Dla jednych to sentymentalna podróż w przeszłość, dla drugich zabawa w wojnę, dla kolejnych lekcja historii – ale zupełnie inna, niż ta szkolna.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"1018"}
Piątkowe południe, plac przed Szkołą Podstawową nr 11. Huk wystrzału podrywa rozgadaną grupę dzieciaków. Trzech dorosłych mężczyzn w mundurach SS w pośpiechu kryje się za workami z piaskiem, otwierając ogień. Nie mają jednak szans – od przodu atakuje ich kilku partyzantów, ale inni zakradają się także od tyłu. Niemiecki dowódca, rozkładając ręce w teatralnym geście, pada na ziemię, podobnie dwaj pozostali. Jeden z nich głośno krzyczy: \"Hilfe!\" – ratunku. Leśni dopadają do posterunku, zabierają broń, a trupom buty. Wrzeszczącego zabierają ze sobą do obozu w lesie. Dzieciaki wybuchają śmiechem, gdy wraz z butem ze stopy oficera ześlizgują sie także skarpety. Biją brawo, gdy partyzanci po zakończeniu działań oddalają się z miejsca potyczki. Koniec akcji – jednej z wielu podczas piątkowego pikniku partyzanckiego.
Teraz czas, by obejrzeć obóz – uczniowie mogą wejść pomiędzy sklecone na miejscu szałasy, spróbować zupy z kotła, ale najważniejsze – dotknąć broni. Chłopcy długo celują z pistoletu, dotykają \"prawdziwego\" niemieckiego stena. – Nie mierzyć w ludzi! – przestrzegają dorośli i czekający na swoją kolej rówieśnicy.
To już kolejna akcja, zorganizowana przez Grupę Rekonstrukcji Historycznych \"Podhale w Ogniu\". Miłośnicy historii i militariów mają już na swoim koncie szturm na nowotarską siedzibę UB, przedstawiając odbicie więźniów przez oddział legendarnego Józefa Kurasia \"Ognia\".
– To przedstawienie historii znacznie ciekawsze, niż nauka z książek – tłumaczy Piotr Korczak, odgrywający niemieckiego żołnierza, pojmanego przez partyzantów. – Jestem przekonany, że dzieciaki dużo więcej z tego wyniosą. A przy okazji to także realizacja naszej pasji. Sprzęt i mundury – wszystko trzeba kupować na różnorodnych aukcjach. Nie jest to tanie – sama bluza i spodnie to wydatek prawie 600 zł. Broń kosztuje nawet do kilku tysięcy. To wszystko są repliki. Jedyny autentyk to ręczny karabin maszynowy, wypożyczony z muzeum – ale oczywiście pozbawiony cech strzeleckich – dodaje.
Piotr Łukaszka ze Spytkowic na co dzień jest współwłaścicielem punktu skupu złomu. Dziś w mundurze polskiego żołnierza z kampanii wrześniowej przyjechał do Nowego Targu Gazem 67 – popularnym \"Czapajewem\". Gazik pochodzi z 1947 roku. – Jest na chodzie, można jeździć po górach. Jednym mankamentem jest to, że dużo pali – na trasie nawet 18 litrów benzyny! – przyznaje właściciel.
Jak sam twierdzi – jest przede wszystkim miłośnikiem motoryzacji (ma też 20 motocykli), a w grupie rekonstrukcyjnej pojawił się \"przy okazji\". Dla niego jest to doskonały sposób na oderwanie się od codziennego pędu, zajęć. – Czasem trzeba po prostu zwolnić! Obejrzeć się za siebie, pomyśleć, jak było dawniej – wyjaśnia.
W piątek dwudziestoosobowa grupa pasjonatów z grupy rekonstrukcyjnej, związanej z Polskim Towarzystwem Historycznym, walczyła przez cały dzień. W scenariuszu walk były między innymi: przyjęcie zrzutu lotniczego, walka z oddziałem UB, a wreszcie inscenizacja rozformowania oddziału i pożegnania z bronią, którą partyzanci zakopują w sobie wiadomym miejscu. Było i nawiązanie do współczesności – partyzancki skarb po siedemdziesięciu latach odnajdują młodzi pasjonaci historii. Odkrycie nie jest dla nich zwykłą kupą złomu czy kolekcjonerskim rarytasem. To przede wszystkim dotyk prawdziwej historii – często tej, w której brali udział ich rodzice albo dziadkowie.
Józef Figura
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz