– Celem naszego zespołu było zmieścić się w limicie czasu i zostać sklasyfikowanym – tym bardziej można się cieszyć czwartym miejscem w tych kultowych zawodach – podsumowała swój debiut w Trofeo Mezzalama Klaudia Tasz z Zakopanego. Jej partnerkami w trzyosobowym zespole były dwie Austriaczki – Veronika Swidrak i Maria Strasser, które zaproponowały jej wspólny start.
Trofeo Mezzalama to prestiżowe zawody w ski-alpinizmie, organizowane w Alpach Włoskich. Uważane są za najtrudniejsze w tej dyscyplinie sportu. W przeciwieństwie do czterodniowych zmagań w Pierra Menta, gdzie trzeba się wykazać dobrą kondycją na każdym etapie, w Trofeo Mezzalama trzeba się sprężyć w jednym dniu na 45-kilometrowej trasie o sumie podejść 2862 m i 3145 m zjazdów. Większość trasy biegnie na wysokości 4000 m, a najwyższym szczytem jest Castor (4226 m). Poza wytrenowaniem i aklimatyzacją trzeba mieć jeszcze wrodzone predyspozycje do wysiłku na takich wysokościach. Dodatkowo stresującym elementem dla startujących w tych zawodach są dwa limity czasu – jeden na Przełęczy pod Breithornem (3826 m), dokąd trzeba dotrzeć ze startu w Cervinii (2020 m) w ciągu 2.30 godz. – mężczyźni i 2.45 godz. – kobiety, drugi na Lodowcu Felik (3720 m), gdzie limit czasu wynosi odpowiednio: 5.30 i 5.45 godz. Zespół, który nie spełni tych wymogów, jest zawracany z trasy przez żandarmerię górską najkrótszą drogą do Cervinii.
Zawody poświęcone są pamięci Ottorino Mezzalamy, pioniera włoskiego ski-alpinizmu, który zginął w lawinie śnieżnej w 1931 roku. Dwa lata później po raz pierwszy zorganizowano zawody, a następne co roku, aż do 1938. Wznowiono je dopiero w 1971 roku, a cztery lata później były nieoficjalnymi Mistrzostwami Świata w ski-alpinizmie. Po dziesiątej edycji, w 1978 roku, nastąpiła prawie dwudziestoletnia przerwa. Od 1997 roku organizowane są już regularnie co dwa lata, a od 2001 – według tej samej formuły i na stałej trasie. Dotychczas startowało w nich od 135 do 253 zespołów trzyosobowych. Sprawne przeprowadzenie tej imprezy jest ogromnym wyzwaniem dla organizatorów. Rekordy ustanowione na tej trasie zależą nie tylko od formy i kondycji zawodników, ale również od warunków pogodowych i śniegowych. Dotychczasowy rekord został ustanowiony w 2005 roku przez zespół francusko-włoski: Stephane Brosse, Patric Blanc i Guido Giacomelli i wynosił 4 godz. 18 min. 47 sek., a kobiecy z 2007 roku należał do Włoszek: Gloriany Pellissier, Roberty Pedranzini i Francescy Martinelli – 5 godz. 37 min. 41 sek. W tym roku oba zostały znacznie poprawione.
***
Na zawody, które miały się odbyć 19 kwietnia, zjechała rekordowa liczba zespołów, w tym również Polacy. – Kiedy wczesnym rankiem 370 zespołów ustawiło się na starcie, organizatorzy odwołali zawody, gdyż po nocnych opadach śniegu było zbyt niebezpiecznie, a pogoda również nie była sprzyjająca. Moim zdaniem podjęli słuszną decyzję – wyjaśnia Klaudia Tasz. Następny termin wyznaczono na 2 maja, jednak nie wszystkim on odpowiadał, dlatego na starcie zabrakło m.in. Polaków, tylko Klaudia przyjechała na zawody ponownie, by razem z Austriaczkami – Veroniką Swidrak i Marią Strasser uczestniczyć w tych prestiżowych zawodach. – Po treningu, jeszcze przed zawodami, ustaliłyśmy kolejność w zespole, bo przez większość trasy trzeba być związanym liną. Ponieważ ja jeżdżę najsprawniej na nartach w każdym terenie, to byłam w zespole trzecia. Ostatnia w zespole ma na uwięzi dwie osoby przed sobą, może je przytrzymać w razie obsunięcia czy upadku i musi błyskawicznie reagować. Pierwszą w zespole było Weronika, która również sprawnie jeździ, a Marysia była w środku – tłumaczy Klaudia.
Było jeszcze szaro, gdy około 270 zespołów wyruszyło ze wspólnego startu na szerokiej i oświetlonej trasie narciarskiej w Cervinii. Światła i muzyka stwarzały niezwykłą atmosferę tej imprezy. Pierwsze podejście to od razu 1800 metrów deniwelacji, ale trasa była szeroka i można się było tasować. Te zespoły, które poszły ostro, zyskały na tym, gdyż na drugim podejściu, gdzie były tylko dwa tory, nie były blokowane przez zasadniczą, dużą grupę zawodników. Na końcu pierwszego podejścia, pod Breithornem był pomiar czasu. Zespół Klaudii zmieścił się bez problemu nawet w męskim limicie czasu – 2.30 godz., mimo że podchodziły umiarkowanym tempem. Na Colle del Breithorn trzeba się było związać liną w zespołach. Stamtąd rozpoczynał się długi trawers pod granią masywu Breithornu (4165 m). Wytrasowane były tylko dwa tory, więc był problem z wyprzedzaniem. Organizatorzy na odprawie poinformowali zawodników, by pod żadnym pozorem nie zbaczali z oznakowanych torów, gdyż w sąsiedztwie jest dużo szczelin lodowcowych. Po dojściu na Passo di Verra (3848 m) trzeba było zapiąć raki, a do plecaka przypiąć narty. Potem rozpoczęła się najtrudniejsza część trasy – podejście na Castor (4226 m), gdzie końcówka była po blaszanych drabinkach ponad szczelinami, a następnie wąska stroma grań. – Maria już na pierwszym podejściu nie czuła się najlepiej więc kiedy podchodziłyśmy w rakach, wzięłam od niej narty i z dwoma parami przypiętymi do plecaka pokonywałam ten odcinek – powiedziała Klaudia – Dobrze, że byłyśmy związane, bo przy schodzeniu z grani Veronika i Maria upadły na stromym stoku, ale je przytrzymałam. Odcinek w rakach kończył się na Lodowcu Felik (3719 m), a stamtąd rozpoczynał się długi i malowniczy trawers masywu Lyskamm (4477 m), z którego schodzą duże lodowce. Dzień przed zawodami organizatorzy strzelali do seraków, żeby je skruszyć, by nie zagrażały zawodnikom. Trasa wiodła tuż poniżej odstrzelonych seraków, a kończyła się podejściem na Passo del Naso (4150 m) – Na trawersie i podejściu zaproponowałam partnerkom, że mogę poprowadzić ten odcinek i trochę je podciągnę, na co się zgodziły, gdyż w zespole należy sobie pomagać – tłumaczy Klaudia. Od Passo del Naso zaczynał się bardzo długi zjazd o deniwelacji 2500 m, aż do mety. Początkowo do Rifugio Mantova (3500 m) zespoły zjeżdżały jeszcze związane, a stamtąd, gdzie był ostatni punkt kontrolny, obowiązku tego już nie było, więc zjeżdżali blisko siebie, gdyż na mecie liczył się czas ostatniego zawodnika w zespole. Meta była w Gressoney-La-Trinité, na wysokości 1637 metrów. Rozpiętość temperatur powietrza na trasie była znaczna. Rano na starcie około 0, na wysokości ponad 4000 m odczuwalna temperatura wynosiła minus 20 st. a na mecie plus 16 st. Pierwsze trzy zespoły męskie i żeńskie otrzymały nagrody pieniężne. Była też nagroda 1500 euro dla pierwszego zespołu, który wszedł na Castor, a także dla najstarszego i najmłodszego teamu.
W tym roku padł rekord trasy zarówno w konkurencji męskiej, jak i żeńskiej, a wyniki zostały mocno wyśrubowane. Zwycięski zespół Włochów – Manfred Reichegger, Matteo Eydallin i Denis Trento – przebył trasę w czasie 4 godz. 1 min. 22 sek., a trio najlepszych obecnie ski-alpinistek świata: Francesca Martinelli, Roberta Pedranzini i Laetitia Roux pokonały ten dystans w 4 godz. 43 min. 31 sek. Zespół Klaudii, w przypadku lepszej formy Marii, miał realną szansę na trzecie miejsce, ale i czwarta pozycja wśród 20 zespołów kobiecych jest znakomita.
Po raz pierwszy w nowej formule Trofeo Mezzalama Polacy startowali przed dwoma laty. Zespół ratowników TOPR – Grzegorz Bargiel, Tomasz Gąsienica Mikołajczyk i Andrzej Mikler zajął 80. miejsce na 253 sklasyfikowane zespoły, z czasem 6 godz. 41 min. 2 sek., co należy uznać za wynik dobry, zważywszy że – w przeciwieństwie do Włochów, Francuzów czy Szwajcarów – nie mają oni możliwości uprawiania ski-alpinizmu na czterotysięcznikach alpejskich na co dzień.
Wyniki czołówkiMężczyźni:
1. Manfred Reichegger, Matteo Eydalin, Denis Trento – 4:01:22
2. Jean Pellissier, Damiano Lenzi, Daniele Pedrini – 4:06:40
3. Alain Seletto, Tony Sbalbi, Didier Blanc – 4:08:03
4. Graziano Boscacci, Ivan Murada, Pietro Lanfranchi – 4:16:33
5. Didier Moret, Pietro Bruchez, Ernest Farquet – 4:24:32
Kobiety:
1. Francesca Martinelli, Roberta Pedranzini, Laetitia Roux– 4:43:31
2. Corinne Clos, Orietta Calliari, Silvia Rocca – 5:41:49
3. Micci Murachelli, Giulia Botti, Alessandra Gianatti – 6:14:02
4. Veronika Swidrak, Maria Strasser, Klaudia Tasz – 6:37:49
5. Paola Martinalle, Raffaella Gianotti, Sonia Balbis – 6:48:59
(ar)
0 0
Dobrze, że w ogóle Klaudia w swojej skromnej osobie zaszczyciła obecnoscią zawody Trofeo Mezzalama. Gdyby nie ona, to z pewnością cala impreza legła by w gruzach....
0 0
Tak..Też takie odniosłem wrażenie czytając powyższą relację - po raz kolejny mamy do czynienia z zapierającym dech w piersiach opisem wiekopomnych dokonań pani Klaudii T. Na marginesie sam widziałem na stronie www.skimo.org ogłoszenie Austriaczek, że szukają trzeciej zawodniczki do teamu na te zawody. Zatem chyba nie do końca prawdziwe jest stwierdzenie, że to one \"zaproponowały jej wspólny start\"? A może jednak? To nieistotne, tak jak widzimy, dziewczyny miały niezwykłe szczęście ;-) I jeszcze jedno - team nr 4 szedł o połowę dłużej niż liderki - oświećcie mnie, czołówka jest poza konkurencją czy mało jest naprawdę dobrych zawodniczek w tej dyscyplinie?
0 0
Jak to?Myślałem że kryminaliści nie soą dopuszczani do takich zawodów
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz