Chociaż Chicago jest wciąż zamieszkane przez setki tysięcy Polaków, to jednak coś się zmienia. Do „Wietrznego Miasta” przyjeżdża rocznie dużo mniej naszych rodaków, natomiast coraz więcej decyduje się na powrót do Polski. O genezie tego zjawiska pisze w Chicago Tribune Tom Hundley – najwyraźniej darzący sympatią Polaków.
W Chicago Tribune z 18 stycznia ukazał się kilkuszpaltowy artykuł pt. „Powrotna podróż”, napisany przez byłego korespondenta tej gazety w Polsce Toma Hundleya. Tematem artykułu jest emigracja Polaków do USA i ich sytuacja w Stanach Zjednoczonych, a w szczególności w Chicago, dawniej i dzisiaj. Według Hundleya polski tzw. „American Dream” dotyczył przede wszystkim właśnie Chicago. Podaje historyczne przyczyny polskiej emigracji do Stanów Zjednoczonych, poczynając od powstania listopadowego z 1830 roku, kiedy to prezydent USA Jackson wyznaczył ponad 22 tys. akrów ziemi wzdłuż rzeki Rock na północy Illinois dla polskich osadników. Przez następne 100 lat prawie pół miliona emigrujących Polaków osiedlało się właśnie na tym terenie i w pobliskim Chicago. Polacy stali się najliczniejszą społecznością miasta, a Chicago – największym „polskim” miastem po Warszawie.
„Dużo polskich imigrantów przybyło też po II wojnie światowej, jednak liczebność chicagowskiej Polonii „przebili” napływający do przemysłowych dzielnic miasta Latynosi i Afroamerykanie” – pisze Hundley. Obecnie, według spisu ludności, ponad 820 tys. mieszkańców chicagowskiej metropolii przyznaje się do polskiego pochodzenia. Do 2000 roku Polacy zajmowali 2. miejsce (zaraz po emigrantach z Meksyku) jako etniczna grupa, osiedlająca się w mieście. Od kilku lat jednak sytuacja ulega zmianie – imigracja z Polski zmniejszyła się do kilkuset osób rocznie.
Według autora zaobserwowano też inne zjawisko, którego chyba nikt nie przewidywał, czyli powroty do Polski. Wracają nawet ci, którzy w Chicago spędzili wiele lat. Szacunkowo ocenia się, że w ciągu ostatnich 5 lat do Polski mogło powrócić na stałe około 50 tys. emigrantów. „A przecież to Polacy, dominujący nad innymi przybyszami z Europy Wschodniej, budowali to miasto i nadawali mu charakter. Dali Chicago jego siłę, pracując w fabrykach, rzeźniach i targowiskach tak długo, jak długo była w tych miejscach praca. Budowali kościoły i szkoły, kupowali domy, kształcili swoje dzieci” – przypomina autor artykułu. „Są, oczywiście, polskie społeczności w Nowym Jorku, Detroit, Cleveland i innych miastach USA, ale żadne z nich nie ma tak specyficznego znaczenia dla Polaków, jak Chicago. Kiedy w tamtych miejscach zamykano zakłady i fabryki, zamarła też fala polskiej emigracji i lokalna polska społeczność straciła tam swoją siłę. Ale nie w Chicago. W „Wietrznym Mieście” jest inaczej, społeczność polska jest nadal zasilana w mniejszym lub większym stopniu wciąż przyjeżdżającymi Polakami”.
Tom Hundley stwierdza ponadto, że Chicago wciąż może się poszczycić 2 polskojęzycznymi gazetami, kilkoma tygodnikami, 3 stacjami radiowymi i jedną telewizyjną. Polskie msze odprawiane są w 51 chicagowskich parafiach, a polskie kino, sztuka i jazz zdobywają sobie coraz więcej zwolenników wśród innych grup etnicznych. Prawie 18 tysięcy młodych ludzi uczęszcza do polskich szkół sobotnich, by doskonalić język polski. „Będzie im potrzebny nie tylko po to, by porozumiewać się z dziadkami, ale też, aby mogli się dostać na renomowane polskie uniwersytety, które kosztują dużo mniej, niż te w Stanach. Wielu z nich nie wróci do Ameryki – po poznaniu na nowo kraju swoich rodziców, pozostaną w Polsce” – uważa autor.
Artykuł jest bardzo obszerny. Opowiada o zróżnicowaniu pod względem wykształcenia chicagowskiej Polonii, przybywającej do Chicago na przestrzeni lat. Kiedy przez długie lata w mieście i okolicy osiedlali się Polacy bez wykształcenia, którzy mogli pracować tylko fizycznie, tzw. emigracja posolidarnościowa i późniejsza to już grupa ludzi wykształconych, inteligentnych, dla których praca sprzątaczki czy w rzeźni nie była spełnieniem „amerykańskiego snu”. Po nostryfikacji swoich dyplomów z polskich uczelni, zakładali własne firmy i mocno weszli w chicagowski, biznesowy rynek. Autor podaje wiele konkretnych przykładów polskich emigrantów, zarówno legalnych, jak i nielegalnie przebywających w Chicago. Pisze o różnych sposobach legalizowania tutaj pobytu i o niesprawiedliwym – jego zdaniem – traktowaniu Polski i Polaków przez amerykańską administrację, która pozwala przyjeżdżać do USA bez wiz „wszystkim”, tylko nie Polakom. Podaje przykłady deportacji Polaków przez „Immigration”, rozmawia na ten temat z konsulem RP Zygmuntem Matynią. Hundley przytacza opinie Polaków, mieszkających w USA, opisuje przykłady tych, którym się powiodło, i tych, którzy zastanawiają się nad powrotem do Polski, bo w USA wciąż czują się obco. Na decyzję na temat powrotu składa się zazwyczaj kilka czynników. Jeżeli ktoś nie zalegalizował pobytu, przy coraz surowszym egzekwowaniu prawa emigracyjnego, zamiast narażać się na aresztowanie i deportację, woli wyjechać sam. Od czasu, gdy Polska znalazła się w Unii Europejskiej, młodzi Polacy nie muszą jeździć za pracą za ocean, a znajdują ją bliżej domu. I przede wszystkim w Europie pracują legalnie, mając ubezpieczenia itp., a w weekend mogą odwiedzić swoich bliskich. Nie bez znaczenia jest też dynamiczny rozwój polskiej gospodarki i wzrost stopy życiowej w Polsce.
Opisując Polaków, którym się w Chicago powiodło, Tom Hundley pisze też o tych, którzy zaczynają zaznaczać swoją obecność w miejskich władzach, o młodych, wykształconych Polakach, działających na rzecz polsko-amerykańskiej społeczności. „Trudno sobie wyobrazić w przyszłości kolejną falę polskiej imigracji, jaką widziano w wiekach poprzednich. Bo wiele się zmieniło. Mimo to Chicago chyba nadal utrzyma status globalnej, różnonarodowej metropolii, do której będą przyjeżdżać młodzi Polacy, i to w takiej liczbie, by polskość miasta została utrzymana na dotychczasowym poziomie” – kończy, jak widać darzący sympatią Polskę i Polaków, autor.
Miłosz SowaWypowiedzi osób, które postanowiły wrócić do Polski69-letni pan Leszek z Nowego Targu w USA mieszkał 25 lat. Przez cały czas pracował w jednej firmie, dorobił się 2-sypialniowego kondominium, niezłej emerytury. – Wracam, mimo że tutaj zostają moje dzieci. Mam obywatelstwo amerykańskie, jak mi w Polsce będzie źle, mogę wrócić, ale wątpię, by to nastąpiło. Oczywiście, przelicznik dolara nie jest taki, jaki był, kiedy tu przyjeżdżałem w 1984 roku, ale amerykańska emerytura mi w zupełności wystarczy na normalne życie w Polsce. Dlaczego na stare lata wracam do Polski? Każdy, kto się wychował na Podhalu, spędził tam młodość i wyjechał, wie, dlaczego się wraca.
Państwo Janina i Franciszek Bobakowie z Bridgewiev wracają do swojego domu w Czerwiennym po 18 latach pobytu w USA. Maja podwójne obywatelstwo, więc jeszcze nie są tak do końca zdecydowani, czy już pozostaną w Polsce na stałe. – Mąż ma emeryturę z Social Security, ja też się będę o nią starać. Na stare lata będę prawnuki bawić – wyjaśnia pani Janina. – Syn, który został w Polsce, opiekował się naszym domem, mamy więc do czego wracać. Tutaj jest coraz gorzej, np. z pracą. Mąż pracował na kontraktorce, ale jest coraz mniej zleceń. Prócz tego pensja od 20 lat jest taka sama, a ceny kilkakrotnie wyższe. Mamy problem ze sprzedażą domu, który tutaj zostawiamy, bo rynek nieruchomości stanął w miejscu. Ale korzystamy z tzw. mienia przesiedleńczego – to, czego dorobiliśmy się tutaj, a co się przyda w Polsce, możemy przewieźć. Chcemy zamieszkać i odpoczywać na emeryturze na Podhalu, a tutaj zawsze możemy przyjechać. Nie ma czego żałować, ale wiem, że tak, jak tutaj tęskniłam za Podhalem, tak na Podhalu będę chyba tęsknić za Ameryką – zdradza 62-letnia pani Janina.
Prawie
35-letni Darek i jego 32-letnia żona Bożena są w USA od 7 lat. Najpierw byli na wizie turystycznej, później studenckiej, obecnie nie mają prawa pobytu. Jeżeli nowa administracja nie zrobi czegoś, by mogli zalegalizować swój pobyt, z pewnością wrócą. – Nie zostaniemy w kraju, który nas nie chce – oświadcza Darek. – Nasz 6-letni syn jest obywatelem amerykańskim, ale nie możemy dopuścić do tego, by jego rodziców deportowali, jak zacznie np. chodzić do High School. Kiedyś nie było takiej obawy, teraz wygląda to zupełnie inaczej. Po prostu przychodzą do twojego domu i cię aresztują. Oboje z Bożeną coraz częściej zadają sobie pytanie, czy pozostawanie tutaj i to wszystko ma jakiś sens? – Bez ubezpieczenia i opieki socjalnej dla dziecka? – pyta Bożena. – Płacimy wszystkie podatki, a w zamian nie mamy nic – i dodaje na zakończenie: – Może rząd Obamy będzie miał inne podejście do nielegalnych imigrantów, niż miał Bush. Jeśli nie, wracamy do Polski.
Józef z Rabki ma 58 lat. 5 lat temu pojechał „na stałe” do Polski, po 30 latach pobytu w USA. Sprzedał dom w Burbank i wykorzystał ulgi na mienie przesiedleńcze. Od 3 lat dorabia się w USA na nowo. – Nie potrafiłem się przyzwyczaić do Polski. Co innego, jak jedziesz tam na urlop, w odwiedziny, a co innego żyć. Może gdybym pozostał, dzisiaj już bym się przyzwyczaił, zaaklimatyzował na nowo, ale tam wszystko mnie irytowało. W urzędach arogancja, w sklepach i lokalach obsługa na najgorszym poziomie, ceny wyższe, niż tutaj, a dolar nic nie wart. Moje miejsce i mój kraj jest tutaj – stwierdza kategorycznie
28-letni Kazimierz z Białego Dunajca przyjechał do USA na wizę turystyczną 2 lata temu. Został i pracuje na kontraktorce. – Będę tutaj tak długo, jak długo mi się nie znudzi albo mnie nie złapią i deportują. Nie przejmuję się tym, przynajmniej zaoszczędzę na bilecie. Jako budowlaniec pracę w Europie chyba też znajdę, tym bardziej, jeżeli tutaj nauczę się choć trochę angielskiego – twierdzi Kazik. – Dużo kumpli z Podhala jest w Irlandii, Anglii, Szkocji, to dołączę do nich.
0 0
Panie Miloszu, bardzo dobre streszczenie tego artykulu z Chicago Tribune i wogole bardzo dobry byl ten artkul Toma Hundleya. Tylko jednego nie napisal Pan, a mianowicie, ze autor tego artykulu w wyrazny sposob pokazuje zly system urzedu emigracjnego USA w stosunku do emigrantow z Polski i nie tylko. Zwraca w nim rowniez uwage, ze z Polski przybywaja ludzie bardzo dobrze w wiekszosci wyksztalceni i juz znajacy jezyk angielski i nie moga zalegalizowac swojego statutu emigracjnego. Hundley w tym artkule zastanawia sie rowniez dlaczego wladze amerykanskie nie chca wykozystac tego potencjalu w postaci wyksztalcenia ludzi. Uwazam, ze warto bylo ten artykul przeczytac, bo i ja go sam przeczytalem dlatego glos w tej sprawie zajmuje.
0 0
Blaczego Polska nie moze sie doczekac , Kieby Ameryka zniesie wizy przejazdowe do USA. Napewno nikt by nie pozostal by w Polsce Mieszkaniec USA od 36 lat
0 0
Do Stana - twoj umysl pozosstal chyba na poziomie sprzed 36 lat. Polska nie.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz