To zdumiewające, że jeden z najpopularniejszych pisarzy dwudziestolecia międzywojennego i jeden z najbardziej znanych twórców polskiej literatury dla dzieci i młodzieży, do tej pory nie miał swojej biografii! Ale już ma i jest to lektura zajmująca, barwny obraz minionej epoki i portret postaci, o której – jak się wydaje – wiemy wszystko.
Makuszyński w powszechnym oglądzie pozostaje sympatycznym i dowcipnym starszym panem, autorem 120 przygód Koziołka Matołka, Szatana z siódmej klasy i Awantury o Basię. Tymczasem z książki Mariusza Urbanka wyłania się postać dalece niejednoznaczna, momentami mroczna i bez wątpienia pełna sprzeczności. Utalentowany rymopis, którego twórczość dla dorosłych nie wytrzymała próby czasu i pozostaje znany jako autor książek dla dzieci. Własnych dzieci nie miał i ponoć w codziennym życiu za nimi nie przepadał. Ale pisał dla nich z wyjątkowym wyczuciem, fundował biednym góralskim dzieciom setki par nart, wspierał budowę rabczańskiego sanatorium dziecięcego.
Był dwukrotnie żonaty, za każdym razem szczęśliwie, choć jego pierwsza żona przedwcześnie zmarła. I mimo, że kochał swoje żony, a w powieściach tworzył fantastyczne, wyraziste postaci niezależnych dziewcząt, to w swojej publicystyce i w felietonach był niepoprawnym mizoginem. W stosunku do kobiet używał słów i określeń, które dziś chyba nie mogłyby się ukazać drukiem, a ich autor zostałby przez opinię publiczną skazany na infamię. Nie ośmielam się tu ich przytoczyć.
Podobnie nie mam odwagi cytować ksenofobicznych i zjadliwie antysemickich tekstów Makuszyńskiego. Ten pozytywny, pogodny, radosny i otwarty człowiek był jednocześnie zagorzałym antysemitą. Mariusz Urbanek tłumaczy to klimatem epoki i podkreśla, że Makuszyński jednocześnie utrzymywał koleżeńskie stosunki z licznymi pisarzami żydowskiego pochodzenia. To fakt, ale nie sposób dziś przejść obojętnie wobec tak jawnie ksenofobicznej retoryki, nie sposób jej usprawiedliwić. Z jednej strony tradycyjny, konserwatywny endek, a z drugiej przyjaciel skamandrytów, Żydów i lewaków, jedyny, który dobrze czuł się w Ziemiańskiej przy bardzo różnych stolikach.
Przed wojną człowiek zamożny, popularny, mówiąc językiem współczesnym – celebryta. Jego książki ukazywały się regularnie w wielkich na owe czasy nakładach. Wraz z Marianem Walentynowiczem stworzył najpopularniejsze polskie komiksy, wydawane do dziś. Na podstawie jego powieści kręcono filmy. Po wojnie żył w biedzie w Zakopanem, chory, zapomniany, niewydawany, nieobecny. Przed wojną obdarzony godnością honorowego obywatela Zakopanego i honorowego członka Związku Górali. Po wojnie na jego pogrzebie nie było żadnych oficjalnych delegacji, ani władz miejskich, ani przedstawicieli stowarzyszeń. Popularność Makuszyńskiego powróciła dopiero po jego śmierci i po październikowej odwilży.
Pionier w dziedzinie polskiego komiksu, był także współtwórcą tak dziś popularnych faktów medialnych. ówczesna prasa musiała spełniać rolę, którą dziś wypełniają, poza gazetami, media elektroniczne z internetem na czele. Zapełniał więc łamy pism wymyślonymi, niestworzonymi opowieściami, stanowiącymi informacyjną papkę dla ówczesnego masowego czytelnika. Śledząc losy Makuszyńskiego zastanawiałem się czy był koniunkturalistą. Czy jego flirt z endecją to szczery wyraz przekonań, czy też zewnętrzny wizerunek mający mu zapewnić prestiżową posadę w lwowskim „Słowie Polskim”? Bo przecież po wojnie tkwił w swoim ukochanym Zakopanem, a jedna socrealistyczna książeczka, kilka wierszy sławiących kogo trzeba i zapewne mógłby wrócić na salony, na łamy gazet, do księgarń. Nie zrobił tego. I – jak trafnie napisał Mariusz Urbanek – „Makuszyński został zamilczany na śmierć”.
Zakopane to było ważne miejsce w życiu Makuszyńskich. Miejsce letniego i zimowego wypoczynku, miejsce rodzinne – teść pana Kornela miał tu wakacyjny dom, to także ostatnia życiowa przystań po ucieczce ze zniszczonej po powstaniu Warszawy. Wiele miejsca poświęcił Zakopanemu w swojej twórczości, przechodząc od złośliwego sceptycyzmu do niemal bezkrytycznej apoteozy miasteczka pod Giewontem. Zawdzięczamy mu prześmieszne i do dziś trafne opisy i charakterystyki tego miejsca i jego mieszkańców. „Górale jest to szczep dorodny i dzielny; wesele trwa u nich trzy dni, pogrzeb siedem. Jedynym ich celem i zajęciem jest obdzieranie naiwnych ceprów ze skóry i dudków, chociaż w zamian ofiarują niewiele, a najchętniej nic. Poza oczywiście najpiękniejszymi na świecie górami, których czują się wyłącznymi właścicielami. Mają najczulsze na świecie serca, które nie pozwalają im skrzywdzić (a już broń Boże zabić) żadnego stworzenia: barana, indyka czy choćby kury. Czekają, aż zwierzę samo zdechnie ze starości, i wtedy podają je do zjedzenia przybyszom z nizin”.
Ta barwna opowieść dzieje się w zakopiańskich i warszawskich knajpach, na salonach, w ziemskich majątkach, lwowskich i stołecznych redakcjach i teatrach. Pokazuje jak ważne kiedyś było życie literackie i jaką rolę pełnili pisarze w życiu społecznym. Dziś te polemiki, kawiarniane stoliki, stowarzyszenia i instytucje z Polską Akademią Literatury na czele, wydają się jak nieco nostalgiczne, staroświeckie sceny ze starego, czarno-białego filmu.
Na ile Makuszyński jest obecny dziś? Na jego grobie na Pęksowym Brzyzku wciąż palą się znicze i przybywają kolejne szkolne tarcze. Ale czy to wyrazy sympatii ze strony wiernych dziecięcych czytelników i czytelniczek, czy raczej gesty inspirowane przez nauczycieli polonistów? Bo kiedy zdarza mi się oprowadzać po Pęksowym Brzyzku szkolne wycieczki i kiedy zatrzymuję się przed grobem pana Kornela, to coraz częściej widzę entuzjazm, radość, a czasem wzruszenie w oczach dorosłych i obojętność na obliczach dzieci. Niektórym nazwisko Makuszyńskiego nie mówi już nic. Może kiedyś sięgną po tę książkę…
Ukazała się w serii „Biografie” Wydawnictwa Czarne, która powoli staje się jedną z wiodących serii tej oficyny. Czarne nadrabia zaległości zamawiając i wydając biografie Zofii Stryjeńskiej, Kornela Makuszyńskiego, Stanisława Lema, Witolda Gombrowicza czy Ireny Sendlerowej, a czasem zaskakuje, publikując książki o Katarzynie Kobro, Marii Kownackiej czy Tadeuszu Gajcym. Plus świetne „czeskie” biografie Havla i Hrabala pióra Aleksandra Kaczorowskiego. Czekamy na więcej, bo rzetelna biografistyka od dawna, szczególnie w krajach anglosaskich, stanowi jeden z głównych nurtów literatury faktu, a w Polsce bywa wciąż traktowana po macoszemu.
Mariusz Urbanek, Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec, 2017, 296 s.
Tekst ukazał się pierwotnie w numerze 11/2017 miesięcznika "Nowe Książki"