Chciała zapić się na śmierć. Była na dnie. Odbiła się. Obiecała to sobie i dzieciom. Od półtora roku nie pije.
\"Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżnił jedno od drugiego\" – to modlitwa z niebieskiej książeczki, którą Ewa ma zawsze przy sobie. Sięga po nią często. Jest po dyżurze, a właściwie po dwóch 12-godzinnych. Jest pielęgniarką. Pracuje w szpitalu na 1,5 etatu. Czuje potworne zmęczenie, ale też radość. Ma przecież wymarzoną pracę. Wraca do synów, dla których przestała pić.
Swojego przyszłego męża poznała na weselu siostry, tu, na Podhalu. Pobrali się i zamieszkali w centralnej Polsce. Ewa pracowała wtedy jako pielęgniarska, miała zakładowe mieszkanie. Mąż pracował dorywczo, wyjeżdżał za granicę. Na świat szybko przyszedł pierwszy syn – Tomek, po trzech latach – Michał.
Tak zwane zalewanie robaka Kłopoty zaczęły się, kiedy Ewie w 2002 roku wysiadł kręgosłup, przeszła dwie operacje. Doskonale pamięta, jak w gorsecie, tuż po wyjściu ze szpitala, przygotowywała kolację wigilijną. – Święta były sympatyczne, aż do momentu, kiedy jedna z koleżanek powiedziała mi, że kiedy ja leżałam w szpitalu, mąż mnie zdradzał. Nie uwierzyłam jej, ale sprawdziłam telefon męża i okazało się, że to prawda. Na sylwestra zostawił mnie i dzieci – pojechał do niej – wspomina.
W dodatku trzy miesiące po operacji, na początku 2003 roku, Ewa straciła pracę. – Wysiadłam psychicznie. Miałam 33 lata i czułam się jak kaleka. Nie mogłam podnieść siatki z zakupami. Nie miałam pracy, mąż mnie zdradzał. Zaczęłam szukać ucieczki w alkoholu – opowiada. – Alkohol zawsze był w otoczeniu, przy okazji urodzin, imienin, piło się nawet w pracy. Kiedy pojawiły się moje problemy, zaczęło się tzw. „zalewanie robaka\". Kupowałyśmy sobie z koleżanką baterię piwska i przy butelce opowiadałyśmy sobie, jak nam to jest źle – wspomina. – W 2004 roku doszła depresja, coraz częściej sięgałam też po piwo lub drinka i to już było błędne koło – opowiada.
Jeden głębszy z teściemTo była już choroba alkoholowa, ale Ewa nie chciała się do tego przyznać, nawet przed sobą. Był to czas, kiedy zdecydowała się na rozwód, złożyła nawet pozew. Po błaganiach męża i jego obietnicach – wycofała. Potem na cztery miesiące wyjechała do Włoch, do sezonowej pracy. Po powrocie z zagranicy uległa namowom męża, by przenieść się na Podhale, do domu jego rodziców w jednej z podhalańskich wiosek. Zamieszkali tu w wakacje 2005 roku. – To był czas, kiedy już sama kupowałam sobie piwo i potrafiłam się nim zamulić, że hej – wspomina. – Mąż urządził nam pokój z kuchnią u rodziców na górze, a sam wrócił do miasta, gdzie poprzednio mieszkaliśmy, miał tam pracę. Przyjeżdżał do nas raz w miesiącu – opowiada Ewa. W dodatku w nowym domu Ewa znalazła kompana do picia. Alkoholikiem był jej teść. – Pukał tylko w kaloryfer i ja już wiedziałam, o co chodzi. Mieliśmy nawet wspólne schowki na alkohol – dodaje.
Ewa znajdywała dorywcze prace, za to systematycznie piła. Mąż pojawiał się raz w miesiącu i robił jej awantury o alkohol. Jej pijackie ciągi trwały coraz dłużej. Doszło telepanie serca, drgawki, nie mogła w ręce utrzymać szklanki. Typowe dla alkoholików objawy. – Miałam koszmarne poczucie winy, uważałam się za kompletne dno. Potrafiłam tygodniami przeleżeć w brudnym łóżku. Chciałam zapić się na śmierć. Dzieci uciekały z domu, siedziały po kolegach. Przychodziły tylko na noc i coś zjeść – opowiada.
Pijana na dyżurzeKiedy po jednej z libacji w domu swojej szefowej (pracowała wtedy przy sadzonkach w lesie) wracała w nocy samochodem, zabłądziła i wjechała komuś na podwórko. Właściciel posesji wezwał policję. Sprawa trafiła do sądu, Ewa straciła na 3 lata prawo jazdy. Wtedy coś w niej pękło. Postanowiła leczyć depresję w poradni psychiatrycznej, powiedziała lekarce też o problemie z alkoholem. Tak trafiła do poradni leczenia uzależnień, zaczęła chodzić na spotkania w grupie anonimowych alkoholików. – Kiedy we wrześniu 2006 roku byłam na weselu, dzieliłam kieliszek na 4-5 razy. Byłam bardzo dzielna. Ale jak wróciłam do domu, znowu wpadłam w ciąg – opowiada.
Znalazła etatową w pracę jako pielęgniarka. Była szczęśliwa. Na nieszczęście kilka dni przed pierwszym dyżurem pojechała do siostry, u której zabito krowę, po mięso. Zaczęło się od niewinnego piwa, a skończyło na kilkudniowym pijackim ciągu. Do wymarzonej pracy poszła pijana. Na szczęście nie zdążyła jeszcze podpisać umowy, więc nie dostała dyscyplinarki. Straciła jednak szansę na powrót do normalności.
Na detoksieWtedy postanowiła zgłosić się do nowotarskiego szpitala na detoks. Po 10-dniowym odtruwaniu organizmu z alkoholu, zdeterminowana zupełnie, uparła się, by przyjęli ją na 8-tygodniowy turnus dla alkoholików po detoksie. Tłumaczenie, że nie ma miejsc, nie pomogło. W dniu rozpoczęcia turnusu pojawiła się w szpitalu. Skorzystała z faktu, że ktoś się nie zgłosił i tak mogła zacząć kolejny etap walki z nałogiem.
– Od 6 października 2006 roku nie wzięłam alkoholu do ust – mówi z dumą. – Alkoholikiem się jest już całe życie, wiem, że bez pomocy terapeutów i ludzi takich jak ja nie poradzę sobie, dlatego chodzę systematycznie na spotkania AA. To moja druga rodzina. Oprócz synów – najważniejsi przyjaciele. Na pomoc męża nie mam co liczyć. Podczas turnusu w szpitalu, kiedy w weekendy mogliśmy włączyć komórki, czekały na mnie tylko niemiłe sms-y od niego – dodaje.
Szansa na normalność Od czerwca ubiegłego roku Ewa pracuje w zawodzie w jednym ze szpitali na Podhalu. Ma 1,5 etatu. W tym czasie zrobiła też specjalizację z pielęgniarstwa ratunkowego, cały czas się dokształca. – Alkohol na szczęście nie zjadł mi wszystkich szarych komórek – uśmiecha się.
Odbiła się od dna. – Musi mi się udać, nie mam innego wyjścia, muszę to zrobić dla synów, którzy tyle już przeze mnie wycierpieli – mówi ze smutkiem. – Małżeństwa nie uratuję, nasze drogi dawno się rozeszły. Muszę się rozwieść i wyprowadzić od teściów, z domu, gdzie ciągle jest problem alkoholowy. Chcę, żeby dzieci miały choć namiastkę normalnego domu – tłumaczy. – Moi synowie wiedzą dużo na temat choroby alkoholowej, to nie jest u nas temat tabu – dodaje.
By utrzymać siebie i dzieci, Ewa ciężko pracuje. W ciągu ostatniego tygodnia miała aż osiem 12-godzinnych dyżurów. Nie jest łatwo, szczególnie że koleżanki na oddziale, gdzie pracuje, dowiedziały się, że była na detoksie. – Zaczęły mnie traktować jak powietrze, dla nich jestem kimś gorszym, bo piłam – mówi spokojnie. – To smutne, ale umiem z tym żyć. Zauważyłam, że najbardziej agresywni są ci, którzy także mają problem alkoholowy, ale się do niego nie przyznają nawet przed sobą. Takich ktoś taki jak ja drażni najbardziej – dodaje.
Szukam mieszkaniaNie to jest teraz jej problemem. Najważniejsze, żeby znalazła mieszkanie, do którego będzie mogła się wyprowadzić z chłopcami. – Wiem, że mi się uda. Może ktoś jest za granicą, a na Podhalu ma dom, w którym mogłabym za opiekę zamieszkać. Może jakaś starsza, samotna osoba nie chce mieszkać sama. Może znajdzie się dla mnie jakieś mieszkanie komunalne. Mam dla kogo żyć i o kogo walczyć. Łatwo się nie poddam – twierdzi stanowczo. – Moi chłopcy są bardzo samodzielni, pomagają mi bardzo – dodaje. Chce też zakończyć fikcyjne od lat małżeństwo. – Nasze drogi dawno się rozeszły. Nie interesują mnie ani kobiety męża, ani on sam. Ja zrobiłam dla nas dużo. Przestałam pić, zaczęłam pracować, dbam o chłopców, wiem jednak, że mężowi na mnie nie zależy. Boję się jednak, by nie chciał mi odebrać dzieci. Gdybym ich straciła, moje życie straciłoby sens – powtarza.
Twierdzi, że nie zaufa już żadnemu mężczyźnie, nie wyobraża sobie związku z kimkolwiek. W wolnych chwilach, których ma tak niewiele, ucieka w poezję. Uwielbia Gałczyńskiego i Stachurę. Zawsze nosi przy sobie małą niebieską książeczkę, tę z modlitwą o pogodę ducha.
Beata ZalotImiona bohaterki reportażu i jej synów zostały zmienione
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz