"Dzień 25 kwietnia 1917 roku nie zdawał się być wiosennym. Słońce wyszło dziś zachmurzone, patrząc na świat jak rozdrzemane dziecię na budzącą je matkę. - Widocznie ta sroga zima chce być panią przyrody, nie pozwalając żyć wiośnie - żalił się towarzysz. - To wojna! - odpowiedział drugi. - Jak to? To i przyroda została wciągnięta do wojny? - pytali żartobliwie koledzy. - Tak jest. Gdy świat szamocze się w walkach, to i natura nie może być neutralna, protestując przeciwko morderczemu czynowi niszczącemu cywilizację XX wieku".
Tak zaczyna się pamiętnik z czasów I wojny światowej, chociaż słowa te jakże aktualne są niestety także teraz, gdy świat wstrząsany jest coraz bliższymi nam konfliktami.
Autorem tych słów jest pochodzący z Makowa Podhalańskiego Wincenty Zajda. Miał 20 lat, gdy trafił na front I wojny światowej w armii austro-węgierskiej. Po sobie zostawił bezcenną pamiątkę – pamiętnik pisany w czasie wojennej tułaczki.
Rodzinna pamiątka
- To był mój dziadek od strony matki. W Szwajcarii odnalazł się pamiętnik, który po latach przepisała jego córka. To ważna pamiątka rodzinna, ale także historyczna. Rzadko zdarzało się, aby zmęczonym wojną i marszem żołnierzom chciało się pisać - mówi mieszkający dziś w Krakowie Jacek Płaszczak, wnuk Wincentego Zajdy.
Jego dziadek był zwykłym wiejskim chłopakiem, nie był żadnym literatem. Pamiętnik został napisany w 1917 roku. „Jego szczere osobiste przeżycia, kłopoty są małą częścią w mozaice wydarzeń I wojny światowej, ale niemniej dla rodziny interesującym obrazem wysiłku ludzkiego oraz brutalności tego czasu” – napisała Wanda, córka żołnierza z Podhala, która w listopadzie 1982 roku w Szwajcarii przepisała pamiętnik. Po latach zresztą pojechała śladami wojennej wędrówki ojca i sfotografowała wiele miejsc na Bałkanach, którymi przeszedł wojenny szlak.
- Bezcenne są opisy krain, które przemierzał. Oceniał je takim swoim gospodarczym okiem – dodaje Jacek Płaszczak.
W drogę. W bydlęcych wagonach
Swoją wojenną podróż Wincenty Zajda rozpoczął 25 kwietnia 1917 r.. Pod dowództwem pułkownika Czekaya, żołnierze wyruszyli na front bałkański z Bielska-Białej, stłoczeni w bydlęcych wagonach. Pociąg pokonywał kolejne kraje.
„Podczas dnia obserwujemy bośniacki kraj. Ładne górzyste okolice, ale pola leżą ścierniskiem. Nowoczesna kultura rolna jeszcze tu nie trafiła. W wioskach i miasteczkach widzimy tureckie wieże meczetów, ale są również kościoły ortodoksyjne. Tureckie kobiety z zakrytymi twarzami orzą ziemię wołami. Gdy nas zobaczą, odwracają się i rzucają na ziemię. Po przejeździe pociągu wstają i pracują dalej. Mężczyźni siedzą koło domów, nic nie robiąc”.
Żołnierze już na własnych nogach przemierzali Dalmację, Czarnogórę, aż docierali do Albanii. Wyczerpujący marsz i słaby żołnierski wikt były codziennością. „Postanowiłem zrezygnować z jedzenia, ale widząc to siedzący obok wachmistrz, wziął menażkę i przyniósł mi. Było ugotowane jak dla świń, a nie dla żołnierzy”.
Niebezpieczna podróż kolejką linową
Z miejscowości Lezha nad Adriatykiem (Zajda używa włoskiego nazewnictwa Alessio) żołnierze przedostawali się w góry z pomocą „kolejki linowej”:
„Dano nam rozkaz do wsiadania. Nie zapomnę nigdy wrażenia, gdy nas wpuszczono do hali, gdzie wisiały wózki na linach stalowych. Lepiej było nazwać je kawałkiem deski przymocowanej do zaczepionego haka, mogącej tylko jedną osobę pomieścić. Tymi linami mieliśmy odbyć podróż przez bagna, puszczę aż do Wory. Zanim siedliśmy, musiało się podpisać, że na swoją odpowiedzialność to czynimy. Jedni podpisywali bez namysłu, drudzy ociągali się, myśląc o żonach, dzieciach czy rodzinach. Oficerowie krzyczeli: prędzej, prędzej, i kazali podpisywać i wsiadać. Niejeden towarzysz prosił drugiego, aby był świadkiem, że nie z własnej woli, ale z przymusu to czyni.
Maszyny puszczające liny w ruch pracowały całą siłą. W odległości 50 m wypuszczono nas w górę. Z początku wysokość wynosiła kilka metrów, później kilkanaście. Można było drżeć ze strachu i bawić się tą jazdą. Mnie się podobała, ale to nie był żart, gdyż wózki wydawały się być zaledwie przyczepione hakiem z boku na linie. Nieostrożne poruszenie mogło być zgubne. Liny nie były przeznaczone do przewozu ludzi, tylko towaru, ponieważ tor kolejki nie był jeszcze gotowy, więc tak musieliśmy odbywać podróż” - opisuje podróż podniebną kolejką podhalański żołnierz.
Noce na cmentarzach
Nie zawsze można było znaleźć nocleg przypominający choćby normalne warunki. Zdarzały się więc noce spędzone na cmentarzach.
„Po jakimś czasie porucznik wrócił z wiadomością, że ani kolacji, ani kwatery nie ma nigdzie dla nas. Rozpaczliwa chwila, bo ani trawnika nie było. Czy mamy się na drodze pokłaść? Co było robić. Udaliśmy się w końcu na turecki cmentarz i rozbiliśmy się szybko, szukając jakiegoś wygodnego miejsca. Pokładaliśmy się na grobach i pomiędzy nimi, zasypiając od razu. Była taka cisza, jakby rzeczywiście tylko umarli tu spoczywali. Ja jednak zasnąć nie bardzo mogłem z powodu cuchnącego powietrza”.
Pierwsza potyczka pod Durres
W okolicach albańskiego miasta portowego Durres Zajda przeżywa pierwszą bitewną potyczkę. Nad maszerujących żołnierzy nadleciały dwa samoloty. Zrzuciły one kilka bomb, a żołnierze z oddziału podhalańczyka ostrzelali nadlatujące maszyny. Jeden z odłamków bomby trafił Zajdę w policzek, ale rana okazała się na szczęście tylko zadraśnięciem.
Marsz trwa dalej w kierunku leżącego w Macedonii Jeziora Ochrydzkiego. Maszerujący żołnierze zamiast walczyć z nieprzyjacielską armią muszą częściej bronić się przed okradającymi ich albańskimi bandami. Coraz niebezpieczniej jest też nocować na ziemi, i to nie z powodu wrogiego ostrzału, ale niebezpieczeństwa ukąszenia przez skorpiony.
Liczę sekundy życia z rezygnacją
W lipcu, po trwającym ponad miesiąc marszu, niedaleko pogranicza albańsko-macedońskiego, mnożą się potyczki z wrogimi francuskimi i włoskimi wojskami, składającymi się głównie z oddziałów sformowanych z żołnierzy z afrykańskich kolonii. Zajda bierze też udział w pojmaniu albańskiego szpiega. Jedną z potyczek opisuje tak:
„Z jednym kolegą schroniłem się w pobliżu posterunku za pień tęgiego dęba. Ryzyko było wielkie, gdyż ponad nim najwięcej granatów przelatywało. Na szczęście eksplodowały wszystkie wyżej. Myślałem jednak, że każdy pocisk lecący w naszym kierunku uderzy w dąb. Liczyłem minuty i sekundy mojego życia z rezygnacją. Mój towarzysz chciał to niebezpieczne miejsce opuścić, ale radziłem mu, że bardziej niebezpieczna jest w tym momencie ucieczka, a tu znowu granat leci do nas. Rzuciłem się powtórnie twarzą do ziemi. Liczę sekundy. Pocisk wyrył się w ziemię i wybuchł w odległości kilku kroków od naszego schronienia, wyżej także byłem zasłonięty dębem. Odłamki wryły się w pień drzewa, przy tym jeden z ranił w rękę mojego kolegę. Mnie nic się nie stało”.
Kurs rzucania granatów
O tym, jak słabo przeszkoleni byli rzuceni na front żołnierze, świadczy fakt, że dopiero w sierpniu, po kilku tygodniach walk, Wincenty Zajda wraz z innymi żołnierzami przechodzi kurs rzucania granatów. Gdy przybywają na kurs, słyszą takie słowa:
„Dopiero kapral Sturmkompanii opowiadał nam, że dzisiaj popołudniu przy ćwiczeniach rzucania granatów zostało sześciu zabitych, a dziesięciu ciężko rannych. Objaśnił dalej, że to wielce niebezpieczna rzecz, rzucanie granatami. Niektóre po urwaniu knota, zamiast ośmiu, już po trzech sekundach eksplodują. Żołnierz nie ma czasu z ręki go wyrzucić, więc rozrywa człowieka”.
Kurs trwa sześć dni i żołnierzowi z Podhala udaje się go przejść bez straty życia, chociaż jednemu z kolegów urywa rękę.
Choroba
W październiku 1917 r. Wincenty Zajda w okolicach pięknej (choć jak pisze autor "brudnej") albańskiej miejscowości Berat zapada na malarię. Ma ponad 41 stopni gorączki. „I tak rozpaczliwie walczyłem ze śmiercią. Malaria rzeczywiście wymyśliła sobie życie mi odebrać. Przez trzy dni nic nie jadłem. Szóstego dnia wstałem o własnych siłach, ale zaledwie wyszedłem na pole, zaraz upadłem i straciłem przytomność” - pisze.
Patriotyzm w żołądku
Bezsens wojny pokazuje jedna z opisanych przez niego scen, gdy lekarz wojskowy przynosi wiadomość o pogromie wrogich Włochów i 180 tys. żołnierzy, którzy trafili do niewoli. Z tej informacji nikt z chorych się nie cieszy, co wywołuje oburzenie doktora. Jeden z żołnierzy tłumaczy, że pewnie oni jako chorzy dostaną jeszcze mniejsze racje żywnościowe, bo 180 tys. jeńców też trzeba będzie wyżywić. „Zobaczyłem wtedy, gdzie w czwartym roku wojny patriotyzm siedzi. Zamiast w sercu to w żołądku. Czy to Niemiec, Madziar, Polak czy Czech, każdy myślał tylko o chlebie!” – wspomina Zajda.
Po wielu dniach walk i pobytach w szpitalach, 6 listopada 1917 roku wsiada na statek Czerwonego Krzyża „Baron Call” i zaczyna drogę powrotną do kraju: „Siedząc w pociągu, czuję się dziwnie szczęśliwy, iż nareszcie zbliżam się do kraju”.
Ocalał z wojny, zginął w pokoju
Po wojnie Wincenty Zajda był działaczem Stronnictwa Ludowego. Udało mu się przetrwać straszne wojenne czasy, gdy nieraz znajdował się w śmiertelnym zagrożeniu. Zginął w tragicznych okolicznościach w katastrofie kolejowej w 1934 roku w Krzeszowicach pod Krakowem, w której zginęło 12 osób, a wiele zostało rannych.
Pozostał po nim pamiętnik. To szczery, prosty i przejmujący zapis losu zwykłego człowieka wrzuconego w wir wielkiej historii.
Paweł Pełka
qba
2026-04-05 14:44:05
W 1917 r nie istniała Bielsko Biała.
Przez umieszczanie takich anty faktów mamy potem niedouczoną młodzież i ogłupiałą AI.
I do kogo potem mieć pretensje ?
Hjju
2026-04-05 14:05:01
A w którym to miejscu widzisz OGRANICZENiE SŁOWA?????
xxx
2026-04-05 13:03:21
No i potwierdziły się moje słowa o trollach/wolności słowa...
hjk
2026-04-05 12:05:50
ty to rozczytałeś??? zresztą po co pytam przecież to NORMALKA prawacy są naj! naj! naj!!! :) :) :)
taki sobie czytelnik
2026-04-05 11:31:39
"Prosty chłopak z Podhala" sto lat temu pisał ładniejszym językiem niż dzisiaj niejedne wykształciuchy...
-
USŁUGI | inne
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 691 317 098.
-
PRACA | dam
NIEMCY: brygadzista do 5000 Euro, kranista do 4000 Euro, murarz cieśla do 3600 Euro, malarz ocieplenia elektryk spawacz do 2700 Euro. Umowa na warunkach niemieckich. 0048 575-001-116
-
SPRZEDAŻ | zwierzęta
Szczenięta OWCZARKI PODHALAŃSKIE. 788 679 465.
-
PRACA | dam
STATUS STUDENCKI/ WEEKEND/ 100 zł/h. PRACA EXCEL itp./ +mieszkanie/ micheelkowalski@gmail.com. Zakopane
-
PRACA | dam
Praca na budowie, elewacje, budowa od podstaw, wykończenia, Zakopane i okolice. 500160574
Tel.: 500160574
-
NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum Narciarstwa. 608 729 122.
-
BIZNES
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy Targ-Czarny Dunajec lub przyjmę reklamę. 608 729 122.
-
PRACA | dam
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122.
-
USŁUGI | budowlane
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DACHY, ELEWACJE. 608729122.
-
PRACA | dam
Restauracja Siwy Dym w Rabce-Zdrój zatrudni: KUCHARZA KUCHNI ZIMNEJ ORAZ GORĄCEJ. Praca na stałe lub dorywczo. CV na: rabka@siwydym.pl Informacje pod numerem 887 080 004
-
NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
DZIAŁKA UZBROJONA W ŁOPUSZNEJ. 506 525 884.
-
NIERUCHOMOŚCI | wynajem
Do wynajęcia LOKAL 50 m2 (pod zakład fryzjerski lub pod inna działalność) oraz LOKAL 25 m2 - I piętro - Łapsze Niżne, Delikatesy "Centrum". 504 230 942.
-
PRACA | dam
Zatrudnimy STERNIKÓW PONTONOWYCH na Dunajcu tel. 608806030 info@fun-time.pl
-
PRACA | dam
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHARZA/-KĘ, GRILLOWEGO, DOŚWIADCZONĄ POMOC KUCHENNĄ. Kontakt: 600 035 355 lub osobiście: Zakopane, Droga na Bystre 2A (9-13).
-
PRACA | dam
Młoda energiczna osoba poszukiwana do pracy na weekendy pod Gubałówką.... szczegoly pod numerem telefonu 781271166.
-
NIERUCHOMOŚCI | sprzedaż
ZAKOPANE - STYLOWY DOM (zadbany, urządzony), na działce 3000 m, widok na góry - 607 506 428.
-
USŁUGI | budowlane
MALOWANIE DACHÓW I ELEWACJI. 602 882 325.
-
USŁUGI | budowlane
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.
-
SPRZEDAŻ | różne
DREWNO KOMINKOWE. 501 577 105.