Od zawsze byłem przekonany, że królestwem tulipanów jest Holandia. Ta pewność prysła po tygodniowym wypadzie do Chicago.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"8831"}
Wietrzne Miasto nie zaskoczyło mnie wieżowcami. Europejskie stolice poszczycić się mogą równie potężnymi konstrukcjami. Nie dziwiła liczba czarnoskórych mieszkańców ani język hiszpański, używany na lotnisku O’Hare na równi z angielskim. Miłym zaskoczeniem okazała się zieleń w centrum, w Downtown. Wypieszczone trawniki zachęcające do odpoczynku w trakcie zabieganego dnia. I wszechobecne tulipany. Wielobarwne łany dodają barw szarym ulicom. Są też ozdobą prawie tysiąc kilometrów dalej, w Buffalo. Choćby w parku nad Niagarą.
Krok od deportacjiSzacunek dla prawa. Przepis to przepis. Przekonaliśmy się o tym już po wylądowaniu. Beata miała w paszporcie wbitą amerykańską wizę dla dziennikarzy. Ale zapytana przez oficera o cel wizyty stwierdziła, że przyjechała na tydzień wakacji. To nie spodobało się mundurowemu. Bo reszta naszej grupy miała wizy turystyczne. Jak wakacje, to wakacje. Wszyscy przeszliśmy kontrolę. I półtorej godziny czekaliśmy, co będzie z Beatą. Na nic nie zdały się jej tłumaczenia, że w trakcie pobytu będzie robiła relację z trzeciomajowej parady amerykańskiej Polonii. – To pani mówi teraz, ale najpierw powiedziała pani, że przyleciała na wakacje – przypomniał oficer. Koleżanka dostała propozycję nie do odrzucenia: albo wraca do Polski tym samym samolotem, którym przyleciała, albo płaci pięćset pięćdziesiąt dolarów kary za posiadanie złej wizy. Zapłaciła.
Podobnie ostro potraktowała nas kanadyjska funkcjonariuszka, gdy znad wodospadu Niagara próbowaliśmy dostać się na przeciwległy brzeg rzeki, by od frontu podziwiać ogrom wodospadu. Graniczną rzekę można pokonać samochodem lub pieszym traktem, wiodącym przez most. Wybraliśmy tę drugą możliwość. Przechodząc przez bramki, pytywaliśmy amerykańskiego oficera, czy turysta z polskim paszportem i amerykańską wizą może przejść do Kanady. – Sprawdźcie listę krajów, które potrzebują wizy kanadyjskiej. Wisi przy wejściu na most – zalecił. Z satysfakcją odnotowaliśmy, że Polski nie ma na liście krajów, których obywatele muszą mieć kanadyjską wizę. Pewni swego ruszyliśmy do Kanady. Po wejściu do punktu kontrolnego opryskliwa funkcjonariuszka wylała na nas kubeł zimnej wody. – Do Kanady wejść mogą tylko posiadacze nowych paszportów biometrycznych. Kto ma stary paszport, musi mieć wizę wjazdową do Kanady – podzieliła naszą grupę na dwie kategorie. Solidarnie zrezygnowaliśmy z wypadu na kanadyjską stronę Niagara Falls. Pieniądze na pamiątki znad Niagary wydaliśmy na amerykańskim brzegu.
Jackowo-murzynowoBez dokumentów nie kupisz żadnego alkoholu. Czy jesteś starą Murzynką, czy turystą z Polski, za każdym razem, kupując choćby jedno piwko, musisz się wylegitymować. Przekonaliśmy się o tym na stacji benzynowej w Cheektowaga. I w polskim sklepie w Chicago.
Przyjaciele z USA przestrzegali też, by pod żadnym pozorem nie przewozić żadnego alkoholu na siedzeniach w samochodzie. A już picie piwa w obecności kierowcy w trakcie jazdy grozi więzieniem. Zakupiony alkohol może jechać tylko w bagażniku. Z drugiej strony szok budzić mogą pędzący autostradami motocykliści bez kasków. Harleyowcy z rozwianymi wiatrem włosami to nie legenda, tylko codzienna rzeczywistość. I te samochody, które na polskich drogach nie zostałyby dopuszczone do ruchu. Poobijane, łatane, sypiące się od rdzy, porysowane, dziurawe. Ale jadą. Nikt nie zwraca na nie uwagi. Nikogo nie dziwią. Tak jak potężne ciężarówki, wiozące gotowe do ustawienia domy. Dla przybysza zaskoczeniem jest brak rejestracji z przodu samochodów. Liczy się tylna tablica, za którą zawsze ustawia się wóz policyjny w czasie drogowej kontroli.
Polska dzielnica przy kościele św. Jacka na północy Chicago. Tu wiek temu mieściły się fabryki, do których ciągnęli za chlebem europejscy emigranci. Głównie z Polski i Niemiec. Nasi rodacy postawili kościół. Dziś Amerykanie nazwali ten obszar Chicagos „Pollish Village”. Polska wioska rozciąga się pomiędzy Diversey, Addison i Pulaski Road. Jej sercem jest odcinek Milwaukee Avenue pomiędzy ulicami Central Park i Belmont. Ale to już nie jest dawne Jackowo. Choć stoi Teatr Chopina, są polskie bary, restauracje i sklepy, to dziś nasi rodacy nie mówią o polskiej wiosce inaczej, niż murzynowo. Nic dziwnego. Dzielnica pełna jest kolorowych, Meksykan i Portorykańczyków. Dawne polskie domy zasiedlili zróżnicowani etnicznie przybysze. A Polonia przeprowadziła się do lepszych dzielnic, awansowała do zachodniej metropolii i na przedmieścia. Po Jackowie wyrastały: Helenowo, Władysławowo, Trójcowo – od nazw kościołów, które w kolejnych latach stawiali w swoich dzielnicach Polacy.
Górale z Podhala wciąż osiedlają się tradycyjnie na południowym zachodzie miasta, w dzielnicy Archer Heights, wzdłuż ulicy Archer Avenue.
Polonijny kryzysSzokujące godzinne audycje Łucji Śliwy. Jej program Otwarty Mikrofon znany jest nie tylko w Chicago. Codziennie emituje go radiowa stacja WPNA, należąca do Związku Narodowego Polskiego, najpotężniejszej finansowo instytucji polonijnej. ZNP jest bazą materialną dla Kongresu Polonii Amerykańskiej. Pochodząca z Rabki, a okrzyknięta lwicą mediów polonijnych dziennikarka za każdym razem udowadnia słuchaczom, że Polska przepadła. W ciągu tygodnia dowiedziałem się, że krajem, z którego właśnie przyjechałem, rządzą bandyci, którzy nienawidzą Polski. Że wspólnie z Rosjanami zabili „naszego prezydenta” pod Smoleńskiem. Takich prawd słucha blisko trzymilionowa Polonia w Chicago.
Almanach Polityki Amerykańskiej z 2004 roku podaje, że Polacy są najliczniejszą grupą narodowościową wśród właścicieli nieruchomości w Chicago. Nic dziwnego, że kryzys najboleśniej dotknął rodaków znad Wisły. – Nasza społeczność najmocniej inwestowała w nieruchomości – mówi jeden z przedsiębiorców – Kto miał pieniądze, kupował albo budował dom. Wziąłeś dom za 300 tys. dolarów. On teraz nie jest wart więcej, niż 100 tysięcy. Ale musisz spłacić cały kredyt. Domu już nie sprzedaż za więcej, niż sto tysięcy.
Dlatego inwestorzy działający na rynku nieruchomości są w kropce. – Mam dom, który chciałem sprzedać przynajmniej za 500 tys. USD. A jeśli wezmę za niego dziś 350 tys., to będę zadowolony. Ale już powoli to się zmienia. Niedługo postawię cornerowy dom na sąsiedniej działce – góral budowlaniec uśmiecha się mimo zastoju. Keep smiling w amerykańskim stylu.
Rafał Gratkowski
0 0
Cyt.:Szokujące godzinne audycje Łucji Śliwy. Jej program Otwarty Mikrofon znany jest nie tylko w Chicago. Codziennie emituje go radiowa stacja WPNA, należąca do Związku Narodowego Polskiego, najpotężniejszej finansowo instytucji polonijnej. ZNP jest bazą materialną dla Kongresu Polonii Amerykańskiej. Pochodząca z Rabki, a okrzyknięta lwicą mediów polonijnych dziennikarka za każdym razem udowadnia słuchaczom, że Polska przepadła. W ciągu tygodnia dowiedziałem się, że krajem, z którego właśnie przyjechałem, rządzą bandyci, którzy nienawidzą Polski. Że wspólnie z Rosjanami zabili „naszego prezydenta” pod Smoleńskiem. Takich prawd słucha blisko trzymilionowa Polonia w Chicago. \"
Gdyby to radio nadawało w Polsce to pewnie wylalibyście na nie kubeł pomyj,niestety Ameryka to wolny kraj i kazdemu wolno mówic to co myśli.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz