Beata Zuba, krakowska malarka, której głównym tematem prac są góry, intensywnie przygotowuje się do wystawy w Manggha. Jej otwarcie zaplanowane jest w japońskie Święto Góry.
Japończycy obchodzą Święto Góry 11 sierpnia. Dokładnie w tym dniu w krakowskim Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha zostanie otwarta wystawa "Przenikanie góry", na której Beata Zuba pokaże swoje wielkoformatowe płótna.
Krakowską artystkę czytelnicy Tygodnika Podhalańskiego dobrze znają. Nie tylko góry maluje, jej wnikliwe spojrzenie na ten temat udowadniają także jej teksty.
Poniżej jej tekst pt. "Góra"
"Nie pamiętam kiedy po raz pierwszy się pojawiły, ale nie pamiętam też momentu, żeby ich nie było. Były ze mną i we mnie od ZAWSZE. Od dziecka, tam działo się wszystko co w moim żuciu najważniejsze.
Czas…bezmiar czasu spędzony między dolinami, a szczytami. Czas mierzony chrzęstem nart, szmerem wyciągów, bezbrzeżną ciszą albo dzikim wyciem wiatru. Ciepłe promienie słońca i zimno, które skuwa nie tylko ciało, ale i umysł.
Nigdzie nie zmarzłam tak jak tam.
Białe płatki wolno wirują na wietrze.
Biała białość.
Śnieżna śnieżność.
Zimna gama barw, od lodowatych bieli, mroźnych niebieskości, przez całą paletę szarości do najczarniejszej czerni - rozpacz. Czy się ich bałam – NIE, ale zawsze czułam do nich szacunek. Wrosły we mnie i stały się nierozerwalną częścią mojej osobowości. Teraz niosę je ze sobą bezwarunkowo, czasem bezwiednie…idą ze mną w Mój Świat.
Mimo, że są dla mnie tak bliskie, nigdy nie podejmowałam ich w swoim malarstwie. Traktując je jako świętość, jako coś z czym się nie podejmuje dialogu, nie mierzy, przyglądałam się im na spokojnie, żyłam z nimi, w nich, a one z każdym dniem coraz bardziej żyły we mnie.
Aż przyszedł taki dzień, który zmienił wszystko. Cząstka mnie umarła, a świat rozpadł się na to co było przed i po. Jedyne co się nie zmieniło to GóRY. W nich znalazłam siłę i spokój. Zawsze do nich wracam.
Często mawiam, że w życiu wszystko ma swój czas i nie zawsze przychodzi wtedy kiedy chcemy, tak też było z moimi górskimi obrazami. Nie planowałam, że będę je malować, w zasadzie wręcz przeciwnie, nie malowałam ich, bo nie chciałam.
To emocje i wydarzenia TEGO dnia, spowodowały, że przyszedł czas, w którym musiałam rozliczyć się z GóRAMI. Właśnie wtedy, w drugiej połowie 2018 roku zaczęły ze mnie wychodzić… bo właśnie tak o tym moim górskim malowaniu mówię. Te obrazy w zasadzie nie są malowane, w jakiś przedziwny sposób wyciągam je z siebie, można powiedzieć, że one wychodzą ze mnie gotowe, w całkowitej całości, a proces twórczy ogranicza się do tego, aby wyrzucić z siebie to, co jest gotowe w środku. Wychodzą na papierach i płótnach, w zasadzie nigdy pojedynczo, zawsze w seriach i grupach, tworzą dyptyki i tryptyki. Pokazują swoją dziwną, inną, ale i moją twarz.
Moje górskie obrazy, to opowieść o GóRACH moich, wyciągniętych z serca wspomnień, przetworzonych przez pryzmat uczuć, gdzie w fakturze obrazu można znaleźć opowieści i przeżyte historie. Tam na kartkach hula wiatr, a na obrazach czuć promienie wiosennego słońca. Czerń ma głębię przeżytych chwil, a szarość mieni się odcieniami brudnego wiosennego śniegu.
Każda kreska i plama jest emocją, często stoję z nimi twarzą w twarz i mierzę się z ogromnymi formatami, wystrzeliwują skałami w szarość nieba lub czerń ciemnej, najczarniejszej nocy. Mocne, stoją pewnie na skalnych rozpadliskach leżących u ich podnóży…smagane ostrymi uderzeniami kreski, rzeźbione niczym w trójwymiarowej materii, stają się obrazami w oczach oglądających je ludzi. Czasami przenikają przez białą mgłę wspomnień, przez zacierający się czas, rozlane, niewyraźne, niedopowiedziane. Są, a jakoby ich nie było…trzeba zobaczyć je sercem.
Innym razem stoją mocne i wyraźne, jakby ledwo co zobaczone pod powiekami, urzeczywistniają się w gęstych materiach i skałach, tworząc chaos rumowisk, rozpadlin skalnych, budzą niepokój…dziesiątki pytań, czarnych myśli, nieprzespanych nocy, niemych próśb, godzin przestanych w pustych korytarzach w oczekiwaniu na odpowiedź na pytanie, na które wtedy nikt nie był w stanie odpowiedzieć… wszystkie te emocje zaklęte w grube warstwy farby wylewają się na płótna tworząc obrazy….
Opowieści, bez słów…każdy czyta je inaczej i widzi inaczej..
Nie są pejzażami, żaden obraz nie przedstawia żadnej konkretnej góry, to emocje przelane na papier i płótno, to kolor, który jest uczuciem, opowieścią, baśnią. Każdy może w nich zobaczyć swoje własne góry, te zapamiętane, widziane na zdjęciach lub w rzeczywistości, każdy czyta je przez pryzmat własnych emocji i wspomnień.
Są uniwersalne, mówią językiem wszechświata i do każdego w inny, indywidualny sposób, są ponadczasowe i ponadterytorialne, ale mimo to przede wszystkim bardzo MOJE.
Przenikanie, stawianie się, wnikanie, wchodzenie w głąb, właśnie tak jest, tak się stało i tak się dzieje nieustająco…dzień po dniu, minuta po minucie..
Materia, farba, kreska, płótno, papier, czas…
Czas, zachowany pod powiekami wspomnień upostaciowuje się w obrazach. Przenikanie przestrzeni i wymiarów, stawanie się, to prawdziwy proces górotwórczy… rozmowa bez słów, bardzo specyficzny monolog wewnętrzny, który wypływa na zewnątrz i ugłaśnia się w obrazach. Linia, która jest opowieścią, rzeźbi, tworzy, mami, rani…rani mnie i powstające skały, przedziera się przez zapomniane rewiry pamięci, alby w najbardziej zaskakujących miejscach obrazu objawić się mocnym uderzeniem ołówka lub pozornie tylko delikatnej kredki. Niby przypadkowe ruchy przenikają do grubych warstw spływającej farby, aby odnaleźć w nich zapomniane już dawno słowa.
Kolor… całe pokłady szarości, zimnych stalowych odcieni, przechodzących w głębokie czernie, błękity, delikatne i niewinne, kąpiące się w cieniach skał kobalty. Czerwienie płonącego nieba i czerwono-czarne skały w cyklu …o zachodzie góry płoną…. i wreszcie czyste czernie, gdzie tylko faktura mówi o obecności wiekoformatowych olbrzymów skalnych na najczarniejszym tle nieba. Tylko ten, kto kiedyś spędził noc w GóRACH wie, jaka czerń potrafi być czarna. Bo prawdziwe góry, rzadko kiedy wyglądają jak na wakacyjnej fotografii. One żyją własnym życiem, są nieprzewidywalne i nieposkromione. Ich monumentalność, nawet na błękitnym niebie budzi lęk i szacunek. Bo Góry po prosty SĄ.
Przenikanie Góry, to bezgłośna opowieść w obrazach, to wszystko co znalazłam w GóRACH, każde moje uczucie, każdy skrawek mojego ja, na tej wystawie odkrywam przed Wami rąbek tajemnicy i tylko od Was zależy, co w tych moich opowieściach uda Wam się usłyszeć – zapraszam do Mojego Świata".
bz
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz