– Redyk jest opowiadaniem o zwyczajach oraz przywilejach tatrzańskich gazdów, sołtysów, wsioków, baców, juhasów, honielników, polaniarzy, przemytników i ślebodnyk polowacy, wyjętym z życia gazdy Jaśka Brzegi Kosora – streścił swoją książkę \"Redyk doliną Wielgiyj Wody\" Stanisław Szaflarski Dziana w czasie spotkania z czytelnikami w chicagowskim Domu Podhalan.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"806"}
– Został napisany w oparciu o prawdziwe wydarzenia pod \"holami\" w czasach zmiennej zawieruchy dziejowej, stworzony z miłości do Tatr i nostalgii emigranta. Zadedykowałem ją jubileuszowi 400-lecia przywileju sołeckiego osady Czerwone (obecnie wieś Podczerwone) oraz 700-lecia przywileju sołeckiego osady Szaflary, w oparciu o notę biograficzną autora i nadania królewskie, które otrzymali sołtysi Podhala – mówił dalej Staszek Szaflarski.
Zanim to jednak nastąpiło, w asyście góralskiej kapeli i sztandaru koła Podczerwone uroczyście gazdę Szaflarskiego wraz z małżonką Barbarą wprowadzono do Domu Podhalan. Później były uroczyste powitania i przemówienia organizatorów, czyli przedstawicieli Komitetu Edukacji, koła Podczerwone i koła Literacko-Dramatycznego oraz kwiaty dla Barbary Plater-Szaflarskiej i upominki dla gazdy Szaflarskiego. Oczywiście, nie zabrakło też góralskiego tańca i śpiewu, najpierw w wykonaniu bohatera wieczoru, któremu dzielnie sekundowała Zofia Boblak Helios, a następnie dziecięcego zespołu Władysława Pawlikowskiego.
Później gazda Szaflarski-Dziana opowiadał o tym, co skłoniło go do napisania książki. – Ojciec, gdy mu się dawno temu zwierzyłem, że może kiedyś napiszę książkę o Podhalu, powiedział mi że jak będę pisał, to mam ją napisać tak, żeby w niej było słychać, jak się liście na drzewach ruszają. I ja się starałem właśnie tak napisać i myślę, że w jakimś stopniu to mi się udało – wspominał. W czasie jego opowieści na ekranie wyświetlane były z rzutnika zdjęcia, które określił \"tłem Redyku\". Były to zarówno historyczne fotografie z rodzinnych albumów Szaflarskich lub jego żony z \"rodu Platerów\", współczesne zdjęcia i rysunki kreślone jego ręką, jak też fotografie górskiego krajobrazu i charakterystycznych dla Podhala budowli.
– Książka jest też moim podziękowaniem żonie, dzieciom, rodzicom i wielu innym ludziom – dla ceprom i góralom, którzy okazali mi zrozumienie i mnie zachęcili do pisania tej książki – wyjaśniał zebranym. Opowiadał o gwarze góralskiej, o tym, że to wyraz góralskiej, \"nasej ślebody\". Barwnie i rzewnie wspominał swoje dzieciństwo, młodość spędzoną na Podhalu, naukę w zakopiańskim \"Kenarze\". – Pamiętam, jak moja mama, która była na polanie, z moim tatą, który był gdzieś hen, daleko pod reglami, porozumiewali się za pomocą śpiewu – uśmiechał się do wspomnień. Opowiadał też o swoim wyjeździe w 1968 roku, kiedy był studentem warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych – do Paryża, co wywołało duże zdziwienie w komendzie milicji, bo przecież wszyscy górale wyjeżdżali do Chicago, i o tym, jak razem ze Staszkiem Lasakiem Heliosem i Mietkiem Frączkiem z Zębu przez 6 lat prowadził w Paryżu audycję radiową pt. \"Jasiek Groń w Paryżu\".
Jego opowieść o Podhalu przeplatała się z wątkami z historii Polski, co jest zupełnie naturalne. Wspomniał o grobach żołnierzy błękitnej Armii Hallera koło Niagary i o tym, że pamięta, jak po wsi w niebieskim mundurze chodził były hallerczyk Wincek Kania Ciuniorz. I jak zawiózł na ten kanadyjski cmentarz polskich żołnierzy kamień, \"podhalańską wantę\". \"Wancicko z Chochołowskiej, tu cie kłade. Pilnuj syćkik i nasom ślebode. Niesym tu haw tyz nowine od Wincka Kani Ciuniorza, wojaka tyj \"Błękitnej Armii\" rodem z doliny Wielgiyj Wody, hej. Hej, zabrali nom redyk, zabrali nam hole i te góralskie lasy... Z moim ojcym i Winckiym Kaniom Ciniorzem będę se haw na tyn redyk chodziył, coby teroz moje dzieci wiedziały, skąd ik hyr i ślebodas pochodzi, hej!\" – cytował fragment książki.
Długo raczył gazda Szaflarski swoimi opowieściami słuchaczy w Domu Podhalan. Nie było tak wielu, chociaż jak na \"wieczór autorski\" zebrała ich się dosyć spora gromada. Ci, co przyszli, z pewnością nie żałowali godzin spędzonych z tym wspaniałym gawędziarzem, a zarazem wywodzącym się z ich grona, znanym w Kanadzie architektem. Na zakończenie spotkania wspomniał też o nowym statucie Związku Podhalan Rzeczypospolitej. Przypomniał, że ok. 10 lat temu na Sejmie Związku Podhalan w Północnej Ameryce podpisano porozumienie między ZP w Ameryce i w Polsce. Porozumienie to było równoznaczne z tym, że członkowie wszystkich podhalańskich związków mają takie same prawa. Dlatego podpisanie w 2005 roku nowego statutu ZP w Polsce bez porozumienia się ze związkami z Ameryki Północnej jest niezgodne z tamtym porozumieniem sprzed 10 lat.
– Myślę, że powinniśmy się tą sprawą w jakiś sposób zająć – apelował. Tłumaczył też, że Związek Podhalan nie jest zespołem pieśni i tańca \"Podhale\" z którego, jak się ktoś znudzi, to może się wypisać. – Jego członkiem powinien być każdy człowiek urodzony na Podhalu, którego obowiązkiem jest robienie czegoś dla tego związku – mówił. I te słowa powinny zapaść w serca amerykańskich Podhalan, tym bardziej że już za kilka miesięcy kolejny Sejm Związkowy.
Miłosz Sowa***
Stanisław Szaflarski-Dziana urodził się 1 maja 1945 roku w Podczerwonem. W 1963 roku ukończył \"Szkołę Kenara\" w Zakopanem, później na SGGW Wydział Technologii Drewna, Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie, Wydział Architektury Wnętrz i Szkołę Architektury Beaux Arts w Paryżu. Doświadczenia jako architekt zdobywał w wielu biurach projektowych w Paryżu, Montrealu, Vancouver, Toronto oraz w Chicago. Od 22 lat jest właścicielem i głównym projektantem firmy Archway & Associates Architect w Niagarze.
Szaflarski jest członkiem Królewskiego Instytutu Architektury w Ontario, Stowarzyszenia Architektów w Quebec, Amerykańskiego Instytutu Architektury i Arts Institute w Kanadzie. Wykładał jako profesor w Niagara College, na Wydziale Architektury Wnętrz, pracował jako wykładowca na wydziale Design Concordia University oraz w Visual Arts Centre w Montrealu. Autor wielu publikacji fachowych, laureat wielu konkursów i zdobywca nagród nie tylko za projekty budowlane i architektoniczne, ale też za swoje plakaty i prace malarskie. Z żoną Barbarą z domu Broel-Plater-Zyberk, jak sam mówi – \" jego pociesyniem\", ma trójkę dzieci: córkę Annę (Hanusię) oraz Adama i Piotra.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz