Chybił-trafił to klucz, według którego nowotarska policja zatrzymywała podejrzanych w sprawie głośnego podwójnego mordu w Ludźmierzu. Trójka zatrzymanych niesłusznie mężczyzn domaga się zadośćuczynienia – łącznie 60 tys. zł.
Krzysztof Wiatrak ma dwadzieścia lat, nie pije, nie pali, nie odwiedza spelun. Czas i wszystkie oszczędności lokuje w swoim motorze. Do lutego chłopak nie miał problemów z prawem. Teraz już wie, co to „dołek”, a w jego kartotece figuruje adnotacja: „zatrzymany w związku z podejrzeniem popełnienia morderstwa ze szczególnym okrucieństwem (artykuł 148 paragraf 1)” i jeszcze dopisek: „zachodzi obawa matactwa i ukrywania się”. – Brzmienia tego paragrafu nauczyłem się na pamięć. Tyle razy go słyszałem – zaznacza chłopak. – Jak mnie zatrzymali, to policjant na komendzie ze zdziwieniem zapytał: nigdy nie byłeś na dołku? A co to jest dołek? – zapytałem. Teraz już wiem.
Adnotacje o podejrzeniu przestępstwa z paragrafu 148 znalazły się także wśród dokumentów ojca i starszego brata Krzysztofa.
Koszmar rodziny Wiatraków rozpoczął się w sobotę siódmego lutego. Właśnie wtedy na jednej z posesji w Ludźmierzu policja odnalazła zwłoki dwóch mężczyzn. Obaj mieli rozpłatane głowy. Najprawdopodobniej morderca rozbijał czaszki obuchem siekiery. Domem, w którym doszło do ponurej zbrodni, opiekował się 76-letni Stefan Ch., jedna z ofiar. Posesja w Ludźmierzu była pijacką meliną. – Ten zamordowany starszy pan to był nasz wujek. W gruncie rzeczy porządny człowiek. Wykształcony, inżynier. Kiedyś miał rodzinę i dobrą posadę – odnawiał zabytki. Później się rozwiódł i kompletnie rozpił. Ale mimo wszystko nie wadził nikomu. Miał emeryturę. Był niezależny. Nikt na niego złego słowa nie powiedział – relacjonuje Halina Ceglarz, mama Krzysztofa, żona Jacentego. – To był w zasadzie jedyny wątek, który mógł nas łączyć z tą straszną sprawą – twierdzi.
„Jedyny wątek” okazał się dla policji wystarczający do zatrzymania piątki podejrzanych. W tym gronie znalazło się dwóch synów pani Haliny, jej mąż i szwagier. Policja wpadła do nowotarskiego domu Wiatraków około czternastej. Rodzina mieszka na stałe we wsi pod Nowym Sączem. Dom w Nowym Targu to spadek po dziadkach. – W tę sobotę zadzwonił Krzysztof. On ma w Nowym Targu dziewczynę. W naszym domu w Nowym Targu miał spędzić cały weekend. Z początku nie wiedziałam, czy to, co mówi, to nie jest jakiś żart. Opowiadał, że pod dom przyjechała policja, że teraz stoi pod drzwiami i chce go zabierać na komendę – relacjonuje pani Halina. Z kolejnego telefonu rodzice dowiedzieli się, że Krzysztof został zatrzymany, a wraz z nim wujek, który mieszka w tym samym budynku. – Nawet nie zdążyliśmy się przebrać, tylko z mężem wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy do Nowego Targu. W tym czasie Krzysiek zadzwonił jeszcze raz i powiedział, że policja czeka też na tatę. Na komendę dotarliśmy tuż po drugiej. Gdy tylko mąż pojawił się w drzwiach, padła komenda: skuć ich. Krzyśkowi i mężowi założyli na ręce kajdanki. „Teraz sobie posiedzicie” – mówili policjanci. „Dożywocie macie jak w banku”. O morderstwie w Ludźmierzu małżonkowie słyszeli już w drodze do Nowego Targu, trąbiło o tym radio. Przez głowę im nie przeszło, że policja może łączyć z tą sprawą właśnie ich.
*
Jacenty z świeżo zaparzoną kawą siada przy stole. O sprawie nie chce rozmawiać. Widać, że wspomnienia wydarzeń z lutego sprawiają mu ból. – To było okropne przeżycie – kwituje krótko.
*
Po południu do komendy został doprowadzony również starszy syn pani Haliny – Paweł. Wrócił autobusem z pracy, ze Skoczowa. Był tam przez cały tydzień. Policja zgarnęła go w nowotarskim mieszkaniu, gdzie żyje z żoną i rocznym dzieckiem. Również on spędził w izbie zatrzymań parę godzin. Został zwolniony wieczorem. Krzysztof i Jacenty w celi spędzili całą noc i pół niedzieli. Halina próbowała pomagać. Pojechała szukać świadków. Przypomniała sobie o znajomych, którzy nocowali w nowotarskim domu i mogli zapewnić obu zatrzymanym stuprocentowe alibi. – Wyciągnęłam z domu sąsiada, który był u nas w sobotę. Poszliśmy na komendę. Mówię: przesłuchajcie go, on potwierdzi, że syn i mąż siedzieli w domu w czasie, gdy popełniono zbrodnię. Policjant wyczuł, że świadek wypił piwo. To wystarczyło. Powiedział, żebyśmy przyszli nazajutrz. Następnego ranka przyszłam z sześcioma innymi świadkami. Faktycznie, zostali przesłuchani. Pojawiła się też telewizja. Około piętnastej zrobili wywiad z komendantem. Po pół godzinie mąż i syn zostali zwolnieni. Byliśmy szczęśliwi. Pojechaliśmy do domu oglądać Kronikę. Liczyliśmy, że komendant choćby słowem wspomni, że podejrzani zostali zwolnieni, że zatrzymanie było pomyłką, łudziliśmy się, że usłyszymy słowo „przepraszam” – zaznacza Halina.
Rodzina przechowuje nagranie tamtego materiału. Komendant Mariusz Wacław mówi o podejrzanych z półświatka. Policyjnego bicia się w piersi nie było. – A przecież musiał już wiedzieć. Dosłownie pół godziny po tym wywiadzie Krzysiek i mąż wyszli na wolność – zachodzi w głowę Halina. Zaznacza, że gdyby słowo przepraszam padło w telewizyjnej relacji – nie byłoby roszczeń o odszkodowanie. – Szanujemy pracę policji. Doskonale rozumiemy, że trzeba łapać przestępców, że zdarzają się przy tym pomyłki. Ale przecież nie można iść w zaparte. Zrujnować komuś życie, dobrą opinię i tak to pozostawić. Nie dość, że zrobili z nas morderców, to jeszcze puścili do mediów informację, że jesteśmy ludźmi z marginesu, którzy uczestniczyli w pijackich libacjach, a w chwili zatrzymania byli tak pijani, że nie dało się ich przesłuchać. Przecież to wierutna bzdura. Nawet ten nasz wujek, choć za kołnierz nie wylewa, w tamtą sobotę był trzeźwy. A my? Jaki z nas margines? Ciężko pracujemy całymi dniami. Do czegoś dzięki temu doszliśmy. I wszystko to legło w gruzach przez jeden komunikat puszczony do prasy.
*
– Wie pan, nam się naprawdę dobrze żyło tu, pod Nowym Sączem. Ludzie nas szanowali. Nawet byłam namawiana do startu w wyborach. Od lutego wszyscy nas unikają jak trędowatych, nie jesteśmy zapraszani na imprezy. Jak się do człowieka przyklei łatkę mordercy, to się jej nie da już oderwać. Nawet orzeczenia sądu niewiele w tym pomagają – zaznacza pani Halina.
Już kilka dni po zwolnieniu cała trójka poskarżyła się na niezgodne z prawem zatrzymanie. Sąd uznał argumenty przytaczane w skardze. Uzasadniając orzeczenie stwierdził, że „zatrzymania w sprawie odbywały się na chybił trafił (…) Sam fakt, że po czasie (zatrzymany – przyp. red.) został zwolniony bez postawienia mu jakichkolwiek zarzutów, potwierdza wnioski sądu wysnute z materiału dowodowego i niestety, sąd musi stwierdzić, iż zasadne jest zdanie (…), że zatrzymanie w sprawie było chęcią wykazania się przez nowotarską policję”.
Orzeczenie sądu otworzyło przed rodziną możliwość dochodzenia zadośćuczynienia. Każdy z niesłusznie zatrzymanych domaga się od nowotarskiej policji 20 tys. zł. Za kilka dni odbędzie się rozprawa, podczas której sąd zdecyduje, czy roszczenie ma uzasadnienie.
*
– A wie pan, o co się najbardziej modlimy? Żeby oni wreszcie znaleźli mordercę. Tylko to mogłoby nas ostatecznie oczyścić z zarzutów, obmyć z tego szamba. Ale śledztwo nie posuwa się nawet o milimetr – zaznacza Halina. – I za wszelką cenę będziemy się domagać, żeby policja wykreśliła z akt moich dzieci i męża ten nieszczęsny wpis z artykułem 148. Jeśli będzie potrzeba – znowu pójdziemy do sądu.
*
Nowotarska policja nie ma sobie w sprawie Wiatraków nic do zarzucenia. Mariusz Wacław nie chce komentować zarzutów. – Nie dyskutujemy z rozstrzygnięciami sądowymi, ale wciąż uważamy, że zatrzymanie było uzasadnione. Przecież chodziło o podwójne morderstwo, a nie o jakieś błahe przestępstwo – zaznacza. Dlaczego rodzina nie usłyszała słowa przepraszam? – Śledztwo wciąż trwa – ucina komendant.
Marek Kalinowski
0 0
ach ten komendant...to pewnei o nim było to : ja jestem maczo ...:-((
0 0
Wreszcie ktoś napisał coś konkretnego o tym całym zajściu .Wyszło szydło z worka jak to policja bardzo się stara zamykać niewinnych bo morderców i żuli się boi . Dzięki CI Kasiu
0 0
W glowie sie nie miesci jak policja kreci i dopasowuje slowa ze sledztwo trwa , a przeciez przeciwko Wiatrakom nie moze sie toczyc zadne sledztwo bo sa uniewinnieni przez sad
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz