Aż 65 lat trzeba było czekać na drugie wydanie tej unikatowej książki Hanny Pieńkowskiej i Tadeusza Staicha, która z czasem zyskała miano "biblii podhalańskiej".
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"95075"}
Mowa o publikacji "Drogami skalnej ziemi. Podtatrzańska włóczęga krajoznawcza" - pisanej przez autorów, którzy "włóczyli się z pewnym oczywiście planem przez czterdzieści miesięcy wiosennych, letnich i jesiennych..." i zimowych. Od wioski do wioski, nie zapominając o pobliskich wzniesieniach, miejscach tajemnych i owianych legendą. Zaglądali do kapliczek i wyciągali z nich stare świątki, by po dokładnym obejrzeniu odłożyć na miejsce. Nie uszedł im żaden szczegół w kościele, który odwiedzali. Wędrowali niespiesznie, rozmawiając po drodze z ludźmi, o czym świadczą liczne dialogi.
"Piątek czy świątek, chlapa czy słonko na wysokim niebie, upał czy mrozik - dyktowały krok, czas, uśmiech i zachwyt" - jak pisał Tadeusz Staich ponad 30 lat później.
I tak przeszli Podhale, Orawę i Spisz. Podziwiali krajobrazy i miejscowe cuda architektury z perspektywy piechura, co dziś trudne jest do wyobrażenia. Na pewno dziś nie byłoby to też tak przyjemne z powodu zakorkowanych samochodami dróg i unoszących się wokół oparów spalin.
Szli w czwórkę, czasem w piątkę. Oprócz dwójki autorów i fotografa Władysława Wernera, nieodłącznym kompanem tych wędrówek był zawsze Jan Pluciński "Świątkarz", góral z Jurgowa - nauczyciel i znawca regionu. Spali często po drodze w przypadkowych domostwach.
Książka szybko została doceniona przez tych, którzy razem z nią poznawali uroki tego wyjątkowego zakątka, a także przez krajoznawców, przewodników i inne osoby, które zawodowo zajmowały się turystyką. Rok po wydaniu została uhonorowana nagrodą literacką miasta Zakopanego.
Była nie tylko skarbnicą wiedzy, obfitującą w różne szczegóły i ciekawostki, ale opisem świata, którego autorzy dotknęli w każdym fragmencie naprawdę. Do tego opowieścią a raczej reportażem o walorach literackich, gawędą, którą czytało się (i czyta nadal) z dużą przyjemnością. Dziś to dokument tamtych czasów, emocjonująca podróż po Podtatrzu, którego nie ma.
Ponieważ książka opisuje szczegółowo Podhale, Orawę i Spisz, każdy mieszkaniec bez trudu odnajdzie opis swojej okolicy.
Siłą publikacji są fotografie - ponad 200 zdjęć, które często utrwalają miejsca, których już nie ma. Wiejskie zabudowy, ulice, które od tamtych czasów zmieniły się diametralnie. Z sentymentem oglądamy szereg drewnianych domów w Nowym Targu przy ul. Waksmundzkiej, stare Maniowy czy dworek w Ludźmierzu, który stał jeszcze w latach 30. ubiegłego wieku. Autorem przeważającej ilości fotografii jest Władysław Werner w książce można też znaleźć zdjęcia Walerego Eljasza, Józefa Oppenheima czy Tadeusza i Stefana Zwolińskich.
Mimo kilkakrotnych prób, czynionych także przez Tadeusza Staicha pod koniec życia, przez lata nie udało się wznowić tej unikatowej publikacji. Dopiero pod koniec zeszłego roku zadania tego podjęło się krakowskie wydawnictwo Astraia, przy wsparciu finansowym władz Zakopanego i kilku innych samorządów. Książka zyskała nową, imponującą szatę graficzną, nowe opracowanie i redakcję.
Książka zachęca do sentymentalnej podróży, pokazuje bowiem jak bardzo przez te 65 lat region się zmienił. Aby można było łatwo nawiązać do teraźniejszości danego miejsca, wydawnictwo umieściło na marginesach w książce kody QR, które prowadzą do stron internetowych, które dziś opisują te miejsca. Czasem przekierowuje nas do przykładów muzycznych czy publikacji, które były inspiracją czy wskazówką dla autorów. Pod kilkoma kodami kryją się również archiwalne nagrania głosu samego Tadeusza Staicha, który recytuje swoje utwory poetyckie.
"Obserwowanie przez szyby samochodu przesuwającego się jak na taśmie filmowej krajobrazu, z rzadkimi tylko postojami dla zaczerpnięcia powietrza i wyprostowania nóg, nie doprowadzi do napisania książki typu krajoznawczego. Jest to po prostu niemożliwe. Przypomina się tutaj norwidowska myśl, że woda wypita ustami wprost z krynicy lepiej smakuje i gasi pragnienie, niż woda podana z wodociągu. Ale żeby dotknąć ustami krynicy, trzeba przyklęknąć i położyć się nad zdrojem. Wartość zdobyta poprzez spory trud osobisty dłużej pozostaje w pamięci i silniej utrwala przeżycie" - pisał we wstępie do drugiego wydania w 1987 r. Tadeusz Staich, tłumacząc, dlaczego właśnie tylko piesza wędrówka pozwoliła na stworzenie "dokumentu w zasadzie już niepowtarzalnego". A może kogoś zachęci, by samemu w taką wędrówkę się wybrać, choćby w jej małych fragmentach i przekonać się, jak wiele tracimy, kiedy krajobrazy za szybami naszych samochodów tak szybko uciekają. Ile szczegółów nam umyka, ile zapachów, ile okazji do przypadkowych, ale ciekawych spotkań.
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz