14 maja 2024 roku, gdy przechodziła przez ulicę, potrąciła ją ciężarówka. Zginęła na miejscu.
Olga była osobą pełną ciepła, serdeczności i niezwykłej pogody ducha.
Takich ludzi spotyka się bardzo rzadko.
Olga Mitelka pochodziła z Chersonia, miasta, które musiała opuścić wraz z rodziną, uciekając przed rosyjską agresją.
W Polsce, w Słupsku, znalazła nowy dom, wspaniałych przyjaciół i przestrzeń do tworzenia.
Tam dołączyła do miejscowego Klubu Plastyków, brała udział w wystawach i nie przestawała malować.
Od dziecka uwielbiała rysować – jak wspominała, zawsze było jej za mało kolorów w kredkach.
Z tej dziecięcej pasji narodził się talent, który rozwijała z ogromnym oddaniem, wybierając zawód projektantki.
Obraz, który powiesiliśmy w redakcji, jest symbolicznym sprzeciwem wobec wojny.
Nie chodzi w nim o dosłowne przekleństwo, lecz o emocję: ból i gniew wobec agresora.
To artystyczny krzyk człowieka, który widział zło i próbował je zatrzymać kolorem, gestem, wiarą w sens tworzenia.
Dziś, patrząc na jej portret kobiety w tradycyjnym stroju, widzimy nie tylko piękno i talent, ale też siłę ducha, która nie poddaje się nawet w obliczu tragedii.
Jej obraz pozostaje w naszej redakcji – jako znak pamięci i sprzeciwu wobec wojny.
Nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu.