W okolicy irlandzkich miast Killarney, Tralee i Macroom legalnie pracuje około 5 tys. Polaków. 75 procent z nich to górale.
Z kraju uciekli przed bezrobociem i biedą. Decyzja, by zacząć życie od nowa, nie przychodzi łatwo. Wielu z tych, którzy przyjechali na rok czy dwa - już kupiło własne domy. Oni nie zamierzają wracać. Ci, którzy nadal zapewniają, że wrócą do Polski, nie wykluczają, że kiedyś i dla nich Irlandia stanie się wymarzonym rajem na ziemi.Nie wracam
Czy życie na zielonej wyspie jest łatwiejsze? Na pewno inne. Wszyscy Polacy, z którymi rozmawiamy, przyznają, że przede wszystkim musieli nauczyć się pracować... wolniej.
- Irlandczycy niczym się nie przejmują. I tylko powtarzają "dont worry, no problem" - choćby nie wiem, co się działo. A my przychodzimy do pracy z nawykami z kraju - znerwicowani, denerwujemy się wiecznie w obawie, że nie zdążymy z pracą, że komuś się nie spodobamy, że coś pójdzie nie tak - mówi jedna z pracownic "Munstera" - fabryki okien, zatrudniającej w większości Podhalan.
W sierpniu minęły trzy lata od dnia, kiedy Mirek Data z Rabki przyjechał do Killarney. Wcześniej pracował na budowach w Niemczech, a przeniósł się do Irlandii, bo tu lepiej płacą.
Nie narzeka. Trzy razy do roku jeździ do domu. Dwa lata temu sprowadził do Irlandii żonę Teresę z pięcioletnią dziś córką Karoliną. W tym roku urodziła im się Sara. Choć w Rabce zostawili niedawno wybudowany dom, to na razie nie zamierzają wracać.
Karolinka, mimo późnej pory, nie zamierza iść spać. Jeszcze przeżywa kolejny dzień w szkole. Przyzwyczaiła się. Najtrudniejsze były pierwsze dni w przedszkolu. Wciąż płakała, nie mogła odnaleźć się w nowej sytuacji, zaprzyjaźnić się z irlandzkimi koleżankami, nauczyć się języka. Teraz jest lepiej. Nawet trochę zaczyna rozrabiać wspólnie z miejscowymi rówieśnikami.
Cała rodzina zajmuje przestronne, piętrowe mieszkanie w Killarney. W Polsce na podobne stać tylko najbogatszych, tu podobne zakwaterowanie zapewnia swym pracownikom fabryka.
Jednak mieszkania zakładowe przysługują tylko samotnym - jeśli ktoś ściągnął do Irlandii żonę czy dziewczynę, musi poszukać sobie innego lokum.
Ofert jednak jest dużo i najłatwiej znaleźć mieszkanie czy dom przez pośrednictwo. Za pokój trzeba zapłacić około 50-80 euro tygodniowo, dwupokojowy apartament to koszt do 160 euro, a za cały dom do 250 euro tygodniowo. Najniższa pensja to 250 euro tygodniowo, więc na życie wystarcza i tym najgorzej zarabiającym.
To my mamy cię zrozumieć...
Teresa przyjechała do męża na dwa, najwyżej trzy miesiące. Nie myślała, że zostanie dłużej, jak do świąt Bożego Narodzenia. Po tygodniu zaczęło jej się tu podobać. Znalazła pracę - sprzątanie domów. To robota na 4-5 godzin dziennie - czasem mogła wziąć ze sobą Karolinkę, a kiedy do Irlandii przyjechała także siostra Jadwiga, małą mogła zostawiać z nią.
Z czasem zaczęła awansować - język opanowała już na tyle dobrze, że sama zaczęła wprowadzać nowe dziewczyny, była więc kimś w rodzaju kierowniczki.
Praca skończyła się we wrześniu minionego roku, kiedy Teresa zaszła w ciążę. Wcześniej do pracy dojeżdżała na rowerze, zdała więc sobie sprawę, że w tym stanie dalej pracować nie będzie mogła. Na szczęście Mirek znalazł lepszą pracę - z fabryki okien przeniósł się na budowę i teraz on sam utrzymuje czteroosobową rodzinę.
Sarę urodziła w Tralee. - Trochę się bałam, bo ludzie mówili, że za poród trzeba zapłacić nawet i tysiąc euro! Do tego, choć znam angielski, to przecież mogłam nie połapać się w szpitalnej terminologii.
Okazało się, że porady i badania podczas ciąży, po porodzie, a także sam poród są bezpłatne! Co więcej, w szpitalu powiedzieli mi, że to ich zadaniem jest mnie dobrze zrozumieć i w razie potrzeby sprowadzą tłumacza. I rzeczywiście, jak przyszło wypełnić historię choroby - przyszedł tłumacz - wspomina Teresa.
Teresa nadal wychowuje dzieci. Po porodzie wyjechała na trzy miesiące do Polski zrobić prawo jazdy. Na razie zajmuje się siedmiomiesięczną Sarą, ale rozgląda się już za ofertami pracy.
Jadwiga pracuje w fabryce okien, tej samej, w której zaczynał Mirek i większość Polaków w okolicy. W czerwcu przyjechał brat Teresy i Jadwigi Krzysiek, a później także szwagier Cezary. Ten ostatni ma służbowe mieszkanie, reszta żyje wspólnie w przestronnym domu Mirka i Teresy.
Rabczanom podoba się życie na Zielonej Wyspie, choć deszczowa jesień i wiosna niekiedy wzmagają nostalgię za krajem. - Czasami rzeczywiście chciałoby się wrócić. Z drugiej strony łatwo jest przyzwyczaić się do łatwiejszego życia. Nie musimy myśleć, że pod koniec miesiąca braknie pieniędzy.
Ale są i tacy, którzy mówią, że przyjechali tu tylko dla pieniędzy. Oni chcą tylko zarobić i jak najszybciej wyjechać. Niektórzy już tu fiksują! Codziennie spotykam kobietę, która jest po prostu wściekła, nie potrafi znaleźć sobie miejsca - przyznaje Teresa.
- Podoba mi się podejście Irlandczyków do życia - zauważa Mirek. - Dla nich praca jest pracą, a kiedy się kończy, mają czas, by pójść do pubu, na zabawę, czy w weekend gdzieś pojeździć po kraju. Tak samo w czasie lunchu - my jeszcze z przyzwyczajenia nosimy kanapki, oni wyskakują z żoną czy znajomymi do restauracji.
Większość Irlandczyków jest przyjaznych. Choć zdarzają się wyjątki. - Przez te dwa lata tylko raz mi się przytrafiło, że jakaś kobieta w sklepie powiedziała z pogardą, że nie dość, że Polacy nie mówią po angielsku, to jeszcze nie rozumieją i wepchnęła się przede mną do kolejki. A ja jej odpowiedziałam, że bardzo dobrze ją rozumiem, więc trochę się zmieszała. Ale to jedyny taki przypadek - mówi Teresa.
Odrobina kraju
W Killarney jest też miejsce, gdzie można poczuć się jak w domu. Na piętrze pasażu handlowego znajduje się prawdziwy polski sklep.
Na półkach wedlowskie czekolady, soki Kubuś, kiszone ogórki, dżemy Łowicz czy pasztet mazowiecki. Już nawet Irlandczycy przychodzą po polską kiełbasę czy twarożek.
Ruch jest duży i choć na początku kupowali niemal wyłącznie Polacy, to teraz coraz większe grono klientów stanowią miejscowi. Sklep jest niewielki i należy do Ukraińca, który co trzy tygodnie jeździ po towar do Polski.
Oprócz produktów spożywczych przywozi też prasę. Kilkanaście egzemplarzy Tygodnika Podhalańskiego rozeszło się niemal natychmiast. Maria Zając z Nowego Targu pracuje tu od ponad roku. Cieszy się, że rośnie liczba klientów. A sam sklep to nie tylko miejsce zakupów. Przy kasie można powiesić ogłoszenie, poradzić się, jak znaleźć pracę czy mieszkanie.
Praca, na jaką może liczyć Polak, jest uzależniona od tego, jak zna on język. Stąd ci, którzy mają kłopoty z mową, wykonują nieskomplikowane prace fizyczne.
- Kto zna język, to i do biura pójdzie. Początkowo najwięcej do fabryki przyjmowali. Tam właściwie to w ogóle języka nie trzeba było znać, bo postawili przy maszynie i się robiło. Dzień, tydzień i przez rok - cały czas to samo.
Ale już na hotelu, przy sprzątaniu, to język trzeba znać, żeby zrozumieć, gdzie i co trzeba zrobić - podkreśla Mirek.
Z Blachstalu do pałacu królowej
Asia Trzop z Rabki mieszka w Killarney od ponad roku. Przyjechała do swego chłopaka, Łukasza Rabskiego, który pracował w Irlandii od trzech miesięcy. Sama mówi o sporym szczęściu, bo znalazła państwową posadę, a to - nawet jeśli zarobki nie są najwyższe, daje gwarancję, że praca jest pewna i stała.
Asia pracuje w pałacu Muckross House, dawnej letniej siedzibie królowej Victorii. Pracuje w centrum turystycznym, pracowni tkackiej, czasem obsługuje pocztę w biurze lub sprzedaje w sklepie, gdzie można kupić wykonywane na miejscu czapki czy szale. Czasami pokazuje turystom, jak dawniej przędło się nić lub tkało materiały na krośnie.
- Uwielbiam tę ciszę, kiedy nie ma wycieczek, a na korytarzach jest pusto - mówi, stąpając cicho po pałacowych schodach. - Do Irlandii przyjechałam, żeby podszkolić swój angielski. W Polsce miałam dobrą pracę w biurze Blachstalu w Tarnowie. Ale nie narzekam. Irlandczycy są bardzo przyjacielscy, pomocni, lepsi niż Polacy - dodaje.
Łukasz w Polsce pracował w zakładzie stolarskim i zarabiał około 1 tys. zł. Kolega załatwił mu pracę w "Munsterze". Nie zastanawiał się długo. Teraz na rękę dostaje grubo ponad tysiąc, ale w euro.
Mieszkają w samym centrum miasta - niemal naprzeciw "penisa" - jak Polacy wymawiają nazwę markowego sklepu z odzieżą. Od początku podobał im się klimat miasteczka wielkości Nowego Targu, jednak coraz bardziej obawiają się, że zmieni się on wraz z dalszą inwazją Polaków.
- Czasem jest nam. wstyd za Polaków. Jest coraz gorzej. Piją, czasami fatalnie się zachowują. I zdarza się, że kradną.
Początkowo, jak pracowałam w supermarkecie, przez trzy miesiące złapali czterech Polaków na kradzieży. Jeden gwizdnął z półki damską bieliznę. Może się wstydził? - zastanawia się Asia.
- Czasem się śmiejemy, że w Killarney jest dużo Irlandczyków - dorzuca Łukasz.
Nie myślą, by zostać tu na stałe. Liczą, że po około dziesięciu latach wrócą do Polski. - Tu, choćby nie wiem, jak mili byli, to nigdy nie będzie się u siebie. - przyznaje Łukasz.
"Sorry" dyrektora
Grzegorz z Nowego Targu mieszka 10 km od Corku - jednego z największych miast Irlandii. Znalazł pracę w fabryce domów, przygotowującej gotowe elementy do montażu drewnianych budynków.
Z nadgodzinami wyciąga nawet 1600 euro miesięcznie. W kraju pracował w sklepie meblowym w stolicy Podhala. Do wyjazdu skusiła go perspektywa lepszych zarobków. Gdy przyszedł do irlandzkiej fabryki, pracowało tam zaledwie ośmiu Polaków, a większość załogi stanowili Łotysze.
Wkrótce potem zaczęła się prawdziwa "inwazja" naszych i obecnie pracuje ich tam prawie stu. Teraz, spacerując w weekend po Corku, słyszy się najczęściej język polski i ewentualnie krajów bałtyckich.
Nowotarżanin mieszka ze swą dziewczyną. Ona również ma dużo szczęścia, bo pracuje w swoim zawodzie. Jako pielęgniarka znająca angielski bez problemu znalazła dobrze płatną pracę w domu pomocy społecznej.
Grzegorz sprowadził do Irlandii swój samochód z kierownicą po lewej stronie. Tu, gdzie jeździ się lewą stroną, jest to uciążliwe, ale - jak zauważa - można się przyzwyczaić. Najtrudniej wyprzedza się ciężarówki.
Podobnie jak inni, chwali Irlandczyków. Jedyny przypadek agresji wobec Polaków zna z opowieści. - Ktoś gdzieś na murze w mieście namalował swastykę i napisał antypolskie hasło. Na drugi dzień każdy Polak w fabryce dostał do ręki oficjalne pismo od dyrekcji z przeprosinami w imieniu wszystkich Irlandczyków! - wspomina.
Krawat od Leppera
Lotnisko w Corku. Na samolot do Londynu czeka grupa Irlandczyków oraz Polacy, lecący dalej do Krakowa. Starszy mężczyzna przyjaźnie zagaduje chłopaka z Polski, który wraca do kraju. Chwali się nawet znajomością kilku zdań po polsku - recytuje pierwszą zwrotkę "Bogarodzicy" i znacznie bardziej prozaiczny tekst "nie obijaj się, weź się do roboty!"
Pyta, czy chłopak wie, co to jest "Samoobrona" i wyciąga krawat w biało-czerwone paski, który - jak zapewnia - osobiście wręczył mu Andrzej Lepper. W samolocie, już przed lądowaniem w Krakowie, mężczyzna z dumą zakłada pasiasty krawat i wychodzi na zaśnieżone lotnisko. Jaką Polskę zapamięta? Czy będzie miał podobne wrażenia z kontaktu z nami, jak nasi rodacy, wracający z zielonej wyspy?
Józef Figura | Foto | Asia Trzop i Łukasz Rabski. 2 | Teresa i Mirek Datowie z dziećmi i siostrą Jadwigą.
Zobacz też
Zielona Wyspa.
Czytaj też
Horoskop celtycki.

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

14.05.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

21.05.2026
Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

14.05.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

14.05.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

14.05.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz