Właśnie minęło 80 lat od najtragiczniejszej daty w historii podhalańskich Żydów. 30 sierpnia 1942 r. podczas masowej egzekucji zginęło w Nowym Targu kilkaset osób.
To była niedziela. Upalny dzień. Wczesnym rankiem na ulicach Nowego Targu pojawiło się Gestapo, poruszające się konno i samochodami. Była też żandarmeria, Kripo, policja granatowa, Sonderdienst i służba celna oraz Ukraińcy ze szkoły w Rabce. Zaczęli chodzić po żydowskich domach - nakazywali natychmiastowe opuszczenia mieszkania i stawienie się na boisku sportowym.
Wódka na śniadanie
Ok. 30 junaków - członków Baudienstu (Służby Budowlanej) przywiezionych z Harklowej w domu modlitwy na ul. Nadwodniej zjadło śniadanie - kanapki i czarną kawę w półlitrowym kubku, który do połowy wypełniony był kawą, do połowy wódką. Musieli wszystko wypić. Po śniadaniu zostali przewiezieni na żydowski cmentarz, gdzie mieli wykopać trzy doły o rozmiarach 4 m szerokości, 6 m długości i 2-3 m głębokości.
Nie było czasu się pożegnać
Żydzi szli na na stadion ulicą Kolejową: rodzinami i w niedużych grupach. Kazimierz Pajerski z Waksmundzkiej zapamiętał sąsiadkę z trójką dzieci, która pożegnała się z jego matką. Antonina Budzykowa zdążyła podać 13-letniej Rutce upieczony na niedzielę chleb.
Na parkanach wisiały duże, wydrukowane na czerwonym papierze afisze z nagłówkiem „Kreishauptmann in Neumarkt”, dotyczące wysiedlenia Żydów. „Każdy polak, który w bąć kolwiek sposób przesiedlenie utrudni lub uciąży, lub przy działaniu żyda wspiera, zostaje rozstrzelony” (pisownia oryginalna) - można było przeczytać w drugim punkcie.
Chaos, bicie i krzyki
Przy wejściu na stadion na Żydów czekali żandarmi z pałkami w rękach. Bili ich i popędzali. Odbierali kosztowności. Żydów przydzielano do odpowiednich grup. Najstarsi, schorowani i niepełnosprawni - na lewo od bramy. Wyczytani chłopcy i mężczyźni mieli zostali skierowani do pracy w tartakach Hobagu. Oddzielnie zgrupowano wyczytanych rzemieślników. Potem zostały odczytane nazwiska 30 kobiet.
Ci nieliczni, którzy przeżyli ten dzień, zapamiętali wszechobecny chaos, bicie i krzyki. Jako pierwsi opuścili stadion mężczyźni przeznaczeni do pracy w Hobagu w Zakopanem i Czarnym Dunajcu. Potem wyprowadzono robotników, którzy mieli pracować w tartaku znajdującym się przy nowotarskim dworcu kolejowym. Po nich stadion zaczęły opuszczać osoby z najliczniejszej grupy, w której większość stanowiły kobiety i dzieci. Byli eskortowani na dworzec kolejowy.
W drodze do Bełżca
Tam już od poprzedniego dnia czekał pociąg z krytymi 20 wagonami towarowymi, który miał odtransportować Żydów z całego Kreis Neumarkt do obozu zagłady w Bełżcu. Wagony przed załadowaniem były w środku posypywane chlorowanym wapnem, okna były zadrutowane. Do wagonów ładowano po 50-80 osób. Kolejne przystanki były w Rabce i Makowie Podhalańskim Tam doładowano kolejnych Żydów.
Ja człowiek, ja człowiek
Około 200 osób, których uznano za niezdolnych do transportu do Bełżca, przewieziono na nowotarski cmentarz żydowski.
Mniej więcej w tym czasie były przeszukiwane żydowskie mieszkania. Pozostały tam osoby chore i niedołężne, które nie były w stanie o własnych siłach dotrzeć na stadion. Ci byli zabijani od razu. Zwłoki były przywożone na cmentarz.
Jan Spyra, sekretarz Sądu Grodzkiego, widział, jak z domu przy ul. Sobieskiego gestapowcy wyprowadzili Salomeę Hammerschlag, staruszkę, która miała chore nogi. Wciągnęli ją na stos trupów i zawieźli na cmentarz. Zofia Chowaniec widziała, jak Niemcy ciągnęli ją laską założoną pod pachę. Staruszka wołała: "Ja człowiek, ja człowiek!" Wrzucili ją do dołu, a potem zastrzelili.
Strzał w tył głowy
Około południa zaczęły docierać na cmentarz ciężarówki z ludźmi ze stadionu. Starzy i młodzi Żydzi, dziewczęta, kobiety, dzieci. Kazali im stanąć pod murem cmentarnym i rozebrać się do naga. Następnie szli po drewnianej desce nad wykopany rów. Tam strzelano im w tył głowy. Wpadali wprost do dołu, który potem zasypywano ziemią. Ziemia nad tą zbiorową mogiłą ruszała się jeszcze następnego dnia rano. Jeden z junaków - Tadeusz Czubernat z Nowego Targu znał wielu z tych, którzy zginęli na jego oczach. Egzekucja zakończyła się około 18. Sprzed cmentarza odjechała ciężarówka z rzeczami i ubraniami.
Wacław Krzeptowski dziękuje gestapowcom
Polskich junaków po całym dniu „pracy” na cmentarzu zaprowadzono na obiad do Deutsche Haus. Później zamknięto ich w bożnicy na Nadwodniej i zabroniono wychodzić. Wieczorem na kolacji w Deutsche Haus spotkali się gestapowcy biorący udział w egzekucji na cmentarzu. Alkohol lał się szerokim strumieniem. Tego dnia „świętowano” też w Rabce. Tam 5000 papierosów egipskich i 25 litrów wódki dla przeprowadzających Judenaktion zapewnił Komitet Góralski. Obecny był tam Wacław Krzeptowski. Dziękował gestapowcom, że "uwolnili Podhale od największego wroga, jakim jest Żyd”. Za trzy lata sam został powieszony za zdradę przez oddział Armii Krajowej Kurniawa.
Zagazowani
Ci, którzy zostali załadowani do pociągu na dworcu kolejowym, dotarli do Bełżca w pierwszych dniach września. Wiele małych dzieci nie przeżyło drogi.
Rudolf Reder, deportowany do Bełżca 16 sierpnia 1942 r. ze Lwowa, do momentu ucieczki w listopadzie 1942 r. pracował tam jako więzień. Był jednym z trzech Żydów, którzy przeżyli obóz zagłady w Bełżcu. Przetrwał w ukryciu do wyzwolenia. To dzięki niemu wiemy dokładnie, co działo się z kolejnymi transportami ludzi, przybywającymi do obozu. Pociąg z Nowego Targu był jednym z 21 transportów we wrześniu. Tylko w tym miesiącu zamordowanych zostało w Bełżcu ok. 78-81 tys. ludzi.
Mówiono im, że są w obozie przejściowym, z którego po dezynfekcji będą wysłani do innych obozów. Kobiety z dziećmi i mężczyźni rozbierali się osobno. Gdy kobietom obcinano włosy, mężczyźni byli pędzeni do komór gazowych i zabijani jako pierwsi. Do każdej z komór wpychano po 750 osób. Po zamknięciu drzwi, uruchamiano maszynę z gazem. Po kilkunastu minutach krzyki cichły. Poskręcane ciała ofiar z komór wyciągali więźniowie z Sonderkommando. Od momentu przybycia pociągu na stację w Bełżcu do ułożenia ciał w masowych grobach mijało około 2-3 godzin. "Tyle trwało mordowanie całego transportu ludzi " - podkreśla Karolina Panz. Przywołuje jednocześnie słowa Chany Grassgrün nagrane w 1966 r., która zakończyła relację: „I tak zginęło polsko-żydowskie miasto Nowy Targ".
Nowy Targ żydowski
Dzięki "Zestawieniu ludnościowemu” z 1939 r. wiemy, że w Nowym Targu żyło wtedy prawie 2,5 tys. Żydów. Pierwsze wzmianki o nich pojawiają się już w 1646 r. Dwieście lat później nowotarska gmina żydowska obejmowała swym zasięgiem 58 miejscowości. Należało do niej 471 mężczyzn i 527 kobiet. W 1891 r. przy ulicy Szerokiej (dziś Harcerskiej) stanęła duża, murowana synagoga, która mieściła jednorazowo 800 osób. Budynek, pozbawiony najwyższej kondygnacji, stoi do dziś. Mieści się w nim kino "Tatry". Wiceburmistrzem był wtedy w mieście Jakub Goldfinger - żydowski kupiec, jeden z najzamożniejszych mieszkańców miasta. W 25-osobowej radzie powiatowej zasiadało trzech Żydów z Nowego Targu: adwokat Ernest Geissler, lekarz miejski Herman Schein oraz Józef Herz, właściciel hotelu i winiarni. Żydami byli adwokaci, lekarze, nauczyciele, kupcy, rzadko rolnicy.
W 1921 r. Żydzi stanowili 16,6% mieszkańców Nowego Targu. Były wśród nich osoby żyjące w skrajnej nędzy. Ci najubożsi zajmowali się sprzedażą warzyw i nabiału na targach i jarmarkach. Nieco zamożniejsi rzemieślnicy sprzedawali na placu swoje własne wyroby. Lepiej żyło się właścicielom sklepików i restauracji. Ci najbogatsi byli właścicielami dużych sklepów, hurtowni, hoteli i niedużych wytwórni. Do tego grona zaliczali się także lekarze i adwokaci.
W okresie międzywojennym w mieście działały młodzieżowe grupy skautowe (Ha-Szomer ha-Cair i Akiba). Był nowotarski oddział Makkabi (Żydowski Klub Sportowy), który zbudował na Kowańcu pierwszą i jedyną żydowską skocznię narciarską na świecie. W stolicy Podhala działał klub piłkarski Hagibor.
Żydzi i Polacy przez lata żyli w Nowym Targu zgodnie. Mieszkali na tych samych ulicach, w tych samych kamienicach. Przyjaźnili się. Dzieci uczyły się we wspólnych klasach. Zdarzali się Żydzi noszący się po góralsku i mówiący gwarą.
Ten świat ostatecznie zniknął 30 sierpnia 1942 r. Zagładę przeżyło mniej niż 10% nowotarskiej społeczności żydowskiej.
RAMKA
Na cmentarzu żydowskim w Nowym Targu 30 sierpnia 1942 r. zginęło kilkaset osób. Było wśród nich około 200 osób starszych i chorych, wyselekcjonowanych na stadionie jako niezdolni do przeżycia transportu do Bełżca. Zginęli w tym dniu także członkowie Rady Żydowskiej i ich bliscy, oraz 50 chłopców i młodych mężczyzn, zmuszonych tamtego dnia do posypywania wapnem wagonów z deportowanymi i zbierania ciał Żydów zamordowanych na terenie miasta. Ilu dokładnie Żydów zginęło tego dnia w swoich domach i na ulicach, także nie wiadomo. Spoczywają oni w masowych i bezimiennych grobach rozsianych na całym obszarze cmentarza.
....
Podczas pisania artykułu korzystałam z książki Karoliny Panz pt. "Zagłada żydowskich mieszkańców Nowego Targu. Głosy, obrazy, przybliżenia i oddalenia", która zostanie wydana przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów jeszcze w tym roku. To jej praca doktorska, która zdobyła dwie pierwsze nagrody w prestiżowych konkursach.
Beata Zalot
Fot. Zdjęcie zrobione w niedzielę 29 marca 1936 r., w dniu ślubu Salomei Zollman i Józefa Singera. Gości weselnych ustawiono na podwórzu domu rodzinnego panny młodej przy ulicy Kościuszki w centrum Nowego Targu. Niemal wszystkie osoby uwiecznione na tej fotografii zginęły 30 sierpnia 1942 r.
0 0
Ziemniaki potaniały do 18zł. za worek (15kg).
0 0
Najlepsze ziemniaki rosną na placu Pigalle w Palestynie .
0 0
A czy wiecie, że Wacuś Krzeptowski ma 2 groby?
W Zakopanem i Kościelisku.
0 0
Groby? Czy pomniki? Kolejny wyklęty?
0 0
Zuzanna lubi je późną jesienią.
0 0
Symboliczne a więc pomniki
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz