W połowie grudnia zmarł Franciszek Łojas-Kośla z Poronina, jeden z najwybitniejszych podhalańskich poetów piszących w gwarze.
Poeta z Poronina jest autorem nie tylko głośnej opery o Janie Pawle II, która była wystawiana m.in. w Teatrze Narodowym w Warszawie i w Watykanie, ale także opery o ks. Tadeuszu Juchasie (pisownia oryginalna), której właścicielem jest dziś miasto Zakopane, i najwcześniejszej - "Naski świat". Wcześniej dał się poznać jako poeta gwarowy, twórca przyśpiewek, autor tekstów publicystycznych, szkiców etnograficznych i tekstów scenicznych. Jego utwory były publikowane w różnych pismach literackich i gazetach - nie tylko w Polsce, ale także w USA i w Kanadzie.
Gdy spotkaliśmy się wiosną tego roku, pan Franciszek był już mocno schorowany - po trzech zawałach. Przez dwa tygodnie był w śpiączce. Chorował na polineuropatię, cukrzycę, miał sparaliżowane ręce i nogi. Miał problemy z poruszaniem się i mówieniem.
Spotkaliśmy się w jego góralskim, pięknym domu w Poroninie. Opowiadał jak doszło do powstania jego najsłynniejszej opery poświęconej papieżowi. Wspominał 2009 r., kiedy po kolejnym spektaklu "Naski świat", podszedł do niego ks. Władysław Zarębczan i zaproponował, żeby taką operę napisać o Janie Pawle II.
- Powiedziałem, że to nie na moją głowę, ale na drugi dzień był u mnie i znowu namawiał. Wziąłem się za pisanie. On pilotował, dopingował. Przysłał mi z Watykanu materiały o papieżu. Niewiele z nich korzystałem, bo miałem własne wspomnienia i emocje związane z Janem Pawłem II - opowiadał. - Karol Wojtyła mnie bierzmował. Gdy już był papieżem, byłem na uroczystościach w Nowym Targu, Ludźmierzu, Zakopanem - wspominał w marcu tego roku pan Franciszek. - A że urosłem w gwarze, bo ten dom nie znał pańskiego słowa, pisało mi się tę operę dobrze - dodaje. Pracował nad nią pół roku.
- Ta opera powstała z własnych przeżyć, wiedzy i szacunku dla papieża - mówił o najsłynniejszym swoim dziele "Ojciec Święty Jan Paweł II na Podhalu". Wspominał, że ks. Zarębczan chciał, żeby operę wystawił zespół Regle z Poronina, z którym pan Franciszek współpracował. Ten ostro się sprzeciwił, twierdząc, że w operze powinni wziąć udział górale z całego Podhala. Tak się też stało. Tekst został zaakceptowany przez ludźmierską komisję, do której należeli oprócz ks. Zarębczana, między innymi - prof. Stanisław Hodorowicz, Andrzej Skupień, dr Stanisława Trebunia-Staszel. Jako aktorzy zostali wybrani najlepsi śpiewacy z podhalańskich zespołów.
Sukces przerósł oczekiwania twórcy z Poronina. Z dumą opowiada o kilkunastu przedstawieniach tej opery - w Rzymie, Warszawie, Katowicach. Nie ukrywał żalu, że to nie on, a ks. Władysław Zarębczan otrzymał za operę o Janie Pawle II Markę Tatrzańską.
Kolejna opera powstała po śmierci ks. Tadeusza Juchasa, także z inicjatywy ks. Zarębczana. Prawa do niej wykupił od poety Leszek Dorula, burmistrz Zakopanego. - Nawet nie chciał wcześniej tej opery zobaczyć. Jedyny, co się poznał na moim dziele, wie, że ta opera może mieć kiedyś dużą wartość - mówił podczas naszej marcowej rozmowy. Miał jednak żal, że opera nie została do tej pory wystawiona.
Franciszek Łojas-Kośla był jednym z nielicznych poetów, który miał odwagę dopominać się za swoją twórczość zapłaty. - To moja ciężka praca, mój talent. A wszyscy chcieliby, żeby poeta pisał za darmo, a potem inni zarabiają na spektaklach czy operach - mówił w marcu.
Dużo w tym jego racji. Jeszcze za czasów komuny poeci byli traktowani zupełnie inaczej. U uznawanych poetów zamawiano utwory, niektórzy żyli nawet ze spotkań literackich, krążąc od domu kultury do domu kultury. Dziś poezja nie sprzedaje się w księgarniach, rzadkością jest, by instytucje kultury, zapraszające poetę na spotkanie autorskie, płaciły honoraria.
Franciszek Łojas-Kośla miał odwagę mówić o tym głośno. Wielu osobom się w ten sposób narażał. Nie był zresztą łatwy w kontaktach (o czym przekonała się autorka tego wspomnienia na własnej skórze). Niemniej z jego śmiercią odszedł - jak pisała o nim Stanisława Trebunia-Staszel - "jeden z najwybitniejszych podhalańskich twórców piszących w gwarze, który od ponad 50 lat wygrywał na strunach swej poezji pieśń o góralskim świecie, pragnąc ocalić jego cząstkę dla potomnych".
Za swoją działalność został odznaczony medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis" oraz Nagrodą im. Oskara Kolberga za zasługi dla kultury ludowej.
Franciszek Łojas-Kośla zmarł 16 grudnia. Miał 77 lat.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz