W liście do Gorbaczowa Józek apelował o pokój światowy. Przestrzegał Ruskich: - Bracia chrześcijanie. Opamiętajcie się. Zniszczycie świat Boski atomem. Pierwszy sekretarz posłuchał.
Brat Józef jest bardzo religijny i kocha ojczyznę. Każdy węgieł jego zabudowań zdobi krzyż albo flaga państwowa.Wielka biało-czerwona chorągiew powiewa też na wysokim maszcie pośrodku podwórka. Jan Paweł II i Matka Boska spoglądają z frontonu obitej blachą szopy, która świeci się w słońcu niczym złota kopuła meczetu al Aksa.
Pod drzewem, w sąsiedztwie stajenki, wkopana w ziemię cembrowina nakryta giętym daszkiem. Napis: \"woda z Lórd\", wykaligrafowany ręką Chrobaka, podkreśla szczególne walory źródełka.
- Żona organisty jeździła z pielgrzymką do Lourdes. Przywiozła mi słoik słynącej łaskami wody. Wlałem do studni, no i jest tam... do dzisiaj.
Naiwne pytania o nadprzyrodzone właściwości źródełka irytują gospodarza.
- Jednemu woda pomaga, a drugiemu nie. To kwestia wiary - brat Józef wyjaśnia zdawkowo, szerzej uchylając furtkę.
Dalej wąska dróżka prowadzi wprost do drzwi obitych papą i ozdobionych sztucznymi kwiatami. Gości gospodarz przyjmuje w widnej izbie \"po lewej\".
Białe wnętrze, obite styropianem, ma wystrój kapliczki. Na ścianach setki świętych obrazków, widokówek, kilka zegarów.
Plastikowy jeleń, kupiony na targu w Krościenku, dzieli ścianę z godłem narodowym i Zbawicielem.
Po drugiej stronie kilkadziesiąt czarno-białych fotografii. Na zdjęciach brat Józef w stroju góralskim, w różnych pozach, podczas plenerowych mszy, oazowych pielgrzymek.
Dziś Chrobak nałożył wełniany garnitur. Uniform ma już lata świetności za sobą, ale prezentuje się jeszcze porządnie.
Na głowie - zawadiacka czapka. Gumofilce nieco kontrastują z wizytowym strojem, ale nie sposób im odmówić walorów praktycznych.
\"Brat\", \"siostra\" - tej formy grzecznościowej Józef używa, zwracając się do swych rozmówców.
Nie pozuje na pustelnika czy religijnego fundamentalistę. Pytanie: \"a co u brata słychać?\" brzmi w jego ustach jakoś... naturalnie.
Chrobak nie przeszedł żadnej nagłej przemiany, nie doznał olśnienia, nie poraził go grom z jasnego nieba.
O tym, że Bóg, Honor, Ojczyzna to sprawy najważniejsze, usłyszał już w dzieciństwie.
A dorosłe życie tylko go w tym przekonaniu utwierdziło. Chciał żyć bliżej Boga, dlatego zamieszkał tutaj, wysoko w górach, powyżej ochotnickiego przysiółka Młynne, z dala od ludzkich osiedli.
- Pachnie tu niebem - mówi z przekonaniem gospodarz, głośno wciągając powietrze. Ubolewa, że dziś mało kto traktuje góry z należytym szacunkiem.
Młode dziewczyny (jak poganki) paradują po szlakach skąpo ubrane. Krótkie spodenki, głębokie dekolty, a nierzadko... jeszcze gorzej.
Wszystko to zdaniem Chrobaka \"Boska obraza\". Pań niekompletnie ubranych brat Józef nie wpuszcza nawet za płot.
W młodości nie miał Józek szczęścia do tych swoich gór ukochanych. Pierwszy raz wyjechał stąd za okupacji.
Niemcy dwa razy chcieli go brać na roboty. Miał wtedy 16 lat. Za pierwszym razem reklamował go ojciec - Bernard.
Bohater wojny światowej, żołnierz cesarsko-królewskiej armii miał posłuch nawet u komendanta żandarmerii.
- A brat wie? Tata był w wojsku siedem lat, był nawet ranny trzy razy - wtrąca Józef, łagodnie się uśmiechając.
- Bernard to imię niespotykane wśród górali... - Józef wyprzedza kolejne pytanie. Opowiada, że ojciec zawdzięczał je księdzu, który na początku ubiegłego stulecia zastępował ochotnickiego proboszcza.
Duchowny nazywał się Bernard. W czasie krótkiego zastępstwa zdążył nadać to imię trójce ochrzczonych dzieci.
Jeden z Bernardów umarł we wczesnym dzieciństwie, drugi - wyjechał do Ameryki. Tylko Bernard Chrobak został w Ochotnicy.
Za drugim razem do Rajchu chcieli wysłać Józka sąsiedzi z pobliskiej wioski Zasadne. Pojmali go w niedzielę pod lasem i odstawili do Kamienicy.
Znowu wywózce zapobiegła interwencja komendanta. Później Niemcy o Józku zapomnieli.
Niestety, tyle szczęścia nie miał młodszy Chrobak, czternastoletni Janek. Chłopak dostał \"kartkę do Niemiec\", choć był jeszcze dzieckiem.
Strasznie płakał. Józek miał osiemnaście lat i wiedział, że musi coś zrobić. Całą noc nie spał, rozmyślał.
Rano oznajmił ojcu, że jedzie do Rajchu zamiast brata. Bernard decyzję uszanował, choć nie był zadowolony.
Przy gospodarstwie miał ze starszego syna większy pożytek.
W dniu wyjazdu Józek wstał wcześnie. Wyzdajał się po góralsku (portki z parzenicami, cucha, kapelusz z piórem). Zebrał klamoty i pojechał do Nowego Targu, a stamtąd do Krakowa i dalej pociągiem w głąb Niemiec.
Gdy równy miesiąc później podeszwą kierpca sondował ostrożnie nawierzchnię peronu niewielkiej stacyjki w Alzacji, czuł się jak żeglarz, który w strasznym sztormie pokonał Atlantyk.
Był głodny, zmęczony, a z tęsknoty chciało mu się wyć. W dodatku musiał się oganiać przed nachalnymi zaczepkami.
Jego góralski strój wzbudził prawdziwą sensację. Niemcy oglądali Józka z każdej strony, szarpali za odzienie i szwargotali coś między sobą.
Jeszcze tego samego wieczora trafił do swoich \"bauerów\". Dwójka siwych jak gołąbki staruszków pracowała w zadbanym gospodarstwie razem z młodszym synem.
Dwaj starsi synowie: Albert i Leon poszli na wojnę i ślad po nich zaginął. Matce-bauerce pozostały listy pisane w zimnym okopie pod Stalingradem.
Staruszka czytała po nocach o tym, jak na wschodnim froncie mróz zabija więcej dzielnych wojaków Wehrmachtu, niż bolszewickie kule.
Czytała wyblakłe kartki po wiele razy, a później na zmianę modliła się i płakała. Józek też płakał w sąsiedniej komorze.
Tęsknił za rodziną, za Ochotnicą. Ale najbardziej to mu gór brakowało. Ojcowe pastwiska pod Gorcem Kamienickim śniły mu się po nocach, pełne bydła, kóz, owiec.
Nawet teraz, gdy siedzi wygodnie na ławeczce pod skleconym z chrustu płotem i syci oczy widokiem żółtych od mniszków łąk po drugiej stronie doliny - wygląda, jakby nie całkiem wierzył, że tutaj jest (czasami nawet z niedowierzania przeciera oczy).
- Smutek ściskał serce tam - za Renem. Tak daleko od ojczyzny, rodziny. A na domiar złego człowiek nie mógł zrozumieć, co do niego gadają...
Bauerów Józek dobrze wspomina. Nie zmuszali do wysiłku ponad siły. Byli pobożni (w niedzielę robić nie kazali).
Chrobak szybko przywykł do nowych obowiązków. Staruszkowie hodowali 6 krów i 4 konie. Józek musiał zadbać, żeby były syte, czyste, a bydło - wydojone.
W wolnych chwilach pisał do domu i dostawał odpowiedzi (z listu dowiedział się o krwawej Wigilii). W liście też prosił o drewniany kufer - \"taki, jak przy armii mieli\".
Tata-Bernard zamówił skrzynię w Kamienicy. Za kilka tygodni Józek cieszył się nią w Alzacji.
Jednak jesienią do Józkowej komory znowu zastukał urzędnik. Zabrał go do kopania okopów.
Przez całą zimę Chrobak ciężko pracował (pamięta swą normę: trzy metry głębokiego rowu dziennie). Wiosną zabrakło sił.
Józek trafił do lazaretu. Kurował się i czekał na Amerykanów. Linię frontu było widać z okien szpitala.
- Postanowiliśmy pryskać - ożywia się brat Józef. I dalej beznamiętnie opowiada, jak przez wiele dni i nocy błąkał się w pasie rozdzielającym pozycje: alianckie od niemieckich.
Jedną noc spędzał w niemieckim bunkrze, a już następnego dnia układał się do snu między amerykańskimi czołgami.
Wtedy po raz pierwszy zobaczył... Murzynów. Ludzie \"czarni jak kruki\", o białych zębach i lśniących białkach oczu wywarli na nim piorunujące wrażenie.
Tygodnie frontowej tułaczki uzmysłowiły Chrobakowi, że wojna to nic dobrego.
- Piekło na ziemi - powtarza kilkakrotnie. - Diabeł ludzi porozdziela, a później podjudza jednych na drugich - diagnozuje.
Józek ułożył o tym piosenkę: \"Kto chce pogańskiej rozkoszy użyć, niech do wojska idzie służyć\".
O pokój światowy apelował też Chrobak wiele lat później, w liście do Gorbaczowa: \"Bracia chrześcijanie, opamiętajcie się. Przecież zniszczycie świat Boski atomem. A nie wyście go budowali.
Czy list dotarł na Kreml? Trudno powiedzieć. Chrobak wierzy, że go pierwszy sekretarz posłuchał.
Kilka lat później skończyła się \"zimna wojna\". W stolicy Islandii Gorbaczow i Reagan podpisali akt o redukcji atomowych arsenałów.
Z obozu dla uchodźców Józek - pacyfista trafił wprost do... amerykańskiej armii.
Dlaczego nie wracał do domu? - Koledzy nastraszyli. Mówili, że jak pojadę do Polski, to mnie Ruscy od razu poślą na białe niedźwiedzie.
U wuja Sama wytrzymał dwa lata. Nie było jednak dnia, żeby choć w myślach nie wracał w Gorce.
Gdy nowe polskie władze po raz wtóry apelowały \"do rodaków za granicą\", o powrót do domów - Józek nie dał się prosić.
Miesiąc później szedł dziarsko po peronie bielskiego dworca. Tego samego dnia wozem pocztowym dostał się do Krościenka, a stamtąd na nogach do Ochotnicy.
Była późna noc, gdy stanął na progu ojcowej chałupy. - Ale to było spotkanie... Tyle radości, tyle radości... - wspomina ze łzami w oczach.
Niedługo po powrocie Józek ożenił się z Stefką.
Młodej pani Chrobakowej nie pociągała gazdówka. Ciągnęło ją za to w wielki świat. Brat Józef znowu zostawił Gorce.
Pojechał szukać szczęścia na Śląsk. Pracował w pegeerze, w kopalni. Męczył się, dusił w tej krainie, \"gdzie nawet śnieg jest czarny\".
Gdy tylko dochrapał się renty, rzucił wszystko i wrócił w rodzinne strony. Lekarzom (od renty) wytłumaczył, że jedzie \"na uzdrowisko\".
Nie protestowali. Za to żona jechać nie chciała. Józek się nie upierał, dał jej wolną rękę (uciekła z adwokatem).
Od osiemnastu już lat Józek mieszka w Gorcach. Spędza tu zimy i lata.
Gdy zaczynał bacowanie, gospodarze się za nim rozbijali. Cenili za powagę, zaradność, odpowiedzialność.
Mógł przebierać w ofertach pracy i... przebierał, do czasu aż z stadem zszedł do doliny Młynnego.
Z daleka zobaczył ojcowiznę. Żal serce ścisnął. Pola zapuszczone, pastwiska porosłe psiarą. Józek poczuł, że musi coś zrobić.
W niedzielę poszedł do bratanka (który przejął rodzinną gazdówkę) z propozycją: Pobudujesz mi szopkę, a będę u ciebie pasał. Szopka stanęła tego samego roku.
Źle była omszona. Józek w zimie szczękał zębami, ale wytrzymał. Wiosną wziął się za rozbudowę.
Postawił drugą izbę i jeszcze jedną szopkę. Pomogła gmina (dała deski).
Z czasem Józek dochował się też własnego stadka. Z koszara odzywają się owce (6 starych, dwa jagnięta) i kozy (osiem sztuk).
Brat Józef z niepokojem pyta o godzinę. Dochodzi druga po południu. - O matko, tak późno, a zwierzęta w koszarze. A tośmy się, bracie, zagadali na te życiowe tematy...
Marek Kalinowski

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

14.05.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

21.05.2026
Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

14.05.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

14.05.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

14.05.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz