Tak w USA nazywają swoją pracę kierowcy "trucków", pochodzący z Podhala.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"21243"}
- W trucku się śpi, wstaje się z łóżka, robi krok i już się jest w pracy, jak nasi juhasi na bacówce - tłumaczy Koniu, czyli Edek Koenig. Na rozmowę z dziennikarzem przyjeżdża prosto z trasy swoją ogromną ciężarówką. Umawiamy się przy głównej drodze, bo w mniejsze uliczki nie ma szans na wjazd, nie mówiąc o mandacie. A policja karze tu srogo. Kiedyś za przeciążenie samochodu zapłacił 2,2 tys. dolarów.
Dziś Koniu pokonał ponad 300 mil. Był z towarem w Kentucky. Zanim podjechał, z przodu, na "grillu" (jak określają to miejsce kierowcy), w oczy rzuca się tablica z napisem "Zakopane", która - jak twierdzi Edek - jest swoistym talizmanem. Dlatego, choć zmienił już kilka razy swój samochód, tablica wędruje razem z nim, za każdym razem jest odkręcana i przykręcana na nowy pojazd.
Jest jeszcze wierny "Baciar", sympatyczny piesek shitsu, podarowany przez żonę (wtedy jeszcze dziewczynę) 4 lata temu. Nieodłączny towarzysz podczas każdej trasy.
Koniu przybył do Chicago z Witowa. Nie jest tu jedynym kierowcą trucka pochodzącym z Podhala. Jest Łolcon, jak sama ksywa wskazuje - z Olczy, Bobson z Zębu, Beczka z Cyrhli (chwilowo w Polsce), Krzysiek z Cyrhli, Ścierka z Cichego i Misiek wprawdzie z Brzeska, ale z powodu żony bukowianki w trakcie przysposabiania na górala. - Trzymamy się razem, pomagamy sobie, jesteśmy w stałym kontakcie, w trasie oczywiście, a czasem i poza nią - opowiada Edek. - Mnie nauczył jeździć na truckach i wprowadził w temat właśnie Bobson, czyli Andrzej Bobak - dodaje. Radę kolegi z Zębu, że "nie sztuka się rozpędzić, ale sztuka zahamować z ładunkiem", zapamiętał na całe życie. I powtarza sobie za każdym razem, kiedy mknie po szerokich amerykańskich "hajłejach" z ponad 40 tonami na karku, bo tyle waży jego samochód z ładunkiem.
Kiedy przyjechał do Chicago w 1996 r., miał 17 lat. Trafił na "kontraktorkę", ale wiedział, że nie jest to robota dla niego. Szybko więc przesiadł się za kierownicę. Woził materiały budowlane, potem pracował w pomocy drogowej, w końcu zrobił prawo jazdy na trucka, a z czasem zaczął jeździć własną ciężarówką, która stała się jego drugim domem.
W samochodzie ma wygodne łóżko i drugie - na górze, gościnne, lodówkę, szafki, ma nawigację, CB, które jednak wypierane jest coraz bardziej przez telefony. To przez nie łączy się z kolegami z Podhala, którzy także są na trasie, czasem nawet rozmawiają w dziesięciu.
Pokonując kolejne stany, rozmawia też często ze swoją babcią Teresą z Witowa przez skype`a. On opowiada o pracy, babcia o tym, co dzieje się w Polsce, wspomina stare dzieje.
Przez telefon ogląda co tydzień wiadomości telewizyjne Tygodnika Podhalańskiego. Szczególnie czeka na wieści z Witowa. Jest też wiernym czytelnikiem papierowego wydania TP. - W piątek, jak wracam z trasy, zatrzymuję się pod polskim sklepem na 103 Roberts Road i kupuję Tygodnik. Jak przyjeżdżam do domu, zaraz biorę się za lekturę, aż żona się czasem złości - opowiada. Mówi, że zawsze zaczyna od felietonu Pinkwarta, potem z żoną oglądają zdjęcia noworodków i patrzą na imiona, bo w drodze jest drugie dziecko Edwarda i zastanawiają się z żoną nad wyborem imienia. Potem Koniu patrzy, co Krzestna napisała, a następnie czyta wszystko od deski do deski, z ogłoszeniami włącznie.
- Kiedy robiłem prawo jazdy na trucka, myślałem, że to będzie fajna i przyjemna praca, teraz wiem, że to ciężki chleb, ale lubię swoją robotę i swoją maszynę. Czasem nawet z nią rozmawiam - śmieje się. Swoje volvo nazywa "baby".
- Człowiek jest non stop w drodze, mało snu, duża odpowiedzialność - mówi. Szczególnie zimą jazda załadowanym truckiem jest bardzo niebezpieczna. O wypadek łatwo. - Trzeba mieć oczy z przodu, z tyłu, wszędzie - podkreśla. Zdarzyło się już, że wjechał w miejsce, które dla olbrzymiego samochodu okazało się pułapką ze względu na zbyt niski most, pod którym nie dało się przejechać, czy zbyt wąską drogę. Twierdzi, że najbardziej boi się osobówek, które go wyprzedzają, wjeżdżają przed niego, a potem hamują. - To masakra, ja nie jestem w stanie szybko wyhamować, można człowieka zabić. Czasem, jak rozmawiam z żoną przez telefon i mam taką sytuację, to żona się rozłącza z przerażenia - opowiada.
Naszej rozmowie przysłuchuje się Baciar, który przeskakuje z kolan na kolana, wychodzi na maskę, łapy opiera na kierownicy, jakby za chwilę miał przejąć stery. - Nie wiedziałem, że pies może być taki mądry, dzięki niemu naprawdę przyjemniej się jeździ. Potrafi bezbłędnie odnaleźć naszego trucka spośród 20 innych - chwali sympatycznego czworonoga.
Robi się późno. W domu czeka żona z 5-miesięczną córeczką, która już pewnie będzie spała, gdy tata wróci. Koniu żegna nas charakterystycznym dźwiękiem klaksonu trucka, który rozlega się po opustoszałym już Chicago. Teraz 12 godzin odpoczynku i znowu w trasę, na amerykańską juhaskę.
Beata Zalot, Chicago
0 0
Trzeba by było wrócić do Polski i przekonać się jak tutaj dobrodzieje potrafią "ułatwić" człowiekowi życie.
0 0
Pozdrowienia z Kraju i szerokiej drogi w Nowym 2014 Roku !
0 0
Nic nie ujmując kierowcom jeżdżącym po Ameryce, pamiętam z czasów "transformacji" (gdzie wszystko oczywiście za opłatą było dozwolone) ciągnęliśmy jelczem z naczepą ponad 43T ładunku, dodając ciężar ciągnika ok 10t, oraz żelaznej naczepy 12 kołowej to musi robić wrażenie. Prawda? suma gdzieś ok 60 ton. Jak w Australii.
0 0
wszystko fajnie ino szkoda ze 1% to fajni kolesie a 99% to chamstwo i buractwo
0 0
A do kogo Koniu przyjechal do Chicago , Andrzej Bobak go zaprosil ? Jak tak to swietny kolega nawet do Ameryki go zabral z Witowa , co do babci swietny wnuk jak tak czesto z nia romawia , no nie?
0 0
99% chamstwo i buractwo !!!!!!!!
0 0
" Tu jest moje miejsce, tu jest mój dom " tak "Kajek" spiywoł jak siedzoł w kabiniy.:)
modlitwa "kajka"
"Matko Bosko z chojtorego kościoła, pomoz mi wyjychać z tela (z moskwy") :)
PS
"Kajek" teroz inacyj, tak po amerykansku. :) Haj ! (Hi) od zródła :D:D
0 0
Nie wiedziałem ze "baby" maja pseudonim JUHAS!!!!:))))))no nie zawsze "JUHAS"musi być na szczycie:))))))
0 0
No wlasnie Edziu bo "babom" by bylo troche lepiej - jakby sie byly nie martwily dawno o tych co teraz na szczycie- , no ale nie martw sie podobno mowia :
kto sie szybko wzbija szybko tez i upada , tak jak to sie stalo w przypadku "bab" ,
Tak wiec powodzenia ! a tym co na dole dobrze tak NO NIY?
przeciez sobie zasluzyli !
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz