Za nami pierwsza część sezonu zasadniczego w PLH, po której nastąpił podział na dwie grupy „silniejszą (zespoły z miejsc 1-6) i słabszą (pozostałe). W nich rozgorzeje walka o jak najlepszą pozycję wyjściową przed play off. Kibice Podhala mają powody do zadowolenia, gdyż do drugiej fazy sezonu zasadniczego ich ulubieńcy przystąpią z pierwszego miejsca.
Przed sezonem mało kto liczył, że „Szarotki” będą na samym szczycie. Dawno takiego widoku nie oglądano. Nawet w 2007 roku, kiedy sięgały po mistrzostwo Polski. Bossowie klubu też byli bardzo ostrożni w przedsezonowych prognozach. – Gdyby nie zawirowania z lodem, zmiany personalne w zespole, to mówiłbym o medalowych aspiracjach. Teraz walczymy o przeżycie, stać nas na siódme miejsce. Chciałbym wierzyć, że tysiące kilometrów, które pokonaliśmy w poszukiwaniu lodu, nie obniżą formy sportowej zespołu. Nie jesteśmy finansowymi potentatami, a obóz na Słowacji kosztuje nas około 30 tysięcy zł na tydzień – mówił prezes Andrzej Podgórski. Miał prawo się asekurować, bo też finansowo i kadrowo zespół przed pierwszym gwizdkiem nie wyglądał najlepiej. Do tego coroczne perturbacje z lodem. Z drużyny odeszło pięciu podstawowych graczy – Zbigniew Podlipni, Sebastian Biela, Łukasz Wilczek, Bartłomiej Piotrowski (Zagłębie) i Dariusz Łyszczarczyk (Jastrzębie). W ich miejsce trzeba było dokooptować młodzież. I to była druga z niewiadomych. Nikt nie wiedział na co młodzież stać. Szybko okazało się, że warto w nią inwestować. Zaskoczyła wszystkich. Szkoda tylko, że sytuacja wymusiła pokoleniową zmianę. Szkoda, że wcześniej bano się zaryzykować. Być może polski hokej nie straciłby 52 hokeistów w przedziale wiekowym 18-23 lat.
– Dopuszczenie młodych do gry, to wielki plus nowotarskiego hokeja. Od lat dopominałem się o odmłodzenie zespołu. Dobrze, że sytuacja spowodowana odejściem starszych graczy do Zagłębia i Jastrzębia wymusiła na działaczach i trenerze zatrudnienie juniorów. Dzięki temu powstał ciekawy zespół; mieszanka młodości z rutyną. Jeśli nie zaowocuje to sukcesem w tym sezonie, to na pewno w przyszłości. Tylko w taki sposób można odnosić sukcesy. Nie da się grać samymi młodymi, ani samymi „repami”. Trzeci atak to nowa siła Podhala. Gra Krystiana Dziubińskiego, Dariusza Gruszki i Tomka Malasińskiego nie tylko kibicom przypadła do gustu. Przebojowość, szybkość, chęć dania z siebie wszystkiego w każdym meczu – to ich atuty. Oby im tylko woda sodowa do głowy nie uderzyła – przestrzega trzykrotny olimpijczyk, Gabriel Samolej.
– Mają jeszcze gorące głowy, które w stan wrzenia wchodzą pod bramką przeciwnika – mówi Milan Jančuška – ale ogólnie jestem z nich zadowolony. Nie tylko z nich, ale także z pozostałych młodych, którzy pokazali się z dobrej strony, zaznaczyli swoje ambicje. Trzecia formacja jest niebezpieczna i potrafi punktować. Maćka Sulkę przesunąłem do obrony i ten manewr okazał się strzałem w dziesiątkę. Wszyscy młodzi potrafili sobie znaleźć miejsce w drużynie i mają przed sobą perspektywy. Warunek jest tylko jeden: muszą nadal ciężko pracować, by podnosić swoje umiejętności.
Wizja Jančuški staje się realna? Trener jest głównym twórcą sukcesów „Szarotek”. – Dawno seniorzy nie prezentowali tak poukładanego hokeja – chwali trener Ryszard Kaczmarczyk. – Grają na pozycjach. Byłoby dobrze, gdyby przeniosło się to na grupy młodzieżowe. W Toruniu już tak jest. Fiński trener narzuca grupom młodzieżowym sposób grania. W tym kierunku powinniśmy iść.
Z przyswojeniem wizji Jančuški gracze mieli sporo problemów w poprzednim sezonie. Sporo wody upłynęło w Dunajcu, by gra jego podopiecznych cieszyła oko fachowców, a co najważniejsze, wywindowała ich na sam szczyt ligowej tabeli.
– Sukces odnieśliśmy dzięki stabilizacji formy – twierdzi trener, Milan Jančuška. – W długim i ciężkim sezonie nie można było też uniknąć wpadek. W większości spotkań prezentowaliśmy wysoki poziom.
Prawdziwym sprawdzianem jego zespołu był grudzień. Grano praktycznie co drugi dzień. Napięty kalendarz wymagał żelaznego zdrowia. Tego nie zabrakło jego podopiecznym. – Ten miesiąc udowodnił, iż dobrze jesteśmy przygotowani pod względem fizycznym – z satysfakcją mówi Milan Jančuška. – Zawód sprawili mi chłopacy w Pucharze Polski. Pragnęliśmy wystąpić w finale, ale… Przez to zyskaliśmy więcej czasu, by doładować akumulatory na zbliżające się 10 spotkań drugiej fazy sezonu zasadniczego. Bardzo ważnej fazy, bo decydującej o kolejności przed play off. Pracowaliśmy nad kondycją i taktyką. Ten czas był także dla zawodników, którzy leczą kontuzje – Marka Priechodsky’ego i Piotra Ziętary.
W grudniu rozwiązał się dylemat z zwyżkowym obcokrajowcem. Z „Szarotkami” pożegnał się Ladislav Paciga. Prezentował się najsłabiej, zresztą trener tyskiego zespołu, do którego przeszedł, też kręcił nosem na jego postawę. – Obcokrajowiec powinien być dwa razy lepszy od krajowego gracza, a takim nie jest Paciga. Sprawił mi zawód – mówił po meczu z Podhalem, Miroslav Ihnačak.
Z pozostałych stranieri Milan Jančuška jest bardzo zadowolony. – Milan Baranyk jest najproduktywniejszym graczem ligi – mówi. – Z Martinem Voznikiem i Viktorem Kubenko tworzą strzelecko-produktywne trio. Marian Kačiř później dołączył do nas i trzeba mu dać troszkę więcej czasu, by odzyskał formę. Wierzę, że razem z Jarkiem Różańskim (długo pauzował z powodu kontuzji) i Krzyśkiem Zapała (po chorobie), będą – jak w poprzednim sezonie – „maszynką” do zdobywania goli. Marek Priechodsky jest najlepszym defensorem w polskiej lidze. Martin Petrina to walczak, dla którego żaden krążek nie jest stracony.
Trzech to góraJak zwykle przy okazji obcokrajowców jest bardzo gorąco. Są zwolennicy i przeciwnicy gry w PLH. Od kilku lat jasno swoje poglądy precyzuje Gabriel Samolej. – Niezmiennie twierdzę, że pięciu stranieri, to zbyt dużo jak na naszą ligę. Trzech to góra. Jeżeli chcemy odbudować reprezentację, wizytówkę dyscypliny, to musimy ściągać graczy w górnej półki, a nie na chybił trafił, by zatkać dziurę, jak to dzisiaj bywa. PZHL musi wyznaczyć kryteria, jakimi należy się kierować w zatrudnianiu stranieri. „Obcy” muszą prezentować wysoki poziom, być od naszych zawodników dwa, trzy razy lepsi. Tylko od takich można się czegoś nauczyć. Tylko w ten sposób można podnosić poziom. Na wysokiej klasy graczy nie stać naszych klubów. Ich wymagania finansowe są bardzo duże, ale wtedy da się szansę naszym chłopakom i nic na tym nie stracimy. Kiedyś Niemcy zasypali DEL obcokrajowcami i szybko wylądowali w grupie B. Niemniej jeszcze szybciej wyciągnęli z tego wnioski. Postąpmy podobnie.
Równanie w dół Czy liga jest atrakcyjna? Czy podniósł się jej poziom? To tylko niektóre pytania, które nurtują sympatyków. Spróbuje na nie odpowiedzieć trzykrotny olimpijczyk Gabriel Samolej: – Bez wątpienia liga jest atrakcyjna dla kibica, bo ciągle są przetasowania w tabeli. Każdy z każdym może wygrać. To oznaczałoby, że poziom ligi się wyrównał. Niestety, nie w górę. W takiej sytuacji w dalszej części rozgrywek wszystko może się jeszcze zdarzyć. Z dotychczasowej obserwacji wynika, że nawet ósmy zespół może stanąć na najwyższym stopniu podium. Uważam bowiem, że JKH i TKH stać na sprawienie psikusa w play off. To oznaczałoby wyeliminowanie zespołów z pierwszego i drugiego miejsca już w pierwszej rundzie. W tej fazie mistrzostw decydować będzie nie tylko fizyczne, ale także psychiczne przygotowanie.
Czołówka prezentowała nierówną formę. Największą stabilizację zaprezentowało Podhale, chociaż i ono miało wpadki. Nowotarżanie zdecydowanie lepiej grają u siebie. Na wyjeździe jest obawa o rezultat. Cieszy mnie, iż w Podhalu wreszcie znalazło się miejsce dla młodych graczy.
Stefan Leśniowski
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz