Król gór, bohater pokroju bohaterów sienkiewiczowskich, człowiek honoru – tak o Józefie Kurasiu „Ogniu” mówią bohaterzy książki Kazimierza Garbacza „Byli chłopcy, byli….Relacje ludzi „Ognia”.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"5883"}
Materiały do tej książki Kazimierz Garbacz zbierał latami. Odwiedzał byłych partyzantów „Ognia”, a także osoby, które Kurasia spotkały na swojej drodze. Uporczywie namawiał do wspomnień, do swoich relacji ze spotkań, do opowiedzenia o wydarzeniach, których byli świadkami. Autor nie boi się trudnych tematów, wywołujących ciągle wiele emocji. Wraca do tematu zbrodni na Żydach z Krościenka, którą według jego rozmówców niesłusznie przypisano Ogniowi. Wspomina akcje przeprowadzone przez jego partyzantów, wyroki na osobach, które podszywały się pod partyzantów i obrabowywały okoliczną ludność.
Z relacji, które znajdujemy w książce, wyłania się też portret Ognia. Czesław Stolarczyk PS. „Głuc” wyznaje autorowi książki, że chciał mieć takiego ojca, jak Ogień. Wspomina jedną z mów Kurasia w kwietniu 1946 roku, gdy ten mówił do swoich partyzantów, że walczą o Polskę wolną, niezawisłą, o demokrację taką, jak na Zachodzie. „Ja miałem wtedy 18 lat. Ogień mi imponował (…). Tak nas jakoś wszystkich magnetyzował, że za tego człowieka byłbym gotów oddać życie (…). Dbał o ludzi, był wyrozumiały, miał serce i był wyczulony na ludzką krzywdę, biedę i upośledzenie” – wspomina „Głuc”.
Stefania Dybiec miała 16 lat, gdy jej dom odwiedził „Ogień”. Jej ojca zabrali do Oświęcimia pierwszym transportem. Ogień przyszedł w nocy, zaoferował pomoc. „Chodził po wszystkich tych rodzinach, gdzie ktoś był w obozie. Oferował nam mąkę, cukier, marmoladę” – wspomina.
Kazimierz Paulo ps. „Skała”, były dowódca V Kompani Zgrupowania „Błyskawica” porównuje Ognia do bohaterów sienkiewiczowskich. Nazywa królem gór. „Ogień” to był tylko jeden, drugiego takiego nie będzie. To był jezuita, poświęcił swoje życie” – mówi o nim. „Straciłem młodość, ale walka u Ognia stanowi chlubę mojego życia” – podkreśla.
„To według mnie człowiek nadzwyczajny, sprawiedliwy i nie mściwy” – podkreśla Józef Wróbel ps. „Bej” przy okazji opowieści o wyrokach śmierci Ognia na złodziejach, którzy podszywali się pod jego partyzantów i rabowali miejscową ludność.
Autor książki ubolewa, że propaganda komunistyczna uczyniła z partyzantów bandytów. Ubolewa, że ta działalność ubecka ciągle jeszcze przynosi plony. Dlatego, by losy tych żołnierzy wyklętych nie poszły w niepamięć, Kazimierz Garbacz postanowił pozostawić po sobie książkę. Liczy, że będzie to materiał wyjściowy do dalszych badań.
Kazimierz Garbacz od lat mieszka w Łącku. Pochodzi jednak z Waksmunda, rodzinnej wioski „Ognia”. Patriotyzm i zainteresowania historyczne – jak podkreśla – wyniósł z domu. Dorastał w kręgu legendy partyzantów.
Tuż po wojnie został uczniem nowotarskiego gimnazjum, która dzięki atmosferze wśród kolegów, a także przedwojennym nauczycielom była swoistą antykomunistyczną akademią. Dlatego, kiedy Stanisław Ludzia ps. „Harnaś” z oddziału „Ognia” zaproponował mu rozwieszanie antykomunistycznych ulotek po wsiach, nie wahał się ani chwili. Z czasem wraz z kolegą szkolnym – Staszkiem Kolasą sami redagowali ulotki, odbijali na powielaczu, a potem rozwieszali po Nowym Targu i okolicach.
Dwójka gimnazjalistów nie odmówiła także ówczesnemu dowódcy „Wiarusów” – por. Józefowi Dymlowi ps. „Srebrny”, który poprosił ich, by rozbili komunistyczną organizację – Związek Walki Młodych. Zapisali się do organizacji, by odegrać w niej rolę Konrada Wallenroda. Po jakimś czasie jednak wpadli. W 1948 roku, w wieku 16 lat Kazimierz Garbacz i jego kolega zostali aresztowani przez Urząd Bezpieczeństwa. Garbacz został skazany za napisanie i kolportaż ulotek, namawiających do współpracy z „bandą Ognia”. Miał też założyć związek pod nazwą „Wulkan”, którego celem była „zmiana przemocą ustroju Państwa Polskiego”, miał też groźbą zmuszać członków ZMP do wystąpienia z tego związku.
„A śledztwo? No cóż. Wielokrotne nocne przesłuchania, wyrywanie ze snu, wrzaski, kopanie, bicie, grożenie i wymachiwanie pistoletem, wielogodzinne stójki. To był taki zwykły rytuał, który miał na celu stłamszenie i złamanie ofiary, aby nabrała przekonania o wszechmocy swoich oprawców” – pisze na łamach swojej książki.
W więzieniu odsiedział wyrok prawie w całości – 5 lat bez 5 miesięcy. Musiał zapomnieć o marzeniach, między innymi o studiach prawniczych. Jednak pobyt za kratkami nazywa nieplanowanym uniwersytetem, który pozwolił mu poznać prawdziwą historię, wielu wartościowych ludzi, patriotów i zdobyć polityczną świadomość.
Także po wyjściu z więzienia – jak wspomina w książce – otoczony był odpowiednią „opieką”. O jego zachowaniu i kontaktach regularnie składali meldunki miejscowi donosiciele.
„Mnie z mojego życiorysu komuniści ukradli młodość, ale inni nie doczekali wolnej Polski, za którą walczyli. To Im i jeszcze nielicznym żyjącym poświęcam wypowiedzi prawdziwych bohaterów tamtych tragicznych lat. Należy Im się to, bo przez ponad pół wieku komunistyczna propaganda opluwała ich jadem nienawiści i kłamstw, zamykała im usta więzieniem i innymi represjami” – tłumaczy Kazimierz Garbacz we wstępie powody, dla których powstała jego książka.
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz