Pani Mariana Nenko rozkłada na biurku kilka zdjęć brata swojego męża – Stanisława. Wspomina, jak w 1939 r. prowadził na koniach swój oddział na uroczystości odpustowe Wniebowzięcia Maryi Panny do ludźmierskiego sanktuarium. – Przejeżdżał wtedy obok swojego domu. Pozdrawiała go mama i cała rodzina, on dumnie salutował – mówi p. Marianna. Wtedy widzieli się chyba po raz ostatni. Nowotarżanin był w gronie 40 tys. polskich oficerów zamordowanych przez Sowietów.
Marianna Nenko, szwagierka Stanisława, przypomina, że w komunie trzeba było wszelkie pamiątki ukrywać. Pokazuje m.in. pismo Polskiego Czerwonego Krzyża z 1958 r. Wynikało z niego, że w Rosji nie znaleziono brata jej męża. – Był bardzo utalentowany i wysportowany. Służył przed wojną w 1. Pułku Strzelców Podhalańskich. We wrześniu 1939 r. natomiast został skierowany do I batalionu 156. Pułku Piechoty Rezerwowej. Pod Winiarami jego pułk został rozbity, a on dołączył do oddziałów 21. Dywizji Piechoty Górskiej – wspomina pani Marianna Nenko.
Kontynuowanie pracDo innych świadectw o żołnierzach zamordowanych przez Sowietów dotarł Robert Kowalski z nowotarskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego. – Mord Katyński dotknął również Podhale i Ziemię Suską – w taki sam traumatyczny sposób, jak pozostałe regiony kraju. Wyrwane zostały bowiem z ówczesnego społeczeństwa jednostki wybitne, stanowiące zarówno kwiat polskiej armii, ale także istotną część inteligencji – mówi historyk.
Podstawą do podjęcia studiów nad tą tematyką była dla Roberta Kowalskiego wystawa, którą zorganizowała w 2007 r. posłanka Anna Paluch wspólnie z uczniami Liceum im. Seweryna Goszczyńskiego. – Zapewne z uwagi na brak czasu lista, którą wówczas opracowano, liczyła zaledwie kilkanaście nazwisk. Niemniej jednak, należy to w tym miejscu silnie podkreślić, była ona krokiem milowym w myśleniu i postrzeganiu tej tematyki na Podhalu. Zdecydowałem się kontynuować prace podjęte w 2007 r., jednak innymi metodami, przy wykorzystaniu warsztatu naukowo–badawczego – wyjaśnia prezes nowotarskiego oddziału PTH.
Po przeprowadzeniu kwerendy archiwalnej, bibliograficznej, przejrzeniu różnego rodzaju spisów i wykazów z obszaru powiatów tatrzańskiego, nowotarskiego i suskiego udało się zidentyfikować blisko 100 osób. – W pierwszym rzędzie interesowały mnie osoby, które tutaj się urodziły, uczęszczały do miejscowych szkół powszechnych i gimnazjów. W dalszej kolejności osoby związane z tym terenem zawodowo, np. lekarze, prawnicy, służbowo, np. przez pełnione czasowo funkcje szefów jednostek samorządowych i administracyjnych, działających na tym obszarze – mówi R. Kowalski. Wyjątkiem jest tutaj postać ppłk. Włodzimierza Dunina–Żukowskiego, który od połowy lat 30. miał w Poroninie dom letniskowy i rokrocznie do niego przyjeżdżał. Angażował się z żoną w życie społeczności lokalnej. Jego żona była matką chrzestną nowego mostu.
Ludzie z krwi i kościHistoryk chciałby, aby ze zgromadzonych materiałów powstał album. – Zawarte tam dokumenty i pamiątki powiedzą nam, jakimi oni byli ludźmi, nie spiżowymi pomnikami, ale ludźmi z krwi i kości. Tymi, którzy bawili się z dziećmi w berka, kąpali w rzece, jeździli konno, wieszali pościel, prali ubranie, śmiali się i bawili. Chciałbym pokazać ich w tzw. domowych pieleszach – z dziećmi na rękach, z żoną lub narzeczoną w tańcu – wyjaśnia historyk.
Każda wizyta w rodzinach oficerów była dla Roberta Kowalskiego wyjątkowa i każda z nich niosła ze sobą niezapomniane wrażenia. – W każdym domu pamiątki po żołnierzach traktowane są jak relikwie, przechowywane starannie – mówi historyk.
Niezwykłe było spotkanie z panią Marią Lech, która w małej skrzyneczce przechowywała legitymacje ppor. Stanisława Janiczaka, swojego wuja, i jego żony. – Wydawało się, że wszystkie pamiątki dawno już zaginęły, a tu pani Maria z wielkim spokojem, ale i z wyraźnym wzruszeniem, ku zaskoczeniu pozostałych członków rodziny przynosi bezcenne pamiątki. Widząc moje zdziwienie, lekko się uśmiechnęła i zaczęła wspominać wuja i swoje beztroskie dzieciństwo. Wspominała, jak wuj, przyjeżdżając na wakacje, zawsze przywoził im słodycze, których smak do dziś pamięta – relacjonuje Robert Kowalski.
Niezwykłe było również spotkanie z p. Danuta Bełtowską – córką mjra Leona Panczakiewicza. – Z rozmowy telefonicznej wynikało, iż przechowuje w swym domu kilkanaście zdjęć, dlatego prosiła, żebym przyjechał i sobie wybrał – mówi Robert Kowalski. Po jego przyjeździe okazało się, iż cudem z wojennej pożogi ocalone zostały przepiękne albumy. W nich bezcenne fotogramy, z których każde wywoływało wzruszenie pani Danuty. Na temat każdego zdjęcia snuła barwne opowieści, wspominając ojca i swoje cudowne dzieciństwo. Wizyta, która miała trwać nie więcej, niż godzinę, zajęła historykowi kilkanaście.
W innym miejscu odbyło się niezapomniane spotkanie z panią Ewą Wierzchosławską. Przechowuje ona wraz ze swoją siostrą pamiątki po ich dziadku Józefie Bełtowskim. – Wiele niezwykłych zdjęć i dokumentów przyszło mi przeglądać przez niemal cały dzień. Wsłuchiwałem się jednoczenie w opowieści i co jakiś czas z pokoiku obok napływały wciąż nowe i nowe zdjęcia. Na sam koniec do mych rąk trafiły przedmioty będące własnością bohaterskiego oficera. Zapalniczka oraz odznaka 4 pułku piechoty Legionów – wspomina Robert Kowalski.
Kartkowany pamiętnikPrzywołuje też spotkanie z dr Wiesławą Krzemień, córką Antoniego Zachwiei. – Nie tylko jej ojciec, lecz rodzina stała się ofiarą sowieckiego terroru. Gdy jej ojciec umierał w Twerze, ona wraz z matką i siostrą wywożone były na stepy Kazachstanu. Opowieści o pobycie na Wschodzie mroziły krew w żyłach i wywoływały ciarki na całym ciele. Przeplatały się jednak ze wspomnieniami z beztroskich lat dzieciństwa, zabaw z ojcem, wycieczek i wspólnych wakacji. Zadziwia i zachwyca fakt, że mimo tych traumatycznych przeżyć pani Wiesława jest wciąż bardzo pogodną i ciepłą kobietą – opowiada Robert Kowalski. Dr Wiesława Krzemień pokazała nowotarskiemu historykowi bezcenne pamiątki, świadczące, iż w tych ciężkich czasach zdarzały się chwile radości i beztroski. Pamiętnik z 1944 r. z wpisami koleżanek wywoływał uśmiech na twarzy pani Wiesławy, która barwnie opowiadała o wydarzeniach.
Paweł Dominik
***
I ty wspomóż historyków
Każdy, kto chciałby przekazać lub uzupełnić informacje o żołnierzach pochodzących z Podhala, a zamordowanych przez Sowietów w Katyniu, Miednoje, Charkowie, Starobielsku i innych miejscowościach, proszony jest o kontakt z Robertem Kowalskim, prezesem nowotarskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego. Można skorzystać z adresu e-mailowego: [email protected], poczty tradycyjnej: ul. św. Doroty 55, 34-400 Nowy Targ albo zadzwonić pod nr: 502 418 742.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz