Dokładnie 50 lat temu, 24 października 1959 roku, dwa brzegi Dunajca w Tylmanowej połączył pierwszy w Polsce, a drugi w Europie most podwieszany.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"6313"}
Dzieje powstania mostu to historia sąsiedzkich waśni, wzajemnego wytykania palcami czy pukania się w czoło. To także konflikty pomysłodawców budowy z lokalnymi aparatczykami, których sprytni tylmanowianie pominęli, załatwiając decyzję o budowie w Warszawie i Krakowie. A wszystko dla dobra miejscowych, z których niestety, wielu było przeciwnikami tej inwestycji.
Jak faktycznie było, wspominają: Tadeusz Hebda – wnuk inicjatora budowy Jakuba Ziemianka, oraz Franciszek Ziajkiewicz, który w tamtych latach był korespondentem \"Nowej Wsi\" i \"Chłopskiej Drogi\", oraz Franciszek Tworek.
– Gdyby nie znajomości i sprzyjające układy z ważnymi osobistościami z Warszawy i Krakowa oraz upór i wytrwałość w walce z wieloma oportunistami, ten most nigdy by nie powstał. W tamtych latach pomysłodawcy połączenia obu części Tylmanowej mostem stali się z dnia na dzień wrogami większości mieszkańców wsi – potwierdzają zgodnie Ziajkiewicz i Tworek.
Problem braku mostu w Tylmanowej był ogromny. ówczesne przeprawy czółnami na drugą stronę Dunajca nie zawsze były bezpieczne. Były przypadki, gdy przewożone na skup świnie wypadały z czółen. Co ciekawe, zwierzęta nie tylko nie topiły się, ale wracały do swoich gospodarstw, przedłużając swój żywot. Niestety, Dunajec w tym miejscu pochłonął też kilka istnień ludzkich.
W 1956 roku, dzięki materiałom prasowym publikowanych w prasie ogólnopolskiej przez Ziajkiewicza, sprawą braku mostu w Tylmanowej zainteresowały się PRL-owskie władze centralne. Nagłą pomocą w realizacji pomysłu budowy mostu stał się fakt, że tylmanowski dworek Berskich stał pusty i niezagospodarowany, a jeden z dyrektorów krakowskiego Mostostalu rokrocznie w czasie wakacji gościł w Tylmanowej.
Wymienione fakty spowodowały, że partyjni działacze podpowiedzieli pomysłodawcom inwestycji, żeby zachęcić krakowski Mostostal do wydzierżawienia dworku Berskich, a ten w zamian podjąłby się projektu i budowy mostu. Tak też się stało.
Co ciekawe, choć było wielu wrogów połączenia mostem dwóch części Tylmanowej, to po zakończeniu budowy wśród miejscowych zapanował na nowo sąsiedzki spokój. Jednak nie wszyscy dali się przekonać do mostu. Jeden z ówczesnych mieszkańców Tylmanowej jeszcze przez trzy lata od oddania do użytku mostu swoją rodzinę i zwierzęta przewoził czółnem, omijając go szerokim łukiem.
Pierwszy w Polsce most wiszący przetrwał do dnia dzisiejszego, opierając się największej powodzi, jaka nawiedziła Tylmanową w 1972 roku.
Niestety, już w przyszłym roku po moście może nie pozostać śladu, gdyż już teraz powstaje nowy. Prawdopodobnie w celu ocalenia tego pomnika polskiej myśli architektonicznej są opracowywane ekspertyzy, dotyczące jego stanu. W przypadku pozytywnej opinii zostanie on przeniesiony na inne miejsce, gdzie jeszcze do dzisiaj przez Dunajec trzeba przeprawiać się czółnem.
Henryk Janusz Olkiewicz
0 0
Słyszałem o wielu awanturach z powodu braku mostu, ale pierwsze słyszę o awanturze z powodu budowy mostu. Bardzo jestem ciekaw dlaczego Oni nie chcieli tego mostu, nie ma o tym ani słowa w artykule.
0 0
Nowy most jest bardzo solidny
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz