Jak spłynąć z Gubałówki świętą krową? Wystarczy: wiklinowy kosz na czterech chłopa, gazowy palnik, parę setek metrów liny, nylonowy worek pojemności minimum 2200 kubików, mapa, kanapki i termos z lotniczą herbatą.
"Nasz" balon w całej okazałości pręży się na skraju drogi łączącej Ząb z Czarnym Dunajcem.W ciasnym koszu trzy butle, trzech ludzi, nad nimi palnik i jakieś 2200 metrów sześciennych rozgrzanego powietrza w nylonowej powłoce.
Pilot Mirek wgramolił się już do gondoli. Pod pachą wałówka: termos, kanapki. Sporo tego, jak na krótki lot. - Zabiera jedzenie, bo jeszcze mu się nie udało wylądować przy drodze. Zawsze wybiera jakieś zadupia - Krzysztof ze śmiechem wyjawia tajemnicę młodszego brata.
Koniec żartów. Mirek robi odprawę. Pasażerowie (sztuk dwie) mają słuchać pilota, nie wyłazić z kosza "choćby nie wiem co", meldować o wszystkim, bo różnie ludzie znoszą podróż balonem.
Mirek poleci treningowo. Trenuje przed biciem rekordu na długotrwałość lotu. Teraz szarpie za dźwignię palnika, robiąc piekielny hałas. Jęzory ognia sięgają w głąb czerwonej powłoki.
Początkowo wznosimy się bardzo powoli. Spory kawał balon pokonuje, wlokąc gondolą po drodze łączącej Ząb z Czarnym Dunajcem. Kierowcy terenowego wozu, który właśnie przyjechał z przeciwka, puszczają nerwy.
Włącza wsteczny i rusza z kopyta. Niepotrzebnie. Balon wyskakuje w górę. Ludzie robią się malutcy jak mróweczki. Parę minut wystarczy, by wysokościomierz wskazał pięćset metrów nad powierzchnią ziemi.
Prądy, panie, prądy
Tu, w górze, jesteśmy skazani na łaskę i niełaskę prądów powietrznych. Szybko potwierdzają się wcześniejsze informacje o nieobliczalności naszego środka lokomocji.
Zgodnie z planem lotu mieliśmy lądować w pobliżu trasy Nowy Targ - Czarny Dunajec, tymczasem wiatr spycha nas w stronę Zakopanego.
Miasto wyłania się z gęstego smogu. Mirek zapewnia, że pilot balonu ma wpływ na kierunek lotu. Musi tylko poszukać korzystnych wiatrów.
Powietrze to przekładaniec pełen różnych prądów. Jeśli przy ziemi wieje z południa, to wcale nie oznacza, że na wysokości pięciuset metrów wiatr będzie miał ten sam kierunek. W górach szczególnie trudno cokolwiek przewidzieć (tak twierdzi Mirek).
Każde wzniesienie, każda dolinka zaburza ruch powietrznych fal.
Można się też nadziać na zdradziecki "komin". - To tak, jakbyś wsiadł do windy. Może cię wynieść wysoko do góry albo bez ostrzeżenia rzucić w dół. A wtedy spadasz, bracie, z prędkością 20 metrów na sekundę. Grzanie palnikiem nie na wiele się zdaje. Jeśli masz wydajne urządzenia, możesz spowolnić opadanie o połowę - obrazuje Mirek.
Najłatwiej na nieprzewidywalne prądy natknąć się podczas burzy. W takich warunkach żaden rozsądny pilot nie wsiada do balonu.
Nas też właśnie porwał delikatny prąd zstępujący. Razem z nim "spływamy" znad Gubałówki.
Mirek nie wypuszcza z rąk dźwigni palnika. A balon powoli, choć zdecydowanie zbliża się do ziemi. Pod nami drzewa i kołujące jastrzębie. Śmiesznie wyglądają... z góry. Spłoszony rudel saren ucieka w panice, jakby nigdy wcześniej nie widział balonu.
W koszu na poniewierkęPod dnem gondoli chowają się pierwsze domy Poronina, a później zadymiona zakopianka. Mirkowa wałówka ma coraz większą szansę przetrwać lot bez uszczerbku.
Pilot wypatrzył odśnieżony parking ze świetnym dojazdem (ekipa może tam dotrzeć w pięć minut).
Próbuje posadzić maszynę. Plan bierze w łeb dziesięć metrów nad ziemią. - Już byłem w ogródku, witałem się z gąską - Mirek piekli się nie na żarty. Klnie w żywy kamień górskie, zmienne wiatry. "Wybuch emocji" nie trwa długo.
Do Murzasichla niedaleko. Tam kończy się mapa, a zaczyna... Słowacja. Przekraczania granicy nie było w planie lotu, ale Mirek uspokaja (pewnie nas nie zestrzelą).
Mijamy komin zakładu stolarskiego. W pobliżu nie ma wysokich drzew, linii elektrycznych.
- Lepiej już nie będzie - komenderuje nasz pilot. - Trzymać się uchwytów przy butlach gazowych, pod żadnym pozorem nie wysiadać, ugiąć nogi w kolanach - gdy brzmi jeszcze ostatnia komenda, kosz z rozpędem uderza w ziemię (teraz wiemy, dlaczego nogi miały być ugięte).
Balon ani myśli się zatrzymać. Wlecze nas długo po śniegu. Kosz miota się jak pijak pod barem: raz w przód, raz w tył. Ładnych kilka minut trwa "poniewieranie".
W końcu powłoka "flaczeje", a gondola staje pewnie na ziemi. Z zakładu stolarskiego wysypują się młodzi górale. Na szczęście - w pokojowych zamiarach. Pomagają w transporcie balonu.
Góral, lotnik i herbata
Robi się piekielnie zimno, gdy z powrotem stajemy na ziemi. Wszyscy przestępują z nogi na nogę... oprócz Krzysztofa, który właśnie dojechał z resztą ekipy.
- Mam wypróbowany sposób, jeszcze z wojska. Dwie pary skarpetek, przedzielone warstwą papieru toaletowego - zachwala.
Mirek wypraktykował inną metodę. Rozgrzewa przemarznięte członki lotniczą herbatą. Napój składem chemicznym nie odbiega od góralskiego odpowiednika.
Jeden łyk pozwala uspokoić emocje, krasi lica, rozwiązuje języki. Dopiero teraz dowiadujemy się, że nasze lądowanie wcale nie było takie znowu "standardowe". Wiatr obszedł się z nami brutalnie.
- To jest właśnie specyfika latania w górach - po raz któryś tam zauważa Mirek.
Krzysiek cieszy się, że jesteśmy znowu na ziemi, w dodatku - ojczystej. Teraz chętnie opowiada o swych pasjach.
Jak się zaczęła braci Rękasów przygoda z lataniem? Nie od razu były balony. Zaczynali od paralotniarstwa, wiele lat temu w rodzinnym Tarnowie.
Jako pionierzy sami uczyli się latać. Krzysztof dwa razy łamał kręgosłup, Mirek ma na koncie kilka równie efektownych "dzwonów".
- Gdy się Krzysiek ożenił, urodziło mu się dziecko, doszliśmy do wniosku, że trzeba sobie znaleźć mniej urazowe hobby - wtrąca młodszy z braci.
Wybór padł na baloniarstwo, najbezpieczniejszy sport lotniczy. Niby bezpieczny, ale Rękasowie jak z rękawa sypią baloniarskimi makabreskami.
Chichotają, opowiadając o wypadających z kosza pilotach; o pasażerach wyruszających samotnie "w nieznane"; o "zrywających się z uwięzi balonach na uwięzi", zabierających ze sobą sześciu chłopa i ... fiata ducato; o lądowaniach na trakcji tramwajowej.
Bracia poważnieją dopiero, gdy przechodzą do epizodów z własnego życiorysu. Parę lat temu śmierć zajrzała w oczy (głęboko) Mirkowi.
Leciał wypożyczonym balonem. Mechanik ręczył, że maszyna jest sprawna. Niestety, srogo się mylił. Palnik odmówił posłuszeństwa wysoko pod chmurami.
Powietrze w powłoce szybko się ochłodziło. Balon zaczął opadać coraz szybciej i szybciej. Ostatnią fazę lotu można śmiało nazwać bezładnym spadaniem.
- Pod nami było ogromne popegeerowskie pole z bagienkiem pośrodku. Trafiliśmy dokładnie w mokradło. Woda zamortyzowała upadek, ocaliła nam życie. Mieliśmy szczęście. Pilot musi mieć szczęście - kwituje młodszy z Rękasów.
Musztarda po sponsorze
Baloniarstwo to strasznie droga dyscyplina sportu - bracia zgodnie potakują głowami. Drogi jest sam sprzęt. Laikom wierzyć się nie chce, że wiklinowy kosz, trochę lin, nylonu i gigantyczna maszynka gazowa może kosztować 150 tysięcy złotych.
- Najwięcej płaci się za certyfikaty. Każdy właściciel sprzętu latającego wie, o czym mówię - wtrąca Mirek. Wymienia kolejne koszty, pustoszące kieszeń baloniarza: szkolenie, paliwo (czterdziestokilową bulę "wypaliliśmy" jeszcze nad Gubałówką), ubezpieczenia (w Polsce jest około setki balonów, połowa nie lata, bo ubezpieczenie maszyny na sezon kosztuje 8 tysięcy złotych).
Bez hojnego sponsora można zapomnieć o baloniarstwie. Mirek i Krzysztof spędzają w powietrzu kilkaset godzin w roku. Gdyby sami chcieli finansować swe hobby - już dawno poszliby z torbami.
Jako piloci zatrudnieni prze firmę "Roleski" mogą lataniem zarabiać na życie. Praca to głównie prozaiczne czynności.
Trzeba wozić balon po Polsce, ustawiać na wielkich imprezach: targach, zawodach sportowych, pucharze w skokach narciarskich w Zakopanem.
Balon to ogromna "powierzchnia reklamowa" z logo producenta keczupów i musztard (z szacunku dla pracodawcy, Krzysztof unika przysłowia: "musztarda po obiedzie").
Wyrozumiały sponsor pozwala braciom realizować sportowe ambicje.
Krzysztof jest rekordzistą Polski w "długotrwałości lotu". Rękasowie znaleźli się także w Księdze rekordów Guinnessa. Latali balonem 120 metrów pod ziemią w jednej z komór wielickiej kopalni soli.
Głębiej nie zeszedł do dzisiaj żaden baloniarz. A kilku próbowało.
Latająca krowa
Dobre strony tego sportu? Balonem można wystartować prawie z każdego miejsca. Rejon lotnisk baloniarze omijają jednak szerokim łukiem.
- Nienawidzą nas tam, jak psów - Mirek uśmiecha się szelmowsko. Powody "niechęci"? W ruchu lotniczym balon jest obiektem uprzywilejowanym.
Inni lotnicy muszą go traktować jak świętą krowę i ustępować pierwszeństwa. Przepis dotyczy nawet maszyn rejsowych.
Do tego właściwie nie można przewidzieć, gdzie balon poleci, a to wystarczy, by zrujnować nerwy najbardziej opanowanemu kontrolerowi lotu.
Śmigłem debiutanta
Lądowanie to nie koniec emocjonującego dnia, przynajmniej dla nas - pasażerów i balonowych debiutantów. Czeka nas jeszcze "lasowanie" - lotniczy chrzest.
Scenariusz ceremonii jest krótki: polewanie wodą, przypalanie włosów, a na koniec klaps od każdego członka zespołu.
"Lasowanie" jest gwarancją późniejszego powodzenia w przestworzach. Przyjemniejsza część ceremonii: gratulacje i życzenia samych "miękkich lądowań".
Popularna formułka: "tylu startów, co lądowań" wydaje się baloniarzom mało precyzyjna. - Nie słyszałem jeszcze o balonie, któryby nie wrócił na ziemię... - filozofuje Krzysztof.
"Chrztu" oczywiście uniknąć się nie da. Widok dziesięciu drabów "ekipy" zniechęca do stawiania oporu. - Nie przejmuj się, mogło być gorzej - już po ceremonii pociesza Mirek, widząc moją niewyraźną minę.
Kto ma gorzej? Na przykład szybownicy, których lasuje się przy pomocy wielkiego śmigła. Mirek widział taki obrzęd.
- Mówię ci, jak okładali po tyłku kursanta, to się bałem, że mu złamią kręgosłup... "Ekipa" ma, oczywiście, wyrzuty sumienia, ale tradycja to tradycja.
Marek Kalinowski

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

14.05.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

21.05.2026
Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

14.05.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

14.05.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

14.05.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz