Pierwsze w tym roku górskie szkolenie przewodników tatrzańskich odbyło się w Niżnich Tatrach, a celem wycieczki była Kralova hola, najwyższy szczyt we wschodniej części tej drugiej co do wysokości grupy górskiej Słowacji.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"1232"}
Jest Dach Świata i Dach Europy – jest też Dach Słowacji i to wcale nie w Tatrach, ale w nieco niższych górach – Niżnich Tatrach. Jest nim potężny masyw Kralovej holi, nie przekraczający wysokością 2000 metrów, ale dominujący we wschodniej części tych gór i z wielu miejsc Słowacji doskonale widoczny.
Mianem Dachu Słowacji nazwano go nie z powodu wysokości, ale ze względu na znaczenie hydrograficzne. Otóż w stokach tego masywu są źródła czterech dużych i ważnych rzeki Słowacji, w tym najdłuższej, jaką jest Wag. Na wysokości 1680 metrów ma swój początek Czarny Wag, który koło Kralovej Lehoty łączy się z Białym Wagiem, wypływającym z Tatr, tworząc jedną rzekę, na której występuje kilkanaście kaskadowych zbiorników wodnych. Wody Wagu płyną do Dunaju. Do Dunaju wpada też Hron, który także ma swe źródła w Kralovej holi. Dwie pozostałe rzeki – Hnilec i Hornad łączą się koło Margecan, a ich wody uchodzą już na terenie Węgier do Cisy, która także wpływa do Dunaju. Zatem z tego hydrograficznego Dachu Słowacji rzeki odpływają w czterech kierunkach, by ostatecznie znaleźć swoje ujście do Morza Czarnego.
Kralova hola jest też owiana legendami i opowieściami, a regionalne zespoły z okolicznych miejscowości mają w swoim repertuarze wiele pieśni o tej górze.
Wycieczkę szkoleniową prowadził Józef Posadzki, a uczestniczyło w niej ponad 20 przewodników tatrzańskich. Na trasę wyruszyli z Telgartu, miejscowości położonej u południowego podnóża Kralowej holi. W latach 90. przywrócono jej pierwotną nazwę, gdyż po II wojnie światowej została przemianowana na švermovo, dla upamiętnienia Jana švermy, bohatera słowackiego powstania narodowego.
We wrześniu 1944 roku partyzanci stoczyli z wojskami niemieckimi w tym rejonie kilkunastodniowe boje, jednak, po pierwszych sukcesach, zostali zmuszeni do wycofania się. Wtedy Niemcy spalili spośród 363 domów tej miejscowości aż 260. Po wojnie trzeba było prawie całą miejscowość zbudować na nowo i wówczas nadano jej nazwę švermowo. Na miejscowym cmentarzu jest wspólna mogiła, w której spoczywa 105 partyzantów, uczestników SNP.
Dawna nazwa Telgart urobiona została od niemieckiej Tiergarten (Zwierzyniec), gdyż był tam w XIV i XV wieku rewir myśliwski królów węgierskich i władców Zamku Murańskiego, założonego w 1271 roku na szlaku handlowym, łączącym Gemer ze Spiszem.
Trasa z Telgartu na Kralovom hole wiodła głównym szlakiem niżniotatrzańskim. – Podejście nie było ciekawe – początkowo wiodło stromym lasem, a dalej przecinką wzdłuż linii energetycznej, aż do transformatora. Dopiero ponad górną granicą lasu rozpościerały się ładne widoki, a z samego szczytu roztaczała się wspaniała panorama – wyjaśnia Maciek Bielawski. W 1960 roku zbudowano na szczycie 130-metrowej wysokości przekaźnik telewizyjny, do którego doprowadzono asfaltową drogę z šumiaca. Wieżę widać z wielu grup górskich i po niej szczyt jest łatwo rozpoznawalny. – Pogoda była słoneczna, może było nawet za ciepło, ale dla samego widoku warto było się natrudzić. Jedynie same wierzchołki Tatr Wysokich były w chmurach, natomiast doliny i całe Tatry Zachodnie były dobrze widoczne, podobnie jak sąsiadujący z Niżnimi Tatrami Słowacki Raj, a nieco dalej Stoliczne Wierchy i Murańska Planina. W kierunku zachodnim, w głównym grzbiecie Niżnich Tatr można było dostrzec ich najwyższy szczyt – Dżumbier (2043 m) – dodaje Maciek.
Po półgodzinnym pobycie na szczycie schodzili najkrótszym szlakiem do šumiaca, tylko cztery osoby wracały do Telgartu przez Kralovom skałę (1690 m), wierzchołek pokryty wielkimi blokami skał krystalicznych, częściowo porośniętych kosówką. To gołoborze powstało w klimacie zimnym, w okresie plejstoceńskim. W tym czasie po północnej stronie masywu istniały krótkie lodowce karowe, dochodzące do 2 km długości.
W drodze powrotnej uczestnicy wycieczki zatrzymali się na obiad w Spiskiej Sobocie, a niektórzy zwiedzili jeszcze kościół pw. św. Jerzego. – Wycieczka się udała, pogoda dopisała. Kralovom hole polecam amatorom ambitnych wycieczek rowerowych. Jednak z šumiaca na szczyt, drogą żwirową, a wyżej asfaltową, jest 1100 metrów deniwelacji – podsumował Józef Posadzki. Następna wycieczka, w niedzielę 22 czerwca, będzie na Grań Otargańców.
Apoloniusz Rajwa
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz