem jednak poprosić o czas i omówić schemat rozegrania przewagi, bo musiałbym go brać przy każdej okazji. Na lodzie byli doświadczeni gracze i liczyłem, że potrafią sobie poradzić. Bano się oddać strzał. Szukano tylko M. Puzio – przyznaje trener gości.
Druga tercja to pojedynek nowotarżan z... bramkarzem Strzeleckim. Niespodziewanie zastąpił on etatowca Lundina. – Kiedyś trzeba było dać odpocząć Lundinowi, który w meczach ma po 50 strzałów. Strzelecki pierwszy raz zagrał od początku. Musiał dostać szanse, bo muszę mieć dwóch ogranych bramkarzy przed play off – przekonywał Wojciech Matczak.
Strzelecki bronił z dużym wyczuciem i szczęściem. Kilka jego interwencji było nie z tej ziemi. Obrona strzału Gruszki to majstersztyk. Napastnik Podhala minął go, a jednak krążek nie zatrzepotał w siatce. Jakimś cudem złapał go do „raka”. Przy golach Malasińskiego i Gruszki nie miał nic do powiedzenia. Malasiński pierwsze swoje trafienie zaliczył dobijając strzał Petriny odbity o słupka. Drugie, po pięknej indywidualnej akcji. Mimo, iż rywal „siedział mu na plecach” i nawet go powalił, to on padając na lód ulokował „gumę” w bramce. – W końcu się przełamałem – mówi Tomek Malasiński. – Ostatni raz dwa trafienia zanotowałem z Janowem. Przy drugim golu wjechał we mnie jeden z zawodników, ale miałem opanowaną „gumę” i zmieściłem ją między nogami bramkarza. Przeciwnik nie był wymagający, ale pomni meczu w Bytomiu, nie zlekceważyliśmy go.
Z kolei Gruszka ostatnią instancję przyjezdnych pokonał w sytuacji jeden na jeden. Tylko gol Kubenko obciąża konto bramkarza. Farfocla przepuścił między parkanami. Goście sporadycznie kontratakowali. Po jednej z nich Kukulski idealnie obsłużył M. Puzio, który nie zwykł marnować takich okazji.
O trzeciej tercji można powiedzieć, że się odbyła. Gospodarze nie forsowali wysokiego tempa, nie chcieli też ustanawiać rekordów strzeleckich, a przyjezdni nie mieli środków, by coś jeszcze zwojować. Pierwsza formacja „Szarotek” grała na swojego kapitana, by ten wreszcie zdobył pierwszą bramkę w sezonie. Różański jakoś po kontuzji nie może się przełamać. Miał sytuacje, by wpisać się na listę strzelców, ale… nawet będąc oko w oko z golkiperem gości nie trafił do bramki. Drugie trio grało koronkowo, chcąc wjechać z krążkiem do bramki. Najbardziej starały się młode formacje. Czwarta z nich, a konkretnie Ziętara, ustalił wynik spotkania. Można jeszcze odnotować efektowny bodiczek Petriny, ala Kaziu Zgierski (to był markowy numer obrońcy Podhala z lat 70- tych), a po meczu, bójkę Baranyka z K. Kozłowskim.
- Zagraliśmy na pół gwizdka. Nie forsowaliśmy wysokiego tempa, bo nie było potrzeby. Od początku do końca kontrolowaliśmy wydarzenia na tafli. Myślami byliśmy już przy niedzielnej konfrontacji z „Pasami” i wtorkowej z Tychami – powiedział Milan Jančuška.
Wojas Podhale Nowy Targ – Bisset Polonia Bytom 6:1 (1:0, 4:1, 1:0)
1:0 – Baranyk – Voznik (0:57),
2:0 – Malasiński – Petrina (23:55),
3:0 – Gruszka – Iskrzycki – Galant (31:30),
3:1 – M. Puzio – Kukulski (34:27),
4:1 – Kubenko – Priechodsky (37:27),
5:1 – Malasiński – Łabuz (37:55),
6:1 – Ziętara – Gruszka (52:28).
Sędziowali: Porzycki (Oświęcim) – Młynarski, Molenda (Sosnowiec).
Kary: 12 – 8 min.
Widzów 400
Podhale: Rajski; Sroka (4) – Sulka (2), Priechodsky – Dutka Łabuz – Petrina, Galant - Gaj (4); Różański – Zapała – Kačiř, Baranyk – Voznik – Kubenko, Batkiewicz – Dziubiński – Malasiński, Ziętara – Iskrzycki – Gruszka (2). Trener Milan Jančuška.
Bisset Polonia: Strzelecki; Owczarek – Nenko, Zając (2) – K. Kozłowski, Kwiecień – Steckiewicz (2); Kuźniecow – Jasicki – M. Puzio, Kłaczyński – Grabarczyk – Tylka, Mandla – Szydło (2) – Bomba (2), Salamon – Kukulski – Krokosz. Trener Wojciech Matczak.
W innych meczach: Naprzód Janów – JKH Jastrzębie 1:4, Stoczniowiec Gdańsk – TKH Nesta Toruń 4:3, Zagłębie Sosnowiec – Ciarko Sanok 7:5, GKS Tychy – Cracovia 0:3.
Stefan Leśniowski
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz