– Nie byłem sobą, ja nie potrafię zrobić krzywdy nikomu – tłumaczył się w sądzie napastnik na nowotarską filię Kredyt Banku.
Andrzej T, krakowianin, 41 lat wysoki szczupły, przystojny. Gdy nie zeznaje, twarz chowa w dłoniach lub patrzy na jedyną bliską osobę – siedzącą na sali swoją dziewczynę. Gdy mówi, głos mu drży, nie może ukryć emocji.
Jeszcze kilka miesięcy temu był nie wyróżniającym się z tłumu Polaków człowiekiem. Dziesięć lat pracował w krakowskim oddziale KB, później wyjechał na Zachód. Wrócił. Ostatnie trzy miesiące nigdzie nie pracował, żył z oszczędności i kart kredytowych.
Dotąd nie potrafi wytłumaczyć, co się stało, że z dnia na dzień stał się bandytą.
Będę strzelał, wszyscy na glebę!Andrzej T. przyszedł do nowotarskiej filii banku 28 grudnia, tuż przed jej zamknięciem. Miał obandażowaną głowę i podpierał się inwalidzką kulą. Poprosił kierowniczkę i wręczył jej list. Żądał, by zamknęła bank, udała się z nim na zaplecze i wydała gotówkę. Odmówiła. Zdążyła za to bezdźwięcznie poruszając ustami dać znak \"alarm!\". Zauważyła to jedna z pracownic. Nie dając po sobie nic poznać, przycisnęła guzik.
Po długim oczekiwaniu w progu stanęli dwaj ochroniarze z pytaniem \"kto włączył alarm\". Kierowniczka gorączkowo zaprzeczyła mówiąc, że wszystko jest w porządku i poleciła im pójść na zaplecze. Tam dowiedzieli się, że na sali jest uzbrojony mężczyzna, terroryzujący załogę.
Ochroniarz podszedł do stolika, bezceremonialnie żądając od mężczyzny, by wyciągnął rękę z plecaka. Ten spełnił żądanie, wyciągając pistolet. – Będę strzelał, wszyscy na glebę! – zaczął krzyczeć.
Korzystając z zamieszania, kobiety zdołały wybiec na zaplecze. Napastnik kazał iść na zaplecze także ochroniarzom, pozwolił im zabrać ze sobą osłupiałego klienta. Gdy wyszli, sam wybiegł z banku. Po krótkim pościgu zatrzymali go nadjeżdżający na miejsce policjanci. Pistolet, który miał w ręku, okazał się zwykłą atrapą.
Wiezienie to dla mnie śmierć– Siedząc w areszcie, często myślałem, co się wtedy stało – zeznawał w poniedziałek 7 kwietnia w nowotarskim sądzie Andrzej T. – I nie potrafię tego wytłumaczyć. Kierowały mną jakieś chore emocje. Nie potrafiłem się otworzyć przed bliskimi, się-gnąć po środki uspokajające. Starałem się być dobrym człowiekiem, całe życie pracowałem na ludzkie zaufanie i wszystko straciłem w jednej chwili.
Gdy Andrzej T. łamiącym się głosem przepraszał całą załogę banku, jego dyrektorka nie mogła powstrzymać łez. Kobieta kilkakrotnie musiała przerwać swoje zeznania, gdy płacz odbierał jej mowę. To ona spędziła długie minuty, siedząc twarzą w twarz z człowiekiem, który trzymał w ręku pistolet.
– Siedem lat temu straciłam kolegów, zginęli podczas napadu na Kredyt Bank w Warszawie. Wróciły tamte skojarzenia, cały czas miałam ich przed oczami. Rozmawiałam z nim i cały czas myślałam o zamordowanych na ul. Żelaznej w Warszawie. A on jeszcze powiedział, że jak włączę alarm, to będzie masakra.
Andrzej T. przyznał, że znał obsługę nowotarskiego KB, spotykał się z nimi podczas szkoleń. Na dowód nieracjonalności swoich działań przypomniał, że ten napad od początku nie mógł się udać. Znał zabezpieczenia, mógł zostać rozpoznany, a przede wszystkim wszystko trwało za długo.
– Taki napad mógłby się udać, gdyby wszystko trwało najwyżej pół minuty. A ja po postu siadłem i czekałem. To było wołanie o pomoc z mojej strony – zeznaje cicho Andrzej T.
Mężczyzna wnioskował o dobrowolne poddanie się karze, a jego obrońca o najniższą możliwą karę – dwóch lat więzienia w zawieszeniu. Za takim orzeczeniem miały przemawiać wcześniejsza niekaralność, przyznanie się do winy, współpraca z policją oraz fakt, że Andrzej T. leczył się wcześniej psychiatrycznie. Przeciw pozostawianiu go w więzieniu miałoby także przemawiać kilka prób samobójczych. – Nie wyobrażam sobie dalszego życia w więzieniu. To dla mnie śmierć – niemal szeptem dodał oskarżony.
Do ugody nie doszło – nie zgodził się na nią prokurator, uważając, że za takie przestępstwo sprawca musi pozostać w więzieniu. Przynajmniej przez dwa lata.
Rozprawa została odroczona do 21 kwietnia, kiedy mają zostać przesłuchani biegli psychiatrzy, którzy wydali opinię na temat stanu zdrowia Andrzeja T.
Józef Figura
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz