Pępkowie mają specyficzny dojazd do swoich dwóch domów. 150 metrów muszą pokonywać w bród.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"2876"}
Pani Agnieszka Pępek codziennie przechodzi do domu skrajem Rakowego Potoku. Wąska stróżka przepływa pod nowotarską ul. Grel, by dalej wpaść do Czarnego Dunajca. Udeptaną ścieżką trudno jednak przejechać choćby wózkiem z wnukiem. Z jednej strony płot sąsiada, z drugiej brzeg, dalej urwista woda, w czasie powodzi zalewająca podwórze. I tak od dwudziestu lat. Bo nikt tego nie potrafi ostatecznie załatwić.
Pępkowie kupili działkę na Grelu 30 lat temu. Gdy musieli się wyprowadzić z wynajmowanych pokoi, naprędce sklecili drewnianą chałupę. Jak przyznają, wtedy budowali bez planu, bo zostali z czwórką dzieci bez dachu nad głową. Ale później zalegalizowali samowolę, dostali numer, a pod koniec lat 70 pozwolenie na rozbudowę. Postawili duży, murowany dom. Obok drugi – dla dzieci. Domy stoją, ale nie można do nich dojechać.
Początkowo nie było problemu, bo nie mieli samochodów, a i tak między działką sąsiadów a wodą było wystarczająco dużo miejsca, żeby przejechać. Zresztą strumyk można było swobodnie przekroczyć, podobnie jak dziś powyżej i poniżej Pępków. Po kolejnych powodziach drogi ubyło, a odległość między brzegiem a betonowym płotem sąsiada stopniała miejscami do około metra. O przejeździe nie ma mowy, chyba że w bród korytem potoku. Zresztą sam potok ma szerokość samochodu, bo przejeżdżają po nim auta, traktory, a nawet terenówka Rejonowego Zarządu Gospodarki Wodnej, którą pracownicy dojeżdżają do punktu pomiarowego. – Kiedyś w potoku pstrągi pływały, raki były. A teraz? Tak strasznie chronią brzegi, a smary z aut lądują w wodzie! – denerwuje się Agnieszka Pępek.
Kolejne petycje do RZGW i urzędu miasta nic nie dały – koryta potoku ruszyć nie wolno. W tym roku przekonał się o tym syn właścicielki, Tomasz, który próbował nadsypać żwiru tak, by nieco oddalić brzeg od płotu. Na miejscu pojawiła się policja, później był sąd. W efekcie nowotarżanin dostał 200 zł grzywny, a jeśli w ciągu roku znów zacznie coś robić przy potoku – pójdzie na pół roku do paki.
– Coś trzeba zrobić, przecież tu nawet pogotowie nie może dojechać. Kiedyś syn się rozchorował, to musieli go 150 metrów na noszach do karetki dźwigać – załamuje ręce starsza kobieta.
8 maja Pępkowie wysłali petycję do burmistrza i przewodniczącego rady miejskiej. Pod listem zebrali kilkadziesiąt podpisów, popierających ich sąsiadów. Oni również muszą przejeżdżać potokiem, by dostać się do swych pól nad Dunajcem. Poprosili też o pomoc posła Edwarda Siarkę.
– Burmistrz powiedział nam, że powinniśmy wystąpić do sądu o wyznaczenie drogi koniecznej. Nie stać nas na sądy, a zresztą – sąsiad ma ogrodzenie burzyć, skoro można nadsypać trochę żwiru i przywrócić potok do takiego stanu, jak dawniej?
Takiej możliwości nie bierze pod uwagę Tadeusz Kois, zastępca dyrektora RZGW. – Nie da się zrobić dwuipółmetrowej drogi kosztem potoku! Woda musi się gdzieś zmieścić. Tam było kilka wizji lokalnych, była sprawa w sądzie. Najlepiej, gdyby dogadali się z sąsiadami o drogę – kwituje.
Magdalena Pępek, synowa pani Agnieszki, pakuje rocznego synka do wózka i skrajem potoku rusza na spacer. Do obejścia ma urząd miejski, biuro poselskie, dyrekcję RZGW. Prosi, tłumaczy. I słyszy to samo – nie da się.
Józef Figura
0 0
oto wlasnie nasza wladza, tym nierobom sie we lbach poprzewracalo, mysla ze tej kraj to ich wlasnosc, a mieszkancy tego kraju sa tylko po to by placic podatki tym darmozjadom!!!
moze pora im przypomniec ze to oni maja sluzyc nam...
0 0
Panie Gazdo!
Problem Państwa Pępków i dla mnie, fachowca, jest trudny do rozwiązania. I nie jest to winą urzędników. Praprzyczyną była samowola budowlana Państwa Pępków. Że pózniej usankcjonowana, to inna sprawa. Działka, na której Państwo Pępkowie nie miała i nie ma dojazdu. O tym niestety nie pomyśleli, budując aż dwie potężne chałupy. I nie wiem czy pomoże, przesympatyczny poniekąd, Pan Poseł Siarka.
Ale zwalanie wszystkich prywatnych kłopotów na \"urzedników\", to troche nieeleganckie. I jeśli jeszcze, te kłopoty samemu sie spowodowało.
0 0
wlepianie mandatu ludziom w potrzebie to jest wina urzednikow, dla urzednika strumyk jest wazniejszy od ludzi
0 0
problem wcale nie jest trudny do rozwiazania, jesli oni juz na wlasny koszt poszerzaja przejscie to w czym problem?
0 0
powinni sobie prom wybudować i po ptokach:)
0 0
to by sie przepieprzyli bo nie ma jakiejs licencji na prom :/
0 0
no to prom nielegalny ( skoro to żegluga:))??? skoro tradycja nielegalki u nich długa...
0 0
a co takiego strasznego zrobili? chcieli przywrocic pierwotny stan brzegu...
0 0
a budowy domów?
0 0
przecie kupili ziemie...
no tak, dla wladykow to nic nie znaczy...
0 0
no to skoro ją tamok kupili, to niech kombinują teraz dojazd:)
0 0
dyc kombinuja, ino wladza tez kombinuje jak ludziom zycie utrudnic...
0 0
Wystarczy tylko mały mosteczek sobie wyrychtować, a nie od razu angazować władzę. Ludzie to by chcieli aby im gmina wszystko załatwiła. Jak mieli na działkę i chałupę to i powinni mieć na małą kładke nad potoczkiem także.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz