… to się lubi co się ma. Tak można powiedzieć o naszej hokejowej ekstraklasie.
– Trzeba się cieszyć, że gra, bo ci co powinni promować tę dyscyplinę, sami robią wszystko, by było odwrotnie. Hołubionej piłki nożnej na pewno hokej nie przebije, ale centrala i włodarze klubów mogliby pójść śladami innych dyscyplin zespołowych, chciażby koszykówki, piłki ręcznej czy siatkówki – przekonuje trzykrotny olimpijczyk Gabriel Samolej w rozmowie ze Stefanem Leśniowskim.
– Jak była liga?– Nie ulega wątpliwości, że sezon dla kibiców był ciekawy. Ciągłe przetasowania w tabeli na początku sezonu można było złożyć na karb różnych przygotowań i tego, że wszystkie drużyny miały jeszcze spory zasób sił. Gdy liga nabrała tempa, szybko okazało się, że nie wszyscy potrafią dotrzymać jej kroku. W najlepszej szóstce też było sporo emocji i atrakcyjnych spotkań.
– Spodziewałeś się, że Cracovia po raz drugi z rzędu sięgnie po mistrzowską koronę? – Hokeiści spod Wawelu zasłużenie zdobyli mistrzowski tytuł. Mieli kłopoty z lodowiskiem, które było remontowane, a potem doszedł jeszcze wybuch gazu. Nie mieli ciekawego startu w lidze, ale ani razu nie słyszałem narzekań na zaistniałą sytuacje. W przeciwieństwie do ich finałowego rywala. Tyszanie również remontowali obiekt i swoje niepowodzenia tym próbują wytłumaczyć oraz kiepską pracą sędziów. Być może krakowianie byli w lepszej sytuacji, gdyż po powrocie na swój obiekt wszystkie spotkania rozgrywali u siebie, tyszanie zaś w roli gospodarze występowali na małym „Spodku”. Mistrzostwo, to kolejny sukces trenera Rudolfa Rohačka. Odkąd pracuje w naszym kraju nie schodzi z podium. Potrafi idealnie trafić z optymalną dyspozycją drużyny na najważniejsze mecze sezonu. To nie przypadek. Uważam, że jedynym zespołem, który mógł powalczyć z „Pasami” o mistrzostwo, było Podhale.
– „Szarotki” nie przebiły się przez tyską „ścianę”.– To na pewno bardzo boli, po tym, co podopieczni Milana Jančuški pokazali w sezonie zasadniczym. Ich gra napawała optymizmem. Na pewno apetyt na sukces wzrósł. Nawet najstarsi górale nie pamiętają, kiedy ich pupile tak długo prowadzili w lidze. Mistrzostwo sezonu zasadniczego wygrali w cuglach, ze sporą przewagą. Podhale zasługiwało co najmniej na grę w finale. Szkoda, że nie wykorzystało szansy, startując do play off z uprzywilejowanej pierwszej pozycji. Zaczęły się schody i po tej fazie rozgrywek pozostał wielki niedosyt, żeby nie powiedzieć zawód.
– Przyczyny odpadnięcia górali w półfinale?– Już w pierwszej rundzie z Toruniem dało się zauważyć małą skazę. Gra nie była taka jak wcześniej. Ale hokeiści z grodu Kopernika, podobnie jak hokeiści znad morza (w walce o brąz) nie postawili się zbytnio nowotarżanom, którzy gładko ich ograli 3:0 w meczach. „Szarotki” z Tychami prowadziły 2:0 i chyba nikt nie przewidywał katastrofy. Tymczasem przegrały cztery mecze pod rząd. Nie można więc mówić o przypadkowości. Zespół tyski był lepszy w tej konfrontacji. W tych spotkaniach nie pomogli zawodnicy, którzy powinni być motorem napędowym zespołu, i biorą za to sporą kasę. Zawiedli przede wszystkim obcokrajowcy, u których brak było agresji, formy i skuteczności. To oni powinni wziąć ciężar gry na swoje barki w najważniejszych momentach spotkań. Oni powinni zdobywać najważniejsze gole. Tymczasem młodzi ich zawstydzili. Młodzież była rewelacją sezonu, a w play off wygrała dwa mecze z Tychami. As Cracovii Leszek Laszkiewicz dużo zarabia, ale pokazał, że wart jest wszystkich pieniędzy. W decydujących momentach ciągnął grę i zdobył – szczególnie w pierwszym bardzo ważnym finałowym meczu – decydujące bramki. 11 sekund przed końcem trzeciej tercji doprowadził do wyrównania i zdobył zwycięskiego gola z karnego. Nie sztuką jest brylować z zespołami z dolnych rejonów tabeli, ale trzeba pokazać charakter i pełnie swoich umiejętności w najważniejszych meczach sezonu.
Tyszanie zastosowali też bardzo mądrą taktykę, grając pressingiem na całej tafli. Podhale nie mogło sobie poradzić z tym stylem rywala. A może dyspozycja na to nie pozwalała? Czasami nowotarżanie byli bezradni. Tyszanie paraliżowali akcje zaczepne Podhala już w jego tercji. Nie było czasu i miejsca na dokładne podanie, na przemyślaną akcję. Stąd też dużo „patelni” w wykonaniu naszych graczy. Te przechwyty krążka były wymuszone przez rywala.
– Kogo wyróżniłbyś w zespole Podhala?– Od lat dopominałem o odmłodzenie zespołu i teraz mam ogromną satysfakcję. Dobrze, że sytuacja spowodowana odejściem starszych graczy do Zagłębia i Jastrzębia wymusiła na działaczach i trenerze zatrudnienie juniorów. Dzięki temu powstał ciekawy zespół. Jeśli nadal będzie utrzymana ta linia, to jestem przekonany, że zaowocuje to sukcesami w przyszłości. Młodzi odwdzięczyli się dobrą grą. Dużo goli strzelali, a mało tracili. W play off tylko jako jedyni nie zawiedli. Mają zadatki na zawodników dużego formatu. Trzeci atak to nowa siła Podhala. Gra Dziubińskiego, Gruszki i Malasińskiego nie tylko kibicom przypadła do gustu. Przebojowość, szybkość, chęć dania z siebie wszystkiego w każdym meczu – to ich atuty. Oby im tylko woda sodowa do głowy nie uderzyła.
Trzeba też pochwalić Krzyśka Zborowskiego. Grał dobrze. W play off miał jedną wpadkę w Tychami i szkoda, że trener po trzecim golu go nie zmienił. „Zbora” odpocząłby psychicznie i nabrał sił do następnego meczu.
sl
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz