Historia nowotarskiego undergroundu liczy sobie bez mała ćwierć wieku, a pomimo, że hardcore’owe kapele rozsławiają miasto w całej Polsce, dopiero od półtorej roku mogą liczyć na wsparcie ze strony władz lokalnych.
Siedzę w „Szufladzie”, knajpie, której właścicielem jest jeden z członków zespołu „Odszukać Listopad”, grającego screamo, gatunek czerpiący pełnymi garściami z muzyki przełomu lat 80. i 90. Michał Balikowski, gitarzysta, na którego nikt ze znajomych, ani gości nie mówi inaczej, niż „Cywil”. jest postacią szeroką znaną w kręgach kultury niezależnej. Podobnie jak prowadzony przez niego lokal, który na kulturalnej mapie Nowego Targu jest niezmiernie ważnym punktem. Miejscem, w którym gromadzą się nie tylko hardcore’owcy i punki, ale młodzież słuchająca naprawdę różnej muzyki i prowadząca różnorodny styl życia. Sam o sobie mówi raczej skromnie: – Niczego wielkiego jeszcze nie dokonaliśmy, ale fakt, że „Szuflada” ma swój unikatowy styl, który przyciąga sporo ludzi, także tych spoza Nowego Targu. Tak na dobrą sprawę przyczyniliśmy się do integracji pewnego środowiska, bo wcześniej młodzież słuchająca „innej”, niż ta lecąca w radiu muzyki, nie miała gdzie wyjść ze znajomymi na piwo, podyskutować, wymienić się nagraniami.
„Cywil” pokazuje plakaty, którymi obklejone jest wnętrze. To swego rodzaju kronika, która oddaje ewolucje muzycznych trendów od lat 90. do dzisiaj. Na ścianach wiszą też gitary i różne gadżety związane z niezależną kulturą muzyczną. Nowotarska scena undergroundowa, która w czerwcu ubiegłego roku obchodziła 20-lecie, ma jednak za sobą naprawdę trudne początki.
Powstawała dzięki postaciom takim, jak niemal legendarny dziś „Uszaty” czy „Mikołaj”. U schyłku lat 80. ściągali oni na Podhale kapele, których twórczość usłyszeć można było wcześniej tylko w Jarocinie. – Na początku miasto często rzucało nam kłody pod nogi, nie byliśmy mile widziani – wspomina „Cywil”. – Pamiętam, chociażby w 1997 zorganizowaliśmy ze znajomymi koncert „Post Regimentu”, legendarnej już punk-rockowej kapeli, znanej od Bałtyku do Tatr. Odbył się on w Domu Seniora na Kopernika. Kiedy starsi ludzie zobaczyli tych wszystkich punków w glanach, z irokezami, tak się wystraszyli, że następnego dnia wystosowali do magistratu pismo, w którym oskarżono nas o propagowanie satanizmu – śmieje się. – Reakcja była natychmiastowa, miasto kazało nam się wynosić z baraku na lotnisku, w którym odbywaliśmy wtedy próby. Przez rok nie mogliśmy też koncertować w żadnej knajpie. To małe miasto, więc chodziły słuchy, że jeśli ktoś pozwoli nam u siebie zagrać, może się pożegnać z koncesją na alkohol. Potem zamieszanie jakoś ucichło.
Muzycy z „Odszukać Listopad” uskarżali się też na problemy lokalowe, które trapiły ich przez długi czas. - Chcieliśmy grać na swoim, ale miasto nie było nam przychylne. Wiadomo, nie mieliśmy ciupag i parzenic, więc ciężko było przypodobać się władzom w latach 90. – uskarża się „Cywil”. – Kiedy poprosiliśmy o jakąś salę w MOK-u, zaproponowano nam na próby dwie godziny w tygodniu do podziału z kapelami romskimi. Konkurowaliśmy też ze Związkiem Podhalan o pomieszczenia tzw. Starej Kotłowni. Chcieliśmy to wyremontować własnym sumptem, ale nikt nas nie słuchał. Pomieszczeń nie dostali też zresztą ludzie ze Związku Podhalan. Ale oni domagali się astronomicznej sumy 100 tys. zł na remont. Dopiero niedawno teren zagospodarowano kulturalnie. I bardzo dobrze.
Muzyków zaczęto traktować poważnie dopiero, kiedy założyli Towarzystwo Kultury Alternatywnej „Ferment”. – Pomysł pozyskiwania funduszy w ten sposób narodził się kilka lat temu, podczas koncertu w austriackim Linzu. Chłopaki powiedzieli nam, że po rejestracji można rozmawiać z władzami jak równy z równym. Byliśmy zszokowani, ile można dostać. I fakt, teraz już nikt nas nie ignoruje. Zgłaszamy swoje projekty, organizujemy koncerty w Dudku, wydajemy zine’y. Bardzo pomaga nam w tym pan Marcin Jagła z Urzędu Miejskiego.
Marcin Jagła, naczelnik Wydziału Infrastruktury Społecznej i Promocji, jest osobą bardzo przychylną tzw. młodej muzyce. Tłumaczy, że dopóki nie istniało TKA „Ferment”, miasto nie mogło udzielać wsparcia. – Taką współpracę z samorządem reguluje ustawa i mamy w tej kwestii związane ręce. Ale robimy naprawdę dużo. Zine’y (wydawnictwa muzyczne redagowane przez fanów określonych gatunków muzycznych – przyp. red.), które wydaje „Ferment”, są jedynymi w Polsce dotowanymi z pieniędzy samorządów. Wspieraliśmy muzyków także przy organizowaniu rocznicowej imprezy „20 lat undergroundu w Nowym Targu”. Na koniec listopada przygotowujemy kolejną publikację z płytą, do której nowotarskie kapele będą mogły dokonać profesjonalnych nagrań studyjnych. MOK uruchomił także w 2005 roku pracownię muzyczną, właśnie m.in. na potrzeby młodych twórców.
Całe szczęście, że nasze miasto idzie po rozum do głowy i zaczyna coraz bardziej interesować się sprawami młodych ludzi. Skateparki, koncerty, wsparcie dla alternatywnej kultury to dużo lepsze środki do walki z inercją i patologiami, niż kuriozalne procesje religijne przeciwko dopalaczom, które przypominają raczej praktykowane przez indiańskie plemiona modlitwy o deszcz. Podobne zdanie ma „Cywil” – Jeżeli młody człowiek czymś się interesuje, na czymś mu zależy, to dobrze. Lepiej dać mu gitarę do ręki, niż narzekać, że gnuśnieje pod blokiem i szuka ucieczki do szarej rzeczywistości pijąc piwo czy szprycując się jakimś świństwem. Ja i moi koledzy dorastaliśmy w innych czasach. Byliśmy zostawieni samopas. Ale pasja była zawsze tak silna, że w wakacje, zamiast leżeć nad jeziorem, pracowaliśmy, gdzie się dało, żeby zarobić na nowy wzmacniacz - wspomina. - Widzę, że powoli coś się zmienia, ale wciąż wielu ludzi uważa, że młody człowiek z kolczykiem i krzywo przyciętymi włosami to ćpun, którego trzeba wysłać na terapię - dodaje.
Muzycy z „Odszukać Listopad” zrobili w materii zagospodarowania pewnej przestrzeni społecznej naprawdę wiele. Założone w 2009 r., przy m.in. ich wsparciu stowarzyszenie skupia przedstawicieli różnych kapel, które wspólnie mogą walczyć o różne dotacje od samorządu. W prowadzonym przez „Cywila” barze spotyka się w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca ponad 80 młodych muzyków. Panuje twórcza atmosfera i nie ma żadnych burd, więc stosunki z sąsiadami układają się jak najlepiej.
…
W całej Polsce są złe i dobre przykłady współistnienia mieszkańców miasta z młodzieżą z kręgu kultury alternatywnej. Coś, co z początku wydawało się idealną symbiozą – układ władz Mysłowic z Arturem Rojkiem, który zaowocował powstaniem „Off Festivalu”, w tym roku niestety, przestało funkcjonować. Tu nie chodzi tylko o jawną niechęć prowincjonalnych urzędników o ciasnych horyzontach. Społeczność lokalna musi starać się zrozumieć odmienność i przyjąć do wiadomości, jak ważną rolę w życiu młodego człowieka odgrywa bunt. Musi zacząć szanować niepokornych i znaleźć dla nich miejsce, żeby nie powielać pewnych przebrzmiałych już schematów.
Dawid Leszczak
0 0
te dawne koncerty zmienily moje zycie na lepsze, pokochalam hard core i poznalam wspanialych ludzi. Zawsze podziwialam Cywila za zangazowanie w muzyke i fantastyczne podejscie do ludzi. Brawo stary! HEJ!
0 0
No może,może ale ortografii chyba nie nauczyły...;) ;) ;)
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz