Pani Gienia z Łapszanki ma 82 lata, a energii więcej niż nie jeden nastolatek. Podobnie jest z talentami.
Jaki swój talent seniorka zaprezentowała w telewizyjnym show, to póki co niespodzianka. Mieszkankę Łapszanki będzie można zobaczyć w programie "Mam talent" w sobotę, 4 września o godz. 20.
***
O swoim życiu pani Genowefa opowiedziała Tygodnikowi Podhalańskiemu w 2019 roku przy okazji serii "Silna jak halny", przypominamy ten materiał. 82 - latka jest również bohaterką naszej redakcyjnej telewizji, zachęcamy do obejrzenia nagrania.
Bo ja się do ludzi przyklejam
Pani Genowefa ma 80 lat, a cały czas jak dziecko zachwyca się światem i przyrodą. Podobnie jest z ludźmi. - Do znajomych i nieznajomych, w sumie to do wszystkich się przyklejam - wyznaje.
I choć nieraz się sparzy, wrogości w sobie nie nosi, bo i po co, szkoda na nią czasu. Pani Genowefa wie, co mówi, swoje w życiu przeszła. Od czasu do czasu wracają wspomnienia z dzieciństwa, a z nimi ten głód z czasów wojny. Gdy schowana w łóżku, okryta pierzyną chciała jeść, a nie było niczego, co można by było do ust włożyć. - To było najstraszniejsze, ja ten głód to do dziś jeszcze odczuwam tam, w środku, wewnętrznie. Oby nikt nigdy tak w życiu nie cierpiał - mówi.
Pani Genowefa tak ma, że nie może patrzeć, jak ktoś cierpi. Nawet, gdy włączy telewizje - ogląda głównie kanały informacyjne i słyszy o tragedii - wyłącza program. - To ja już wolę piłkę. Skoki? Nie bardzo, bo się boję, że się komuś coś złego stanie i zamykam oczy. Dawniej było łyżwiarstwo figurowe, o, jak ja lubiłam to oglądać - wspomina.
W dzieciństwie mieszkała w Czarnej Górze. Stąd wyjechała do pracy w Bieszczady, bo w domu, przy licznym rodzeństwie, ciężko było rodzicom. Często nie było pieniędzy. - Uciekłam z domu, chodziłam wtedy do siódmej klasy - opowiada. - Sąsiedzi wiedzieli, że jadę, mama dowiedziała się później z listu, bo jak zajechałam na miejsce, gdzie miałam pracować, następnego dnia do niej napisałam, żeby się o mnie nie martwiła. Pojechałam ze swoimi, ze wsi na zarobek do PGR-u. Początkowo nie chcieli mnie przyjąć, bo byłam młoda, ale tyle błagałam, że mnie zostawili. Pracowałam normalnie, z dorosłymi, bo z domu byłam nauczona roboty - dodaje.
W Bieszczadach pani Genowefa poznała przyszłego męża, Franciszka Kuruca. - On był z Łapszanki, a ja z Czarnej Góry - to nas połączyło - wspomina. Wyszła za mąż, gdy miała skończone 16 lat. Wesele był latem w Czarnej Górze. Po jakimś czasie, gdy na świat przyszło pierwsze dziecko, ponownie wyjechali z mężem na Podkarpacie. Po urodzeniu drugiego dziecka wróciła do Łapszanki. On poszedł na koszar. Ona pracowała w domu i na gospodarstwie.
- Mojego teścia sparaliżowało, 13 lat leżał, opiekowałam go. To nie były czasy jak teraz, że są pampersy czy też zapomogi albo renty - tłumaczy, ale nie narzeka, choć łatwo nie było. Żeby mieć pieniądze, wstawała, gdy jeszcze było ciemno i chodziła na grzyby, borówki czy maliny, które później w Zakopanem sprzedawała. - Żyło się skromnie, nieraz nam brakowało, ale zawsze chleb był dla dzieci i teścia. Pierwsze byli oni - najważniejsi, a potem, na ostatku, ja i mąż - zaznacza.
Dom był stary, trzeba było coś z nim robić, podobnie ze stajnią. Budowało się. Cały czas była praca i tylko praca, a to przy dzieciach, a to przy zwierzętach. - Człowiek nigdy na nic sobie nie pozwolił, jak były dwie koszule w domu, to było bardzo dobrze, i jedno ubranie do kościoła, a pozostałe, te na co dzień, łatało się, żeby jak najdłużej wytrzymały. Kołnierze, jak już były wytarte, to się obszywało, bo nie było za co kupić - wspomina.
Z mężem żyli skromnie, ale zgodnie. Gdy jednego dnia jej córka zniknęła z domu, nic nikomu nie mówiąc, świat jej się zawalił. Nie mogła sobie znaleźć miejsca. - Zostawiła sześcioro dzieci, teściowa zabrała trójkę do Ameryki, a ja kolejną trójkę do siebie. Musieliśmy tak zrobić, bo inaczej dzieci trafiłyby do domu dziecka, a tego nie chcieliśmy - mówi. Dzieci córki wychowała jak swoje, matkowała im, jak mogła, nie narzekając, że ma ciężko, nie myśląc, że nie da rady. Robiła wszystko, żeby nikt jej nie odebrał wnuków. - Przez 10 lat modliłam się, żeby córka się znalazła, żeby żyła - tłumaczy.
Córka odezwała się dopiero, gdy zmarł mąż pani Genowefy. Wysłała kartkę z Włoch. Po niej była pierwsza rozmowa telefoniczna i radość, że żyje i ma się dobrze. - Jak się tylko dowiedziałam, gdzie jest, zaraz paszporty porobiłam dzieciom i sobie, pojechaliśmy, żeby tam ją zaglądnąć, byliśmy u niej pierwsi, gdy się nam odnalazła - wspomina. - Córka od nie razu przyjechała, wróciła do nas, do Łapszanki, dopiero, gdy pojawiły się prawnuki, a jej wnuki - dodaje.
Pani Genowefa chętnie pomaga innym, tak, od siebie, bo tak należy. W wolnej chwili idzie do kościoła. Od kiedy jest w Dziennym Domu Seniora w Niedzicy, ma blisko, by wejść do świątyni i zmówić Różaniec. Zazwyczaj modli się w intencji dzieci, prosi o zdrowie, a także o pokój na świecie, by nikt nie cierpiał podczas wojny. Gdy tylko słyszy, że jest organizowana pielgrzymka, wyjeżdża, bo po powrocie tak jej lekko na sercu.
Na swoje dzieci i wnuki może zawsze liczyć. Byli przy niej, gdy przeszła trzy zawały, a przy ostatnim prawie otarła się o śmierć. - Wszyscy sobie wzajemnie pomagamy, gdy ktoś jest w potrzebie. Tak samo jest w sąsiedztwie. Gdzie jest zgoda, tam jest cały skarb... - mówi i na chwilę zawiesza głos. - Teraz to jest takie amerykańskie życie, kiedyś było inaczej, jeden do drugiego leciał, żeby pogadać, teraz tego nie ma, tylko są te komputery. Nikt się nie odwiedza, ani z domu nie wychodzi, żeby zachwycać się przyrodą. Nie czuje się natury, a to źle, bo to daje długie życie - podkreśla z uśmiechem i dodaje, że gdy tylko może, idzie na Rzepiska, Czarną Górę i daleko, na Łapszankę, skąd widoki są najpiękniejsze, a spokój człowieka otacza z każdej strony. - Dzięki temu mam siłę, choć nogi już nie te - przyznaje. - A wie pani, że ja w zeszłym roku poszłam na wyciąg do Czarnej Góry. Chciałam się skontrolować, co będę czuła, jak w górę polecę, czy mi się w głowie zamąci, ale nic mi się nie robiło, mogłam patrzeć do góry i w dół. Ależ było pięknie - uśmiecha się do wspomnień.
Aneta Dusik
[WIDEO]6236[/WIDEO]

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

14.05.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

21.05.2026
Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

14.05.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

14.05.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

14.05.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz