Urodził się w Sosnowcu w 1937 roku. Ukończył studia na Wydziale Elektroniki Politechniki Śląskiej. Przygodę ze wspinaczką zaczął w 1958 roku szybko osiągając bardzo wysoki poziom sportowy i przechodząc trudne tatrzańskie drogi. Już w 1962 roku został instruktorem taternictwa. Po Tatrach nastąpiły wyjazdy w Dolomity, Alpy, góry Ameryki Południowej, wreszcie Hindukusz, Pamir, Himalaje i Karakorum a nawet na Antarktydę. 1963 był przełomowym rokiem w jego karierze. Wymieńmy tylko kilka najbardziej znaczących osiągnięć górskich Ryśka Szafirskiego.
W Tatrach pierwsze zimowe przejście lewego filara Kazalnicy z Lucjanem Sadusiem w 1963 roku oraz piąte przejście Grani Głównej Tatr z Adamem Zyzakiem w 1964 roku w rekordowym wówczas czasie sześciu dni. W Dolomitach: pierwsze polskie przejście drogi Philippa i Flamma na Civettcie z Januszem Kurczabem w 1963 roku oraz podczas tego samego wyjazdu i z tym samym partnerem trzecie, a pierwsze polskie przejście Filara Wiewiórek na Cima Ovest di Lavaredo.
W Alpach pierwsze powtórzenie drogi Bonattiego na północnej ścianie Matterhornu w 1966 roku (z Ryszardem Berbeką, Janem Stryczyńskim i Adamem Zyzakiem) a także pierwsze przejście północno-wschodniego filara Eigeru z Krzysztofem Cieleckim, Tadeuszem Łaukajtysem, i Adamem Zyzakiem w 1968 roku.
W górach wysokich: pierwsze wejście na Malubiting Północny (6843 m) w 1969 roku oraz pierwsze wejście na Kunyang Chhish (7852) z Andrzejem Heinrichem, Janem Stryczyńskim i Andrzejem Zawadą w roku 1971. Była to przełomowa wyprawa otwierająca złotą erę polskiego himalaizmu. Kierował zwycięskimi wyprawami zakopiańskiego Klubu Wysokogórskiego na Peak 29 w 1979 roku i na południową ścianę Annapurny w 1981. Brał udział z zimowej wyprawie na Everest w 1980, podczas której z Zawadą w decydującym momencie wyszli ponad Przełęcz Południową na 8150 m i wynieśli tam butle z tlenem, co między innymi zmotywowało do udanego ataku Krzysztofa Wielickiego i Leszka Cichego.
Janusz Kurczab napisał o Ryśku: „Alpinista kompletny (…) przeszedł pełną drogę rozwoju wspinaczkowego i górskiego doświadczenia. Od skałek i Tatr, przez Alpy latem i zimą, a następnie Andy Peruwiańskie, Pamir i Hindukusz, do dziewiczych szczytów Karakorum i Himalajów oraz lodowych gładzizn zimowego Everestu.”
Przeniósł się z Zagłębia do Zakopanego pod koniec lat 60. i szybko wrósł w górskie środowisko pod Tatrami. Był prezesem Klubu Wysokogórskiego w Zakopanem od 1970 roku i skierował działalność klubu na nowe tory. Zorganizował i prowadził szereg udanych wypraw zakopiańskiego klubu w różne góry świata, zbudował zespół i podstawy organizacyjne pod późniejsze sukcesy zakopiańczyków zimą na Manaslu i Cho Oyu oraz w składzie innych, licznych wypraw polskich i międzynarodowych. Od 1969 roku był ratownikiem górskim, a w latach 1977-78 pełnił funkcję naczelnika Grupy Tatrzańskiej GOPR. Był także wybitnym fotografem, członkiem Polskiego Związku Artystów Fotografików, jednym z pierwszych zakopiańczyków, którzy profesjonalnie zajmowali się fotografią barwną.
Był jednym ze współautorów „raportu taterników” dotyczącego pacyfikacji Kopalni Wujek w stanie wojennym. W 1982 wyjechał z wyprawą w góry Alaski i nie wrócił do kraju. Zamieszkał w Kanadzie. Zaprzestał działalności górskiej; próbował jedynie kilkakrotnie lecz bezskutecznie zdobyć Mount Robson (3954 m).
W ostatnich latach coraz częściej bywał wraz z żoną w Polsce, spędzał tu po kilka miesięcy. Pojawiał się w Zakopanem, spotykał się z rodziną i z kolegami z dawnych lat, chodził na górskie spacery. Dużą frajdę sprawiało mu uczestnictwo w rozmaitych górskich festiwalach i przeglądach na które był zapraszany. Dał się przypomnieć i poznać młodszym pokoleniom dzięki wydanej w 2014 wspomnieniowej książce Przeżyłem więc wiem. Nieznane kulisy wypraw wysokogórskich. Wspomnienia Ryśka spisała w niej Klaudia Tasz. W Zakopanem ostatni raz wystąpił na szerokim forum podczas Spotkań w Filmem Górskim w 2015 roku. Jeszcze w maju 2016 roku brał udział w promocji książki Aldka Romana Zakopiański dom wariatów w Galerii Hasiora. Był słaby, zmęczony, ale wciąż trzymał fason i miałem nadzieję na następne spotkanie, kolejną rozmowę, może kolejny wywiad. Już nie będzie.
Pamiętam prelekcję Ryśka Szafirskiego po zdobyciu Kunyang Chhisha w Klubie Turysty w Dworcu Tatrzańskim. To musiał być rok 1971 lub 1972. Był jedynym zakopiańczykiem na szczycie i wówczas bodaj jedynym zakopiańczykiem poza doktorem Hajdukiewiczem, który jeździł w góry najwyższe i mógł o tym opowiadać. I jeszcze pokazać te swoje znakomite, kolorowe zdjęcia. Miałem wtedy dwanaście lat i słuchałem jak zauroczony. Nie wiedziałem jeszcze, że kiedyś będziemy spotykać się w górach, spędzimy razem Sylwestra w 1979 albo w 1980 roku na Wiktorówkach, że zaproponuje mi przejście na ty mimo, że dzieliło nas całe pokolenie, był tylko nieco młodszy od moich rodziców. Potem zniknął na długie lata w Kanadzie. Został trochę zapomniany. Pamiętam, że gdy zaproponowałem kilkanaście lat temu redakcji "Magazynu Górskiego" wywiad z Ryszardem Szafirskim, redaktorzy zapytali mnie zdumieni: "a kto to jest?"
Pojawił się w kraju w związku ze sprawą „raportu taterników”. Zeznawał przed jakąś komisją, chyba sejmową, w tej sprawie. A potem zaczął przyjeżdżać regularnie. Pamiętam listopad 2008 roku, osiem lat temu, kiedy na skałkach u wylotu Doliny Lejowej trwał egzamin wstępny na kurs przewodnicki Stowarzyszenia Przewodników Tatrzańskich. Egzaminowali wówczas potencjalnych kursantów Wojtek Marczułajtis i Maciek Berbeka. Nagle zza zakrętu wyłonił się Rysiek udający się na spacer z rodziną. Popatrzył na wysiłki kursantów, zaskoczeni niespodziewanym spotkaniem zamieniliśmy kilka serdecznych zdań i poszedł dalej. Nie ma dziś już wśród nas nikogo z nich. Wczoraj dołączył do kolegów. Są w naszej pamięci i tam – na Niebieskiej Grani.