Miałam umowę, że jak dojdzie do przeszczepu, to wszystko będzie OK. Z kim? Z Panem Bogiem.
Trzy dni uchodziło z niej życie. Cała rodzina wokół łóżka, ona z krzyżykiem, zaciśniętym kurczowo w ręku. Było Boże Narodzenie.Ludzie śpiewali kolędy, odwiedzali się. A u nich niemal żałoba. Ze łzami w oczach przy łóżku Igi odmawiali Różaniec.
Czuwali cały czas, a w głowie częściej kołatały myśli, jak się godnie pożegnać, niż czy uda się dziecku wyjść z opresji.
A przecież na ten moment przygotowywali się od lat. Wiedzieli, że w końcu nadejdzie. Bo życie chorych na mukowiscydozę kończy się po dwudziestce.
Iga skończyła dziewiętnaście. Już rok temu lekarze obawiali się, że to ostatnie miesiące...
Tydzień przed Wielkanocą. Nie poznaję jej. Przed oczyma mam przecież wciąż Igę \"sprzed\" - siedzącą na szpitalnym łóżku, skuloną, wstrząsana potężnymi atakami kaszlu.
Osłabiona, ledwie mówiła. Gdy czuła się lepiej, wracała na chwilę do ulubionych prac. Wyszywała właśnie anioła.
Jakby oswajała się z myślą o tym, co wkrótce nieuchronnie ma nadejść... Tymczasem wychodzi mi naprzeciw zgrabna nastolatka, uśmiechnięta i promieniejąca chęcią życia. Niska, drobna, błękitnooka.
Na twarzy makijaż, w uszach srebrne kolczyki. Najbardziej jednak rzuca się w oczy bijąca od niej radość życia. Jak u każdego, kto był tak blisko drugiej strony.
Węgierska córka
Kim była? Nie wiedzą. Nie wiedzą nawet, jak miała na imię, czy była mężatką, czy osierociła dzieci.
Udało im się jedynie ustalić, że miała 32 lata, była Węgierką. Więcej nigdy się nie dowiedzą.
Nawet nie chcą. Nie wiedzą też, jak zmarła. Odeszła, ale nie do końca. Żyje w Idze.
Jej płuca teraz pracują dla niej. To dzięki niej Iga może swobodnie oddychać. - Traktujemy ją jak swoją córkę. Modlimy się za nią, myślimy o niej. Ona przywróciła do życia Igę.
To największy dar - szepcze ze łzami w oczach Dorota Hedwig, mama Igi.
Gdy nadzieja gaśnie
Na tę wiadomość czekali od dawna. W czerwcu wreszcie zadzwonił telefon - są narządy, wszystko gotowe do przeszczepu.
Karetka na sygnale wiezie Igę z mamą na lotnisko. Z Balic przelatują do Wiednia. Czas ucieka, trzeba się spieszyć.
Klinika, sala operacyjna, można zaczynać... nie, nie można. Na miejscu okazuje się, że płuca do przeszczepu są za duże, choć dawcą jest dwunastoletni chłopiec.
Iga z mamą czekały jeszcze trzy tygodnie na kolejną szansę. Nie doczekały się.
- Wyjazd był bardzo trudny psychicznie. Ale paradoksalnie bardzo się z niego cieszę - wspomina Dorota.
- Wiadomości, które uzyskałam o leczeniu, standardach, bardzo mi potem pomogły. Ten okres był bardzo potrzebny.
Czy buntowałam się? Nie. Miałam niesamowitą ufność, że wszystko się uda. Jeszcze w samolocie się modliłam - jeśli to ten moment, to niech już będzie. Ale jeśli miałoby się nie udać, to zaczekajmy...
Wróciły do kraju. Iga trafiła na dalsze leczenie do Rabki. Marzyła, żeby choć święta Bożego Narodzenia spędzić w rodzinnym domu, koło Nowego Sącza. Pojechała.
- W Wigilię byłam strasznie słaba. Nie miałam siły podnieść łyżki do ust. Czekałam tylko, kiedy wieczerza się skończy. To była męka.
Potem się pogorszyło - wspomina dziewczyna.
- Po świętach, tuż przed wyjazdem do Rabki Iga poczuła się tak strasznie źle, że wszyscy mówiliśmy przy łóżku Różaniec. Płakaliśmy.
Iga tego samego dnia dostała od naszej znajomej mały krzyżyk z San Giowanni Rotondo, gdzie żył Ojciec Pio. Trzy dni nie wypuszczała go z rąk.
Ściskała go tam mocno, że miejscami jest nawet wytarty. Dla mnie to, że ona żyje, to pomieszanie medycyny z cudem - przyznaje Dorota.
Nie rezygnujemy
Rabka. Tam dr Andrzej Pogorzelski prowadził leczenie, jednak wiadomo było, że z Igą jest bardzo źle. Był nawet moment, gdy zrozpaczona mama zapytała go wprost, czy powinna jeszcze córkę mobilizować do walki, czy pozwolić jej odejść.
Powiedział tylko: \"nie rezygnujemy\". Te dwa słowa dodały sił wszystkim.
- O trzeciej nad ranem Iga obudziła mnie prosząc, byśmy odmówiły koronkę do Miłosierdzia Bożego. Zdałam sobie sprawę, że to dla nas czas pożegnania...
Dorota napisała list do Wiednia. Podziękowała profesorowi za pomoc, przyznała, że być może Iga już nie zdąży.
Jednak jeśli nie ona, to niech dane będzie kolejnemu choremu skorzystać z tego przeszczepu. Iga nie odeszła.
Po trzech tygodniach w klinice, mimo że stan nadal był ciężki, poprosiły o wyjazd do domu, a wcześniej o krótki wypad do Krakowa na zakupy.
- To po prostu miała być dla niej ostatnia wycieczka. Chciałam zrealizować to, co jej obiecałam. Przyjechał mąż, wzięliśmy wszystkie butle z tlenem, lekarstwa.
Najpierw pojechałyśmy do Łagiewnik. Po wyjściu z sanktuarium otrzymuję telefon z Wiednia. I moment radości, że może to teraz, może są organy - przypomina Dorota.
Niestety okazało się, że to dzwonił profesor z podziękowaniami za otrzymany list. Chciał wysłać odpowiedź faksem, lecz nie pamiętał numeru. Wróciły do Rabki.
Spakowały się. Jeszcze tylko obiecany telefon do austriackiej kliniki, by odebrać faks. Wzięła słuchawkę do ręki i w tym momencie aparat zadzwonił.
Na linii był Wiedeń - są organy, wszystko gotowe do przeszczepu. Zamiast do domu, poszły do karetki.
W rozwalającym się ambulansie po drodze zabrakło tlenu. Samolot opóźniony był o czterdzieści minut.
- Mimo wszystko miałam jeszcze tę iskierkę nadziei, że się uda - przyznaje kobieta.
O dziesiątej wieczorem zaczęła się operacja. Asystowała przy niej dwójka Polaków - jeden z nich co chwilę wychodził do siedzącej na korytarzu matki, by poinformować ją o każdym kolejnym etapie transplantacji.
Gdy czekała na dalszy rozwój wypadków, zobaczyła pielęgniarkę z lodówkami na kółkach. Wiedziała, że to organy do przeszczepu, jednak była przekonana, że to do kolejnej planowanej operacji.
Mimo to miała dziwne uczucie. - Tego się nie da opisać - wspomina. -
Ten ktoś dał nam szansę. Ta rodzina cierpi. My, którzy otrzymujemy dar życia, powinniśmy więc objąć jakąś opieką duchową tego człowieka, który odchodzi.
Więź pozostanie do końca życia. Przeżyłam bardzo to spotkanie... Dopiero potem dowiedziałam się, że to były właśnie płuca dla Igi.
Dorota była przy niej podczas wybudzania na intensywnej terapii. Widziała, jak powieki powoli się otwierają. Nie mówiła nic.
Trzymała tylko córkę mocno za rękę. Szczęście.
Widząc coś, czego nie ma
Już na drugi dzień po operacji lekarze kazali Idze podnieść się. Usiadła.
Wkrótce próbowali już pierwszych kroków. Po tygodniu przyszedł jednak pierwszy kryzys. Wydawało się, że dziewczyna nie przeżyje. Udało się.
Później przyszedł kolejny i chwile załamania, że jednak się nie uda... - Tuż po przejściu z kroplówek na leki doustne Iga nagle zawołała: \"Mamo, lusterko, lusterko!\". Widać było, że widzi coś, czego nie ma.
Dostała jakiegoś ataku, zesztywniała, twarz jej poczerwieniała. Nie wiedziałam, co się dzieje. To było ponad moje siły.
Zawalił się świat, jak pomyślałam sobie, że Iga będzie niepełnosprawna fizycznie czy psychicznie. Potem przyszedł lekarz i powiedział, bym się nie martwiła - to częsta reakcja przy zmianie leków.
Na szczęście to już się nie powtórzyło - dodaje matka.
Chorzy po przeszczepach mają długie sny. Jedni piękne, przyjemne, innym śnią się koszmary.
Iga, choć jest osobą o wesołym usposobieniu, przeżywała prawdziwy horror. - Śniły mi się jakieś straszne rzeczy, katastrofy, tragedie, krew.
Gdy budziłam się, byłam przekonana, że to działo się naprawdę. Potem bałam się zasnąć, bo to wracało - wspomina.
Widać było, że jest załamana, koszmar trwał prawie sześć tygodni.
W Wiedniu spędziły dwa miesiące - po przeszczepie przyszedł czas na trzytygodniową rekonwalescencje w sanatorium.
I wreszcie powrót do domu. Do kliniki przyjechała po Igę cała delegacja. A w domu? Iga zaczęła odkrywanie świata na nowo.
Zaczęły się wyjazdy - do znajomych, na zakupy, na wycieczki. Normalne życie, o wiele łatwiejsze niż wcześniej.
Nadal musi robić trzy inhalacje dziennie, które powodują prawidłowe gojenie się. Jednak nie ma uciążliwych ćwiczeń, mozolnego klepania, codziennych zabiegów, które trwały godzinami.
- Nie mogłam uwierzyć, że będzie tak wygodnie - cieszy się Dorota. - Jak patrzyłam na jej różowiutkie palce, widziałam, że jest wreszcie tak doskonale dotleniona, pytałam się \"Boże, czy to możliwe?\"
A przecież wiele osób ostrzegało, że po przeszczepie będzie długa, ciężka rekonwalescencja. Jednak nikt nie wiedział jak to naprawdę będzie.
Nie wiadomo, jak organizm to zniesie, a poza tym jeszcze nikt z Polski nie miał udanego przeszczepu. Jedyny przypadek miał miejsce sześć lat temu w Berlinie, jednak wówczas się nie udało. Danusia zmarła po trzech miesiącach.
Życie czas zacząć
Iga siada w fotelu i zamyśla się nad najbliższą przyszłością. - Plany? Na razie to wciąż gimnastyka i gimnastyka.
Ale chcę w tym roku skończyć trzecią klasę liceum. Maturę zostawiamy na przyszły rok, żeby spokojnie się przygotować. W wakacje chcę zrobić prawo jazdy. Muszę nadrabiać czas!
A dalsza nauka? Jeszcze nie wiem - może kosmetyka albo coś związanego z modą.
Iga ma jeszcze dwa marzenia z okresu przed nowym życiem.
Pierwsze to profesjonalna sesja fotograficzna, które obiecała spełnić fundacja \"Dziecięce marzenia\". Drugie to spotkanie z papieżem.
Choć nie ma już między nami Jana Pawła II, pojawia się szansa spotkania z Benedyktem XVI. Przecież wkrótce będzie w Polsce, może uda się załatwić choć krótkie spotkanie, ucałowanie dłoni.
Plany wspólne z mamą to budowa kliniki mukowiscydozy z prawdziwego zdarzenia. Choć w Rabce są doskonali lekarze i personel, to warunki są katastrofalne. W Wiedniu widziały, jak powinno odbywać się leczenie.
Jak izolować chorych od innych, by nie zarazili się zabójczą dla nich bakterią Pseudomonas, która bardzo pogarsza ich stan i zdecydowanioe przyspiesza rozwój choroby. Szukają odpowiedniego miejsca lub budynku.
- Wierzę, że to się uda. Tak jak udał się przeszczep - mówi z przekonaniem Dorota Hedwig.
*
Sobota w hipermarkecie. To jedno z marzeń Igi. Wreszcie wielkie zakupy. Przymierzanie, grzebanie w ciuchach, kosmetykach. Prawdziwy żywioł.
- Już nie mam siły - żali się po czterech godzinach wykończona Dorota.
- To zrób sobie przeszczep - wybucha śmiechem Iga.
Józef Figura Foto | Iga z Mamą.
Możemy pomóc!
Mukowizcydoza jest chorobą genetyczną. Atakuje wiele narządów - najczęściej płuca, wątrobę i trzustkę. Przeciętnie na 2500 dzieci jedno rodzi się z mukowiscydozą. Jak dotąd jest to choroba nieuleczalna.
Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą ma status organizacji pożytku publicznego. To znaczy, że każdy może przekazać na jego cel 1 procent odprowadzanego podatku.
Wystarczy przelać obliczoną podczas wypełniania zeznania podatkowego kwotę, a później otrzymamy jej zwrot od urzędu skarbowego.
Osoby, chcące wesprzeć chorych i ich rodziny, mogą wpłacać datki na konto:
PKO BP O/ Rabka: 49 1020 3466 0000 9302 0002 3473 (wpłaty w złotówkach)lub 84 1020 3466 0000 9802 0007 0128 (w euro).

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

14.05.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

21.05.2026
Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

14.05.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

14.05.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

14.05.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz