Hokeiści MMKS zdobyli w tym sezonie trzy mistrzowskie korony. Po ostatnią sięgnęli juniorzy w Opolu. Wbrew tym wszystkim, którzy od lat przeszkadzają im w działaniu, choćby pozbawiając ich przed decydującymi bojami warsztatu pracy. Najlepszym napastnikiem mistrzostw został Krystian Dziubiński z MMKS. Sporą niespodzianką było odpadnięcie w eliminacjach obrońcy tytułu Unii Oświęcim.
MMKS Podhale zainaugurowało championat od gładkiego zwycięstwa nad MOSM Tychy. „Szarotki” od pierwszego gwizdka osiągnęły przewagę i szybko objęły prowadzenie 1:0. Nie ustrzegły się jednak błędu w tercji przeciwnika i ten wyprowadził zabójczą kontrę. To było jednak wszystko, na co górale pozwolili tyszanom. Od tego momentu na tafli rządzili i dzielili tylko podopieczni Jacka Szopińskiego, którzy rzadko oddawali krążek przeciwnikowi.
– Świetne akcje przeprowadził duet Dziubiński-Gruszka, który zdobył dwa gole – mówi Jacek Szopiński. – Tyszanie nie wiedzieli gdzie jest krążek, taka była szybka wymiana. Również Puławski z Neupaerem rozklepali defensywę rywala, która biernie przyglądała się, jak ten ostatni praktycznie do pustej bramki pakuje krążek. Mieliśmy kilka zagrań w tej tercji, że przeciwnik nie „wąchał” krążka. Stracił siedem goli i niech dziękuje niebiosom, że tylko tyle.
W drugiej tercji wpuściłem na taflę czwartą formację, złapaliśmy trochę kar i gra nam się posypała. Chłopcy zaczęli też zbyt dużo kombinować, chcąc efektownie wjechać z krążkiem do bramki. Dlatego zdobyliśmy tylko dwa gole. Trzecia tercja była spokojna w naszym wykonaniu. Nie forsowaliśmy wysokiego tempa, bo nie było potrzeby.
W drugim występie „Szarotki” pokonały „ketehetów”, ale nie przyszło im to łatwo. Była to ważna potyczka, o pierwsze miejsce w grupie.
– Walka i jeszcze raz walka. Widać, że brakuje nam lodu, akcje się jeszcze nie kleją, ale mam nadzieję, że z każdym meczem będzie coraz lepiej – mówi wiceprezes MMKS, Jakub Kapica.
– Gramy z marszu i gra nie wygląda tak, jakbym sobie życzył. Niemniej jest o niebo lepiej, niż podczas turnieju barażowego. Niestety nie ustrzegliśmy się błędów i to w niegroźnych sytuacjach – dodaje trener Jacek Szopiński.
Podhale rozpoczęło od prowadzenia. W. Bryniczka po opuszczeniu ławki kar przeprowadził dwójkową kontrę z Neupauerem. Strzał tego ostatniego obronił Szczerba, ale wobec dobitki „Władka” był bezradny. 15 sekund przed zakończeniem pierwszej odsłony Podhale straciło krążek w tercji ataku. Poszła kontra, ale wydawało się, że nic z niej nie będzie, gdyż czterech Podhalan powinno dać sobie radę z dwójką atakujących. Niestety nie pokryli jednego z nich. Pozwolili odegrać krążek do tyłu, a ten trafił w okienko.
– Pierwsza tercja była wyrównana – mówi Jacek Szopiński. – Początkowo przeciwnik miał przed nami respekt, bo wielokrotnie przegrywał z nami. Widać jednak było, że jest bardzo zmotywowany. Do tego świetnie między słupkami spisywał się Szczerba. Kryniczanie bardzo dobrze grali w obronie i wyprowadzali groźne kontrataki. Za łatwo traciliśmy „gumę” w tercji przeciwnika. Kryniczanie posiadają dobrych graczy, którzy potrafią strzelić. Niesłuchowski bronił jednak pewnie.
Po przerwie stroną dyktującą warunki na lodzie byli nowotarżanie, ale nie potrafili wykorzystać wielu dogodnych sytuacji. Kryniczanie dobrze się bronili i tylko raz pozwolili rywalowi trafić do siatki. Górale „zkaręcili” defensywą krynicką w tercji obronnej. Po prostu „wkręcili” ją w lód. Cecuła uderzył z dystansu, a odbity krążek trafił wprost na kij Kmiecika, który skorzystał z prezentu.
– W drugiej tercji popełniliśmy jeden błąd w defensywie – przekonuje Jacek Szopiński. – Tylka nie zaasekurował Guzika i Cieślicki znalazł się sam na sam z Niesłuchowskim. W tym pojedynku górą był nasz golkiper. Gra nam się załamała po kontuzji Gruszki. Uraz wygląda na groźny. Wydaje się, że poszło wiązadło krzyżowe. W ataku najpierw zastąpił go Puławski, a później Szumal. W trzeciej tercji kontrolowaliśmy grę, stwarzaliśmy sytuacje, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Przyczyny były dwie. Pierwsza, to źle nastawione celowniki, druga – świetna dyspozycja Szczerby. Tylko raz skapitulował po kontrze trzy na jeden. Kapica, mimo iż na plecach siedziało mu dwóch obrońców, minął bramkarza i ulokował krążek w pustej bramce. Wydawało się, że spokojnie będziemy kontrolować przebieg spotkania. Tymczasem K. Sulka za przypadkowe zranienia przeciwnika otrzymał 4 minuty kary, a chwilę później na ławkę kar powędrował W. Bryniczka. Grając w trójkę przeciwko piątce rywali dość długo odpieraliśmy ataki. W końcu skapitulowaliśmy. Końcówka nie musiała być dramatyczna, gdyby Dziubiński wykorzystał sytuacje sam na sam. Dobijał jeszcze krążek po swoim strzale, ale jeden z obrońców nakrył go ciałem w polu bramkowym. 48 sekund przed końcem trzeciej tercji kryniczanie wycofali bramkarza i mieli szansę, by doprowadzić do dogrywki.
Ostatni mecz grupowy z KH Sanok zawodnicy MMKS rozpoczęli mało skoncentrowani. – Chłopcy wyszli na lód z założeniem, że samo się wygra, że krążki same będą wpadać do bramki – mówi Jacek Szopiński. – Tymczasem nie chciały wpadać. Posiadaliśmy przewagę, przesiadywaliśmy w tercji sanoczan, ale za dużo w niej kręciliśmy „kręciołków”, a za mało strzelaliśmy. Tymczasem przeciwnik wyprowadził dwie kontry i prowadził 2:0, doszliśmy go na 2:2, ale dostaliśmy bramkę do szatni. W drugiej tercji wróciło wszystko do normy. Zaczęliśmy grać swój hokej i na efekty nie trzeba było długo czekać. Sanoczanie po prostu nie istnieli.
W półfinale górale zmierzyli się z gospodarzem imprezy. – Mecz walki, twardy, nieustępliwy z obu stron. Najlepszy na tych mistrzostwach – podsumował Jacek Szopiński.
Opolanie grali bardzo ambitnie, ale – jak stwierdził wiceprezes MMKS, Jakub Kapica – na wariata. „Szarotki” zagrały z większą dyscypliną taktyczną. Spokojnie wyczekiwały na ruch rywala. Ten oczywiście poszedł na żywioł, atakował, ale w ich akcjach ofensywnych więcej było dymu, niż ognia. Podopieczni Jacka Szopińskiego spokojnie rozbijali chaotyczne ataki gospodarzy i jak tylko nadarzała się okazja, to go karcili. Sporo mieli sytuacji, ale tylko trzy wykorzystali. Prowadzili już 3:1, ale wtedy w poczynania górali wkradło się małe rozluźnienie. Wydawało im się, że jest po meczu. Gospodarze to wykorzystali, zdobyli kontaktowego gola, ale na więcej nie pozwolili już nowotarżanie. Nie pozwolili nawet na wycofanie bramkarza, trzymając opolan w bezpiecznej odległości od swojej bramki.
– Liczyliśmy się, że będzie to ciężki mecz – mówi trener MMKS, Jacek Szopiński. – Orlik to doby zespół, oparty na reprezentantach kraju. Ich asem był Dronia, który trzymał defensywę i był reżyserem gry. Najczęściej wstrzeliwał „gumę” do naszej strefy obronnej i tam toczyła się walka o nią. Po takim zagraniu straciliśmy gola. Niemniej nasza konsekwentna gra zaczęła przynosić efekty. Kilka błędów nam się przytrafiło, ale nie da się wszystkiego bezbłędnie wykonać. Częściej byliśmy w posiadaniu krążka, stworzyliśmy więcej golowych sytuacji, ale pod bramką świetnie dysponowanego Szydłowskiego brakowało nam zimnej krwi. Świetne sytuacje zmarnowali: Kmiecik, Neupauer, Dziubiński i Ziętara. Prowadząc 3:1 wydawało się, że rywal jest już na kolanach. Tymczasem zdobył gola z niczego, a my zaraz potem zaprzepaściliśmy dwie „setki”.
„Szarotki” przystąpiły do meczu finałowego ogromnie skoncentrowane, z emanującą wolą zwycięstwa. Od pierwszego gwizdka sędziego narzuciły swój styl gry rywalowi. Nowotarżanie trzymali stoczniowców na dystans, a sami atakowali bramkę hokeistów znad morza. Ich ostatnia instancja zwijała się jak w ukropie, likwidując strzały z bliska i daleka. Nie pozwoliła wykorzystać „setek” Tylce i K. Sulce. Niemniej dwa razy musiała wyjmować krążek z siatki. Pierwszy raz po akcji całej formacji. K. Bryniczka podał do D. Kapicy, który na pełnej szybkości oszukał obrońcę i idealnie wyłożył „gumę” Kmiecikowi. Ten strzałem z pierwszego zerwał „pajęczynę” w bramce przeciwnika. Drugi raz bramkarz z Gdańska skapitulował, gdy jego zespół grał w osłabieniu. Górale założyli „zamek” i opuścili tercję gdańszczan dopiero wtedy, gdy zdobyli gola. Znowu akcja rozpoczęła się od Kapicy, który zagrał na niebieską linię do Cecuły, a ten szybko odegrał krążek do K. Bryniczki. Środkowy MMKS zamarkował podanie, czym zmylił golkipera, któremu za moment wpakował „gumę” w krótki róg bramki.
W drugiej tercji nie widzieliśmy goli, chociaż raz krążek znalazł się w siatce gdańszczan. Sędzia jednak gola nie uznał, twierdząc, że jeden z nowotarżan znajdował się w polu bramkowym. W tej fazie meczu gdańszczanie częściej przebywali w tercji przeciwnika, gdyż często grali w przewadze. Niemniej nie stworzyli sobie klarownej sytuacji. Dobrze spisującego się Niesłuchowskiego zatrudniali strzałami z dystansu. Górale byli bliżsi zdobycia gola. Świetne podanie Kmiecika sprawiło, iż Kapica znalazł się oko w oko bramkarzem Stoczniowca, ale przegrał ten pojedynek.
W 50 minucie podopieczni Jacka Szopińskiego zgubili krążek w tercji środkowej, poszła kontra i Strużyk zdobył kontaktowego gola. „Szarotki” miały świetne sytuacje, ale za bardzo kombinowały. Chciały z krążkiem wjechać do bramki. Inna rzecz, że świetnie bronił Witkowski.
– Paradoksalnie najwięcej sytuacji wypracowaliśmy sobie w trzeciej tercji – mówi twórca sukcesu, Jacek Szopiński. – Nie mogliśmy jednak zdobyć gola. Witkowski bronił rewelacyjnie. To był słaby mecz w naszym wykonaniu. Nie potrafiliśmy wykorzystać świetnych okazji, gdy rywal był już na łopatkach. Nie dobiliśmy go, pozwalając mu odżyć. Nie mielibyśmy wtedy nerwowej końcówki. Cieszę się, że to, co sobie założyliśmy, zostało zrealizowane. Tym bardziej, iż ostanie trzy tygodnie przed decydującym bojem nie trenowaliśmy na lodzie. Chłopcy, mimo to pokazali charakter.
MMKS Podhale Nowy Targ – MOSM Tychy 11:3 (7:1, 2:0, 2:2)
Bramki dla Podhala: Gruszka 2, Ziętara 2, K. Bryniczka 2, Kapica, Tylka, Puławski, Neupauer, Kmiecik.
MMKS Podhale: Niesłuchowski (40 S. Mrugała); Szumal – Tylka, Marek – Cecuła, W. Bryniczka – Wróbel; Gruszka – Dziubiński – Ziętara, Kmiecik – K. Bryniczka – Kapica, Hajnos – Neupauer – Puławski, K. Sulka – Woźniak – Kos, Zwinczak. Trener Jacek Szopiński.
MMKS Podhale Nowy Targ – KTH Krynica 3:2 (1:1, 1:0, 1:1)
Bramki: W. Bryniczka, Kmiecik, Kapica.
MMKS Podhale: Niesłuchowski; Guzik– Tylka, Marek – Cecuła, W. Bryniczka – Wróbel; Gruszka – Dziubiński – Ziętara, Kmiecik – K. Bryniczka – Kapica, Hajnos – Neupauer – Puławski, K. Sulka – Woźniak – Kos, Zwinczak, Szumal. Trener Jacek Szopiński.
MMKS Podhale Nowy Targ – KH Sanok 11:5 (2:3, 5:1, 4:1)
Bramki dla Podhala: Dziubiński 3, Kapica 2, Kmiecik 2, Neupauer, Sulka, Ziętara, Tylka.
MMKS Podhale: Niesłuchowski (20:00 S. Mrugała); Guzik– Szumal, Marek – Cecuła, W. Bryniczka – Wróbel; Tylka – Dziubiński – Ziętara, Kmiecik – K. Bryniczka – Kapica, Hajnos – Neupauer –K. Sulka, Puławski – Woźniak – Kos, Zwinczak. Trener Jacek Szopiński.
Grupa A: Sanok – KTH Krynica 3:9 (2:5, 1:2, 0:2), MOSM Tychy – Sanok 5:4 (2:2, 2:2, 0:0;1:0), KTH Krynica – MOSM Tychy 7:1 (1:1, 1:0, 5:0).
1. Podhale 3 9 25-10
2. KTH 3 6 18-7
3. Tychy 3 2 29-22
4. Sanok 3 1 12-25
Grupa B: Naprzód Janów – Orlik Opole 0:7 (0:5, 0:2, 0:0), Unia Oświęcim – Stoczniowiec Gdańsk 5:4 (1:1, 2:1, 1:2; 0:0) po karnych, Stoczniowiec Gdańsk – Orlik Opole 6:4 (1:1, 2:2, 3:1), Unia Oświęcim – Naprzód Janów 2:5 (0:0, 0:0, 2:5), Naprzód Janów – Stoczniowiec Gdańsk 2:7 (1:2, 1:2, 0:3), Orlik Opole – Unia Oświęcim 8:2 (3:1, 4:0, 1:1).
1. Stoczniowiec 3 7 17-11
2. Orlik 3 6 19-8
3. Naprzód 3 3 7-16
4. Unia 3 2 9-17
PółfinałMMKS Podhale Nowy Targ – Orlik Opole 3:2 (1:1, 1:0, 1:1)
Bramki dla MMKSD: Neupauer 2, Ziętara.
MMKS Podhale: Niesłuchowski; Guzik – Szumal, Marek – Cecuła, W. Bryniczka – Wróbel; Tylka – Dziubiński – Ziętara, Kmiecik – K. Bryniczka – Kapica, Hajnos – Neupauer –K. Sulka, Puławski – Woźniak – Kos, Zwinczak. Trener Jacek Szopiński.
W drugim półfinałowym spotkaniu Stoczniowiec Gdańsk pokonał KTH Krynica 3:2.
FinałMMKS Podhale Nowy Targ – Stoczniowiec Gdańsk 2:1 (2:0, 0:0, 0:1)
Bramki dla Podhala: Kmiecik, K. Bryniczka.
MMKS Podhale: Niesłuchowski; Guzik– Szumal, Marek – Cecuła, W. Bryniczka – Wróbel; Tylka – Dziubiński – Ziętara, Kmiecik – K. Bryniczka – Kapica, Hajnos – Neupauer –K. Sulka, Puławski – Woźniak – Kos, Zwinczak. Trener Jacek Szopiński.
O III miejsce: Orlik Opole – KTH Krynica 9:3 (2:1, 2:1, 5:1).
Stefan Leśniowski
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz