Józek mieszka w walącej się chałupie, która została mu po ojcu. Po ojcu został mu też las, który - jak przekonuje - systematycznie się kurczy, zmieniając właścicieli. Ale podatki dalej płaci Józek, mieszkaniec Rdzawki.
Józka Czyszczonia mało kto zrozumie - po tym, jak rak krtani zniszczył mu gardło, plastikowa rurka wystająca z szyi nie pozwala mu wydobyć głosu. Choć artykułowane szeptem słowa rozumie kuzynka mieszkająca po drugiej stronie ulicy, to już nie rozumie sąd. I - jak twierdzi - urzędnicy, choć do nich Józek zwraca się na piśmie.
Działka jest...Wszystko zaczęło się 4 lata temu od wizyty policjantów w Józkowej chacie. Stróżowie prawa pytali, czy to nie on ukradł żerdzie z lasu. Gdy poszli na miejsce, zdziwienie Józka okazało się jeszcze większe, bo wychodziło na to, że kradzież, owszem, była, tyle że las był Józkowy. Przynajmniej tak mu się wydawało, bo kradzież zgłaszał kto inny.
Sprawa skończyła się umorzeniem z powodu niewykrycia sprawcy, ale Czyszczoń z kuzynką zaczęli drążyć, czyj w końcu jest ten kawałek lasu. - W księgach wieczystych był wpisany dziadek Walenty, a jako władający gruntem mój ojciec - Stanisław - przekonuje mieszkaniec Rdzawki.
Zaświadczenie z nowotarskiego starostwa potwierdza, że owszem, w latach 1969-1991 jej władającym był Stanisław, syn Walentego. Jednak później w rejestrze figurują już małżonkowie J. z dziećmi, którzy kilka lat temu sprzedali swe udziały Czesławowi Stolarczykowi.
Józef Czyszczoń dowiedział się o sprzedaży, studiując zapisy w księgach wieczystych w Mszanie Dolnej. Tam też, jak przekonuje, wraz z kuzynką Władysławą Worwą widzieli umowę, która miała być podstawą wprowadzenia zmian w księgach. Zgodnie z nią Stanisław Czyszczoń miał sprzedać tę działkę Wojciechowi J. w 1958 roku. To ta umowa miała być podstawą wpisania zmiany w księgach wieczystych w 1991 roku. Tylko że Czyszczoń przekonuje, że podpis, który widział, na pewno nie należał do jego ojca. Przekonuje, że umowa została sfałszowana i na tej podstawie działka zmieniła właściciela. Dlaczego jednak nie został powiadomiony o zmianach własnościowych, skoro do dziś płaci podatek od lasu, który do niego nie należy?
- Sprawa jest czysta, a wszystko dokładnie sprawdzone. J. kupił działkę w 1948 roku od Sienkowca, a ten wcześniej od Nowaka - przekonuje 85-letni Czesław Stolarczyk, który z kolei przepisał już całe gospodarstwo synowi.
Dorota Adamaszek, kierownik biura geodezji i katastru nowotarskiego starostwa, podkreśla, że Czyszczoń może dochodzić swych praw, ale tylko na drodze sądowej - wydział jedynie rejestruje zmiany własnościowe. By wykazać swe prawo do gruntu, trzeba pokazać akt notarialny, a tego Czyszczoń nie ma. Podobnie jak nie ma przeprowadzonego postępowania spadkowego po zmarłym ojcu. Jedyna droga do wyjaśnienia sprawy to sąd. Póki co w świetle przepisów Józek, choć odziedziczył gospodarkę po ojcu, to nie był nawet powiadamiany o toczących się sprawach, bo nie jest stroną w sprawie.
...jakoby jej nie byłoJózek z pomocą kuzynki zaczęli długą korespondencję z urzędami różnego szczebla. Pisali do starostwa, Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Geodezyjnego i Kartograficznego, a nawet Głównego Geodety Kraju. Obfita korespondencja krążyła pomiędzy urzędami, a Józek lasu nie dostał. Choć podatek płaci nadal. Co więcej, oprócz działki 249 z ojcowizny ubyły mu kolejne - nr 256/30 i 256,23.
Z opinii starostwa wynika, że wszystkie 3 działki mają swych właścicieli, jednak żadnym z nich nie jest Józef Czyszczoń. Wszystkie 3 punkty, dotyczące każdej kolejnej działki, łączy powtarzający się zapis: \"Powyższe dane zostały ujawnione w rejestrze gruntów obrębu Rdzawka w jednostce rej. nr 203, jednakże z uwagi na fakt, iż dowody zmian z w/w okresu czasu zostały przekazane do archiwum państwowego przez Urząd Miasta Rabka Zdrój (prowadzący wówczas ewidencję gruntów i budynków), nie jest możliwe wskazanie numeru oraz daty zmiany, jak również sprawdzenie podmiotowych dokumentów\".
Czyszczoniowi pozostaje więc tylko płacenie podatku za nieswój las.
Pisząc skargę do Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Geodezyjnego Czyszczoń podkreśla, że jako władający po ojcu lasem nie został nigdy poinformowany o zmianach w rejestrze, a w nowotarskim sądzie toczy się sprawa o ustalenia własności kolejnej działki nr 257/4.
Czy podobne sytuacje zdarzają się często?- Tak bywa, a wynika to głównie stąd, że ktoś nie uregulował własności gospodarstw rolnych w latach 70. - zauważa Dorota Adamaszek. - Ale jeśli ma dokumenty, to wystarczy się uwłaszczyć. Problem zaczyna się wówczas, gdy okazuje się, że w tzw. międzyczasie nastąpiły jakieś nieformalne zmiany, przekazywanie działek \"na gębę\", bez spisania aktu notarialnego czy choćby umowy. I okazuje się, że ktoś inny użytkuje grunty, a ktoś inny wpisany jest do ewidencji jako właściciel.
Milczący szlag trafiłJózek niedawno do swej walącej się chałupy, w której mieszka z młodszym bratem, doprowadził prąd - już ma w jednym pomieszczeniu elektryczną lampę. Niedługo chce pociągnąć kabel też do kuchni. Pasowałoby zmienić eternitowy dach, który wygląda tak, jakby się w połowie złamał. Można by sprzedać jakąś działkę i byłyby pieniądze. Ale Józek formalnie działki nie ma. Nie ma też czego przekazać z ojcowizny dwóm młodszym siostrom, które po śmierci matki wychowywały się w domu dziecka, bo ojciec nie był w stanie utrzymać 8-osobowej rodziny. Gdy to wspomina, wygląda, jakby mówił podniesionym głosem, jednak z plastikowej rurki wydostają się jedynie bezgłośne podmuchy powietrza. Nikt go nie rozumie poza kuzynką, występującą w roli doradcy i tłumacza zarazem. I tylko można się domyślać, że Józek klnie pod nosem jak szewc na myśl o urzędach, sądzie i sąsiadach.
Józef Figura
0 0
Jak zwykle nie ma winnych, a podatek trzeba płacić (tylko na jakiej podstawie). Przypomina mi to pewną sytuację w UMZ: przychodzi facet płacić za działkę co ma 4 współwłaścicieli, chce zapłacić za 1/4 swojego - nie da się, ma zapłacić całość, a resztę kasy odzyskać. Pyta czemu inni nie dostali nakazu - okazuje się, że nie wiadomo kim oni są. Tłumaczy, że przecież w ewidencji gruntów są wszyscy wpisani z adresami i na dowód daje świeżutką ewidencję. Efekt - wszyscy dostają nakaz na pełną kwotę. Kwota podzielna przez 4. Pytania ma które UMZ nie potrafi odpowiedzieć: 1/dlaczego nie da się podzielić kwoty na 4, 2/co się stanie jeśli wszyscy współwłaściciele zapłacą pełną kwotę, 3/kogo oskarżą jak nikt nie zapłaci ? Może ktoś wie ?
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz