Nie wiem, czy bardziej nienawidzą siebie, czy tych, którzy do nich przychodzą. On o niej zawsze będzie mówił „dziwka”, ona o nim – „frajer”. A przecież obydwoje potrzebują miłości. I pomocy.
Miała ojca alkoholika, który notorycznie przepijał każdą wypłatę. Wraz z matką i trzema siostrami przymierały głodem. Gdy dorosła, wyjechała do miasta. Nie mając szans na normalną pracę w czasach bezrobocia, zatrudniła się w agencji towarzyskiej. Pieniądze regularnie przesyłała matce i siostrom, choć całe życie w domu słyszała, że jest najgorsza. Teraz je utrzymywała, sprzedając siebie. Nikt nic nie wiedział albo nie chciał wiedzieć. W końcu – wydawało się – nastąpił przełom, spotkała swojego księcia z bajki. Zakochała się. Pożyczył jej dużo pieniędzy, by pospłacała swoje długi. Po miesiącu czar prysł. Zaczęły się pogróżki, że ma oddać z procentem, bo inaczej – dowie się o wszystkim rodzina. Stres, jaki przeżywała, był tak ogromny, że straciła włosy. W końcu powiedziała matce, że dłużej nie będzie jej w stanie utrzymywać. Wcześniej wydawało jej się to niemożliwe – przecież tak kochała swoją rodzinę.
To tylko jeden z dramatów, z którymi na co dzień styka się siostra Anna Bałchan – zakonnica „od prostytutek”. – Dziś ta dziewczyna ma sześcioletniego chłopczyka, pracuje. Kiedyś dzwoni do mnie – siostro, byłam do spowiedzi, będę mogła przyjąć Jezusa z podniesioną głową – wspomina zakonnica.
Zdarzają się jeszcze bardziej brutalne historie. Dziewczyna wyjechała do Berlina, do pracy w motelu. Miała sprzątać, a na miejscu okazało się, że zamiast tego musi zarabiać ciałem. „Pracodawcy” odebrali jej dokumenty, uwięzili. Raz dziennie dostawała jeść, raz w miesiącu środki wczesnoporonne. Wielokrotnie była bita po głowie (włosy zakrywają siniaki). W końcu uciekła. Do Polski wracała na piechotę. Nie mając dokumentów, przez granicę przedostała się, mówiąc po rosyjsku. W końcu trafiła do ośrodka siostry Anny. – Pracowałyśmy z nią jak z człowiekiem po wylewie. Trzeba było jej przypominać, jak się nazywa, jakie są kolory. Jak rocznemu dzieciakowi. Pisała wszystko odwrotnie – jak w lustrzanym odbiciu. I panicznie bała się podejść do okna – wspomina.
I przypadek kobiety, która opuściła popegeerowską wieś, by w mieście zarobić na utrzymanie męża i dzieci. Gdy po latach okazało się, co robi – rodzina się jej wyrzekła. Stoczyła się na dno, „poświęcając” się dla najbliższych, a potem ci, których kocha, odwrócili się do niej plecami.
*
Każda opowieść mogłaby posłużyć za filmowy scenariusz, tylko trudno uwierzyć, że to nie fikcja, a samo życie. I to wcale nie tak od nas odległe, o czym świadczy toczący się proces o niewolnicze traktowanie i przymuszenie do prostytucji kobiet w Białym Dunajcu.
*
Siostra Anna od lat towarzyszy osobom wyrzuconym na margines życia – ofiarom przemocy domowej, przymuszonym do prostytucji, współczesnym niewolnikom. Założyła pierwszy ośrodek w Polsce, gdzie mogą przyjść po pomoc kobiety wprost z ulicy. W swoim szarym habicie spędzała długie noce na dworcach, by poznać osoby z półświatka, bo poczuć, jak żyją ludzie. Często wędruje nocami, by zamienić dwa słowa z prostytutką, choć wcisnąć jej do ręki wizytówkę. Czasem oddzwaniają, szukając ratunku. Jest typową Ślązaczką – z dużym poczuciem humoru, wręcz rubaszną, mimo że co dzień ma do czynienia z największymi tragediami. I powoli, wytrwale uczy szacunku do każdego. Bo choć o prostytucji mówi się z uśmieszkiem politowania, naprawdę każda z kobiet to osobna historia – dramaty i tragedie, które mają swe źródło jeszcze w domu pozbawionym miłości. Szukają jakiejkolwiek namiastki uczuć. – To często kobiety bez domu, bez zakotwiczenia. Próbuje im tłumaczyć, że jeśli żyjesz, musiał być ktoś, dzięki któremu poczęłaś się i choćby przez ten moment doświadczyłaś miłości w ciele…
Jednak często prawdziwego uczucia nie doznają nigdy. Myli się ten, kto sądzi, że na ulicy lądują wyłącznie kobiety z rodzin patologicznych. Bywa, że są też dziewczyny, którym pozornie niczego nie brakowało, poza zrozumieniem rodziców. A wysłuchując przez całą młodość wyrzutów w rodzaju: „ty się przecież do niczego nie nadajesz” czy „ zmarnowałaś mi życie”, w końcu w nie uwierzy i całe życie jest używana przez innych.
– Często się z Bogiem kłócę, często mu pyskuję – przyznaje siostra. – Bo nie potrafię się pogodzić ze śmiercią, przemocą. Kościół uczy – czcij ojca swego i matkę swoją. Ale jak mi dziewczyna opowiada, jak rodzice przywiązywali ją do kaloryfera i bili, sami pijani i przy tym dobrze się bawiąc, to jak można jej mówić o miłości? Po takich przeżyciach dziewczyna ciągle pakowała się w jakieś związki przemocowe, w których była ofiarą.
*
Mimo nawału zajęć, siostra Anna znalazła czas, by przyjechać do Ludźmierza na Rekolekcje z Księdzem Tischnerem. Spotkanie z nią pełne było dramatycznych historii, rzucających nowe światło na problem prostytucji. Jak przekonuje Wojciech Bonowicz, jeden w organizatorów rekolekcji – co roku starają się pokazać przykład „Kościoła w działaniu”. Anna Bałchan i jej siostry ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej pokazują, człowiek – mimo upadku na dno – jest nadal dobry i wartościowy. A naszym zadaniem jest podać mu dłoń.
Józef FiguraSiostry od 2002 roku prowadzą Stowarzyszenie im. Marii Niepokalanej na rzecz Pomocy Dziewczętom i Kobietom. W jednym z domów, którego adres otoczony jest tajemnicą, znajdują schronienie kobiety, które chcą wyrwać się z prostytucji. To niekiedy także ofiary przestępstw, chronione przez prawo.
Ci, którzy potrzebują pomocy lub wsparcia, mogą zadzwonić pod całodobowy numer telefonu: 0 694 489 187 lub 0 32/255 38 69, a także skontaktować się drogą mailową: [email protected]
Stowarzyszenie jest także Organizacją Pożytku Publicznego – można je wesprzeć między innymi przez odpisanie 1 proc. podatku lub przelewając datki na nr konta: 39 1020 2313 0000 3202 0118 4043
Na księgarskich półkach można znaleźć jeszcze książkę pt. „Kobieta nie jest grzechem”. To wywiad-rzeka przeprowadzony z siostrą Anną Bałchan przez Katarzynę Wiśniewską. To opowieść o prostytutkach, ich życiu, dramatach, próbach wyzwolenia. O ich dzieciach, rodzicach, małżonkach. To prawdziwe życie, o jakim często nie mieliśmy dotąd pojęcia…
0 0
praca tej siostry to jest w ogólnosci to czego w ogole oczekujemy od KK, czyz nie?
0 0
Siostra Anna to wrecz wcielenie Matki Teresy z Kalkuty
0 0
W sumie to co ma do roboty prócz modlitwy. Świeccy też pomagają!
0 0
ANALFABETKO-Rzeczywiście oprócz modlitwy ta siostra może by nie miała co robić . Jednak czesto w takich sprawach trzeba mieć tzw\"bożą iskrę \"czyli powołanie. Dobrze,że są jeszcze w tym zlaicyzowanym świecie tacy ludzie .którzy to mają .ludziom zagubionym , nie zawsze jest w stanie pomóc jakaś instytucja prorządowa. Ale to inny temat . Szczęśc Boże Siostro!
0 0
do analfabetki: masz na mysli tych swieckich co zamawiaja ... usługi?
0 0
Ale z Was to hipokryci!!! Pamiętam te Wasze komentarze, gdy ukazały się
artykuły o braciach G. Nie pisaliście wtedy, ze to są zagubione dziewczyny.
Komentarze były pełne szyderstw!
0 0
Lepiej brzmiałby tytuł \"Siostra Anna od upadłych aniołów\"
0 0
Anna to znaczy Łaska
To tak dla przypomnienia :)
0 0
Siostro Anno, życzę wielu sukcesów robi siostra wiele dobrego i chciałoby się powiedzieć-niech biorą z siostry przykład inni oddani kościołowi i Bogu.
Szczęść Boże.
0 0
0 32 to kierunkowy do Poronina?........bo Katowice to chyba nie Podhale........a może.........
To przez gutbaja?.........
0 0
Przecież Podhale anektowało Śląsk,żeby mieć opał na zimę.A poza tym jakby nie patrzeć zimą jest tak samo smogowato na Podhalu jak i na Śląsku,może jedynie hałdy większe ;)
A poważnie mówiąc nie ważne skąd,ważne gdzie i komu udziela się pomocy.
0 0
na śląsku lepsze powietrzem niestety....
0 0
Jurajczyk, pomósz mi
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz