Cieśle z Podhala pracują przy renowacji polskich zabytków na Białorusi. Obecnie trwa remont królewskiej kaplicy w Wołczynie.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"4147"}
W znajdującym się tuż za polsko-białoruską granicą Wołczynie pozostały ruiny kościoła pw. Świętej Trójcy, którego fundatorem był ojciec ostatniego króla Polski – Stanisław Poniatowski. W XVIII wieku był to ośrodek życia politycznego i kulturalnego. W tutejszej świątyni ochrzczono przyszłego monarchę – Stanisława Augusta Poniatowskiego, tu też w 1938 roku spoczęły jego zwłoki, przewiezione z Petersburga.
Po III rozbiorze Polski ziemie te zostały wcielone w granice Rosji, nie miały też szczęścia do kolejnych właścicieli. Od 1812 roku majątek w Wołczynie należał do Konstantego Czartoryskiego, który sprzedał posiadłość, by spłacić długi. Nowy właściciel rozebrał pałac, kolejni spadkobiercy prowadzili posiadłość ku dalszej zagładzie. Pozostały tam kościół z czasem został przekształcony w cerkiew.
Po I wojnie światowej Wołczyn znowu powrócił do Polski. W 1938 roku sprowadzono tu potajemnie trumnę ze zwłokami ostatniego polskiego króla – Stanisława Augusta Poniatowskiego. Po II wojnie światowej trumna ze szczątkami monarchy została rozbita przez rabusiów, a jej zawartość rozkradziona. Sam kościół został przekształcony w magazyn kołchozowy, gdzie przetrzymywano najpierw ziarno, a potem nawozy sztuczne. Został doszczętnie zniszczony i zrujnowany.
Strona polska rozpoczęła starania, by kościół w Wołczynie, będący jednym z najpiękniejszych zabytków architektury na Kresach, odratować i przywrócić mu dawną świetność. Bardzo o to zabiegał kard. Kazimierz Świątek, kardynał mińsko-mohylewski. Pod koniec lat 80. Fundacja Kultury Polskiej przeprowadziła w nim prace porządkujące i archeologiczne. Dzięki współpracy władz polskich i białoruskich, w styczniu tego roku rozpoczęto w Wołczynie prace renowacyjne zrujnowanego kościoła. Wykonuje je Pracownia Konserwacji Zabytków „Renowator” z Zamościa, która już od 12 lat współpracuje z ekipą cieśli z Podhala.
Górale pracowali w styczniu przy rusztowaniach w kaplicy. Powrócą tam, gdy będzie wykonywany dach. To nie pierwsze zlecenie na Białorusi. Wcześniej pracowali przy odnowie katedry i dzwonnicy w Pińsku, a także przy remoncie sanktuarium pw. św. Andrzeja Boboli w Janowie Podlaskim (dziś Iwanowo).
– Zaczynaliśmy pracę, kiedy jeszcze było ciemno, i kończyliśmy już po ciemku. I tak przez cały miesiąc – opowiada Stanisław Styrczula z Podczerwonego o pracach w Wołczynie. – Polska i Białoruś to dwa różne światy. U nas byłoby nie do pomyślenia, żeby dopuścić kościół do takiego stanu, tak zniszczyć i rozgrabić. A tam w kościele przechowywano nawozy – ubolewa.
Pokazuje fotografie zrujnowanej świątyni. – Kiedyś na każdym z rogów był jeden z czterech ewangelistów, dotrwał tylko św. Jan – mówi pan Stanisław. Losy tych figur tak wzruszyły cieślę z Podczerwonego, że napisał na ten temat wiersz.
To dla niego miejsce ważne także z tego powodu, że stąpa po śladach swojego dziadka Józefa. – Dziadek wojował na tych terenach razem z Piłsudskim, bili się z bolszewikami – mówi.
– Spotykaliśmy tam Polaków, ale u nich nie ma tej tęsknoty za ślebodą, jak u nas, w górach. Tam się mówi „ z pszennej mąki dobre kluski, Polska nasza, a rząd ruski” – cytuje góral z Podczerwonego. – Ale tęsknią za wszystkim, co polskie, interesują się naszą historią – dodaje cieśla.
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz