Edward Sutor to niezaprzeczalnie artysta wybitny, a jego rzeźby – zjawisko, które trudno zaklasyfikować. Sztuka to nie łatwa, nie dekoracyjna, ale na pewno wstrząsająca. Trudno obok niej przejść obojętnie.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"7569"}
Choć Nowy Targ ma w swoich zbiorach ok. 300 prac Sutora, rzadko opuszczają one magazyny. Tym bardziej warto skorzystać i wybrać się na wystawę w ratuszu. Piątkowy wernisaż był też okazją do promocji albumu poświęconego temu ciągle za mało docenianemu artyście.
– Sutor zwoził kłody z gorczańskich lasów na takich dużych taczkach. „Będzie, będzie?” – pytał mnie, pokazując na drzewo. Raz, gdy wybrał się w Gorce, nie było go przez 3 dni. Rodzina zgłosiła zaginięcie, znaleźliśmy go. Nic mu nie było, pewnie czas mu się w tym lesie zatrzymał – wspominał podczas wernisażu Józef Różański, wtedy czynny goprowiec. Kłody, olbrzymie otoczaki przytaszczone z Dunajca zamieniał na rzeźby, najczęściej postacie kobiet – z olbrzymimi głowami, starannymi fryzurami (z zawodu był fryzjerem). Pełne ekspresji, emocji.
Na wykonaniu rzeźb proces twórczy się jednak nie kończył. W piwnicy rodzinnego domu przy placu Słowackiego odbywał się bowiem swoisty, surrealny teatr, którego aktorami stawały się rzeźby, Sutor był reżyserem, może i sam grał w tym teatrze. Rozmawiał z rzeźbami, okaleczał je, odprawiał im pogrzeby i kazał się rodzić.
Świetna aranżacja wystawy w ratuszu (autorstwa Olgierda Pustówki) pozwala do tamtych czasów wrócić i w wyobraźni ożywić aktorów tego teatru. Pełne ekspresji rzeźby ułatwiają to zadanie. Genialnie oddają różne emocje – ból, cierpienie, bezradność, kalectwo. Nie można obok nich przejść obojętnie, są wręcz wstrząsające. Nie powstały, żeby się komukolwiek przypodobać, by dobrze się sprzedać, nie są dekoracją. Powstały z ogromnej potrzeby tworzenia. Ich siłą jest zawarta w nich prawda.
Trudno je zaklasyfikować, nie jest to ani sztuka naiwna, ani ludowa, niektórzy kojarzą je ze sztuką afrykańską czy „Art Brut”. Nie trzeba być krytykiem sztuki, by zdać sobie sprawę, że mamy do czynienia ze zjawiskiem niezwykłym, z artystą wybitnym. Ciągle jednak nie docenianym w Nowym Targu i za mało eksponowanym.
Dobrze, że rzeźby te wyszły z magazynów. Jest już wirtualna galeria (www.nowytarg.pl), jest album wydany właśnie przez miasto (jakiego chyba nie miał do tej pory żaden nowotarski artysta) i wystawa, którą można (warto!) obejrzeć.
Ciągle jednak Sutor nie ma stałej ekspozycji, ale być może i to – jak obiecuje burmistrz – wkrótce się zmieni.
*****
Edward Sutor (ur. 1917 r.) – zanim stał się artystą – był zwykłym, niczym nie wyróżniającym się młodym nowotarżaninem, pochodzącym z wielodzietnej, robotniczej rodziny. Z powodu śmierci ojca szybko musiał zakończyć edukację. Został fryzjerem. Nie wykazywał żadnych zainteresowań sztuką ani zdolności artystycznych.
W artystę przeobraziły go traumatyczne doświadczenia wojenne. W 1940 r. trafił na przymusowe roboty do Niemiec. Nie wiadomo, co tam przeżył, co się z nim działo. Po powrocie nie było już z nim normalnego kontaktu. Z jakichś jego półsłówek siostra Aniela, która się nim opiekowała, wywnioskowała, że był tam bity. Po rodzinie krążą także opowieści, że w Niemczech pracował jako fryzjer – strzygł esesmanów. Ponoć przeżył tam jakąś miłość.
W 1942 roku wrócił do Nowego Targu. Ktoś w Niemczech zaszył mu w kieszeni adres i wsadził do pociągu. Wrócił jednak odmieniony. Chory psychicznie. Żyjący już we własnym świecie. Wtedy zaczął rzeźbić. Z początku rodzina nie doceniała tej sztuki, siostra po kryjomu wyrzucała dziwaczne dla niej figury.
Jedną z nich znalazł podczas przechadzki nad Dunajcem Leon Jończyk. Pokazał ją Stanisławowi Kuskowskiemu, a ten z kolei zaprowadził go na plac Słowackiego, gdzie za jednym z płotów kryło się więcej takich rzeźb. Tak Jończyk odkrył Sutora. On też był inicjatorem pierwszej wystawy zorganizowanej w stolicy Podhala w 1970 roku.
Od tego czasu Sutor (zmarł w 1984 r.) miał kilkanaście wystaw, także za granicą. Za sprawą Leszka Macaka, krakowskiego kolekcjonera i znawcy sztuki naiwnej, rzeźby Sutora były pokazywane we Włoszech i w USA.
Nazwisko Sutora dobrze znane jest dziś krytykom sztuki, zaś posiadanie jego rzeźb jest marzeniem wielu kolekcjonerów. Może kiedyś artystę doceni w pełni także Nowy Targ i doczekamy momentu, że dla Sutora będzie się przyjeżdżało do stolicy Podhala, tak jak dla Nikifora wielu turystów dociera do Krynicy.
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz