Choć nie dojechały wszystkie wnuki i prawnuki Anieli i Wiktora Czajków, ich domek na osiedlu Jamne w Ochotnicy Górnej z trudem pomieścił wszystkich, którzy w niedzielę przyjechali złożyć im życzenia z okazji Dnia Babci i Dziadka.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"7467"}
Państwo Czajkowie to swoiści rekordziści – mają 13 dzieci, 41 wnuków i 29 prawnuków. Kolejne dwa prawnuki są już w drodze. – Gdyby tu przyjechały wszystkie dzieci z małżonkami, wnuki i prawnuki, byłoby nas w sumie 116 – mówi jedna z córek. W niedzielę dojechało kilkadziesiąt osób. Trudno było wszystkich policzyć. Były życzenia, laurki, prezenty, a od Tygodnika Podhalańskiego kwiaty i słodycze. Choć stół był długi, przy tak licznej rodzinie gościć się przy nim można było na zmiany.
– Było nas w domu trzynaścioro, ale nigdy biedy nie było. Nikt z nas głodu nie zaznał. To dzięki pracowitości i zaradności rodziców – podkreśla Stanisław, najstarszy syn. – W domu była duża gazdówka, tata jeździł też do lasu i ciężko pracował, woził chleb dla GS-u z Krościenka do Ochotnicy – wymienia.
– A mama nie dość, że miała nas trzynaścioro na głowie, gazdówkę, len przędła, chleby sama wypiekała, to jeszcze potrafiła znaleźć czas na książki – pamiętam, jak czytała na głos Staszkowi – opowiada córka Anna.
– Mama chciała, żebyśmy się uczyli, rodzice nie robili przeszkód, pozwalali się kształcić. Ja już po podstawówce wyjechałem do szkoły z internatem, potem robiłem studia zaocznie – opowiada Stanisław, który z wykształcenia jest prawnikiem. – Siostry – Jasia i Małgosia są nauczycielkami, pierwsza w nauczaniu początkowym, druga to WF-istka – wymienia.
Aż trudno uwierzyć, że pan Wiktor ma 92 lata. Wygląda o wiele młodziej. Uśmiechnięty, dziarski, optymistycznie nastawiony do życia. Jeszcze krząta się koło kuchni i opiekuje schorowaną żoną. O 7 lat młodsza pani Aniela od lat choruje na Parkinsona – ma problemy z poruszaniem się, trudno ją zrozumieć. Ale mąż rozumie ją doskonale, bez słów. – Nam swatów nie potrzeba było, sami my się znaleźli – podkreśla pan Wiktor. – To było małżeństwo z miłości i całe życie żyliśmy w zgodzie – dodaje.
A czasy nie były łatwe, bo ślub brali zaraz po wojnie, w 1945 roku. Dziecko rodziło się po dziecku, trzeba było zarabiać na coraz liczniejszą rodzinę. I na przyjemności nie było czasu, ani z domu daleko wyjeżdżać się nie dało. – Najdalej od domu to byłem przy Wiśle. Miałem dobrego konia, pojechałem nim po zboże. To było pod koniec wojny – wspomina.
Dziś staruszkowie mieszkają z synem, który jako jedyny się nie ożenił. Ale dzieci nie porozjeżdżały się po świecie, nikt za granicę nie wyjechał, najwięcej pozostało w Ochotnicy. – Dwóch wyjechało do Bielska, jedna siostra mieszka w Sosnowcu, jedna – koło Bochni, są też w Nowym Targu i Dursztynie. Reszta na miejscu – wymienia pan Stanisław. – Tak więc u dziadków ciągle ruch – dodaje.
6-letni prawnuk Kuba, choć mieszka w Dursztynie, w Ochotnicy bywa systematycznie. – Lubię z dziadkiem porozmawiać na poważne tematy – mówi z powagą. Jego ciocia Kinga (rówieśniczka Kuby) mieszka w sąsiedztwie, więc u babci i dziadka bywa codziennie. – Zawsze tu wpadam po szkole – mówi.
Pan Wiktor nie chodzi już do kościoła, bo to dla niego za daleka droga. Latem jeszcze wyjdzie przed dom, a zimą najczęściej można spotkać go przy kuchennym piecu. – Dziadek codziennie gotuje, ale co ma robić – dyryguje babcia – wtrąca ktoś ze starszych. Rzeczywiście, gotowanie to jego domena, a specjalność – groch z kapustą.
W niedzielę senior rodziny nie miał jednak do kuchni dostępu, bo przejęły ją kobiety. Stół uginał się pod różnymi specjałami. A pan Wiktor planował już kolejną imprezę. Tygodnik Podhalański zaprosił na swoje setne urodziny.
Beata Zalot
0 0
Ale o tym już było :)
Chyba że mam de ja vu :)
Nawet pamiętam, że komentowałem i wspominałem cos o królikach....
Dośc powiedzieć, że strach pomyśleć co to będzie w 5 pokoleniu. Pozajmują wszystkie kluczowe stanowiska w gminie z plebanią włącznie! A imoże województwo przejma!
Świstaki powinny brać przykład.
0 0
No i tak proszę państwa kiedyś wyglądał zus - po prostu inwestycja w dzieci. Cyganie do tej poory to stosują.
Ale, ale gdzie gorzałka - nie widzem, to w ochotnicy tak o suchym pysku?
0 0
No jak.....ja jak robie zdjęcia pod publike to też chowam flaszeczki w kąty:-)
A ja to bym chciała mieć taką rodzine .......ile to prezentów na imieniny by się dostało....tylko gorzej znów odwrotnie. Wszystkiego dobrego dla państwa Czajków:):):)
0 0
Ale pani redaktor to bez wyczucia. Przecież mogła do Łącka podjechać i kupić coś. Przecie to nie wypada tak z cukierkami jak jai świety Mikołaj zajechać!
A ten syn, co sie nie ozenił to będzie dobry na plebana - no dobrze mówiłem, że wszystkie urzedy pozajmują.
Póki co to ja wpraszam sie do pana Wiktora na groch z kapustą - uwielbiam, byleby bez soniny i żeberek był to ja chętnie
0 0
Myslisz Ano że to pani naczelna tak zaaranżowała coby na stole trunków nie było?
Och to bardzo skrupulatna, bo ani jednego kilonka nie widzem.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz