2023-03-27 22:00:42

Reklama

Zakopane

Tatrzański benefis, czyli dwieście lat dla Barbary Grocholskiej-Kurkowiak (WIDEO)

Reklama

Znakomita narciarka, olimpijka z Oslo 1952 i Cortina d'Ampezzo 1956, trenerka i poetka świętowała z przyjaciółmi w Tatrach i Zakopanem.

Była obowiązkowa wizyta na Kasprowym Wierchu, był wspaniały tort ze świeczką i gromkie "Dwieście lat!" odśpiewane przez rodzinę i przyjaciół. Wszystko za sprawą benefisu zorganizowanego przez Rafała Sonika dla Barbary Grocholskiej-Kurkowiak. Spotkanie odbyło się w sobotę 25 marca. Całą imprezę wspierały Polskie Koleje Linowe. 

A tak pisaliśmy o jej barwnym życiu i działalności nie tylko sportowej w zeszłym roku na łamach "Tygodnika Podhalańskiego". 


Kapitan Kuczarawa 

Wojenna miłość prysła w obliczu Tatr, los zdecydował, że wybrała narty, a nie wspinaczkę, a do Powstania Warszawskiego pojechała z kuzynką na rowerze.  

Barbara Grocholska-Kurkowiak, pseudonim "Kuczarawa". Niedawno, 24 sierpnia, świętowała pod Giewontem swe 95. urodziny. Mimo to doskonale pamięta wydarzenia sprzed 78 lat, gdy płonęła Warszawa. - Śmierć poznałam już pierwszego dnia walki, gdy pocisk rozszarpał żołnierza na ulicy - wspomina "Kuczarawa". Dodaje, że te wspomnienia ożyły w trakcie rosyjskiego najazdu na Ukrainę. Dlatego w wierszu poświęconym wojnie, która toczy się obecnie tuż przy naszej granicy, napisała, że tak bardzo pragnęłaby przytulić do serca ten pocisk, który zabija żołnierza. Bo żołnierz z bronią w ręku musi bronić ojczyzny. 

Znakomita narciarka, olimpijka z Oslo 1952 i Cortina d’Ampezzo 1956, trenerka i poetka. Na jej urodziny do Zakopanego zjechała cała familia. Spotkali się w wiekowej willi przy ulicy Strążyskiej. Przybyli nawet goście z odległej Italii. - Jak zobaczyli Giewont, to od razu chcieli tam iść - śmieje się jubilatka. Na bluzie moro wpięty mały znaczek Polski Walczącej. Obok wstążeczka w barwach narodowych Polski i Ukrainy. I wojskowe dystynkcje - cztery gwiazdki i belka. Kapitan. Bo pani Basia na wiosnę dostała wojskowy awans - w Powstaniu Warszawskim walczyła ze stopniem strzelca.

Córka "Waligóry"

- Tak mi miło, że moje urodziny wypadają w ten sam dzień co Dzień Niepodległości Ukrainy - 24 sierpnia - mówi Barbara Grocholska-Kurkowiak. - Wojna jest straszną rzeczą. Wciąż sobie myślę, co my zostawiamy naszym dzieciom. Mieliśmy chwilę oddechu, to Putin musiał wojnę zacząć. Teraz dużo ludzi zaczyna rozumieć, co to jest Ukraina. Jaki to kraj. I że ta wojna jest obok nas. Nie gdzieś daleko w świecie.

Rodzina z Włoch, która przy okazji urodzin Barbary Grocholskiej-Kurkowiak ruszyła w Tatry, koniecznie chciała z Giewontu zobaczyć, gdzie jest rodzinny dom przy Strążyskiej. Bo przecież z Giewontu świetnie widać Zakopane. No i razem z córką pani Basia wpadła na superpomysł. Gdy najbliżsi byli już na szczycie, dali spod krzyża znak, że są na górze. Wtedy obie panie zdjęły ze ściany duże lustro i z ogrodu za domem zaczęły puszczać "zajączki" na Giewont. - Turyści, którzy byli na szczycie, byli bardzo zdziwieni, co się dzieje, co to tak błyska z miasta - uśmiecha się Barbara Grocholska-Kurkowiak. - A moja rodzina mogła spod krzyża na Giewoncie zobaczyć, gdzie jest nasz rodzinny dom.

Miała 17 lat, gdy zaczęło się Powstanie Warszawskie. Sanitariuszka. W stopniu strzelca. W walkach brała aktywny udział praktycznie cała jej rodzina, łącznie z młodszym rodzeństwem.

- Ojciec był od 1939 roku w tajnej organizacji wojskowej. Z braci jeden skończył podchorążówkę przed powstaniem, najmłodszy, 15-letni, był w harcerstwie, 14-letni też działał. Wszyscy wiedzieliśmy, że każdy gdzieś działa. Ale to było tajne. Mieszkała też z nami kuzynka, której ojciec nie żył, a matka była w KL Ravensbrück - wspomina Barbara Grocholska-Kurkowiak. Jej ojciec Remigiusz Adam Grocholski ps. "Waligóra” był komendantem 5. Rejonu (Mokotów Dolny) V Obwodu "Mokotów" Okręgu Warszawskiego AK. Po zakończeniu działań w wojnie obronnej 1939 roku do domu już nie wrócił, by nie narażać najbliższych. Przez cały czas działał w konspiracji. Jego żona sama wychowywała dziesięcioro dzieci - bo pani Basia miała dziewięcioro rodzeństwa. Najstarszy brat - Mikołaj Tadeusz działał w Batalionie "Zośka". Młodsi, Remigiusz i Michał, też działali w konspiracji. Michał w "Szarych Szeregach". 

Jedenasta - Ogoniasta

 - Nasza mama była święta - mówi Barbara Grocholska-Kurkowiak. - Wymodliła, że Niemcy nie doszli do tych naszych tajnych organizacji. Nikt z nas nie wpadł. Ojciec od początku się ukrywał. Oboje byli bardzo wierzący. To ich wspomagało, wiara i nadzieja, że nic się nam nie stanie, że opatrzność Boża będzie czuwać. No i jeszcze z nami mieszkała w Warszawie ta kuzynka Maria. "Jedenasta-Ogoniasta" - tak wołaliśmy, bo miała taki długi, gruby warkocz - uśmiecha się na wspomnienie.

Miała 17 lat. Wiatr w głowie. "Waligóra" doskonale wiedział, że powstanie wybuchnie. Całą rodzinę przeprowadził do Lasek, gdzie dyrektorem Zakładu dla Ociemniałych był Antoni Marylski. Też zaangażowany w tajną organizację. Jak wybuchło powstanie, to Ogoniasta przyjechała po Basię do Lasek na rowerze. Dziewczyna wsiadła na ramę i tak obie pojechały do powstania. Dotarły do miejsca zgrupowania, gdzie czekała na nie riksza wypełnioną opatrunkami i medykamentami potrzebnymi na linii frontu. Padły pierwsze strzały, pierwsi ranni. Porucznik zawołał: "kto na ochotnika po rannego?" - Tak mi do dziś głupio i żal, że nie poderwałam się jako pierwsza. Tylko ta moja siostra, Ogoniasta. Kuzynka Maryjka, miała też pseudonim "Kowalska", ale wołali na nią "Maryjka". Ona pierwsza poderwała się po rannego - wspomina "Kuczarawa". Takim pseudonimem nazwały ją koleżanki z oddziału ze względu na kręcone włosy. A słowo pochodzi z rosyjskiej piosenki "Czukczyk, Czukczyk, Czukczyk kuczarawy".

Krowy nakręcane

Euforia pierwszych strzałów zamieniła się szybko w stały kontakt ze śmiercią. Od pierwszego dnia. Mieli przejść z miejsca zgrupowania do Lasów Kabackich. Ale rozkazy się zmieniły, poszli na Mokotów. - Podchodziliśmy od dołu, tam jest taka skarpa. Ja miałam ciężką astmę. Jak biegliśmy po tych łąkach, to ja padałam i dyszałam co jakiś czas. Na ulicy Mokotowskiej założyliśmy nasz szpitalik. Miałam wciąż ten kompleks, że nie zgłosiłam się na ochotnika. Któregoś dnia ostrzeliwali nas krowami. To takie wielkie bomby. Najpierw słychać było taki wizg. Mówiliśmy, że nakręcają krowy. Potem sypały się te pociski. Kilka na raz. Nigdy nie było wiadomo, gdzie to spadnie. A wtedy akurat byliśmy w piwnicy, gdy uderzyły na naszą ulicę. Od razu przez piwniczne okienko wyskoczyłam, żeby być pierwsza u tego rannego. Był cały zakrwawiony - mówi sanitariuszka Barbara. 

Razem z drugą sanitariuszką od razu przełożyły rannego na nosze i zaniosły na drugą stronę ulicy, do szpitala Elżbietanek.

Dziś zastanawia się, co by było, gdyby powstania nie było? Jak wyglądałaby Polska? Podkreśla, że nikt z jej licznej rodziny nie zginął. Ojciec był bardzo ciężko ranny. Gdy ostrzeliwał czołgi jadące ulicą Wilanowską, wypatrzył go niemiecki snajper. "Waligóra" dostał kilka kul w dół brzucha. Przeżył. Jej brat, który służył w "Zośce", przechodził przez szpital i dostał kulą w łydkę. Został w szpitalu już przez całe powstanie. Najmłodszy był w ataku na majątek Pęcice pod Warszawą. Majątek leżący wśród drzew był zajęty przez Niemców.  Gdy oddział harcerzy podchodził do niego polami, to walili do nich jak do kaczek. Dowódca zginął od razu. - Wydawało nam się, że potrafimy tych Niemców wyrzucić z Polski. Wierzyliśmy tym naszym dowódcom, że Polska będzie wolna. To była nasza siła. Niestety. Było mało broni. Jako sanitariuszki miałyśmy wszystko przygotowane.

Wanda "Przeciwpancerna"

"Kuczarawa" też otarła się o śmierć. Została ranna, gdy na chwilę wraz z innymi sanitariuszkami wyszły odetchnąć przed schron. Świeciło słońce. - Coś mnie mocno uderzyło. Myślałam że jakiś kamień. Chwyciłam się za skroń. Bardzo duży ból. Cała się zalałam krwią. Dziewczyny w krzyk. Sprowadziły mnie do piwnicy, do lekarza. Otwieram oczy, a tu ciemność. Przeraziłam się, że straciłam wzrok. Ale to były tylko piwniczne ciemności. Nic mi się nie stało, jakaś zbłąkana kula się o mnie otarła - mówi Barbara Grocholska-Kurkowiak. 

Piękne chwile. Straszne chwile. - Cudowne były moje koleżanki i koledzy z powstania. Wszyscy już odlecieli. Tylko ja zostałam - mówi z zadumą "Kuczarawa". Była Wanda Pepanc. Przeciwpancerna. Bo taka odważna. Gdy miały wolną chwilę od opatrywania rannych, chodziły do niemieckich mieszkań na górę szukać czegoś do jedzenia. Wanda była z poznańskiego i znała niemiecki. Raz znalazła jakąś ciekawą książkę, położyła się na łóżku i zaczęła czytać.  Nadleciały sztukasy. Alarm, żeby biec do piwnicy. "Kuczarawa" pobiegła ze wszystkimi do schronu. Po nalocie zauważyła, że nie ma Wandy. Wróciła na górę. A dziewczyna jak gdyby nigdy nic leżała na łóżku i dalej sobie czytała książkę. - Nazwałam ją przeciwpancerną. I tak już zostało. Wanda "Pepanc".

Uczucie, które przechodzi

Porucznik Zygmunt. Poznali się z Basią pierwszego dnia powstania. Zakochali się od pierwszego wejrzenia. Wojenna miłość. Zgłosił się do jej ojca i zameldował: "Panie pułkowniku, melduję, że chcę się ożenić z pana córką". "Waligóra" na to, że owszem, docenia wojenną odwagę i służbę porucznika. Ale córka najpierw musi przynajmniej zdać maturę. Po wojnie widzieli się raz. W Zakopanem. W zburzonej, zrujnowanej stolicy trudno było posłać dziewczynę do szkoły. A w Kuźnicach otworzyło się liceum gospodarcze generałowej Zamoyskiej. - Ona była naszą krewną, rodzice bardzo się ucieszyli, na dodatek jeszcze przez tę moją astmę to było wymarzone miejsce. Nadzwyczajni przedwojenni nauczyciele uczyli w tym liceum, a my, uczennice z całej Polski, w różnym wieku, od 16 do 25 lat. Ja od razu zakochałam się w górach. Nie było ludzi. Było pusto. Ja dziś rozumiem, że ci ludzie chcą zobaczyć Tatry, ale wcale im nie zazdroszczę, że muszą w tym tłumie iść. Ja chodziłam "na nosa", nie znałam dróg, nie było szlaków. Koleżankę z Poznania wzięłam raz na Żółtą Turnię. Była wiosna, dużo jeszcze śniegu. Z tej półki, z której widać Zakopane, zjechałyśmy na pupach. Ona nie miała spodni, tylko spódnicę. Zdarła ją sobie na śniegu - śmieje się na to wspomnienie Barbara Grocholska-Kurkowiak. 

Porucznik Zbigniew przyjechał raz. Jego rodzice czekali w aucie przed szkołą. - Co z nami, Basiu? - zapytał zakochany wojak. - Przeszło mi - usłyszał w odpowiedzi. Nie chciał wierzyć. - Strasznie mi głupio do dziś. Ale ja tak zakochałam się w górach. Jego rodzice nie chcieli ze mną rozmawiać, jak się poszłam pożegnać. Zygmunt pojechał za granicę. Pisał jeszcze do mnie, czy nie zmieniłam zdania. On był przekonany, że to jakiś inny mężczyzna. A ja tak w tych górach się zakochałam, nie w żadnym człowieku. Tak się skończyła ta wojenna miłość - podsumowuje "Kuczarawa". 

Trzynasta w niebie

Pokazuje nowe naszywki na bluzie moro. Kapitan. Bardzo jest dumna z tego stopnia. Mówi, że awans po latach sprawił, że wojenne wspomnienia odżyły. I że dziś, jakby w Polsce była wojna, to musiałaby dowodzić. - Późno zaczęłam działalność sportową, bo najpierw musiałam Polskę wyswobodzić - śmieje się olimpijka. Mało brakowało, a zamiast znakomitej narciarki Polska miałaby mocną wspinaczkę. Bo to była największa górska pasja osiadłej w Zakopanem warszawianki. Przez chwilę pracowała nawet na Kasprowym. Szefem był Ludwik Ziembic. Wspinał się, prowadził przed wojną schronisko pod Smotrecem w Czarnohorze. Razem z nim chodziła na wspinaczki. - Zamarłą z nim robiłam. Co jest pięknego we wspinaniu? Widzę przed sobą szczyt i ścianę. I chcę nią wyjść na górę. Im trudniej, tym lepiej. Góra to wyzwanie, pozwala osiągnąć cel. Szczyt - wyjaśnia wspinaczka Barbara. 

Jednak w szkole jej trener z Rabki, pan Topór, powiedział, że jest bardzo zdolna i musi rzucić wspinaczkę i iść w narty. Pierwszy był klub SNPTT, potem wojsko - CWKS. - Cudowne było to, że byłam bardzo dobrze przyjęta przez góralskich sportowców, większość to byli zawodnicy górale. Jak robili wieczorki taneczne, to było tak wspaniałe, widać było,a że śpiew i taniec mają we krwi - mówi olimpijka. Podkreśla, że w sporcie najważniejsza jest pasja. Ani konkurencja, ani ściganie o wynik. Pasja. - Ja zaczęłam dosyć późno. Jak porównuję to, co mają ci zawodnicy teraz, jak są szkoleni, to bardzo zazdroszczę. Na mojej pierwszej olimpiadzie był slalom. Nie bardzo jeszcze umiałam jeździć na nartach. Podchodzę pod tablicę drewnianą, wyniki zapisane kredą. Patrzę, a jestem trzynasta. Dla mnie to było, jakbym do nieba weszła. Idę do trenera Lipowskiego i mówię: "wujku" - bo tak do niego mówiliśmy - "jestem, wujku, trzynasta". "E, co ty w ogóle opowiadasz". Tak powiedział, bo on wcale na nic na tej olimpiadzie nie liczył - dodaje zawodniczka. - Bardzo go lubiłam jako trenera. Potem mój kolega Stefan Dziedzic został trenerem. Dziś człowiek dużo od trenera wymaga, że mu trener pomoże. A wtedy najwięcej sama dochodziłam do tych wyników. Swoją pasją i swoją pracą. Dziś ze sportowcami pracują psychologowie. Ja po tym powstaniu miałam psychiczne downy. Psycholog wtedy bardzo by mi pomógł. Bardzo często się wywracałam - gdzieś był błąd, ale nikt nie umiał pomóc.

Polska w lesie

Podkreśla, że Igrzyska Olimpijskie to była zawsze taka wielka duma, że w takim wydarzeniu reprezentuje się Polskę. Z orzełkiem na piersi. - W trakcie zawodów w Czechosłowacji znowu upadłam. Rzuciło mnie gdzieś w las. Zasłoniłam orzełka dłonią. Pomyślałam; nie mogą zobaczyć, że Polska wleciała w las. Takie mi zostały wspomnienia. "Basia, nim się wywróci, to już wstaje" - tak koledzy mówili. Dziś jak narciarz upadnie, to już nie kończy biegu, bo to są ułamki sekund w wynikach. A wtedy walczyło się o wynik do samego końca - podkreśla Barbara Grocholska-Kurkowiak. Męża poznała w klubie. Najpierw był w WKS, potem "Start". Jej mąż był nie tylko bardzo dobrym zawodnikiem, ale też architektem. - Przystojny, fajny jako człowiek. Znałam go dość długo i powoli ten nasz związek się budował, aż się pobraliśmy. Pierwsza córka była szybko. Jak byłam w piątym miesiącu ciąży, to startowałam w biegu zjazdowym. Potem lekarze mi powiedzieli, jak bardzo ryzykowałam. Te nasze dzieci cierpiały na naszej pasji. Oboje z mężem dobrze jeździliśmy na nartach. To wciąganie do klubu i do jazdy... Z jednej strony niby dobrze, ale z drugiej strony nie zawsze rodzic jako trener jest najlepszy - zaznacza olimpijka. Dom przy ulicy Strążyskiej, w którym rozmawiamy, patrząc na Giewont, należał przed laty do dobrych znajomych rodziny. Dowiedzieli się, że w Bieszczadach bardzo tanio można kupić duży teren. - No i ten dom nam państwo Rusinowie sprzedali. W Bieszczadach im się życie bardzo fajnie ułożyło. Jeden z synów prowadzi hotel, mają konie. A córka pobudowała z mężem stację narciarską - podsumowuje Barbara Grocholska-Kurkowiak. Dodaje, że Zakopane wczoraj a dziś to jak niebo a ziemia. Wszędzie kwitnie deweloperka. Ludzie stawiają wielkie domiszcza. Przestrzeń znika. - Z Giewontu widać jeszcze Lipki. Ale jak długo? - tym pytaniem odbija piłeczkę w moją stronę i kończy naszą rozmowę. A ja nie umiem odpowiedzieć.

Rafał Gratkowski


Zostań Patronem Tygodnika Podhalańskiego.

Reklama
Komentarze Facebook
Dodaj komentarz
Wysłanie komentarza oznacza akceptację regulaminu komentowania na łamach 24tp.pl
Nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu.
  • USŁUGI | budowlane
    MALOWANIE, SZPACHLOWANIE, DROBNE REMONTY. 787 036 888.
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    DZIAŁKA BUDOWLANA 8.5 ARA. 505 429 375.
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    Sprzedam trzy DZIAŁKI BUDOWLANE, Z WIDOKIEM NA TATRY, graniczące ze sobą, łącznie ok. 40 arów oraz DZAŁKĘ ROLNĄ 17 arów - DURSZTYN. 793 008 357.
  • PRACA | dam
    Przyjmę murarza, cieśle. 604 131 899
    Tel.: 604
  • USŁUGI | budowlane
    TYNKI I WYLEWKI MASZYNOWE tanio i solidnie, zacieranie mechaniczne, technika silosowa. Realizujemy małe i duże obiekty 18 26 550 39, 503 532 680.
  • SPRZEDAŻ | różne
    Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY JUHASKIE. Tel. 793 887 893
  • SPRZEDAŻ | różne
    NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: jarzębina (60/80). Tel. 793 887 893
  • PRACA | dam
    Zatrudnię pracowników budowlanych ekipy. 601 508 736.
  • USŁUGI | inne
    WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 691 317 098.
  • PRACA | dam
    NIEMCY: brygadzista do 5000 Euro, kranista do 4000 Euro, murarz cieśla do 3600 Euro, malarz ocieplenia elektryk spawacz do 2700 Euro. Umowa na warunkach niemieckich. 0048 575-001-116
  • SPRZEDAŻ | zwierzęta
    Szczenięta OWCZARKI PODHALAŃSKIE. 788 679 465.
  • PRACA | dam
    Praca na budowie, elewacje, budowa od podstaw, wykończenia, Zakopane i okolice. 500160574
    Tel.: 500160574
  • PRACA | dam
    Restauracja Siwy Dym w Rabce-Zdrój zatrudni: KUCHARZA KUCHNI ZIMNEJ ORAZ GORĄCEJ. Praca na stałe lub dorywczo. CV na: rabka@siwydym.pl Informacje pod numerem 887 080 004
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    ZAKOPANE - STYLOWY DOM (zadbany, urządzony), na działce 3000 m, widok na góry - 607 506 428.
  • USŁUGI | budowlane
    MALOWANIE DACHÓW I ELEWACJI. 602 882 325.
  • USŁUGI | budowlane
    OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.
  • SPRZEDAŻ | różne
    DREWNO KOMINKOWE. 501 577 105.
2026-04-16 10:14 Wypadek na Ustupie. Jedna osoba zakleszczona 2026-04-16 10:00 15. Ludźmierskie Spotkanie ze Słowem 2026-04-16 08:59 Nocna kolizja i nietrzeźwy kierowca w Starem Bystrem 2026-04-16 08:00 Jak żyć, wójcie, jak żyć 1 2026-04-15 22:28 Woda niezdatna do spożycia na Słodyczkach. Wyznaczono zastępczy punkt poboru 1 2026-04-15 21:59 Podhale rozgromiło Sokół Kleczew 4:0 2026-04-15 21:34 Strażacy z Podhala uczcili pamięć zmarłego druha. O 18:00 zawyły syreny 6 2026-04-15 21:04 Fundamenty skończone pojawiły się początki ścian 3 2026-04-15 20:20 Maruszyna. Pożegnanie Iwony Jarząbek-Wilkus (ZDJĘCIA) 2026-04-15 19:30 Kompletnie pijany mężczyzna prowadził samochód 3 2026-04-15 19:00 Posłowie debatowali dziś nad najmem krótkoterminowym. Na przepisy czeka Zakopane 3 2026-04-15 18:47 Kryminalna promocja Ostatniego smreka. Goście spotkania porwani z Wańkówki (WIDEO) 1 2026-04-15 18:34 Utrudnienia drogowe w Rabie Wyżnej 2026-04-15 18:00 Cięcia w ochronie zdrowia dotkną Podhalański Szpital Specjalistyczny 11 2026-04-15 17:30 Trwają gody u płazów, które migrują między innymi przez ruchliwe drogi 2026-04-15 17:00 Szukamy wiosny w Dolinie Białego (WIDEO) 2026-04-15 16:30 Ogarnąć nieskończoność. Biblia w ilustracji. Finisaż wystawy 2026-04-15 16:00 Most na ul. Andrzeja Struga wzmocniony. Jest też pozwolenie na remont 4 2026-04-15 15:33 Ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Wpadł w ręce policji 2026-04-15 15:00 Ekologia i rozwój, stanowisko samorządów Podhala w sprawie ustawy o ochronie przyrody 1 2026-04-15 14:39 Wojna na Bliskim Wschodzie wpływa na nastroje turystów, lecz to koszty i konkurencja najmocniej ciążą branży noclegowej 2026-04-15 14:32 Orawscy karatecy z medalami 2026-04-15 14:00 W Tatrach wciąż zima. Wzrosło zagrożenie lawinowe 2026-04-15 13:28 Dziedzictwo, które trwa. 41. Muzykowanie na Duchową Nutę w obliczu wielkich rocznic patrona 2026-04-15 13:01 Pies spadł z kolejki na Szymoszkowej. Sąd nie dopatrzył się przestępstwa 4 2026-04-15 12:30 XI Dzień Świadomości Autyzmu w Nowym Targu 2026-04-15 12:00 Ponad 150 lat tradycji rzemiosła. Nowa wystawa w Muzeum Tatrzańskim 1 2026-04-15 11:00 Nocne poszukiwania uczestniczek maratonu. Kobiety straciły orientację w terenie 5 2026-04-15 10:00 Utrudnienia na ul. Matygówka w Gliczarowie Górnym 2026-04-15 09:00 Sznurujące szlakiem wilki 1 2026-04-15 08:00 Harda Młodość na Krupówkach. Odkryj siłę podhalańskiej tradycji w obiektywie 2026-04-14 21:53 Nietrzeźwy kierowca zatrzymany w Poroninie. Szybka reakcja policji zapobiegła zagrożeniu 12 2026-04-14 21:44 Pierwszy tunel kolejowy wydrążony. Pojedziemy szybciej w Tatry i do Nowego Sącza 5 2026-04-14 21:00 Las budzi się do życia 3 2026-04-14 20:18 Wilk potrącony w Rogoźniku 5 2026-04-14 20:00 Seniorzy zadbają o formę na wiosnę. Kolejne warsztaty już 17 kwietnia 2026-04-14 19:30 Powiat stawia na nowoczesną komunikację. Lokalizatory i wspólny system dla pasażerów 1 2026-04-14 19:00 Drewniane opowieści w Zakopanem. Kreatywne warsztaty dla dzieci i młodzieży 2026-04-14 18:22 Policjanci w przytulisku 2026-04-14 18:00 Od Głosy zabrzmią w Zakopanem. Koncert duetu Jarząbek-Jurkiewicz w Stacji Kultura 2026-04-14 17:31 Dziś rozpoczął się remont nawierzchni na rynku w Nowym Targu 2026-04-14 17:00 Redyk Wiosenny w Szczawnicy i Jaworkach - największe pasterskie święto tej wiosny 2026-04-14 16:15 Samorządy przeciw takiej ochronie przyrody, to hamulec rozwoju regionów (WIDEO) 8 2026-04-14 16:00 Młodzież z Kościeliska bliżej parlamentu. Podpisano porozumienie o współpracy 2026-04-14 15:00 Kontrowersje wokół Pucharu Zakopanego. Mieszkanka: dzieci dostają misie, dorośli vouchery za tysiące 18 2026-04-14 14:02 Ruszyły zapisy na 11. Bieg po Oddech. Sportowa pomoc dla chorych na mukowiscydozę 2026-04-14 13:30 Spór o boisko API. Czy to będzie salomonowe rozwiązanie? 14 2026-04-14 12:47 W Herbach pod Częstochową żegnamy naszą redakcyjną koleżankę 1 2026-04-14 12:04 Wypadek przy McDonaldzie 3 2026-04-14 11:00 Taksówkarz ukarany mandatem 4
NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY
NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE
OSTATNIE KOMENTARZE
2026-04-16 10:00 1. Bojownicy ROG u wiedzą jak żyć - tak jak szef każe. A poza tym tu nie ma mentorów I uczniów, jest twarde męskie partnerstwo I wspólny cel. 2026-04-16 09:54 2. Do " do epiki kamienia łupanego" prowadziły nas poprzednie rządy pisu. Prostą drogą i w szybkim tempie. Na szczęście się skończyły i oby nigdy się nie powtórzyły. 2026-04-16 09:51 3. Dla przypominia rolnicy płacą 1 zl na ubezpieczenie zdrowotne, i dla przypomnienia szara strefa ( osoby ktore sa tylko na papierze rolnikami) na krusie to na podhalu plaga 2026-04-16 09:49 4. Aniu ! "Tyknij" sobie w głowę , może przypomną ci się afery za nierządów pisu , na przykład afera z Funduszem Sprawiedliwości przez którą ci 'najlepsi prawdziwi patrioci" uciekli do przyjaciela putina, zakup od handlarza bronią respiratorów i ciężkich pieniędzy na nie wydanych , których nikt na oczy nie zobaczył, ani brudnych interesów robionych na chorych dzieciach , kar i odszkodowań płaconych z naszych pieniędzy za durną politykę i nietrafione inwestycje - i tak można długo wyliczać. No chyba że w tych czasach jeszcze ciebie nie było na świecie i dlatego o nich nie wiesz - a oglądając "patriotyczną" telewizję o tym się nie dowiesz , bo dla nich afery pisu nie istnieją. Prawicowcy mają pamięć wybiórczą - widzą i pamiętają tylko i wyłącznie "afery" przeciwników . 2026-04-16 09:29 5. @Ania, piszesz o aferze kłodzkiej:) przecież ci zwyrole zostali ukarani!!! Jedno 20 lat a drugie 6,5 nie wiem jaki związek z tym mają rządzący wierzę w to że to wszystko objaśnisz!!!!! :) Napisz też dlaczego gwałty na małoletniej których dopuszczał się syn pisiarskiego kurskiego zawsze były umarzane za nierządu pisu :) :) :) 2026-04-16 08:53 6. Kogoś coś jeszcze dziwi? Jest kasa do zarobienia, o przepraszam, wydania, to się buduje. Nieważne gdzie. Nie ma dojazdu? To się załatwi potem, poszerzy dojazd, przebuduje, komuś każe się cofnąć z płotem no bo dla dobra mieszkańców przecie to robimy. Normalna sprawa. 2026-04-16 08:49 7. Tylko szkoda, że prostymi i przyziemnymi sprawami dla mieszkańców nie ma się kto zająć. Można zgłaszać do UM i jak grochem o ścianę. Natomiast jeżeli wina jest po stronie mieszkańca, to go należy zaorać. 2026-04-16 08:45 8. chłopie!!!! nie rób zakupów w biedrze tam największy szajs wciskają!!! a zwłaszcza produkty produkowane dla biedry 2026-04-16 08:45 9. Hej @Sygnalista, w punkt, to już wiem skąd takie zatroskane twarze i smutek w sercu niektórych generałów i generałek 2026-04-16 08:40 10. Dla ciebie milczenie było by ratunkiem od głupoty. Nie wiesz to nie pisz. Pomyliłeś budowy....
2026-03-23 10:43 1. Pan Z. i koledzy.... i potem powiecie ze to prostest w sprawie mostu a nie wiec polityczny. hehe. kogo chcecie nabrac? 2026-03-11 08:14 2. Strategia rozwoju... Stawiać jak najwięcej deweloperki, reszta to ch... 2026-03-06 08:53 3. moze zamiast organizować te rozchwytywane i konsultacje miasta uruchomi druga zmiane u w urzedzie dla pracujacych obywateli petentów? 2026-03-06 08:25 4. Chętnie bym się dowiedział jakie studia i na jakich poważnych uczelniach mają ukończone uczestnicy dyskusji. Wprawdzie obowiązuje zasada, że wystarczy chęć szczera ale oni chcą zmarnować nasze pieniądze. Oj tam, oj tam. 2026-02-16 21:51 5. "Na spotkaniu zjawił się burmistrz Łukasz Filipowicz, radni Tymoteusz Mróz, Mateusz Łękawski i mieszkańcy. Ci ostatni niezbyt licznie." A kto miałby się tam pojawić jak spotkanie zorganizowane w godzinach gdzie normalni ludzie pracują a miejsca tam w tej "stacji kultura" było może jeszcze na jakieś 20 osób. Przecież to klita na poddaszu gdzie jest miejsce dla dzieci na zabawy a nie dla 100 czy więcej dorosłych. Przecież to była jawna kpina. Dlaczego spotkanie nie było bardziej komunikowane i nie zapewniono odpowiednio dużej sali? I przede wszystkim dlaczego w godzinach pracy a nie w weekend??? Wywalić miliona na sylwestra potrafią a zmobilizować mieszkańców "nie da się". Widać zależy im żeby przyszło jak najmniej mieszkańców. Boją się usłyszeć to i owo. 2026-02-08 13:18 6. Fajne eksponaty :) 2026-02-04 21:19 7. Nie moje klimaty ani dla uszu ani dla oczu 2026-01-29 15:43 8. Kasia Rysy 2026-01-03 13:15 9. Ładne góalki. 2025-12-29 19:33 10. Znakomity poMYSł panie @jarząbek
WARUNKI W GÓRACH
POGODA W WYBRANYCH MIASTACH REGIONU
Reklama