2013-05-25 16:00:27

Reklama

dzięcioły i parasole czyli nie zna życia kto nie pływał w marynarce (handlowej)

Reklama

Na stanowisku stewarda załogi pokładowej na Krzywoustym pływał jeszcze jeden Góral. Pochodził z Orawy i miał na imię Stanisław. Staszek był bardzo sympatyczny, pracowity i szczery. Dobry i wspaniały kolega na długie dni rejsu. Taki, na którego nie patrzyło się źle nawet po 100 dniach pobytu w morzu. A na statkach mówiło się, że po 100 dniach rejsu można bezkarnie "pierwszemu po Bogu" czyli kapitanowi statku powiedzieć, co się o nim myśli. Niektórzy to nawet twierdzili, że po "stówce" to można nawet "dać "staremu" (kapitanowi) w pysk", ale to już by była przesada...

Staszek robił pierwszy dalekomorski rejs, po raz pierwszy w życiu znalazł się na statku, miał więc kilka zabawnych "wpadek". Ale prawdę mówiąc, który z tych, co pierwszy raz na morze wypłynęli, ich nie miał? Przecież nawet Noe nie ustrzegł się od pewnych zupełnie niepotrzebnych i przez to, wcale nie zabawnych pomyłek. Po kiego ciorta on brał na tę swoją arkę pchły, karaluchy, szczury, muchy, komary i inne paskudztwo? A później jego wzorem, tylko w odwrotną stronę, marynarz te karaluchy ze statku do domu gdzieś w torbie z ubraniami przynosił.... 
 
Staszek miał wykształcenie gastronomiczne, dlatego był stewardem, ale bardziej by pasował do załogi dzięciołów niż parasoli.
Dzięcioł - to ironiczna nazwa załogi pokładowej, marynarzy takich z prawdziwego zdarzenia. Prócz sterowania statkiem i obserwowanie ruchu jednostek płynących kontrakursem lub na przecięcie w czasie resju, należała do nich konserwacja nie tylko sprzętu ładunkowego (windy ładunkowe, bomy, renery itd.) ale też dbali o to, by rdza nie zżerała pokładu. czy burt. Obojętnie, czy w porcie czy w morzu, często specjalnymi młotkami odbijali od wszelakich stalowych czy żelaznych części statku ogniska rdzy, by później to miejsce wyczyścić w miarę możliwości do połysku, nałożyć na to przeciwrdzewną minię i zamalować  ochronną farbą. A słona morska woda i jej krople zraszające pokład, burty i nadbudówki sprzyjały rdzy. Tymi młotkami stukało się wszędzie tam, gdzie trudno było dotrzeć bębenkowym młotkiem pneumatycznym.
I kiedy te pneumatyczne młotki wydawały warkot podobny do normalnego młota pneumatycznego  tyle, że cichszy, rytmiczne uderzanie młotkami ręcznymi w rdzę przypominało do złudzenia stukanie dzięcioła w drzewo. Stąd ta nazwa.
A nazwa "parasole" odnośnie stewardów wywodziła się ze statków pasażerskich, kiedy do ich obowiązków prócz sprzątania pasażerom kabin i podawanie posiłków należało też przynoszenie im na pokład parasoli przeciw słonecznych. Z kolei motorzystów nazywano "motorkami" i nie było w tym żadnej złośliwości, chyba, że ktoś powiedział na takiego "zęzochłap".
Kiedy pracowałem w Tygodniku Podhalańskim w Polsce, ówczesny redaktor naczelny zaproponował mi, bym do wakacyjnego numeru (okres wakacji w szkole i urlopów w zakładach pracy - dla prasy tzw. sezon ogórkowy) napisał coś o mojej pracy na morzu.
Napisałem. Ale jako kolega Staszka popełniłem duży błąd. Chcąc uwiarygodnić swoją opowieść, pisałem o nim w ten sposób, że każdy znający go czytelnik, a przecież Tygodnik czytany był w jego rodzinnych stronach, bez trudu go identyfikował. Nie byłoby problemu, gdybym na wesoło opisał tylko jego kilka tzw. "żółtodziobowych" marynarskich wpadek.
Ale ja obarczyłem go dużą ilością  mniej lub więcej, czasem ośmieszających go, zabawnych historyjek,. Takimi, które zdarzały się innym ( w tym i mnie)  w początkach pracy na morzu. Prawdziwymi. Zasłyszanymi. Bo uważałem, że jest to tekst taki bardziej literacki a nie dziennikarska informacja, więc można go ubarwić, urozmaicić, byleby był interesujący.
Nie pomyślałem o tym, nie zastanowiłem się,  jak wtedy może poczuć się sam Staszek czy jego najbliżsi gdy to przeczytają. Myślałem, że jeżeli wszystkie te morskie anegdoty przypiszę jemu, będzie to trochę na wzór sienkiewiczowskiego obarczenia Zagłoby wieloma szlacheckimi wadami. Dzisiaj wiem, że to nie było fair z mojej strony i w tym miejscu wyrażam szczerą skruchę i bardzo Staszka przepraszam....

Bo Staszek to był swój chłop, który wolał na ląd wychodzić z "pokładem" niż z załogą podlegającą ochmistrzowi, czyli przełożonemu kucharzy i stewardów. Bardzo poważnie rozważał, oczywiście za namową "dzięciołów", zmianę kwalifikacji na marynarza pokładowego. 
Na Krzywoustym podawał posiłki w mesie i sprzątał korytarze, łazienki pokładu załogowego. Tutaj małe wyjaśnienie, mimo, ze do załogi przecież zaliczali się też oficerowie nawigacyjni, mechanicy, elektrycy i wszyscy, którzy zdobywali wykształcenie  w pomaturalnych Szkołach Morskich, zajmowali oni pokład oficerski, korzystali z oficerskiej mesy itp, itd. Reszta miała do dyspozycji mesę załogową a ich kabiny znajdowały się na pokładzie tzw. załogowym.
Oczywiście, w czasie rejsu nikt nie bronił marynarzowi wejść do mesy oficerskiej i tam przebywać, nie był to jakiś wielki "faux pas", jednak hierarchia dzieląca załogę na oficerów i ich podwładnych była zachowywana.
Co nie znaczy, że marynarze nie wychodzili razem z oficerami na ląd. Albo w morzu, nie zasiadali wspólnie po wachcie przy "telewizorku" (karton z 24 butelkami piwa, najczęściej Żywca) lub czymś mocniejszym. Razem też grywali w karty, ping ponga, opalali się i razem "piłowali" czyli rozmawiali o wszystkim i niczym.
No, chyba, że trafił się "sztywniak" uważający, że jego dyplom nawigatora lub mechanika zdobyty w morskiej szkółce upoważnia go do traktowania załogi z góry. Albo oficer wojskowy, który w mar-woju wysłużył tą swoją wojskową emeryturę i przyszedł pływać do handlówki. Byli tacy, niestety.
Próbowali na statku narzucać wojskowy dryl i bardzo szybko niewłaściwość takiego postępowania odczuwali na własnej skórze.
Bo statek był "cywilny".
Oczywiście, w czasie wachty i pracy na pokładzie polecenia oficera wykonywało się sumiennie i dokładnie. Nie było miejsca na "bylejakość" np. przy "ształowaniu" (mocowaniu) ładunku. Bo w morzu to się mogło bardzo szybki i srogo zemścić. Podobnie wachta za sterem czy "na oku", wykonywanie poleceń w czasie próbnych czy prawdziwych alarmów ppoż.,  człowieka za burtą czy opuszczania statku. Tutaj trzeba było zaufać kapitanowi, oficerom, bosmanowi, bo oni mieli nie tylko większą morską wiedzę ale i doświadczenie.
Jednak po wachcie, statek stawał się domem a moja kabina "moją twierdzą"..., ale wszystko na normalnych, ludzko rodzinnych zasadach.
I kiedy normalne było, że podczas wachty oficer wysyłał marynarza np. po kawę, bo sam nie mógł opuścić mostku, gdyby to zrobił w czasie wolnym, w najlepszym wypadku usłyszałby "idź se pan sam".
Co innego gdy od szybkiego wykonania polecenia zależało bezpieczeństwo statku czy kogoś z załogi, a co innego, gdy oficerowi wydawało się, że ma taką władzę zawsze.  Pamiętam, jak na którymś ze statków pierwszy oficer krzyknął do nas, grupki marynarzy czekających na przydział pracy "biegiem" a wtedy któryś odkrzyknął "panie chifie, biegiem to było w wojsku" i wszyscy zaqwołani solidarnie, bardzo, ale to bardzo powoli podeszli do niego, by wysłuchać polecenia sprzątania ładowni....

Pływałem też z kapitanem, który uważał bezpośrednie zwrócenie się do marynarza za ujmę. Stałem za sterem, on stał blisko mnie, ale krzyknął do oficera wachtowego stojącego na skrzydle mostku: "Panie drugi, proszę powiedzieć sternikowi, by się nie opierał o kolumnę steru". Kiedy drugi wykonał polecenie drąc się z odległości kilku metrów ze skrzydła - za sterem, z polecenia kapitana nie opierać się o kolumnę", wyprostowałem się i odkrzyknąłem równie głośno - tak jest, nie opierać się o kolumnę! i po chwili, mimo, ze kapitan stał tuż obok wydarłem się jeszcze głośniej - panie drugi, czy może pan zapytać kapitana, co mu to k... przeszkadza?"
Drugi parsknął śmiechem a kapitan odezwał się już bezpośrednio do mnie "nic nie słyszałem" i pośpiesznie z mostku wyszedł do nawigacyjnej....
Bo byli różni kapitanowie. Kiedyś skierowano mnie do Szczecina na statek pływający na Afrykę Zachodnią. Pożegnałem się więc z kolegami w restauracji  gdyńskiego Domu Marynarza i wsiadłem do pociągu. Tam w wagonie restauracyjnym raczyłem się piwem z przygodnymi znajomymi. Z jednym z nich wymiana zdań zakończyła się małym nieporozumieniem. Gwoli ścisłości powiem, że oponent po kilkuminutowym odpoczynku na podłodze pozbierał się i później już w zgodzie opróżniliśmy kilka "browarków".
Ja jednak zameldowałem się na nowym statku w salonie kapitańskim z jednym okiem jakby wymalowanym. Na fioletowo niebiesko.
Kapitan przyjął ode mnie książeczkę żeglarską i zadał pytanie
- widzę, że w Lasku Bulońskim się było?
Tak nazywano jeden z parków w Szczecinie, gdzie "mewki" (ale nie te morskie ptaki), czekały na swoich klientów i gdzie często można było spotkać się z propozycją nie do odrzucenia, by kupić cegłówkę a nawet bałtyckie morze....
Odpowiedziałem, że ja prosto z Gdyni, jechałem całą noc.
"To co, bez biletu pan jechał, czy jak? - zakończył sprawę wbijając do książeczki tzw, musterolę.
Wieczorem, w szczecińskim Domu Marynarza siedziałem przy barze, pijąc w celach leczniczych piwo. Obok usiadł osobnik, w którym po chwili rozpoznałem nowego kapitana. Skinąłem więc głową i powiedziałem "dobry wieczór kapitanie".
Odwzajemnił ukłon pytając, na jakim statku byliśmy razem?
Odparłem, że nie pływaliśmy jeszcze razem, na co on zadał kolejne pytanie - to skąd wiesz, że jestem kapitanem? i dodał, że przez to podbite oko, to on mnie pamięta z jakiegoś statku, ale nie pamięta z jakiego.
Zacząłem tłumaczyć, że gdyby mi podbito oko na jakimś statku, to przecież wróciłoby już ono do normalnego wyglądu i że poznał mnie dopiero dzisiaj rano w swojej kabinie, bo ja do niego właśnie zamustrowałem...
Przerwał mi mówiąc - no przecież mówiłem, że razem żeśmy pływali, a jak nie to, to popływamy, co pijesz?
Wieczór zakończył się. powiedzmy  dosyć prozaicznie jak na rozmowy dwóch marynarzy, kiedy z kapitanem najpierw wypiłem "brudzia" a po kilku kolejnych kolejkach byłem zmuszony odprowadzić go do windy i odwieźć na któreś piętro do jego pokoju...
Oczywiście później na statku, w rejsie na mostku, mimo, że on się zwracał do mnie po imieniu ja tytułowałem go "panem kapitanem".
Zresztą, na statku nie tylko do mnie ten kapitan zwracał się po imieniu a chyba do każdego z załogi, natomiast przywilej mówienia do niego per Tadeusz miał jedynie starszy mechanik i bosman. Bo bosman pływał z nim dawno temu na Moniuszce, obydwaj za starszych marynarzy tam byli...
Co innego na lądzie. W Las Palmas przy kupionym przez niego "balonie" wina Tinto lub Blanco, jak usłyszał od kogoś z nas "kapitan" zaraz go rugał i mówił, że na chrzcie dano mu Tadek.
Niestety, po Kanarach, w drodze do Afryki Tadeusz najprawdopodobniej popełnił samobójstwo. Wyskoczył w nocy za burtę. Nie był to nieszczęśliwy wypadek, gdyż na pokładzie rano wachtowy znalazł ustawione obok siebie jak na musztrze buty. Po nadaniu sygnału radiowego "do wszystkich", człowiek za burtą i pozycji, gdzie należy szukać, statek razem z innymi jednostkami będącymi w pobliżu kręcił się w kwadracie kilku mil przeczesując Atlantyk, ale niestety po kilkunastu godzinach bezowocnego szukania udaliśmy się do portu przeznaczenia.
W Duali na statek wszedł przysłany samolotem z Polski nowy kapitan.
Dosyć szybko zorientowaliśmy się, że to oficer MO lub SB, gdyż dowodzenie statkiem przejął pokładowy chief (I oficer) a nowy kapitan bardziej interesował się zaginionym i jego kontaktami z załogą niż nawigacją czy załadunkiem. Statek odbył rejs zgodnie z rozkładem, odwiedził kilkanaście portów Afryki Zachodniej i wrócił tym razem nie do Szczecina a do Gdańska.

Kiedy statek wracał z rejsu do Gdyni lub Gdańska, witały go oczywiście rodziny marynarzy z załogi.
Tym razem rodzinom nie pozwolono wejść na pokład, żony z dziećmi mogły jedynie pomachać do mężów lub tatusiów i krzyczeć do stojących na burcie z nabrzeża. Bo przy trapie stanęli umundurowani milicjanci, a nie umundurowani śledczy weszli na statek. Przesłuchania i w pewnym sensie przeszukiwanie statku i kabin trwało ze dwa dni, po którym marynarzom zezwolono na kontakt z rodzinami.
Ale i tak wciąż codziennie pod statek podjeżdżały służbowe Warszawy lub Nysy i zabierały kilka osób z załogi na przesłuchanie do siedziby MO i SB w Gdańsku na ulicę Okopową. W areszcie śledczym co 48 godzin zmieniano zatrzymanych z załogi chcąc ich "zmiękczyć". Tak,  aż prawie cała załoga się przez areszt przewinęła.
Wreszcie śmierć kapitana uznano za samobójstwo (innego wyniku być nie mogło), jednak w wyniku śledztwa wykryto "wielkie", niegodne marynarza marynarki handlowej ludowego państwa przestępstwa przemytnicze załogi.
Bo przemyt to mogli uprawiać marynarze krajów kapitalistycznych, a ci z krajów demokracji ludowej nie. Tak uważali partyjni sekretarze i inni "komisarze".
Tyle, że ci kapitalistyczni marynarze jak już, to zajmowali się przemytem, na którym zarabiali setki tysięcy dolarów. My, ze swoim marynarskim biznesem co najwyżej dorabialiśmy kilkaset zielonych. 
Może też dlatego marynarz armatora zachodniego mógł zejść ze statku, opuścić go w porcie, który mu odpowiadał, a później zamustrować na statek, który płynął tam, gdzie temu marynarzowi "było po drodze". Od tego mieli książeczki żeglarskie. Nasze, mimo, że podobne i na naszych też było dumnie wydrukowane "Seamen Book" zastępowały nam za granicą paszporty a w kraju dowody osobiste.
A w wyniku tego śledztwa w Gdańsku wiele osób z załogi zwolniono z pracy w PLO uzasadniając to (autentycznie) "utratą przez armatora zaufania do wyżej wymienionego" oficera lub marynarza.

A wracając do stewarda Staszka z Orawy, to on do tego "podpuszczania" go przez starszych kolegów podchodził z dużą dawką samokrytyki i humoru. Ale wszystko do czasu, bo za mocno nie dawał Staszek sobie w kaszę dmuchać (w końcu był przecież Góralem). Pewnego razu kiedy starszy stażem steward Władek pozwolił sobie na zbyt mocne i drwiące naśmiewanie się ze Staszka, ten szybko sprowadził go (w sensie dosłownym też) do parteru i wytłumaczył, "że co za dużo to nie zdrowo". Później Władek mówiąc coś o Staszku wymawiał to "wielkimi literami"...
Po zejściu z Krzywoustego spotykałem Staszka dosyć często w Trójmieście, później kiedy ja już nie pływałem spotkaliśmy się kilkakrotnie w Nowym Targu.
Pływał u zagranicznych armatorów,  na tzw. "wycieczkowcach" a także w "Royal Caraibien Line". Co się z nim teraz dzieje, nie wiem, a wspominam go dlatego, że zapytał o niego nasz wspólny znajomy z Krzywoustego obecnie starszy mechanik Bogdan.
Też go mile wspomina, a w szczególności wspólną podróż pociągiem z Gdyni do Krakowa.
Ale o tych podróżach pociągiem następnym razem.

Zostań Patronem Tygodnika Podhalańskiego.

Komentarze Facebook
Dodaj komentarz
Wysłanie komentarza oznacza akceptację regulaminu komentowania na łamach 24tp.pl
Fibi 2013-05-26 23:39:27
Ciekawe to życie marynarza :):) Szkoda tego Kapitana ,bo chyba równy gość z niego był.
PS
Mam znajomego marynarza był/ jest mechanikiem, ale "zaginął" z Tajka. :):).
Ma na imię
Andrzej ( Pajtek).
Tichodroma Muraria 2013-05-26 00:35:23
:)
qaz 2013-05-25 16:29:16
Jak zwykle super ;)
  • PRACA | dam
    Poszukujemy osoby na stanowisko sprzedawcy odzieży skórzanej na stoisko pod Gubalowke Wymagania: komunikatywność i łatwość nawiązywania kontaktów, doświadczenie w sprzedaży, zaangażowanie oraz chęć pracy z klientem. Tel 781271166.
  • NIERUCHOMOŚCI | wynajem
    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy Targ-Czarny Dunajec lub przyjmę reklamę. 608 729 122.
  • USŁUGI | budowlane
    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DACHY, ELEWACJE. 608729122.
  • PRACA | dam
    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122.
  • BIZNES
    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy Targ-Czarny Dunajec lub przyjmę reklamę. 608 729 122.
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum Narciarstwa. 608 729 122.
  • USŁUGI | budowlane
    "Tedy" Usługi budowlane: sprzedaż domów w stanie deweloperskim, budowa domów murowanych i drewnianych, wszelkie pokrycia dachowe, ocieplenia/termomodernizacja domów/budynków, sprzedaż materiałów budowlanych, nadzory budowlane, usługi transportowe. 608 729 122, +49 15 205 734 746, mail: tedy32@o2.pl
  • USŁUGI | budowlane
    USŁUGI BLACHARSKO-DEKARSKIE, KRYCIE I PRZEKRYCIA DACHÓW, KOMINY, BALKONY, RYNNY, GZYMSY, FASADY. 889 388 484.
  • PRACA | dam
    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM - KELNER/-KA - DLA UCZNIÓW, STUDENTÓW na umowę zlecenie. 601 533 566, 18 20 64 305
  • PRACA | dam
    RESTAURACJA W ZAKOPANEM ZATRUDNI KELNERA/-KĘ, POMOC KELNERSKĄ. PRACA STAŁA + świadczenia. 601 533 566, 18 20 64 305
  • PRACA | dam
    Restauracja Siwy Dym w Rabce-Zdrój zatrudni: KUCHARZA KUCHNI ZIMNEJ ORAZ GORĄCEJ, POMOC KUCHENNĄ. Praca na stałe lub dorywczo. CV na: rabka@siwydym.pl Informacje pod numerem 887 080 004
  • NIERUCHOMOŚCI | wynajem
    DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o powierzchni ok. 50 m2. Zakopane centrum, ul. Kościuszki - 691 124 272.
  • NIERUCHOMOŚCI | wynajem
    Szukam MIESZKANIA do wynajęcia. 663 440 708.
  • USŁUGI | budowlane
    OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. 787 479 002.
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    DZIAŁKA BUDOWLANA 8.5 ARA. 505 429 375.
  • USŁUGI | budowlane
    TYNKI I WYLEWKI MASZYNOWE tanio i solidnie, zacieranie mechaniczne, technika silosowa. Realizujemy małe i duże obiekty 18 26 550 39, 503 532 680.
  • SPRZEDAŻ | różne
    Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY JUHASKIE. Tel. 793 887 893
  • SPRZEDAŻ | różne
    NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: jarzębina (60/80). Tel. 793 887 893
  • USŁUGI | inne
    WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 691 317 098.
  • PRACA | dam
    NIEMCY: brygadzista do 5000 Euro, kranista do 4000 Euro, murarz cieśla do 3600 Euro, malarz ocieplenia elektryk spawacz do 2700 Euro. Umowa na warunkach niemieckich. 0048 575-001-116
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    ZAKOPANE - STYLOWY DOM (zadbany, urządzony), na działce 3000 m, widok na góry - 607 506 428.
  • USŁUGI | budowlane
    MALOWANIE DACHÓW I ELEWACJI. 602 882 325.
  • USŁUGI | budowlane
    OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.
  • SPRZEDAŻ | różne
    DREWNO KOMINKOWE. 501 577 105.
2026-04-22 21:30 Imperial w Zakopanem sprzedany po raz drugi. Tym razem za ponad 30 mln zł 2026-04-22 21:00 18 mln zł na zakopiańską "Sokolnię". Umowa podpisana 2026-04-22 20:46 Duże stado łani pod Nosalem (WIDEO) 2026-04-22 20:30 Ranna wiewiórka znaleziona w Zakopanem. Strażnicy uratowali zwierzę 2026-04-22 20:00 Uwaga na fałszywe zwroty podatku. Nowa fala oszustw internetowych 2026-04-22 19:38 Straż Graniczna z leśnikami posadzili tysiąc drzew. Akcja na Dzień Ziemi 2026-04-22 18:59 Radni pytają o inwestycje rowerowe, kartę turysty i zawody rowerowe na Bachledzkim 1 2026-04-22 18:30 Po ewakuacji szkoły sprawę pożaru w rozdzielni elektrycznej zbada biegły 2 2026-04-22 18:00 Mieszkańcy Olczy alarmują o zalewaniu posesji i drogi. Każde opady pogarszają sytuację 2 2026-04-22 17:30 W sobotę nowotarska Noc Muzeów 2026-04-22 17:00 Mieszkańcy Wyskówek alarmują: quady i kuligi niszczą spokój i teren. Apel o zdecydowane działania władz 3 2026-04-22 16:25 Niedźwiedzioodporne kontenery w Zakopanem. Nowa inicjatywa dla bezpieczeństwa i przyrody 2026-04-22 16:00 Medale dla tatrzańskich karateków na IKO Przełęcz Cup 2026-04-22 15:34 Dlaczego warto postawić na sprawdzoną kadrę podczas letniego wypoczynku? 2026-04-22 15:30 Street Food Polska Festival ponownie na nowotarskim Rynku 2026-04-22 15:05 Wycinka drzew w rejonie ul. Piłsudskiego i Olimpu. Jest zgoda Nadleśnictwa 1 2026-04-22 14:56 RODO w firmie. O czym warto wiedzieć? 2026-04-22 14:41 Recydywista włamał się do lokalu gastronomicznego. Grozi mu 15 lat więzienia 2026-04-22 14:00 Nowotarski Dzień Ziemi na rynku. Mieszkańcy świętują i uczą się ekologii 2026-04-22 13:30 Tomasz Wolak Rock Band zagra w Zakopanem 2026-04-22 13:18 Ewakuacja. Zadymienie szkoły w Kościelisku (WIDEO) 2026-04-22 13:02 Konferencja stylistek paznokci na Podhalu. Branża spotkała się w Zaskalu 2026-04-22 12:30 Wpadli na gorącym uczynku. Monitoring i czujność pracowników zadziałały 1 2026-04-22 12:16 Niebezpieczna plama na drogach w Zakopanem. Interweniowali strażacy 2026-04-22 11:58 Niepokojące zmiany w potoku Cicha Woda w Zakopanem. Mętna woda budzi obawy mieszkańców 4 2026-04-22 10:59 Spięcie radnych. "Sodoma i gomora" kontra "bociany przynoszące dzieci" 10 2026-04-22 09:59 Zmiana planu dla API zdjęta z obrad, ale stanowisko w sprawie Borów nie trafiło pod głosowanie 1 2026-04-22 09:35 Ruszyła rozbiórka domu na Kasprusiach. To część dużego remontu ulicy (WIDEO) 2 2026-04-22 09:16 Rozpoczęła się sesja zakopiańskich radnych. Na początku minuta ciszy 3 2026-04-22 09:02 Zmienna aura, w górach wciąż zimowo 2026-04-22 09:00 Bajkowy poranek na Nosalu. Na szlaku pusto (WIDEO) 2026-04-22 08:00 Muzyczna podróż przez literaturę 2026-04-21 21:49 Zawodnicy z Zakopanego walczyli w Mistrzostwach Polski Kyokushin w Myślenicach. Jest jedno podium 2026-04-21 21:20 Zakopiańska 13-latka w The Voice Kids. Zosia Marchalewicz w sobotę powalczy w bitwach drużyny Blanki 2026-04-21 21:00 Posprzątali brzeg Jeziora Czorsztyńskiego 2 2026-04-21 20:35 Swego nie znacie, cudze chwalicie. Tym razem willa Elżbiecina 2026-04-21 20:01 W Zakopanem ruszyła akcja Sprzątaj po swoim psie 3 2026-04-21 19:30 Gala Sportu Miasta Nowy Targ 2026-04-21 19:17 Zmarł Jan Tylka, były radny. Na Szymonach stworzył ukrytą perłę 1 2026-04-21 19:00 Wielkie sprzątanie w Nowem Bystrem. Mieszkańcy jednoczą siły dla środowiska 2026-04-21 18:32 Ciężkie życie krokusów w Tatrach 2026-04-21 18:06 Na Krupówkach dziś zimno i pusto (WIDEO) 2 2026-04-21 18:00 Kolejny sukces młodych szachistów z Zakopanego 1 2026-04-21 17:48 OD GŁOSY - koncert w Klubokawiarni Stacji Kultura w Zakopanem 2026-04-21 17:19 Policja i Straż Ochrony Kolei kontrolowały przejazd w Poroninie 2026-04-21 17:00 Zakopane szykuje się na majówkę. Trwa łatanie dróg, a jutro sadzimy drzewa (WIDEO) 12 2026-04-21 16:28 Podmyta droga w Witowie. Utrudnienia na odcinku Między Potoki 2026-04-21 16:10 Ten pies błąka się po Białce Tatrzańskiej. Może ktoś go rozpoznaje? 1 2026-04-21 16:00 Zawody rowerowe na Bachledzkim Wierchu. Uszanujmy właścicieli terenów 3 2026-04-21 15:33 Sezon narciarski trwa, ale nartostrada do Kuźnic miejscami nieprzejezdna
NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY
NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE
OSTATNIE KOMENTARZE
2026-04-22 21:40 1. Wójt wczoraj był na audiencji u naczelnego rabina Rysia i efekt wizyty jaki jest każdy widzi. 2026-04-22 21:26 2. Padało, przeczytaj artykuł to zrozumiesz. 2026-04-22 21:21 3. w latach 90 było tam dosłownie kilka domów kuźwa!!! skąd się tam tylu mieszkańców wzięło jeżeli tam są tereny zielone :) :) :) 2026-04-22 21:14 4. Co ciekawe, w Borach. Ok 300 m powyżej końca koryta idącego do elektrowni powstał poligon do paintball... Zostało zniszczone torfowisko wraz z wieloma rzadkimi roślinami no wełnianką, wiślakami, licznymi mchami czy żurawinami... Czy ktoś to zatrzyma zanim zostanie zaorane? 2026-04-22 20:45 5. W sprawie sciezek i infrastruktury rowerowej to uczcie sie, albo nie. Mozecie odgapić jak sami nie umiecie pomyslec od Szczyrku, Bielska BIałej czy ostatecznie Nowego Targu (chociaz tam w miescie roznie z tym bywa). Majac takie tereny do okola Zakopanego i w samym miescie , jest kilkadziesiat mozliwosci zeby zrobić sciezki i trasy dla kazdego rodzaju rowerów. Moze jak sami nie macie pojecia o tym to trzeba zatrudnic ludzi ktorzy juz takie rzeczy robia i robili w wielu miejscach. Tylko trzeba troche chciec. NIe wysterczy tylko kolo mlynskie pod skocznia i krupówki ze skalpami i knajpami. Dziwne jest to ze pelno ludzi z Zakopanego zeby pojezdzic na rowerach po górach i nie tylko, siada w samochody i całymi rodzinami jedzie do Szczyrku i Bielska. 2026-04-22 20:07 6. Najważniejsze jest Duszpasterstwo Hufców Pracy powstałe w 1991 roki. Natomiast OHP powstało w 1958. 2026-04-22 19:07 7. Z tymi patobiznesami już dawno powinny władze zrobić porządek. To jest nie do pomyślenia, aby quady, crossy czy skutery jeździły ile wlezie i byle gdzie. Niszczą, smrodzą i hałasują, a nadmierną prędkościom również stwarzają zsgrożenie na drogach publicznych tak jak to ma miejsce przy szkole w Poroninie 2026-04-22 19:04 8. Panie Figiel ,Jan Paweł II by się ucieszył że katolicy wybrali sutenera na prezydenta. 2026-04-22 18:53 9. Za Doruli na szczęście na Mrowcach nigdy nie padało więc teraz się pojawił problem. 2026-04-22 18:44 10. Trza mi tak obrobić komin jak na zdjęciu nr 1.
2026-04-16 18:33 1. Piękna SZKOŁA Grupy uczniów palący papierosy w otoczeniu szkoły, Muzeum i siedziby PTTK. Używają do porozumiewania się kilku prostych słów, powszechnie uznawanych za nieprzyzwoite. Na 150 lecie konieczna jest PALARNIA w szkole. Szkoda dzieci, bo mogą się przeziębić. Pytanie! Czy dyrekcja i pedagodzy widzą to? 2026-03-23 10:43 2. Pan Z. i koledzy.... i potem powiecie ze to prostest w sprawie mostu a nie wiec polityczny. hehe. kogo chcecie nabrac? 2026-03-11 08:14 3. Strategia rozwoju... Stawiać jak najwięcej deweloperki, reszta to ch... 2026-03-06 08:53 4. moze zamiast organizować te rozchwytywane i konsultacje miasta uruchomi druga zmiane u w urzedzie dla pracujacych obywateli petentów? 2026-03-06 08:25 5. Chętnie bym się dowiedział jakie studia i na jakich poważnych uczelniach mają ukończone uczestnicy dyskusji. Wprawdzie obowiązuje zasada, że wystarczy chęć szczera ale oni chcą zmarnować nasze pieniądze. Oj tam, oj tam. 2026-02-16 21:51 6. "Na spotkaniu zjawił się burmistrz Łukasz Filipowicz, radni Tymoteusz Mróz, Mateusz Łękawski i mieszkańcy. Ci ostatni niezbyt licznie." A kto miałby się tam pojawić jak spotkanie zorganizowane w godzinach gdzie normalni ludzie pracują a miejsca tam w tej "stacji kultura" było może jeszcze na jakieś 20 osób. Przecież to klita na poddaszu gdzie jest miejsce dla dzieci na zabawy a nie dla 100 czy więcej dorosłych. Przecież to była jawna kpina. Dlaczego spotkanie nie było bardziej komunikowane i nie zapewniono odpowiednio dużej sali? I przede wszystkim dlaczego w godzinach pracy a nie w weekend??? Wywalić miliona na sylwestra potrafią a zmobilizować mieszkańców "nie da się". Widać zależy im żeby przyszło jak najmniej mieszkańców. Boją się usłyszeć to i owo. 2026-02-08 13:18 7. Fajne eksponaty :) 2026-02-04 21:19 8. Nie moje klimaty ani dla uszu ani dla oczu 2026-01-29 15:43 9. Kasia Rysy 2026-01-03 13:15 10. Ładne góalki.
WARUNKI W GÓRACH
POGODA W WYBRANYCH MIASTACH REGIONU
Reklama