– Niech mi pan powie, co mi grozi, jak rozwieszę po całym mieście oświadczenia, że zostałam oszukana, że od trzydziestu lat nie mogę doczekać się sprawiedliwości – pyta retorycznie Stanisława Tętnowska z Nowego Targu.
Stanisława Tętnowska, mimo 65 lat i chorób, jest częstym gościem nowotarskiego sądu. Z domowej szafy wyciąga opasłe teczki urzędowych dokumentów. To głównie pisma procesowe, kopie wyroków, kolejne odwołania, rachunki za usługi adwokackie. Wszystko na nic, bo błędnego podziału spadku po ciotce nie udało się zrekompensować do dziś.
Wszystko zaczęło się w lutym 1985 roku, kiedy bezpotomnie zmarła Anna Jędrol. Spadek po niej powinien zostać podzielony pomiędzy rodzeństwo w tym jedna trzecia miała przypaść Wincentemu Jędrolowi, ojcu pani Stanisławy. Podział jednak zaskoczył wszystkich – gospodarstwo rolne na Kowańcu, w tym blisko hektar pola i las, czyli praktycznie cały majątek, przypadł jego siostrze Helenie. – Przecież zgodnie z prawem powinien to dostać ten, kto gospodarzy na roli, a ona mieszkała w bloku. To tato był rolnikiem – argumentuje Tętnowska.
Helena, także starsza, schorowana i samotna osoba, sprzedała gospodarstwo przy pierwszej nadarzającej się okazji. – Ciekawe, że kupili to sąsiedzi adwokata, który prowadził sprawę spadkową – zastanawia się pani Stanisława.
Wincenty, schorowany, blisko 90-letni staruszek, walczył o swoje do końca. – To było straszne. Ojciec chodził po sądach non stop. Bywało, że zasypiał na ławce w sądowych korytarzach, czasem musieliśmy go szukać, bo nie miał sił dotrzeć na miejsce. W końcu po cichu zebrałyśmy z siostrą 15 tys. zł, umówiłyśmy się z listonoszem, który przywiózł to tacie, niby że to wypłata odszkodowania z sądu. Ucieszył się, że wywalczył, ale zaraz przypomniał sobie, że brat nic nie dostał. I dalej chodził do sądu, tym razem walczyć o odszkodowanie dla Kuby – wspomina Zofia Kaczmarczyk, siostra Stanisławy.
W listopadzie 1986 roku odwołanie Wincentego Jędrola trafiło do Ministerstwa Sprawiedliwości i ówczesny minister wniósł o rewizję nadzwyczajną. Zdaniem resortu nowotarski sąd nie mógł przekazać gospodarstwa jednej osobie, pomijając obu braci. Co więcej, minister zauważył, że obydwaj spadkobiercy nie odwołali się w normalnym trybie ze względu na swój podeszły wiek i brak orientacji w obowiązujących procedurach. Sąd najwyższy podzielił tę argumentację. I nadal nic się nie wydarzyło. Bracia Jędrolowie nie mogli dostać gospodarstwa, które miało już nowego właściciela. Nie doczekali się także odszkodowania.
Wincenty Jędrol przed śmiercią w 1996 roku przekazał dokumenty córce Stanisławie Tętnowskiej, mając nadzieję, że może ona doczeka się sprawiedliwości. – Dostałam adwokata z urzędu i w 2004 roku sąd uznał, że należy mi się połowa z tej jednej trzeciej spadku, którą miał dostać ojciec. I co? Nic. Przecież tego nie ma, bo gospodarzy tam kto inny.
Ciotka Helena zmarła, także nie pozostawiając spadkobierców. W 2007 roku Tętnowska wniosła sprawę o odszkodowanie od Skarbu Państwa za błędny wyrok z 1985 roku. Żądała 80 tys. zł tytułem rekompensaty za błędy przewodniczącego sądu sprzed lat. Nic z tego. – Efekt całej rozprawy – adwokat uzyskał honorarium – prawie 5 tys. zł od skarbu państwa, a ja nic. Szlag mnie chce trafić – woła nie kryjąc łez.
W uzasadnieniu wyroku, oddalającego wniosek Stanisławy Tętnowskiej, sędzia Monika Świerad pisze: \"Nie każde zawinione działanie funkcjonariusza – sędziego – przy wydaniu orzeczenia uzasadnia odpowiedzialność, lecz tylko takie, które stanowi przestępstwo lub występek dyscyplinarny. Wina sędziego, wydającego orzeczenie, musi zaistnieć nie w rozumieniu błędu merytorycznego (...) ale w rozumieniu odpowiedzialności karnej lub dyscyplinarnej, stwierdzonej wyrokiem karnym lub orzeczeniem dyscyplinarnym, które w stosunku do sędziego prowadzącego sprawę INs 317/85 nie nastąpiło\". Czyli wygląda na to, że sąd może mylić się do woli, o ile nie udowodni mu się, że to przestępstwo...
Władysław Chowaniec, nowotarski adwokat, który prowadził sprawę spadkową w 1985 roku, nie chce komentować całego zamieszania, a szczególnie pretensji ze strony Tętnowskiej. – Szkoda czasu, ileż skarg tej pani już było rozpatrywanych negatywnie! Zresztą sprawą tą zajmowałem się tylko na pewnym etapie, później prowadzili inni adwokaci.
– Przecież z Władkiem Chowańcem w dzieciństwie razem żeśmy krowy pasali. Wiem, że się potem wykształcił, ale żeby nam takie świństwo zrobić? – żali się Stanisława Tętnowska.
Józef Figura
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz