– Dziadek zawsze mawiał: chcesz zarabiać? Nakładaj małą łyżeczką a często, a nie wielką chochlą – bo się porzygasz – wspomina Michał Borzanek.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"2846"}
Łyżeczka czy chochla były symbolami handlowej marży – niska miała przyciągać klientów, którzy często chcieli kupować tanie towary. Duża odstraszała i – zamiast zysków – zwykle przynosiła bankructwo. Jak przekonuje pan Michał, ta maksyma zawsze towarzyszyła Borzęckim w prowadzeniu rodzinnego interesu. I jak się okazuje, było to podejście na tyle skuteczne, że sklep tekstylny obchodzi właśnie stulecie działalności. A jubileusz odbył się w karczmie „U Borzanka” – jeszcze starszym przedsięwzięciu rodziny.
Katanka MarysiHistoria sklepu – zgodnie z rodzinnymi przekazami – zaczęła się od Marysi Krauzowicz, jeszcze w XIX wieku. Drobna, dwunastoletnia dziewczynka znalazła pracę u Żyda na jarmarku, gdzie sprzedawała materiał. Jednak na wypłatę, zamiast pieniędzy, poprosiła o kawałek tkaniny, by uszyć katankę – taka samą, jaką miała mama. Uszyła, potem przyniosła do właściciela, a ten wystraszył się, że zrobi mu konkurencję i… zwolnił ją z pracy. Nie umiała za bardzo pisać, ale szycie szło jej bardzo dobrze. W 1884 roku wyszła za mąż za Michała Borzęckiego i mieli dwoje dzieci. Syn Antoni ożenił się z Anną i razem zaczęli handlować po jarmarkach – od Krościenka po Mszanę. Jak podają rodzinne wspomnienia, rolą żony było zeskakiwać z wozu, gdy koń ciągnął furkę pod górę i szukać kamienia, by podłożyć pod koło. Ciężki był to kawałek chleba, a podróże trwały całymi dniami.
W 1908 roku przy rynku powstał sklepik włókienniczy. Przetrwał do dziś, choć Borzęccy stracili go w 1949 roku. Komunistyczna władza tępiła prywatną własność, więc nacjonalizując wszystko, co się da – państwo przejęło sklep z tekstyliami. Antoni Borzęcki zdołał jedynie ocalić pomieszczenie od ul. Kościelnej – powstawiał tam korce ze zbożem i przetłumaczył władzy, że jako gazda, potrzebuje takiej szopki na płody rolne. Później, gdy sytuacja na to pozwoliła, Borzęccy otworzyli w tym kantorku swój sklepik. – Można tam było kupić wszystko – agrafkę, haftkę, parasol i dziecięce buciki. I pamiętam babcie Annę, promieniującą ciepłem, dobrem. To był przykład cudownego stosunku człowieka do człowieka. I do tego sklepu chciało się wracać – wspomina Wanda Szado-Kudasikowa.
Borzęccy odzyskali sklep dopiero w 1990 roku. Dziś firma się rozrosła, a Borzęccy mogli świętować jubileusz firmy włókienniczej w odbudowanej od podstaw zabytkowej karczmie przy Waksmundzkiej. To w niej przyszedł w latach 40. na świat obecny nestor rodu – Michał Borzęcki. Pozostał sam spośród pięciorga rodzeństwa, a dziś interes prowadzi z kolejnym pokoleniem. W kolejce czekają już wnuki – piąta generacja Borzęckich – przedsiębiorców.
Jubileusz to też okazja do opowiadania rodzinnych anegdot. Jedna z nich dotyczy Michała – obecnego właściciela firmy. Nienawiść do komuny odziedziczył po rodzicach, którym władza zabrała sklep. Nie cierpiał systemu do tego stopnia, że gdy miał obowiązkowo odstawiać dwie bańki mleka do zlewni, po drodze zawsze z każdej upijał kubek mleka. Bo przecież głodny był. Bańkę uzupełniał wodą z Dunajca. – I okazywało się, że mleko ma jeszcze lepszy procent, niż wcześniej – śmieje się Borzęcki.
Obok wspomnień pozostały też maksymy, które – jak przekonuje pan Michał – przyświecają wszystkim Borzęckim. – Dziadkowie uczyli nas, by żyć w miłości do Boga i służyć ludziom. Tylko dlatego ten interes przetrwał – podsumowuje.
Historia niezbadanaO karczmie Borzęckich jest wiele informacji w dawnych kronikach – tu przecież zatrzymywali się wszyscy, którzy podążali Cyrkułem Sądeckim – jak nazywano niegdyś ul. Waksmundzką. Jednak jeszcze nikt nie przekopywał dokumentów w poszukiwaniu informacji o kramie z tkaninami. O tym, że są, jest przekonana Barbara Słuszkiewicz, kierownik archiwum państwowego w Nowym Targu. – Na pewno takie informacje są. Bo każdy, kto prowadził działalność przemysłową, handel towarami bławatnymi czy tkaninami, musiał mieć licencję ze starostwa – wyjaśnia Barbara Słuszkiewicz. – W archiwum krakowskim są dokumenty dotyczące rzemiosł i przemysłu w obrębie Rynku. Trzeba zbadać szerzej. Podobnie jak zapiski w księdze wójtowsko-ławniczej, kiedy po raz pierwszy pojawia się nazwisko Borzęcki i kto jest przedstawicielem tego rodu – dodaje.
Józef Figura
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz