Przypominam o tej wystawie, bo przemknęła trochę bez echa. Warto ją zobaczyć, póki jeszcze wisi (do kiedy, nie wiadomo). Do tej pory narracja o historii i tradycji miasta wydawała się być pisana z męskiego punktu widzenia. Ale dziś jest to już – na szczęście – anachroniczne i chyba niemożliwe. Oto poniżej wprowadzenie do wspomnianej wystawy.
Liczby są nieubłagane. W 2015 roku na stu mężczyzn w Zakopanem przypadało sto piętnaście kobiet. I nie jest to przypadek. Od ostatnich dekad XIX wieku do dziś „piękna płeć” dominuje w naszej strukturze demograficznej. Zakopiańskiej przemianie – od biednej, nieznanej góralskiej wsi do modnego i popularnego centrum rekreacji, sportu, wydarzenia w polskiej kulturze – kobiety towarzyszą liczniej niż mężczyźni. Cóż z tego, że w cieniu często pozostają. Bez ich pracy, oddania, talentów, bez upartej woli i silnego charakteru połączonego z wdziękiem, bez miasta kobiet podlejsze byłoby miejsce po Giewontem.
Przypomnijmy. Klementyna Homolacs właścicielka dóbr zakopiańskich znacząco przyczyniła się w latach czterdziestych XIX wieku do powstania zakopiańskiej parafii. Miało to nie tylko religijne, ale też cywilizacyjne znaczenie. Jadwiga Zamoyska stworzyła Szkołę Domowej Pracy Kobiet, do której, poza pannami z dobrych domów, przyjmowano także dziewczęta z tak zwanych niższych klas. Oczywisty – choć być może nie zamierzony – był emancypacyjny wymiar tego projektu. Fach, możliwość pracy i zarobkowania zmieniała pozycję kobiet w domu, rodzinie, społeczeństwie. Zmiana tym bardziej była prawdopodobna, że po Tatrami spotkać można było panie prawdziwie niebanalne. Niezależne, sprawcze, słynne talentem, wiedzą, przymiotami charakteru.
Wspaniała Helena Modrzejewska, dla której – choć nie tylko dla niej – do Zakopanego przybywał Tytus Chałubiński, Ignacy Paderewski, Stanisław Witkiewicz. Bronisława Dłuska, Maria Skłodowska-Curie, Klara Jelska – ileż uczyniły one dla leczących się w „polskim Davos”. Spotkanie z takimi osobami musiało odmieniać wyobrażenia o relacjach damsko-męskich i możliwych rolach kobiet w modernizującym się społeczeństwie. Duchowa aura miejsca, do którego przybywano by wyzdrowieć, odrodzić się, przez chwilę choćby inaczej żyć, sprzyjała osłabieniu konwenansów, rozmiękczała stabuizowane, konserwujące bariery. Kobiety ubrały spodnie i w męskim towarzystwie chodziły w góry. Obrazoburcze były to czyny.
Potem przyszedł sport – narciarstwo i taternictwo – otwierając drogę, na której dziewczyny udowodniły, że chcą, mogą, potrafią. Pewnie, że czasami przychodziło za to płacić cenę najwyższą. Przy próbie kobiecego przejścia południowej ściany Zamarłej Turni giną młodziutkie siostry Marzena i Lida Skotnicówny. Ale ruchu na raz już osiągniętej emancypacyjnej drodze nikt już zatrzymać nie mógł. Narty i lina stały się dla wielu kobiet, także z góralskich rodzin, kluczem do kariery, mocniejszej pozycji, ciekawszego i pełniejszego życia. Helena Marusarzówna może być ich symbolem.
Wojna zniszczy szalony „pępek świata” i jego piękny gwiazdozbiór: Marusię Kasprowiczową, Zofię Stryjeńską, Ritę Sacchetto, Wandę Gentil-Tippenhauer, Helenę Roj-Kozłowską, Marię Pawlikowską-Jasnorzewską. Ich gwiezdny czas minął, bo realny socjalizm, który na pół wieku zagościł pod Giewontem był ponuro-poważny, buro-przaśny i zasadniczo wrogi barwności, indywidualności, subtelnemu wdziękowi istnienia. Mimo te wszystkie braki i niedobory, na przekór im Maria Bujakowa i Halina Micińska-Kenarowa współtworzyły i latami prowadziły znakomite artystyczne szkoły. Krystyna Słobodzińska twórczo i kompetentnie animowała miejską kulturę. Pracowały, tworzyły, działały Zofia Radwańska-Paryska, Anna Górska, Barbara Gawdzik-Brzozowska, Helena Warszawska, Ewelina Pęksowa trwałe zostawiając po sobie ślady w zakopiańskiej historii. A ileż niewymienionych tu z nazwiska znakomitych kobiet sprawiało, że sfeminizowane obszary – służba zdrowia, edukacja, obsługa ruchu turystycznego mimo ideologicznych absurdów działały.
Koniecznie pamięcią wracać trzeba do tamtego czasu. Do braku podstawowych dóbr, kolejek, biedy. Po to by uzmysłowić sobie, kim był zbiorowy anonimowy bohater przecież nie tylko tamtej rzeczywistości. To „One” – matki, żony, przyjaciółki, dziewczyniny i niewiasty wystawał, zdobywały, przemieniały szare na złote, podtrzymując i upiększając życie. Mimo symbolicznej i bywało fizycznej przemocy, mimo alkoholizmu, którego nie raz były ofiarami, pomimo różnych mimo. Jednoczył ten los panie, ceperki, góralki – prawdziwe przewodniczki tutejszego istnienia. „Zakopane jest opowieścią”, ale ta o mieście kobiet wciąż czeka na napisanie. Wszystkim jest nam potrzebna. Bez tego nie pojmiemy kim jesteśmy i w jakim miejscu biegnie nasza egzystencja.
„Zakopane. Miasto kobiet”. Scenariusz i opracowanie: Fundacja „Zakopiańczycy. W poszukiwaniu tożsamości”. Opracowanie graficzne: Stanisław Berbeka. Wystawa zrealizowana na zamówienie i sfinansowana ze środków Urzędu Miasta Zakopanego. Park Miejski od strony ulicy Grunwaldzkiej.