Hokej

Zamknij

Milan Jancuska: Wykorzystać sukces

Paweł Wargenau 13:51, 05.04.2010
Treść artykułu pod wideo ↓
Skomentuj Milan Jancuska: Wykorzystać sukces

Jest niewątpliwie jednym z głównych autorów 19. tytułu mistrza Polski dla Szarotek. O kłopotach w trakcie sezonu, najważniejszych jego momentach i niepewnej przyszłości drużyny, z trenerem mistrzów Polski Milanem Jancuską rozmawia Paweł Wargenau.

::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"8332"}

– Kiedy zabrzmiała ostatnia syrena decydującego spotkania z Cracovią, co pan wówczas czuł? Towarzyszyła ulga, czy może satysfakcja i radość?

– Ulga, ponieważ miałem świadomość, ile poważnych kłopotów mieliśmy w minionym sezonie. Przede wszystkim te dotyczące finansów, ale nie brakowało też problemów kadrowych. O ile sobie przypominam, to chyba tylko w jednym lub maksymalnie dwóch meczach miałem do dyspozycji wszystkich zawodników. Natomiast satysfakcję była ogromna. Mimo kłopotów udało nam się wznieść na sam szczyt. Przecież Cracovia była absolutnym faworytem, a myśmy ją odprawili w czterech pierwszych meczach. I to z pewnością jest powód do dumy i satysfakcji. Większość z moich podopiecznych to wychowankowie, na dodatek młodzi zawodnicy, przed którymi dopiero otwiera się kariera. Jestem przekonany, że tak naprawdę niewielu na nas stawiało. Jednak wytężona praca bardzo się opłaciła. Kiedy blisko trzy lata temu obejmowałem zespół, był on po prostu w rozsypce. Trzeba było niemal wszystko budować od początku. W mistrzowskim zespole jest połowa nowych zawodników w porównaniu drużyną, którą objąłem. Wykonaliśmy razem naprawdę ogrom pracy.

– Nie miał pan chwil zwątpienia, szczególnie po fatalnym meczu w Krakowie, w trakcie sezonu zasadniczego? Porażka 3:11 spowodowała, że część mediów krakowskich wróżyła pańską szybką dymisję.

– Nie ma co ukrywać, że tamten mecz dał mi wiele do myślenia. Należę jednak w branży hokejowej do tych ludzi, którzy przeżyli wiele zarówno jako trener ale i jako zawodnik. Paradoksalnie ta porażka, choć bolała, to tak naprawdę mnie wzmocniła. Wiedziałem, że bywają takie spotkania, które zwykło się nazywać wypadkiem przy pracy. I nam się taki wypadek przytrafił. Pamiętam, że każdy z nas patrzył  tylko co chwilę na zegar i marzył, żeby już zabrzmiała końcowa syrena. Potem przegraliśmy jeszcze jeden taki mecz w Tychach 1:6. Ale nie ma w żadnej lidze drużyny, która od początku do końca sezonu byłaby na fali wznoszącej. Kryzys musi być wkalkulowany i tylko należy się cieszyć, że przyszedł w sezonie zasadniczym.

– Nie da się jednak zapomnieć o tym, iż niewiele brakowało, a zespół pożegnałby się z fazą play-off już w meczach z niżej notowanym Jastrzębiem. Przyzna pan, że kibice Szarotek mogli mieć w 41 minucie decydującego spotkania stany przedzawałowe.

– Przyznam, że kiedy spojrzałem wówczas na zegar, to przez głowę przeleciała mi myśl, ile mamy czasu do końca sezonu. Jednak przed ostatnią tercją powiedzieliśmy sobie z chłopakami, że niezależnie od tego, co się wydarzy, będziemy grali do końca. I myślę, że wszyscy wzięli to sobie do serca, bowiem nawet strata trzeciej bramki nie załamała moich podopiecznych i potrafiliśmy w zaledwie kilka minut wygrać ten bardzo ważny mecz.

– W szatni miał pan chyba sporo do powiedzenia swoim zawodnikom?

– Przede wszystkim usłyszeli, że drugi raz do takiej dramaturgii absolutnie nie wolno nam dopuścić. Moim zdaniem w decydującym momencie nasz zespół pokazał wielki charakter i odporność psychiczną. Jednak fakt, że mimo bonusu, jaki mieliśmy, musiało o naszym awansie decydować ostatnie spotkanie. Ostatecznie potrafiliśmy pokazać naszą wyższość.

– I przyszedł czas na niezwykle dramatyczne w wydarzenia mecze półfinałowe z GKS Tychy. Można się tylko domyślać, jakie myśli kłębiły się w pańskiej głowie. W poprzednim sezonie to przecież zespół z Tychów zastopował mistrzowskie aspiracje zespołu Podhala.


– O tych meczach można by napisać książkę. Tak przynajmniej myślę. Bardzo zależało mi na tym, abyśmy w przypadku starcia z Tychami, mieli bonus. I to się powiodło. Poza tym nasz rywal nie był już tym samym zespołem. Inny trener, inny styl gry. Nie zmieniło to tylko jednego. Wiedzieliśmy z Andrzejem Ziętarą, że to nadal jest bardzo wymagający przeciwnik. Analizowaliśmy po kolei wszystkie mecze sezonu zasadniczego sami, a część również z zawodnikami. Podobnie postąpiliśmy w trakcie półfinałów, z tym, że robiliśmy to sami. Jestem pewien, że rozpracowaliśmy przeciwnika solidnie. Przede wszystkim chodziło nam o to, żeby nasi zawodnicy dokładnie mogli zobaczyć, jakie popełniali w trakcie gry błędy, aby je później z powodzeniem eliminować. Z perspektywy czasu widać, że te analizy spełniły swoje zadanie.

– Oprócz emocji czysto sportowych nie brakowało też niepohamowanej złości ze strony działaczy i kibiców GKS Tychy. Wszyscy pamiętamy starcie Suura z Sokołem. Jak pan dzisiaj na zimno skomentowałby tę sytuację?

– Przede wszystkim jasno chcę powiedzieć, że hokej to nie jest sport dla mięczaków. Suur ostro zaatakował Sokoła, jednak zawodnik przeciwnika miał krążek na kiju, a  ponadto miał opuszczoną głowę. Było ostre starcie, jednak nazwanie Suura bandytą hokejowym przez jednego z komentatorów tego meczu, jest zwykłym skandalem. To, co stało się później, wyzwoliło we mnie dodatkową mobilizację. Najpierw zostaliśmy obrzuceni wyzwiskami i obelgami przez tyskich działaczy, którzy wdarli się do naszego boksu. W tym samym czasie na nasz boks posypał się grad przedmiotów z trybun. Nasz kierownik dostał butelką w głowę. W innych ligach wystarczy słowne zaatakowanie kogokolwiek z boksu jednej z drużyn, a mecz musi być przerwany. Oznaczałoby to jednoznacznie walkower. Dla nas oczywiście. W tym przypadku słyszałem, że komentatorzy byli nagle zdziwieni, że nakazałem zespołowi wyjście do szatni. Później w szatni jeden z działaczy Tychów nadal nas wyzywał. Pozostawiam to bez komentarza.

– Czyli słowa kierownika tyszan Karola Pawlika, że rzekomo z premedytacją podjudzał pan swoich zawodników do ostrej gry, nie zrobiły na panu większego wrażenia?


– Owszem, zrobiły (śmiech). Wyzwoliły we mnie jeszcze większą motywację do pracy i wysiłku, aby pokazać całej Polsce, że stać nas na rzeczy w rozumieniu innych niemożliwe. Na Słowacji nie z takimi zachowaniami miałem do czynienia. Bywały takie mecze, że musieliśmy mieć własną ochronę, aby czuć się w miarę bezpiecznie. To jest hokej. Gra dla twardzieli. W play-off dzieją się różne rzeczy. Najważniejsze, aby wychodzić z nich zwycięsko. I moi zawodnicy pokazali, na co ich stać w decydującym spotkaniu.

– Ma pan na myśli koncertową grę zespołu w decydującym meczu półfinału? Przecież 6:0 to było upokorzenie przeciwnika. Spodziewał się pan takiego meczu? Wielu twierdzi, że to było najlepsze spotkanie pana podopiecznych w minionym sezonie.

– Uważam, że mecz z Tychami wygrany 6:0, był chyba najlepszym meczem za mojej kadencji. Zawodnicy w stu procentach zrealizowali wszystkie założenia i ustalenia przedmeczowe. Nie mieliśmy w tym meczu słabych punktów. Wszystkie formacje spisały się na medal. Przeciwnicy sprawiali wrażenie, jakby nie za bardzo wiedzieli, co się z nimi dzieje na lodzie. A najważniejsze, że w tym meczu w końcu zobaczyłem, jak moi podopieczni są mocni mentalnie.

– I w końcu przyszedł czas na finałowe starcie z Cracovią. Graliście już bez presji, bowiem opinia publiczna i tak stwierdziła, że dojście Szarotek do finału było ogromnym sukcesem. W finale tylko nieliczni dawali wam szanse na zwycięstwo. Jak pan na to reagował?

– Bardzo spokojnie. Na odprawach z chłopakami mówiliśmy sobie jasno. To nie koniec. Jesteśmy w tym finale po to, aby walczyć ze wszystkich sił o zwycięstwo. Zresztą jakaś specjalna motywacja nie była potrzebna. Każdy zawodnik zdawał sobie sprawę przed jaką stoi szansą. Niektórzy zasmakowali już tytułu, ale część była bardzo głodna sukcesu. Wiem, że byli tacy, którzy twierdzili, że to starcie Dawida z Goliatem. Zapomnieli tylko, że kolebką i stolicą polskiego hokeja jest i zawsze będzie Nowy Targ. Nic i nikt tego już nie zmieni.

– Postanowił pan wyłączyć z gry Leszka Laszkiewicza. Długo się pan zastanawiał, zanim powierzył rolę „plastra” Tomkowi Malasińskiemu?

- Dość długo. Miałem kilku kandydatów. Problem z „Malasiem” był tym większy, że to zawodnik, który strzela dużo bramek. Brałem wszystkie za i przeciw. Ostatecznie zdecydowałem się tę czarną robotę powierzyć właśnie Tomkowi. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Widziałem później z satysfakcją, że ta rola – mimo że niewdzięczna – sprawiła mu sporo radości. Spisał się przecież na szóstkę z plusem.

– Panie trenerze, dlaczego niemal cały sezon konsekwentnie stawiał pan na Krzyśka Zborowskiego? Przecież po kilku meczach posypały się na pana istne gromy, że nasz bramkarz jest przemęczony i że miał pan jeszcze do dyspozycji Furcę, a może nawet Niesłuchowskiego.

– Zespół musi mieć pierwszego bramkarza. Stawiałem na „Zborę”, ponieważ to wspaniały bramkarz. I nie zawiodłem się. W tym feralnym spotkaniu w Krakowie źle zagrał cały zespół, a nie tylko „Zbora”. Jednak to Krzysiek dostał straszne cięgi. Ci, którzy wieszali na nim psy, najwyraźniej nie znają się na hokeju. Pewnie Furca dostałby więcej szans, jednak problem polegał na tym, że przez cały sezon graliśmy o jakąś stawkę. Najpierw o wejście do szóstki, potem o zajęcie trzeciego miejsca. „Zbora” błysnął kapitalną wręcz formą w meczach play-off i walnie przyczynił się do tego tytułu.

– Formalnie rzecz biorąc nie jest pan już szkoleniowcem Podhala. Co dalej?


– Na koniec jak zwykle najtrudniejsze pytanie. Prawdę mówiąc nie wiem. W tej chwili rzeczywiście nie jestem już trenerem Podhala, ponieważ mój kontrakt wygasł. Ale dla nikogo ze środowiska hokejowego nie będzie tajemnicą, że bardzo chciałbym kontynuować pracę w Nowym Targu. Muszą być jednak spełnione pewne warunki. Po pierwsze nie wyobrażam sobie, aby drużyna się rozleciała. Chodzi o to, że muszę mieć do dyspozycji niemal wszystkich zawodników, których miałem w minionym sezonie. Poza tym muszą być zagwarantowane podstawy, powtarzam podstawy stabilizacji finansowej. Zawodnicy muszą mieć pewność, że będą za swoją pracę otrzymywali wynagrodzenie w terminie przewidzianym umowami, a poza tym konieczne jest zagwarantowanie środków na proces  szkoleniowy. Nie może być tak, jak teraz, że nie mieliśmy pieniędzy na przeprowadzenie profesjonalnych treningów bramkarskich.  No i na koniec sprawa dostępu do lodowiska. Mam nadzieję, że w przyszłości drużyna będąca wizytówką miasta i regionu nie będzie miała już żadnych z tym kłopotów, że w końcu władze miasta nie pozwolą zmarnować tego naprawdę dużego sukcesu. Nowy Targ zasługuje na to, aby zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami, nadal mówiono nie tylko o jarmarku, ale też o tym, że jest to miasto najlepszej w Polsce drużyny hokejowej. Zostało bardzo mało czasu, ale wierzę, że zarówno władze miasta, jak i klubu, będą w stanie uzdrowić tę chorą sytuację i doprowadzą do tego, że Podhale znowu będzie potęgą na wiele lat. Ja jestem do dyspozycji. Zawodnicy i ja chcemy grać dla Nowego Targu. Reszta w rękach władz i działaczy.

Rozmawiał Paweł Wargenau
(Paweł Wargenau)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OGŁOSZENIA PROMOWANE

  • budowlane

    22.12.2025

    OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

  • ogloszenie

    29.05.2026

    Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

  • budowy

    02.06.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • praca

    02.06.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • ogloszenie

    27.05.2026

    Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

  • ogloszenie

    19.05.2026

    KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

  • biznes

    02.06.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • domy

    02.06.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • 01.06.2026

    ZLECĘ WYKONANIE PRAC WYKOŃCZENIOWYCH: SUCHE TYNKI,...

  • 01.06.2026

    ZATRUDNIĘ DO KARCZMY i PENSJONATU W KOŚCIELISKU. 6...

  • 01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA MIESZKANIE 38m2 i 55m2 w CENTRUM NOWE...

  • ...

    01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

  • SZCZ

    01.06.2026

    SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

  • ...

    29.05.2026

    RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

  • 26.05.2026

    RESTAURACJA W ZAKOPANEM ZATRUDNI KELNERA/-KĘ, POMO...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM: KELNER/-KA - DLA ...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM DLA UCZNIÓW, STUDE...

  • 25.05.2026

    URZĄD GMINY KOŚCIELISKO zatrudni INSPEKTORA ds. po...

  • ...

    25.05.2026

    ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

  • ...

    22.05.2026

    RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

  • domy

    14.05.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • LAS

    21.05.2026

    Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

  • praca

    14.05.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • budowy

    14.05.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • biznes

    14.05.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • budynek

    12.05.2026

    Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

  • ...

    28.04.2026

    WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

  • pożyczki

    23.04.2026

    PROVIDENT. 571 240 909.

  • usługi

    17.04.2026

    OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

  • ...

    07.04.2026

    Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

  • ...

    07.04.2026

    NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...


POLECAMY

0%