Ta historia jest o miłości i o nienawiści, o cierpieniu, tęsknocie, poczuciu niesprawiedliwości. O tym, że nie ma jednej prawdy. I o dziennikarskiej bezradności.
Maria przyjechała do Polski prawie 20 lat temu. Szukała tu lepszego życia. Tam, skąd przyjechała, nie było łatwo nawet takim jak ona, wykształconym ludziom. Zostawiła tam własne dzieci, przyjaciół, wszystko. Tu znalazła pracę, męża, urodziła syna, znalazła nowych przyjaciół. Nie dorobiła się majątku, ale żyła spokojnie.
Kilka lat temu dowiedziała się, że zmarła jej siostra. Nie bacząc na koszty i czas, pojechała do kraju na innym kontynencie, zaczęła załatwiać ich adopcję, a potem pobyt w Polsce. Zaproszenie dla nich wysłało małżeństwo z Podhala, z którym Maria się przyjaźniła. Podczas kolejnego wyjazdu do odległego kraju mogła już zabrać dzieci.
Kasia i Piotrek szybko zaaklimatyzowali się w obcym kraju. Szybko uczyli się języka, w ciągu roku robili dwie klasy. W maleńkiej podnowotarskiej miejscowości znaleźli kontakt z rówieśnikami. Na chrzcie dostali polskie imiona. Chrzestną Kasi została Anna, przyjaciółka Marii, chrzestnym Piotrka – mąż Anny, Adam. To samo małżeństwo, które przysłało dzieciom zaproszenia. Chętnie zajmowali się chrześniakami. Zabierali na weekendy, wakacje, zapraszali z Marią na święta. Sielanka trwała do grudnia 2009 roku.
10 dni w AngliiWtedy Maria postanowiła wyjechać z synem do Anglii, a opiekę nad dziećmi siostry powierzyła Annie i jej mężowi. Upoważnienie do opieki nad dwójką siostrzeńców podpisała notarialnie.
Dziś Maria przekonuje, że to Anna namówiła ją na ten wyjazd, by podstępnie przywłaszczyć dzieci. I że wykorzystując jej słabą znajomość języka polskiego, dała do podpisania dokument, w którym nie było określonej daty, na jaki okres powierza jej dzieci.
Anna twierdzi, że Maria wyjechała tam do pracy. Planowała dłuższy pobyt. Dlatego przepisała dzieci do szkoły w miejscowości, w której mieszka z Adamem. Piotrusia oddała im już 1,5 miesiąca przed swoim wyjazdem.
Maria wróciła jednak po 10 dniach. Twierdzi, że od razu chciała odebrać dzieci. – Anna prosiła mnie, żebym nie szła do szkoły, bo powiedziała dyrektorce, że chce adoptować Kasię i Piotrka. Prosiła, żeby zostały do ferii. Po feriach znowu namawiała mnie, żeby dzieci zostały do końca roku szkolnego. Spotykałam się z nimi tylko w weekendy, widziałam, że tracę z nimi kontakt. Na początku wakacji Kasia poprosiła mnie, żebym pozwoliła im pojechać z Anną i Adamem na wakacje. Nie mogłam im odmówić. Widziałam, że dzieci się do nich przywiązały, a mnie traktują coraz gorzej – opowiada.
Po policzkach płyną jej łzy. Pokazuje wspólne fotografie z czasów, kiedy Kasia i Piotrek mieszkali z nią. – Byłam dla nich lepsza, niż dla swojego syna. Wiedziałam, ile wycierpieli. Chciałam im przychylić nieba – mówi zdławionym głosem.
Nie oddawaj nas mamoKtóregoś dnia na początku wakacji, jeszcze przed wyjazdem nad morze, Anna poprosiła o spotkanie. – Pojechałam do nich. Ona przyniosła jakieś dokumenty i zażądała, żebym je podpisała. Ale ja nie znam tak dobrze języka urzędowego, bałam się podpisywać. Wtedy Adam zaczął na mnie krzyczeć: „dlaczego moje dzieci nie mogą nosić mojego nazwiska”, a ja mu mówię, że to nie są jego dzieci. Usłyszałam, że jestem wariatka – opowiada Maria.
Potem dzieci wyjechały na wakacje, Maria nie miała z nimi kontaktu. – 30 sierpnia poszłam po nie. Nie chcieli mi ich oddać. Usłyszałam od Adama, że dzieci kosztowały 7 tys. zł, jak je chcę zabrać, muszę zapłacić. Poszłam więc na policję. Pokazałam dokumenty, że jestem prawnym opiekunem. Dwóch policjantów pojechało ze mną. Wrócili z mieszkania bez dzieci. Powiedzieli, że nie mogą ich zabrać, bo wszyscy tam płaczą. Żebym załatwiała to przez adwokata. Wróciliśmy na komendę, komendant kazał jechać jeszcze raz i odebrać dzieci. Policjanci poszli do mieszkania i przyprowadzili Kasię i Piotrusia. Znowu był płacz, histeria. Nie chciałam w ten sposób tego robić. Dzieci zostały – opowiada.
Dzień ten zapadł także w pamięci Anny: – Piotruś chciał wyskakiwać przez okno, straszył, że coś sobie zrobi jak oddamy go Marii. Płakaliśmy wszyscy. Kiedy policja drugi raz wkroczyła, spakowaliśmy dzieci i z płaczem pożegnaliśmy ich. Po 15 minutach jednak wróciły. Powiedziały, że Maria ich nie chce, że wzięła tylko ich papiery. Dzieci przytulały się do mnie i prosiły: „mamo, nie oddawaj nas” – wspomina Anna. Wtedy postanowiła, że złoży w sądzie wniosek o ustanowienie rodziny zastępczej z zabezpieczeniem na czas postępowania. Żeby taka sytuacja się już nie powtórzyła.
- Marii nie chodziło o dzieci – podkreśla Adam. – Już rano, kiedy przyszła do nas, prosiła tylko o dokumenty. Chciała załatwić zasiłek na dzieci. A te jej opowieści o tym, że żądałem jakiś pieniędzy za oddanie dzieci czy zmienić im nazwiska to totalna bzdura. My od niej chcemy tylko spokoju – mówi.
Tajemnicze wymeldowanieZaraz po tym incydencie Maria postanowiła dzieci przemeldować tam, gdzie sama w międzyczasie się przeprowadziła. W urzędzie gminie dowiedziała się, że dzieci zostały już wymeldowane przez Annę. – Urzędnikom pokazała upoważnienie podpisane przeze mnie i powiedziała, że jestem w Anglii i nie ma ze mną kontaktu – Maria nie kryje oburzenia. – To było kłamstwo, byłam w Polsce. Jak można było wymeldować dzieci bez mojej zgody? Poczułam się bezradna. Nie znam dobrze języka polskiego, przepisów, jestem obcokrajowcem, więc obywatelem II kategorii. Anna to wykorzystała – płacze Maria.
- Przemeldowałam dzieci 9 września 2010, ale nie żadnym podstępem. Faktycznie dzieci przebywały u nas i musiały być tu zameldowane, żeby chodzić dalej do szkoły. Potrzebne to było też do karty pobytu – ze spokojem tłumaczy Anna.
– Kiedy przyszłam do sądu, żeby się czegokolwiek dowiedzieć, byłam traktowana jak intruz, jak jakaś wariatka – twierdzi Maria. – W sądzie odbywały się jakieś rozprawy w sprawie dzieci, nie dostawałam na nie wezwań – mówi. Pokazuje postanowienie z 21 września 2010 o ustanowieniu rodziny zastępczej. – Nie było mnie na tej rozprawie, a jestem wymieniona jako uczestnik. Wszystko odbywało się za moimi plecami – pokazuje dokument. – To były posiedzenia niejawne, uczestnicy nie są na nich obecni – wyjaśnia krótko Anna.
Sprawy w sądzie ciągną się nadal. Anna i Adam walczą o ustanowienie ich jako rodziny zastępczej.
Nie mówią już do mnie „mamo”Maria dodaje, że od pewnego czasu dzieci nie chcą się już z nią spotykać. Przestały mówić „mamo”. Zaczęły nazywać ciocią. I bardzo się zmieniły. – Jestem przerażona i bezradna. Oni kupili moje dzieci, dzieci mojej siostry. Dzieci, w których płynie moja krew, są coraz bardziej obce – Marii znowu po policzku ciekną łzy. – To są obcy ludzie, na kogo wychowają te dzieci? Czy ich nie skrzywdzą? – pyta retorycznie. – Jakie one będą, wychowane na kłamstwie? Wiem, że Anna i Adam źle o mnie mówią, robią ze mnie wariatkę, mówią, że chodzi mi o pieniądze, a nawet oskarżają, że biłam dzieci. Dlaczego można mówić nieprawdę i być bezkarnym? – pyta.
To samo retoryczne pytanie zadaje Anna. Twierdzi, że Maria opowiada niestworzone rzeczy. Że nie chodzi jej o dzieci, tylko o zemstę.
Kazała nas nienawidzić Z Anną i Adamem rozmawiam w ich mieszkaniu. – Zaprzyjaźniliśmy się 10 lat temu. Kiedy Maria poprosiła o zaproszenie dla dzieci, nie zastanawialiśmy się ani chwili – opowiada Anna. Dzieci przeszły w swoim rodzinnym kraju gehennę. Po śmierci matki, były pod opieką ojca, który znęcał się nad nimi. Często były głodne, bywało, że jadły piasek. Sprzedawały na przystankach kanapki. Przechodziły z rąk do rak. – Kiedy Kasia zachorowała na żółtaczkę, Maria pojechała do nich i załatwiła dla nich dom dziecka, gdzie były przez rok. W międzyczasie załatwiała dla siebie opiekę prawną nad nimi. Po roku zabrała ich do Polski – opowiada Anna.
– Szybko do nas przylgnęły, zabieraliśmy je na weekendy, potem były z nami nad morzem. To były ich pierwsze wakacje w życiu. Były takie szczęśliwe. Od momentu chrztu mówiły do nas: „mamo, „tato” – opowiada Anna. – Uczyliśmy ich polskich słów, wszystko było dla nich nowe . Długo czekaliśmy, aż dzieci się otworzą – podkreśla. – Z Marią byłyśmy jak siostry. Pomagałam, kiedy tylko o coś poprosiła. Wysyłałam jej rodzinie zaproszenia, załatwiałam szpital, kiedy była chora. Byłam na każde zawołanie. Dużo czasu minęło aż zrozumiałam, że jestem wykorzystywana – twierdzi.
Według Anny, to Maria pod koniec 2009 roku powiedziała im, że jest w finansowej ruinie i że musi wyjechać do Anglii, żeby się odkuć. Zgodzili się więc, że zaopiekują się dziećmi. – Pozbyła się mebli, dzieci przepisała do naszej szkoły. Wiadomo było, że jedzie na dłużej. Nie wiem, co się stało, że wróciła tak szybko. Przeżyła tam jakąś traumę – mówi Adam. – Kiedy wróciła, chciała zabrać Kasię, a Piotrusia u nas zostawić. Byliśmy przeciwni, powiedzieliśmy, że albo zabiera obydwoje, albo zostają u nas – opowiada Adam.
- Kiedy Maria tu przychodziła, mówiła do dzieci w ich języku, żebyśmy nie rozumieli. Dzieci były coraz bardziej smutne. Widzieliśmy, że dzieje się coś złego – mówi. – Dopiero po jakimś czasie dzieci powiedziały nam, że Maria mówiła im, że mają do nas mówić mamo, tato, ale nas nienawidzić. Że zdradziły krew swoich przodków, że kości ich matki nie zaznają w grobie spokoju z ich winy. I że wrócą do swojego rodzimego kraju – mówi ze łzami Anna.
Opowiada, jak zaprosili Marię na sylwestra. Do północy było sympatycznie, wszyscy żartowali. Dopiero jak wyszli na spacer i Kasia wzięła pod rękę Annę, Maria straciła humor. Rano się już nie odzywała do dzieci – - Zaczęła wysyłać do mnie sms-y: „nie dam ci dzieci”, „dzieci wracają do swojego kraju”, „sama sobie urodź dzieci, moje zostaw” – Anna pokazuje wydruki.
Przynosi też świadectwa szkolne Kasi, z czerwonym paskiem. – Bardzo dobrze się uczy, zgłasza się do wszystkich konkursów, jest bardzo ambitna. Piotruś odnosi sukcesy w sporcie. Obydwoje się bardzo starają. Przywiązali się do nas, pokochali, ale cały czas żyją w lęku. Boją się, że jak coś zrobią coś nie tak, oddamy ich. Boją się, że Maria ich odbierze i wyśle do ich kraju – mówi Anna. – Pokochałam te dzieci i bardzo chciałabym ich stabilizacji, mogłabym pogodzić się z tym, że je muszę oddać, ale nie mogłabym się pogodzić, że znowu zacznie się ich gehenna, że znowu stanie się im jakaś krzywda – dodaje ze łzami.
80 sms-ówTak naprawdę gehenna już trwa. Anna twierdzi, że do tej pory dzieci otrzymały od Marii około 80 sms-ów, których ona nie mogła przeczytać, bo napisane były w rodzimym języku Marii i dzieci. – Bez przerwy prała im mózgi. Żądała, by nas nienawidzili. Straszyła powrotem do ich kraju. Oskarżyła mnie nawet o to, że ja czarami zabiłam jej córkę z pierwszego związku, którą zostawiła w swoim kraju. Dzieciom napisała, że umarła za ich grzechy – opowiada Anna. – To jest znęcanie się psychiczne – dodaje.
Twierdzi, że kontakty z Marią nie popsuły się z powodu dzieci, ale dlatego, że nie chcieli jej pożyczyć pieniędzy. – Maria podsunęła nam te dzieci, a kiedy one pokochały nas, a my je – chce je zabrać. Ale nie o dzieci jej chodzi, tylko o zemstę. Robi to z nienawiści. Powoduje, że żyjemy w ciągłym strachu. Piotruś długo nie mówił prawdy, tylko mówił to, co wydawało mu się, że chcemy usłyszeć. Bał się, że go oddamy. Tłumaczyliśmy mu – mów prawdę, jakakolwiek ona jest. Kochamy cię takim, jaki jesteś, a nie za coś – opowiada Anna.
– Wieczorami włażą nam do łóżka, przytulają się, relacjonują dzień. Potrafią nas naprawdę wzruszyć. Dają tyle radości. A Maria ich straszy w sms-ach, że za 2 lata nam się znudzą i oddamy je – Annie znowu łzy napływają do oczu. Pokazuje jeden z ostatnich sms-ów od Marii: „Chcesz walczyć przez sąd – ja gotowa. Tyle czasu mnie okłamywałaś. Dzieci nie zostaną u was. Ja gotowa na walka”.
…
W czasie naszej rozmowy ze szkoły wraca Kasia. Zostajemy chwile same. – Jestem kujonką, lubię się uczyć. Chcę zostać piosenkarką. Ale największym moim marzeniem jest, żeby tu zostać. Tu czuję, jakbym była najważniejsza – mówi śmiało dziewczynka. - Cieszę się, że spotkałam takich ludzi jak mama Ania i tata Adam. I cieszę się, że chodzę tu do szkoły. Mama Maria myśli, że z Piotrkiem ją nienawidzimy. To nieprawda. Jesteśmy bardzo wdzięczni, że nas sprowadziła do Polski. Ale ja się jej teraz boję, że nas stąd zabierze i wywiezie z Polski – mówi nastolatka.
…
Kiedy byłam w mieszkaniu Marii i usłyszałam jej historię, wiedziałam, że powinnam jej pomóc. Że powinnam napisać o tym, jaka niesprawiedliwość ją spotkała. Jak traktowani są w sądach i urzędach polskich obcokrajowcy.
Kiedy byłam u Anny i zobaczyłam jej łzy, usłyszałam jej wersję tych samych zdarzeń, zrobiło mi się żal jej i dzieci.
Wersję Marii potwierdzali jej znajomi. Sąsiedzi opowiadali, jaka była dobra dla dzieci, jak się poświęcała, ile dała im miłości. Jakie te dzieci były grzeczne. Z kolei znajomi Anny i Adama, nauczyciele w nowej szkole opowiadają, jak Kasia i Piotrek są zadbani, jakie robią postępy, jakimi dobrymi rodzicami są ich nowi opiekunowie. Pewnie i pierwsi, i drudzy mówią prawdę.
Na ile prawdziwa jest opowieść Marii, na ile Anny – nie mam już żadnej pewności. Tak samo jak nie wiem, czy powinnam pisać ten artykuł, czy mogę cokolwiek nim zmienić. Takie wątpliwości podczas tych kilku ostatnich tygodni miałam wiele. I poczucie własnej bezradności.
Osobami, które trzeba chronić na pewno, są Kasia i Piotruś – zdani na dorosłych - i tych najbliższych, i na urzędników, decyzje sądu. Zasługują na normalny dom, na miłość, poczucie bezpieczeństwa, akceptację. Szkoda tylko, że inaczej te ich potrzeby rozumie Maria, inaczej Anna i Adam.
Beata Zalot-TomalikImiona wszystkich bohaterów tego artykułu zostały zmienione.
0 0
a ja sie cieszę, ze redaktor wysłuchaa OBU stron. Dziennikarze zawsze powinni wykazywać duża asertywnosc i mega-obiektywizm
0 0
@Uoscypku, masz racje, szkoda jednak, że jako Kasia sama tej zasady nie stosujesz w innych przypadkach, dając wiarę tylko pieskom i konikom !
0 0
owszem, ja ja stosuje ZAWSZE , dlatego nie uleglam populizmowi oskarzen Skorupy!
0 0
Niestety nic nie zmieni faktu, ze nowi rodzice ukradli dzieci i je najzwyczajniej na swiecie przekupili - nie chcialabym zeby to z moimi siotrzencami tak zrobiono...
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz