2013-06-12 18:14:17

Reklama

z mesy - jak najbardziej prawdziwe

Reklama

Niektóre z tych opowiastek są jak najbardziej prawdziwe. Inne zasłyszane, więc mogą być ubarwione. Raczej nie przypuszczam, by były wymyślone, chociażby z tego względu, że na statkach często zdarzały się sytuacje tragikomiczne. A realne życie pisało historyjki, które trudno byłoby wymyśleć pisarzowi czy też scenarzyście fantastyki, niekoniecznie naukowej.

Podczas egzaminu do Szkoły Morskiej któryś z egzaminatorów pyta kandydata, czy posiada kartę pływacką. Kandydat patrzy na niego raczej bardzo zdziwiony i w końcu pyta: to co wy, statków nie macie w tej flocie?


Statek PLO wraca z dalekomorskiego rejsu, takiego, który trwał grubo ponad pół roku. Na nabrzeżu rodziny marynarzy, żony z dziećmi, narzeczone, kochanki, rodziny. Wszystkie panie, prócz jednej żony bosmana, z bukietami kwiatów. Bosman, oparty o burtę na dziobie krzyczy: "Zosiu, a ty czemu bez kwiatów". Na co małżonka z nabrzeża: "Ale za to z  czystym sumieniem".


Do monopolowego sklepu w Gdyni na Świętojańskiej wchodzi gościu i mówi: "Nazywam się Jan Nowak i jestem marynarzem na "Ziemi Sądeckiej". Poproszę litr czystej wyborowej". Na to sprzedająca :"Proszę pana, jak pan kupuje alkohol, nie musi się pan przedstawiać...". "Muszę" - słyszy w odpowiedzi - "Bo ja nie chcę być żadnym anonimowym alkoholikiem"


W pierwszych dniach rejsu, poznawanie nowo zamustrowanych na statek członków załogi odbywało się najczęściej przy jakiejś butelczynie i tzw. "marynarskiej pile" - czyli rozmowach o wszystkim i o niczym. Często słyszało się od kolegi czy kogoś z załogi "Chodź do mnie, popiłujemy" albo "chodź na piłę". Oznaczało to zaproszenie na "szpardek" (pokład na rufie, gdzie można się było opalać) lub do kabiny, gdzie przy szklaneczce piwa rozmawiało się o przysłowiowej "d... Maryni" i jak to w marynarskich rozmowach, często ta "d..." była bardzo ważnym tematem.

Na pewnym statku po wyjściu z Gdyni załoga pokładowa zebrała się w jednej z kabin.  Kilku było ze starej załogi, nowi znali się z nimi najczęściej z innych statków na których razem kiedyś pływali. Dzielili się swoimi losami z czasów, kiedy się nie widzieli. Jeżeli nikt nie był "morskim żółtodziobem" a  pełnoprawnym marynarzem, to opowiadał o swoich ostatnich rejsach, urlopie itp. Nie brakowało w tych opowieściach oczywiście kobiet.

No więc w tej kabinie odbywało się wspólne rozpoczęcie rejsu przez "pokład". Przy piwie i szklaneczce czegoś mocniejszego siedziało kilkunastu marynarzy. Nowo zamustrowany cieśla, opowiadał innym, że ze względu na stan zdrowia był na tzw. "deymance" ponad pół roku.

Tutaj kolejne wyjaśnienie. "Deyman" - na statku w morzu to marynarz lub motorzysta nie pełniący wacht (4 godziny wachty i 8 godzin odpoczynku) tylko pracujący na pokładzie lub w maszynie 8 godzin dziennie (w strefie tropikalnej 6 godzin pracy). "Deymanem" określało się też marynarzy, którzy z różnych powodów  oczekiwali na wciągnięcie na listę załogi (tzw. zamustrowanie) jakiegoś statku. By zamustrować na statek trzeba było mieć aktualne świadectwo zdrowia. Najczęściej wyrabiało się je co 3 lata, po urlopie, przechodząc wszelkie badania, łącznie ze stomatologicznymi, prześwietleniami, wizyt w gabinecie "skórnym" też nie wyłączając.

Nie na każdym statku było stanowisko lekarza. Lekarze z dyplomami Akademii Medycznej pływali najczęściej na statkach idących w długie rejsy, gdzie tzw. przelot (czyli rejs z portu do portu) trwał czasem kilka tygodni. Na mniejszych statkach i krótszych liniach obowiązki lekarza pełnił II oficer (po odpowiednim kursie pierwszej pomocy), dlatego dbano  o to, by załoga wychodziła w rejs zdrowa. Tym bardziej, że za wizyty w szpitalu czy u specjalisty w obcym porcie armator musiał płacić w dewizach.

Ale wracajmy do zdarzenia. Nowy cieśla, który pływał już kiedyś z dwoma marynarzami na innym statku opowiadał, że oczekując na uzyskanie świadectwa zdrowia, wcale, ale to wcale na tej akurat "dejmance" nie narzekał.
"Wiecie, miałem kobitkę, świetna babka. Przez prawie dwa miesiące u niej nocowałem" - opowiadał tym, co chcieli słuchać - "To chyba też jakaś marynarzowa, bo po tych afrykańskich maskach na ścianie jakie były w mieszkaniu można się było zorientować. Nawet od czasu do czasu wyrzuty sumienia miałem, że tak jakiemuś marynarzowi rogi przyprawiam, ale warta tego była. I chyba jakieś dwa tygodnie temu jej stary musiał przypłynąć, bo powiedziała, że jak na razie nie możemy się spotykać. Szkoda, bo blisko portu mieszkała, jak mnie się trafiła deymanka na statku w Nowym Porcie to już do Domu Chłopa (tak nazywano Dom Marynarza w Gdyni) nie wracałem tylko do Beatki na Aleję Wojska Polskiego zasuwałem...".
W tym momencie bosman, zajęty opowiadaniem czegoś innemu marynarzowi przerwał i zapytał cieślę: "Beatka z Nowego Portu z Wojska Polskiego, mówisz?"
"Tak" - odpowiedział cieśla - na Wojska przy pętli zaraz mieszkała..."
"Pod 21 na II piętrze" - pytał dalej bosman.
"Tak, na drugim piętrze, a co znasz ją" - tym razem pytanie zadał cieśla.
Trzeba było widzieć jego minę kiedy usłyszał odpowiedź "No trudno, żebym własnej żony nie znał".
Zbladł i zaniemówił, przed chwilą jeszcze taki elokwentny w tym momencie nie potrafił wydobyć z siebie głosu...
"Słuchaj stary, to nie tak jak myślisz" - zaczął mówić chociaż doskonale zapewne wiedział, że ta przemowa nic nie da.
"Szwagier, skończ pier... i leć do ochmistrza po "skacza", sami wypijemy" - przerwał mu bosman.

Faktycznie, wynieśli się z tego "zebrania załogowego" i udali się na bardziej prywatne spotkanie  do kabiny bosmana.
Ale, zdziwiłby się ten, kto by pomyślał, że niespodziewane spotkanie tych dwóch "szwagrów" zakończyło się jakimiś zapasami czy innym boksem. Od tego dnia byli to najlepsi przyjaciele na statku.
I trzeba było widzieć minę tej pani, kiedy stojąc na kei i wypatrując męża nagle zobaczyła ich obu opartych o burtę radośnie do niej machających.
Kwiaty jakie miała na powitanie wypadły z jej ręki  i zamieniła się w żonę Lota...

Cóż, w tym przypadku bardzo popularne wśród marynarzy powiedzenie "Ty tutaj w morzu a żonę tam dejman odwiedza i dopieszcza" okazało się jak najbardziej na miejscu. Jak się cała historia zakończyła nie wiem, bo zarówno bosman jak i cieśla (który na ten rejs dostał tzw. warunkowe świadectwo zdrowia) zeszli ze statku. Ponoć wszyscy w trójkę żyli długo i szczęśliwie....
Ich historia stała się bardzo popularna nie tylko w PLO ale w całej polskiej flocie handlowej i rybackiej a świadkowie tej pierwszej ich rozmowy w kabinie nauczyli się, by nigdy, ale to przenigdy, nie podawać danych jakiejś pani, mogących w jakikolwiek sposób ją zidentyfikwać....

 

Na jednym ze statków zmarł nagle ochmistrz.
Ponieważ do Gdyni pozostało może nie całe dwa tygodnie rejsu a rodzina nie zgodziła się na pochówek w morzu, cieśla zbudował trumnę, którą umieszczono w opróżnionej chłodni przenosząc z niej prowiant do dwóch pozostałych.
III kucharzem był robiący pierwszy morski rejs niejaki Marek, któremu zmarły ochmistrz bardzo uprzykrzał życie w czasie podróży. Nie dosyć, że nigdy nie by zadowolony z jego pracy i komentował to zawsze zdrobniając jego imię (źle pan to zrobił Mareczku, to jest niedokładnie umyte panie Mareczku itp.) to jeszcze bez przerwy wynajdywał mu różne zajęcia nawet w czasie przeznaczonym na odpoczynek.

Kiedy zmarłego umieszczono  w chłodni,  dwoje pozostałych na statku „kuków” (szef kuchni i tzw. II kucharz) pocieszyło trzeciego kolegę, że jak będzie rano schodził do chłodni po prowiant, to niech lepiej bardzo uważa, bo duch ochmistrza  z pewnością mu nie odpuści. 

Marek, zaczynając przed 6 rano, kilkakrotnie  razy dziennie schodził stromą tzw. zejściówką ( wąski wewnętrzny korytarzyk ze schodami) pod pokład przynosząc z chłodni potrzebne do przygotowania posiłków jedzenie. Warto dodać, że Marek był raczej mocno wierzący w różne nadprzyrodzone zjawiska, wróżył sam sobie z kart układając pasjanse więc i wiarę w duchy zmarłych miał  raczej mocną. 

Na drugi dzień rano, II kucharz tuż przed pierwszym rannym spodziewanym pójściem Marka po prowiant wszedł do zejściówki i pomagając sobie rękami i nogami „zaklinował się” o ścianki nad drzwiami wejściowymi tak, że zawisł nad schodami i wchodzący go nie widział.
Kiedy Marek postawił nogę na pierwszym stopniu, nagle nad jego głową rozległ się przenikliwy gwizd i usłyszał zniekształcony przez chustę na twarzy ryk – co tak późno panie Mareczku…
Marek wypuścił z rąk metalowe pojemniki na prowiant, które z ogłuszającym brzękiem budząc śpiącą na tej burcie w kabinach załogę spadły  w dół odbijając się o schody. Wystraszony źle postawił nogę i sam poleciał koziołkując przez kilkanaście schodów. Kucharz, który strasząc kolegę spowodował upadek Marka w dół zejściówki widząc, co narobił chciał teraz jak najszybciej znaleźć się przy nim. Zeskoczył znad drzwi na schody i nie trafił stopą w stopień, co spowodowało, że z krzykiem runął na dół. Marek, nie tylko nieźle pobijany i ze złamaną lewą ręką ale i śmiertelnie przestraszony zaczął podnosić się w momencie, gdy coś rycząc wniebogłosy spadło mu na plecy. Wtedy zemdlał.

Bo czy cokolwiek mogło bardziej pogłębić jego wiarę w duchy niż to, że nielubiany przez niego zmarły nie tylko na niego krzyczy zza światów ale jeszcze dodatkowo skacze mu na plecy powalając go na ziemię?

Mimo, że Marek zamortyzował upadek II kucharza, ten złamał sobie prawą rękę…
Na szczęście na tym statku, który pływał na linii dalekowschodniej był lekarz z prawdziwego zdarzenia.
Już za dwie, trzy  godziny pod kuchenny bulaj wychodzący na pokład rufowy podchodziła procesja załogi wolnej od wacht i zaglądała do kuchni patrząc jak dwaj kucharze wspólnie gotują zupę. Podczas gdy jeden, mając zagipsowaną prawą rękę uniesioną na "szynie" w górę, lewą trzymał gar, drugi, z uniesioną na "szynie" w górę lewą ręką, trzymając w  zdrowej prawej wielką chochlę mieszał zupę…

 

Statek m/s Jasło, który przez długi okres czasu kursował regularnie pomiędzy Gdynią a Ipswich w Wielkiej Brytanii, został przeniesiony na linię śródziemnomorską. 

Trafił mu sie port Dures w Albani, gdzie w dwóch ładowniach mocowano kartony ze słynnym  w Polsce w latach 70 ub. wieku albańskim, chyba trzygwiazdkowym, koniakiem Skandenbergiem. To taki albański bohater narodowy - znany też jako Gjergij Skenderbeu - walczący z Turkami. (Jego imieniem w Albanii nazwano miasto, wiele fabryk, m.in. wspomniany koniak a w czasie II wojny jego imię nosiła jednostka albańskich ochotników "SS").

Pokładowy "chief"  (I oficer z pokładu) odpowiedzialny za zgodną ilość ładunku z dokumentami przewozowymi i jego prawidłowe rozmieszczenie w ładowniach wyznaczył z załogi pokładowej tzw. "liczmenów".

Ich praca polegała na tym, że w czasie gdy dźwig przenosił paletę z kartonami z nabrzeża na statek, zatrzymywał na chwilę ładunek nad pokładem. Wtedy "liczmeni" liczyli ilość kartonów na palecie (najczęściej było ich 50).

Powiedzmy co 30 unos, krzyczeli do albańskiego "liczmena" nadzorującego ładunek na kei, że jest ich 49. Wtedy Albańczyk kręcąc głową, "że nie" krzyczał, że jest ich tylko  48 (mimo, że była pełna paleta z 50 kartonami). Zarówno "liczmen" na kei jak i ten na pokładzie zapisywali 50 kartonów, ale w swoich notatkach robili odpowiedni znaczek. Kiedy kończyła się ich praca, przed ostatnim unosem podliczali te znaczki. Wychodziło ich np. 10 , które dzielono przez dwa  i na ostatnim unosie było o 5 kartonów mniej, mimo, że obydwaj "liczmeni" odznaczali 50. Drugie 5 kartonów mógł już z ładowni zabrać polski "liczmen".

Chief przed rozpoczęciem załadunku zrobił odprawę "pokładu" i powiedział mniej więcej tak - "Panowie, ja o niczym nie chcę wiedzieć, ale jak nie dostanę swojej działki, to będziemy się gniewać".
Po "liczmance" marynarz ze swojej kabiny zabrał jeden karton i zaniósł go "chiefowi" mówiąc, że przyniósł "działkę".

Chief najpierw piorunując go wzrokiem stwierdził, że chyba im (marynarzom) odbiło a później kazał postawić karton w swojej łazience. Marynarz dołożył do kilkunastu stojących juz tam kartonów i ten przyniesiony...

Gwoli wyjaśnienia, by nie było, że ... mniejsza z tym co.
Przy każdym takim załadunku oficerowie wachtowi z agentami portowymi mieli możliwość podpisania protokołu, że tyle a tyle razy ładunek zsunął się z palety i uległ zniszczeniu. Czasem taki protokół był jak najbardziej potrzebny, a czasem się zdarzał tylko na papierze przy zadowoleniu zarówno agenta jak i załogi statku. 

Jasło, wioząc dwie ładownie  koniaku z zaplombowanymi do nich zejściówkami wracało do Gdyni tuż przed świętami Bożego Narodzenia.

Władze chciały dać na święta coś "ekskluzywnego i bogatego" na sklepowe półki więc pozostałe dwie ładownie były pełne zabranych z Oranu w Maroku cytrusów. Ale, nie w tym rzecz, bo cytrusów ze względu na temperaturę w kabinach się nie dało trzymać, natomiast alkohol w postaci koniaku jak najbardziej.

Kilka dni przed Gdynią chief wydał dyrektywę, by jeżeli ktoś "przypadkowo" ma w swojej kabinie butelki "Skandenberga" niech lepiej ten koniak przeleje w "co się da". Bo jedynie butelki z pieczątką na etykiecie "Seamen FreeShop - Dures Albania" uchronią go przed posądzeniem o kradzież ładunku, gdy butelkę koniaku znajdą w jego kabinie polscy celnicy.
I nagle "pokładowcy" zaczęli przetrząsać statek i pytać sąsiadów z maszyny lub stewardów czy nie mają pustych butelek po mineralnej, coca coli, piwie itp.
Koniak znalazł się nawet w kabinowych termosach a i tak trwały dalsze gorączkowe poszukiwania pustych naczyń.

Wtedy na statkach za sprzęt bezpieczeństwa odpowiedzialny był III oficer pokładowy. Ten sprzęt to nie tylko wszystko związane z bezpieczeństwem pożarowym ale też np. szalupy, koła ratunkowe i kapoki.
A w szalupach były zbiorniki wody pitnej. W karnistrach, ale też w takich "zbiornikach burtowych", z których przy zmianie wody, można ją było wylać odkręcając korek w dnie szalupy zawieszonej na tzw. żurawikach.

Jak to we flocie bywało, kiedy jakiś statek przybił do kei w polskim porcie, przychodzili do załogi koledzy z innych statków stojących w pobliżu. To było jak najbardziej normalne, przecież wiedziało się na jakim statku pływał dobry kolega czy przyjaciel ze wspólnego rejsu na innym. Więc się odwiedzało swoich przyjaciół i znajomych i z tej okazji wypijało się jakąś szklaneczkę czy dwie. Tak było i z "Jasłem", które wróciło z tego śródziemnomorskiego rejsu.
 I wtedy na "Jaśle wyglądało to mnie więcej tak, że ci z załogi co w rejsie płynęli na wachcie III oficera, tego odpowiedzialnego m.in. za szalupy, kiedy odwiedzili ich znajomi biegli z wiaderkiem na pokład szalupowy. Tam odkręcali korek zbiornika wody w szalupie i do wiaderka czy innego naczynia ciekło coś, co na pewno nie było wodą pitną....

Zostań Patronem Tygodnika Podhalańskiego.

Komentarze Facebook
Dodaj komentarz
Wysłanie komentarza oznacza akceptację regulaminu komentowania na łamach 24tp.pl
MaciekWawa 2013-06-14 02:00:22
Świetny blog, czytam z zainteresowaniem. Dziękuję za to co Pan napisał do tej pory i z niecierpliwością czekam na dalsze wpisy!
uorcyk 2013-06-12 21:05:47
eee, Pan lepiej napisze o dziewczynach w kazdym porcie... :P
rys 2013-06-12 19:52:07
cdn?
  • PRACA | dam
    Poszukujemy osoby na stanowisko sprzedawcy odzieży skórzanej na stoisko pod Gubalowke Wymagania: komunikatywność i łatwość nawiązywania kontaktów, doświadczenie w sprzedaży, zaangażowanie oraz chęć pracy z klientem. Tel 781271166.
  • NIERUCHOMOŚCI | wynajem
    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy Targ-Czarny Dunajec lub przyjmę reklamę. 608 729 122.
  • USŁUGI | budowlane
    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DACHY, ELEWACJE. 608729122.
  • PRACA | dam
    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122.
  • BIZNES
    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy Targ-Czarny Dunajec lub przyjmę reklamę. 608 729 122.
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum Narciarstwa. 608 729 122.
  • USŁUGI | budowlane
    "Tedy" Usługi budowlane: sprzedaż domów w stanie deweloperskim, budowa domów murowanych i drewnianych, wszelkie pokrycia dachowe, ocieplenia/termomodernizacja domów/budynków, sprzedaż materiałów budowlanych, nadzory budowlane, usługi transportowe. 608 729 122, +49 15 205 734 746, mail: tedy32@o2.pl
  • USŁUGI | budowlane
    USŁUGI BLACHARSKO-DEKARSKIE, KRYCIE I PRZEKRYCIA DACHÓW, KOMINY, BALKONY, RYNNY, GZYMSY, FASADY. 889 388 484.
  • PRACA | dam
    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM - KELNER/-KA - DLA UCZNIÓW, STUDENTÓW na umowę zlecenie. 601 533 566, 18 20 64 305
  • PRACA | dam
    RESTAURACJA W ZAKOPANEM ZATRUDNI KELNERA/-KĘ, POMOC KELNERSKĄ. PRACA STAŁA + świadczenia. 601 533 566, 18 20 64 305
  • PRACA | dam
    Restauracja Siwy Dym w Rabce-Zdrój zatrudni: KUCHARZA KUCHNI ZIMNEJ ORAZ GORĄCEJ, POMOC KUCHENNĄ. Praca na stałe lub dorywczo. CV na: rabka@siwydym.pl Informacje pod numerem 887 080 004
  • NIERUCHOMOŚCI | wynajem
    DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o powierzchni ok. 50 m2. Zakopane centrum, ul. Kościuszki - 691 124 272.
  • NIERUCHOMOŚCI | wynajem
    Szukam MIESZKANIA do wynajęcia. 663 440 708.
  • USŁUGI | budowlane
    OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. 787 479 002.
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    DZIAŁKA BUDOWLANA 8.5 ARA. 505 429 375.
  • USŁUGI | budowlane
    TYNKI I WYLEWKI MASZYNOWE tanio i solidnie, zacieranie mechaniczne, technika silosowa. Realizujemy małe i duże obiekty 18 26 550 39, 503 532 680.
  • SPRZEDAŻ | różne
    Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY JUHASKIE. Tel. 793 887 893
  • SPRZEDAŻ | różne
    NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: jarzębina (60/80). Tel. 793 887 893
  • USŁUGI | inne
    WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 691 317 098.
  • PRACA | dam
    NIEMCY: brygadzista do 5000 Euro, kranista do 4000 Euro, murarz cieśla do 3600 Euro, malarz ocieplenia elektryk spawacz do 2700 Euro. Umowa na warunkach niemieckich. 0048 575-001-116
  • NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
    ZAKOPANE - STYLOWY DOM (zadbany, urządzony), na działce 3000 m, widok na góry - 607 506 428.
  • USŁUGI | budowlane
    MALOWANIE DACHÓW I ELEWACJI. 602 882 325.
  • USŁUGI | budowlane
    OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.
  • SPRZEDAŻ | różne
    DREWNO KOMINKOWE. 501 577 105.
2026-04-22 21:30 Imperial w Zakopanem sprzedany po raz drugi. Tym razem za ponad 30 mln zł 2026-04-22 21:00 18 mln zł na zakopiańską "Sokolnię". Umowa podpisana 2026-04-22 20:46 Duże stado łani pod Nosalem (WIDEO) 2026-04-22 20:30 Ranna wiewiórka znaleziona w Zakopanem. Strażnicy uratowali zwierzę 2026-04-22 20:00 Uwaga na fałszywe zwroty podatku. Nowa fala oszustw internetowych 2026-04-22 19:38 Straż Graniczna z leśnikami posadzili tysiąc drzew. Akcja na Dzień Ziemi 2026-04-22 18:59 Radni pytają o inwestycje rowerowe, kartę turysty i zawody rowerowe na Bachledzkim 1 2026-04-22 18:30 Po ewakuacji szkoły sprawę pożaru w rozdzielni elektrycznej zbada biegły 2 2026-04-22 18:00 Mieszkańcy Olczy alarmują o zalewaniu posesji i drogi. Każde opady pogarszają sytuację 2 2026-04-22 17:30 W sobotę nowotarska Noc Muzeów 2026-04-22 17:00 Mieszkańcy Wyskówek alarmują: quady i kuligi niszczą spokój i teren. Apel o zdecydowane działania władz 3 2026-04-22 16:25 Niedźwiedzioodporne kontenery w Zakopanem. Nowa inicjatywa dla bezpieczeństwa i przyrody 2026-04-22 16:00 Medale dla tatrzańskich karateków na IKO Przełęcz Cup 2026-04-22 15:34 Dlaczego warto postawić na sprawdzoną kadrę podczas letniego wypoczynku? 2026-04-22 15:30 Street Food Polska Festival ponownie na nowotarskim Rynku 2026-04-22 15:05 Wycinka drzew w rejonie ul. Piłsudskiego i Olimpu. Jest zgoda Nadleśnictwa 1 2026-04-22 14:56 RODO w firmie. O czym warto wiedzieć? 2026-04-22 14:41 Recydywista włamał się do lokalu gastronomicznego. Grozi mu 15 lat więzienia 2026-04-22 14:00 Nowotarski Dzień Ziemi na rynku. Mieszkańcy świętują i uczą się ekologii 2026-04-22 13:30 Tomasz Wolak Rock Band zagra w Zakopanem 2026-04-22 13:18 Ewakuacja. Zadymienie szkoły w Kościelisku (WIDEO) 2026-04-22 13:02 Konferencja stylistek paznokci na Podhalu. Branża spotkała się w Zaskalu 2026-04-22 12:30 Wpadli na gorącym uczynku. Monitoring i czujność pracowników zadziałały 1 2026-04-22 12:16 Niebezpieczna plama na drogach w Zakopanem. Interweniowali strażacy 2026-04-22 11:58 Niepokojące zmiany w potoku Cicha Woda w Zakopanem. Mętna woda budzi obawy mieszkańców 4 2026-04-22 10:59 Spięcie radnych. "Sodoma i gomora" kontra "bociany przynoszące dzieci" 10 2026-04-22 09:59 Zmiana planu dla API zdjęta z obrad, ale stanowisko w sprawie Borów nie trafiło pod głosowanie 1 2026-04-22 09:35 Ruszyła rozbiórka domu na Kasprusiach. To część dużego remontu ulicy (WIDEO) 2 2026-04-22 09:16 Rozpoczęła się sesja zakopiańskich radnych. Na początku minuta ciszy 3 2026-04-22 09:02 Zmienna aura, w górach wciąż zimowo 2026-04-22 09:00 Bajkowy poranek na Nosalu. Na szlaku pusto (WIDEO) 2026-04-22 08:00 Muzyczna podróż przez literaturę 2026-04-21 21:49 Zawodnicy z Zakopanego walczyli w Mistrzostwach Polski Kyokushin w Myślenicach. Jest jedno podium 2026-04-21 21:20 Zakopiańska 13-latka w The Voice Kids. Zosia Marchalewicz w sobotę powalczy w bitwach drużyny Blanki 2026-04-21 21:00 Posprzątali brzeg Jeziora Czorsztyńskiego 2 2026-04-21 20:35 Swego nie znacie, cudze chwalicie. Tym razem willa Elżbiecina 2026-04-21 20:01 W Zakopanem ruszyła akcja Sprzątaj po swoim psie 3 2026-04-21 19:30 Gala Sportu Miasta Nowy Targ 2026-04-21 19:17 Zmarł Jan Tylka, były radny. Na Szymonach stworzył ukrytą perłę 1 2026-04-21 19:00 Wielkie sprzątanie w Nowem Bystrem. Mieszkańcy jednoczą siły dla środowiska 2026-04-21 18:32 Ciężkie życie krokusów w Tatrach 2026-04-21 18:06 Na Krupówkach dziś zimno i pusto (WIDEO) 2 2026-04-21 18:00 Kolejny sukces młodych szachistów z Zakopanego 1 2026-04-21 17:48 OD GŁOSY - koncert w Klubokawiarni Stacji Kultura w Zakopanem 2026-04-21 17:19 Policja i Straż Ochrony Kolei kontrolowały przejazd w Poroninie 2026-04-21 17:00 Zakopane szykuje się na majówkę. Trwa łatanie dróg, a jutro sadzimy drzewa (WIDEO) 12 2026-04-21 16:28 Podmyta droga w Witowie. Utrudnienia na odcinku Między Potoki 2026-04-21 16:10 Ten pies błąka się po Białce Tatrzańskiej. Może ktoś go rozpoznaje? 1 2026-04-21 16:00 Zawody rowerowe na Bachledzkim Wierchu. Uszanujmy właścicieli terenów 3 2026-04-21 15:33 Sezon narciarski trwa, ale nartostrada do Kuźnic miejscami nieprzejezdna
NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY
NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE
OSTATNIE KOMENTARZE
2026-04-22 21:40 1. Wójt wczoraj był na audiencji u naczelnego rabina Rysia i efekt wizyty jaki jest każdy widzi. 2026-04-22 21:26 2. Padało, przeczytaj artykuł to zrozumiesz. 2026-04-22 21:21 3. w latach 90 było tam dosłownie kilka domów kuźwa!!! skąd się tam tylu mieszkańców wzięło jeżeli tam są tereny zielone :) :) :) 2026-04-22 21:14 4. Co ciekawe, w Borach. Ok 300 m powyżej końca koryta idącego do elektrowni powstał poligon do paintball... Zostało zniszczone torfowisko wraz z wieloma rzadkimi roślinami no wełnianką, wiślakami, licznymi mchami czy żurawinami... Czy ktoś to zatrzyma zanim zostanie zaorane? 2026-04-22 20:45 5. W sprawie sciezek i infrastruktury rowerowej to uczcie sie, albo nie. Mozecie odgapić jak sami nie umiecie pomyslec od Szczyrku, Bielska BIałej czy ostatecznie Nowego Targu (chociaz tam w miescie roznie z tym bywa). Majac takie tereny do okola Zakopanego i w samym miescie , jest kilkadziesiat mozliwosci zeby zrobić sciezki i trasy dla kazdego rodzaju rowerów. Moze jak sami nie macie pojecia o tym to trzeba zatrudnic ludzi ktorzy juz takie rzeczy robia i robili w wielu miejscach. Tylko trzeba troche chciec. NIe wysterczy tylko kolo mlynskie pod skocznia i krupówki ze skalpami i knajpami. Dziwne jest to ze pelno ludzi z Zakopanego zeby pojezdzic na rowerach po górach i nie tylko, siada w samochody i całymi rodzinami jedzie do Szczyrku i Bielska. 2026-04-22 20:07 6. Najważniejsze jest Duszpasterstwo Hufców Pracy powstałe w 1991 roki. Natomiast OHP powstało w 1958. 2026-04-22 19:07 7. Z tymi patobiznesami już dawno powinny władze zrobić porządek. To jest nie do pomyślenia, aby quady, crossy czy skutery jeździły ile wlezie i byle gdzie. Niszczą, smrodzą i hałasują, a nadmierną prędkościom również stwarzają zsgrożenie na drogach publicznych tak jak to ma miejsce przy szkole w Poroninie 2026-04-22 19:04 8. Panie Figiel ,Jan Paweł II by się ucieszył że katolicy wybrali sutenera na prezydenta. 2026-04-22 18:53 9. Za Doruli na szczęście na Mrowcach nigdy nie padało więc teraz się pojawił problem. 2026-04-22 18:44 10. Trza mi tak obrobić komin jak na zdjęciu nr 1.
2026-04-16 18:33 1. Piękna SZKOŁA Grupy uczniów palący papierosy w otoczeniu szkoły, Muzeum i siedziby PTTK. Używają do porozumiewania się kilku prostych słów, powszechnie uznawanych za nieprzyzwoite. Na 150 lecie konieczna jest PALARNIA w szkole. Szkoda dzieci, bo mogą się przeziębić. Pytanie! Czy dyrekcja i pedagodzy widzą to? 2026-03-23 10:43 2. Pan Z. i koledzy.... i potem powiecie ze to prostest w sprawie mostu a nie wiec polityczny. hehe. kogo chcecie nabrac? 2026-03-11 08:14 3. Strategia rozwoju... Stawiać jak najwięcej deweloperki, reszta to ch... 2026-03-06 08:53 4. moze zamiast organizować te rozchwytywane i konsultacje miasta uruchomi druga zmiane u w urzedzie dla pracujacych obywateli petentów? 2026-03-06 08:25 5. Chętnie bym się dowiedział jakie studia i na jakich poważnych uczelniach mają ukończone uczestnicy dyskusji. Wprawdzie obowiązuje zasada, że wystarczy chęć szczera ale oni chcą zmarnować nasze pieniądze. Oj tam, oj tam. 2026-02-16 21:51 6. "Na spotkaniu zjawił się burmistrz Łukasz Filipowicz, radni Tymoteusz Mróz, Mateusz Łękawski i mieszkańcy. Ci ostatni niezbyt licznie." A kto miałby się tam pojawić jak spotkanie zorganizowane w godzinach gdzie normalni ludzie pracują a miejsca tam w tej "stacji kultura" było może jeszcze na jakieś 20 osób. Przecież to klita na poddaszu gdzie jest miejsce dla dzieci na zabawy a nie dla 100 czy więcej dorosłych. Przecież to była jawna kpina. Dlaczego spotkanie nie było bardziej komunikowane i nie zapewniono odpowiednio dużej sali? I przede wszystkim dlaczego w godzinach pracy a nie w weekend??? Wywalić miliona na sylwestra potrafią a zmobilizować mieszkańców "nie da się". Widać zależy im żeby przyszło jak najmniej mieszkańców. Boją się usłyszeć to i owo. 2026-02-08 13:18 7. Fajne eksponaty :) 2026-02-04 21:19 8. Nie moje klimaty ani dla uszu ani dla oczu 2026-01-29 15:43 9. Kasia Rysy 2026-01-03 13:15 10. Ładne góalki.
WARUNKI W GÓRACH
POGODA W WYBRANYCH MIASTACH REGIONU
Reklama