Domki, azbest, kontraktorka – to określenia znacznie częściej używane w kontekście Chicago, niż turystyka, muzea, rekreacja. Przez dziesięciolecia, gdy nasi rodacy wyjeżdżali tu jak do Ziemi Obiecanej, widzieliśmy ją głównie przez pryzmat pieniądza.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"8833"}
Starsza pani wita kolejnych zwiedzających rekonstrukcję indiańskiego szałasu Paunisów w chicagowskim Muzeum Ziemi (Fields Museum). – Wreszcie trochę ciszy – mówi, z ulga spoglądając za sporą grupą dzieciaków, opuszczających właśnie tę część ekspozycji.
Bo to muzeum, patrząc na to oczyma Polaka, jest postawione zupełnie na głowie. Zamiast ciszy – specjalne atrakcje dla młodzieży i najmłodszych, mające pobudzić ich ciekawość. I to, co najbardziej dziwi przybysza z Polski, to przygotowane specjalne eksponaty z podpisem „Proszę, dotknij mnie”. Cóż, przyzwyczailiśmy się raczej do tego, że muzealne sale wyposażone są w barierki i ostrzeżenia w zupełnie innym tonie, a każde zbliżenie się do gabloty spotka się z ostrą reprymendą pilnujących wystawę stróżów.
Wystawa ma przede wszystkim pobudzać ciekawość, a nie nudzić, stąd jest tu wiele punktów z pokazami multimedialnymi na specjalnych ekranach czy też urządzenia umożliwiające choćby spojrzenie na świat oczyma owada czy „słuchanie” odgłosów słonia przez dotyk. Główną atrakcją muzeum jest jedyny na świecie zachowany w całości szkielet Tiranosaurus Rex. Sue – bo tak nazwano odkrytego w 1990 roku w południowej Dakocie dinozaura – liczy sobie 67 milionów lat. Ale w muzealnych salach podziwiać można niemal wszystko – od diamentów i innych kamieni szlachetnych, po repliki mamutów i mastodontów. Są zwierzęta z całego świata.
– Bocian, bocian – słychać niekiedy okrzyki rodaków na widok rodzimego ptaka. Jednak entuzjazm opada, gdy spojrzymy na opis – mapka, która ilustruje miejsce pochodzenia ptaka, pokazuje Europę Środkową… sprzed 1939 roku. Nie tylko to, że straciliśmy Ziemie Odzyskane, a wzbogaciliśmy się o Kresy Wschodnie, ale też Austria została wchłonięta przez Trzecią Rzeszę. Cóż, Amerykanie też mogą się „wyłożyć” na historii.
Pokaż dowód, synkuSympatyczna, z przylepionym do twarzy uśmiechem ekspedientka od razu zagaduje naszą trójkę, gdy tylko przestępujemy próg niewielkiego sklepu przy stacji benzynowej. Po ciężkim dniu chcemy kupić sobie po tradycyjnym „piwku” na wieczór. Przy ladzie słyszymy, że trzeba pokazać ID – dowód tożsamości. Patrzę jeszcze raz w lustro, żeby sprawdzić, czy nadal mam na głowie siwe włosy i twarz czterdziestolatka. Trudno byłoby pomyśleć, że facet na szklanym odbiciu nie skończył osiemnastu lat. Pokazuję w końcu polski dowód osobisty – jest OK. Ale kolega nie wziął ze sobą żadnych papierów. – Wyjdź za drzwi i poczekaj – proponuję.
Ale nasza sympatyczna pani jest nieubłagana. Prawo to prawo – razem przyszliśmy, razem musimy kupić i wszyscy musimy mieć ID. I nagle od twarzy odlepił się uśmiech, a pojawiło się zimne spojrzenie oficera „Immigration”, znane z chicagowskiego lotniska. Nie ma żartów, wracamy pokornie do motelu po ID. Jak sztubaki z gimnazjum. Ale gdzieś wewnątrz pojawia się nutka zadowolenia – może nie taki stary jestem? Ameryka może wyleczyć nawet z kompleksów wieku średniego.
Zresztą ciekawych przepisów tu jest więcej. W restauracji niewielkiego indiańskiego miasteczka Cheektowaga przeglądam menu. Na dole strony znajduję dopisek: „Posiłków nie mogą zamawiać osoby poniżej 17 lat. Wiemy, że to brzmi dziwnie, ale takie właśnie mamy prawo i nic na to nie poradzimy”. Już chcę pokazywać kelnerce moje ID, ale spojrzała na moje siwe włosy i wystarczyło. Kompleks wieku średniego powrócił.
Biznesmeni w poluzowanych krawatachSzkoła z lat komuny w Polsce wyrobiła we mnie przekonanie, że amerykańskie miasta to betonowe pustynie cuchnące spalinami i do tego wiecznie zakorkowane, a tłum przechodniów tratuje się w wyścigu szczurów. Ale wystarczy przejść po chicagowskim Downtown, wśród drapaczy chmur, by znaleźć zieleń parków, ścieżki rowerowe, miejsca do spacerów. Przykryty futurystyczną metalową konstrukcją amfiteatr Millenium Park przyciąga wiele osób, bo chociaż w godzinach południowych nie ma tu żadnego koncertu, to na rozległych błoniach dookoła siedzą na trawie turyści, zwykli przechodnie, uczniowie czy biznesmeni w poluzowanych krawatach. Tu można się wyluzować, uspokoić nerwy – odpocząć w podróży czy umówić się z dziewczyną.
*
O Chicago można mówić różne rzeczy: że do „Murzynowa” nawet śmieciarze boją się wjeżdżać, że tradycje Ala Capone nadal są żywe, że kolejne fale imigracji z różnych stron świata codziennie zmieniają miasto. Ale jednego nie można mu odmówić – to świetna atrakcja turystyczna i miejsce, które warto zwiedzić. Choćby raz w życiu…
Józef Figura
0 0
Ale sporo zdjęć z Ameryki na TPniczym stonki w PRL-u...;) ;) ;)
0 0
\" Bocian, bocian – słychać niekiedy okrzyki rodaków na widok rodzimego ptaka\"
No, ino kie mu po rzyci zimno i ni mo co do gorcka wlozyc to jy juz nie patriota, ba kosmopolita. ;)
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz