Przychodzą, bo kochają teatr, chcą zostać aktorami, chcą robić coś niebanalnego. Albo po prostu, by wyrwać fajną laskę.
Co poniedziałek, o szesnastej. Niektórzy od kilku lat. To już piąty sezon. Na pierwszych powakacyjnych zajęciach jest dużo nowych. Za dużo. Juliusz Chrząstowski chwyta się za głowę. Z taką liczbą trudno będzie zrobić coś sensownego. W spektaklu bierze udział 10-14 osób. Przypuszcza, że z czasem się wykruszą. W tym roku jest jednak szczególnie dużo nowych, na pierwsze warsztaty przyszło ok. 40 osób.
Co słychać? Jaśmina dostała się do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, ponoć egzaminatorzy zapamiętali jej występ. Dała czadu. Krążą o tym opowieści. O tym, jak najpierw mówiła, że nie potrafi zrobić gwiazdy, a potem zrobiła, jak śpiewała po góralsku, nie znając słów przyśpiewki itd. W grupie „O szesnastej” była 3 lata. Do egzaminów podchodziło wielu, ale udało się tylko Jaśminie. „UFO”, czyli Natalia, też może pochwalić się niemałym sukcesem. W ogólnopolskim konkursie recytatorskim doszła aż do finału. W grupie „O szesnastej” jest najdłużej, prawie od początku.
Pierwsze powakacyjne spotkanie zaczyna się od zapoznania się. Każdy mówi coś o sobie. Ile ma lat, do jakiej szkoły chodzi, co hoduje. I najczęściej powtarzana formułka: „Interesuję się teatrem…”. No, może z wyjątkiem Żanety, która interesuje się istotami pozaziemskimi. Istnieje ostry podział i rywalizacja pomiędzy dwoma nowotarskimi ogólniakami – „Goszczem” (czyli Goszczyńskim) i tymi z Boru. Jest kilka osób z gimnazjum, ktoś z Czarnego Dunajca, z Jabłonki, przyszła też pani weterynarz.
Po dość długiej chwili zapoznawczej pora na właściwe zajęcia. – Dobieramy się w czwórki, każda czwórka walczy o przestrzeń dla siebie – próbuje przekrzyczeć grupę „Julo”. Patrzy na wszystkich z góry – stoi na stołku. – Stajemy do siebie plecami, tak, żebyśmy wzajemnie czuli swoje plecy, opieramy główki o główki wygodnie i szeptamy do siebie, o tym, co najbardziej zapamiętaliśmy podczas dzisiejszego spotkania, mówimy, dlaczego tu przyszliśmy – brzmi kolejna komenda z góry. Robi się cicho. – Słyszałem, że można wyrwać tu fajne laski – słyszę najbliższy szept, inne zlewają się w szelest. Zmiana pozycji na leżącą i teraz ci, co słuchali, powtarzają szepty, tych po przeciwnej stronie. – Jak ktoś mówi, że jest brudno, to ja mówię trudno – odpowiada „Julo” tym, którzy niechętnie kładą się na zakurzoną podłogę. Teraz patrząc sobie w oczy, czując swój oddech, szeptane opowieści powtarzane są trzeci raz, przez kolejne osoby. – Wstajemy, otrzepujemy się z teatralnego kurzu i wzajemnie masujemy sobie plecy. Proszę się wyżyć na ramionach kolejnej koleżanki. Masujemy, masujemy – zachęca „Julo”.
Kolejne zadanie. Grupa podzielona na dwie części stojące naprzeciw siebie. – Osoby z tej strony używając jedynie ciała, bez słów, przekazują osobom z drugiej strony, że grupa teatralna „O szesnastej” jest naprawdę fajna, cool, zajebista – pada kolejne polecenie. – Teraz zadanie dla drugiej strony, że grupa „O szesnastej” to fajansiarze, nudziarze i w ogóle won.
Coś się dzieje, jedni bardzo wczuwają się w rolę i zadania, które im powierza „Julo”, inni po prostu się dobrze bawią.
Justyna i Kasia muszą już iść, bo mają autobus. Przyjechały aż z Jabłonki. – Jest super, na pewno tu wrócimy – mówi Kasia. – Te zajęcia na pewno bardzo otwierają człowieka, uczą wyrażania swoich uczuć. I można poznać nowe twarze – mówi, idąc pospiesznie w stronę drzwi wyjściowych.
Tymczasem reszta pokazuje na migi kolejne komunikaty: „kocham cię”, „nienawidzę”, „boję się ciebie”, „wkurzasz mnie”, „jestem o ciebie zazdrosny”, „chodź, ty piesku” i chwilę później „chodź tu psie”.
Niektórzy ograniczają się do kilku podobnych gestów czy min, inni tryskają pomysłami. Jedni już czują się jak gwiazdy na scenie, inni nieśmiało, jakby chcieli, żeby nikt ich nie zauważył.
I kolejne zadanie – wszyscy zamieniają się w węże, słonie, tygrysy, ryby.
– Celem warsztatów nie jest zrobienie z nich aktorów zawodowych, to bardziej działanie artystyczne poprzez teatr. Sposób na otworzenie się, uwrażliwienie, kształtowanie osobowości, dowartościowanie – tłumaczy Juliusz Chrząstowski, dla uczestników warsztatów „Julo”. Aktor i reżyser Teatru Starego w Krakowie. Studiem teatralnym w nowotarskim MOK-u opiekuje się od lutego 2004 roku.
– To zabawa w teatr – podkreśla. – Mam kontakt z absolwentami tych warsztatów, moi pierwsi podopieczni kończą już studia, niektórzy już pracują, są biznesmenami. Wiem, że chodzą do teatru, szanują teatr – mówi „Julo”. – Sporo osób zdaje do PWST, niektórzy po kilka razy, ale do tej pory udało się tylko Jaśminie. Kilka osób jest w prywatnych szkołach teatralnych – wylicza.
Pewnie podobnie będzie z tymi, którzy teraz chodzą na spotkania. „Julo” nie zdradził im jeszcze, co na warsztat chce wziąć w tym roku. A marzy mu się przedstawienie na bazie blogów internetowych. – Chciałbym, żebyśmy zrobili spektakl, który opowiada o ich świecie, ich pokoleniu i mówi ich językiem – tłumaczy. Zaproponuje im to w najbliższy poniedziałek, o szesnastej.
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz