W kronikach Pogotowia Górskiego wśród kilku tysięcy wypraw zapisana jest jedna, jedyna wyprawa, właśnie ta, która była przeprowadzona w górach, ale do wypadku, nie mającego z górami nic wspólnego. Była to wyprawa jedna z najbardziej dramatycznych, ale przecież nikt nie zginął. Wyprawa była najtrudniejsza, jakkolwiek wiodła łatwym terenem.
W kronikach Pogotowia Górskiego wśród kilku tysięcy wypraw zapisana jest jedna, jedyna wyprawa, właśnie ta, która była przeprowadzona w górach, ale do wypadku, nie mającego z górami nic wspólnego. Była to wyprawa jedna z najbardziej dramatycznych, ale przecież nikt nie zginął. Wyprawa była najtrudniejsza, jakkolwiek wiodła łatwym terenem. Tak charakteryzuje pamiętną wyprawę ratowników Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego po rannych partyzantów do szałasu-lazaretu na stokach Brestowej Krystyna Sałyga-Dąbkowska, seniorka TOPR. W przeddzień 62. rocznicy tej wyprawy, przy słonecznej, aczkolwiek wietrznej pogodzie, wyruszyli ratownicy TOPR z Doliny Chochołowskiej na Grzesia, gdzie spotkali się z podchodzącymi ze Zwierówki ratownikami Horskéj služby. Niektórzy na nartach ski-turowych, inni ubrani w stroje góralskie z nartami z poprzedniej epoki. Zagrała muzyka, były nawet tańce, gdyż towarzyszyły im dwie góralki. Trasa obu grup wiodła w przybliżeniu szlakiem wspomnianej wyprawy, ale okoliczności, warunki pogodowe i śniegowe były zupełnie inne, niż przed laty. Obecnie jest to przyjemna wycieczka narciarska, połączona z imprezą towarzyską, na której spotykają się ratownicy TOPR oraz HS ze Zwierówki i Zuberca. Tylko niektórzy z seniorów pamiętają jeszcze tamte wydarzenia z relacji uczestników wyprawy, z których do dzisiaj żyje tylko jeden, 93-letni Marian Woyna-Orlewicz. Z Grzesia wszyscy zjechali do Doliny Chochołowskiej, a następnie do „Karczmy u Zięby”, gdzie wspólnie razem z seniorami wspominali wyprawę. Pomysł takich spotkań w kolejne rocznice pamiętnej wyprawy zrodził się z inicjatywy ratowników seniorów – Romana Dąbkowskiego oraz Stanisława Wawrytki, uczestnika wyprawy. Pierwsze spotkanie odbyło się 11 lutego 2000 roku, w 55. rocznicę wyprawy, w odnowionym z inicjatywy Klubu Seniora TOPR szałasie na Polanie Chochołowskiej. Od 1978 roku mieści się w nim Izba Pamięci uczestników tej wyprawy, powstała z inicjatywy Wincentego Cieślewicza, byłego kierownika schroniska w Dolinie Chochołowskiej. W następnym dniu ratownicy TOPR przeszli na nartach trasą wyprawy ratunkowej na Zwierówkę i tam spotkali się z ratownikami HS. Od tego czasu co roku w lutym przechodzą ratownicy szlakiem wyprawy, spotykając się raz po polskiej, raz po słowackiej stronie. Jan Krzysztof, naczelnik TOPR, gospodarz tegorocznego spotkania, stwierdził: – Tak licznej grupy ratowników jak w tym roku jeszcze na tej trasie nie było – w sumie około 40 osób. Kiedy do szczytu Grzesia mieliśmy około 300 metrów, słychać już było góralską muzykę. To są wspaniałe spotkania i trzeba je kontynuować. Przewodniczący klubu seniorów HS w Rohaczach – Stanislav Jandura podziękował za zaproszenie, a prezes Klubu Seniora TOPR Stanisław Łukaszczyk Zbójnik zaprosił seniorów HS na wspólną wycieczkę do Wieliczki i Krakowa.
– A właściwie jak to było z tymi partyzantami? Młode pokolenie zna to wydarzenie głównie z filmu fabularnego „Błękitny Krzyż” Andrzeja Munka, którego scenariusz był oparty na opowiadaniu „Droga po życie” Adama Liberaka. Film był realizowany w latach PRL, dlatego cenzura wykreśliła ze scenariusza nazwisko Zbigniewa Korosadowicza, kierownika tej wyprawy, który był „niewygodny” dla ówczesnych władz. Na temat wyprawy wiele też pisano, ale często fabuła zbeletryzowana zawierała sporo nieścisłości. Warto zatem przypomnieć te wydarzenia.
Pod koniec października 1944 roku, po upadku słowackiego powstania narodowego wielu partyzantów i powstańców wycofało się w góry, by nadal prowadzić walkę z wojskami niemieckimi. W rejonie dolin Zuberskiej i Rohackiej działała I Czechosłowacka Brygada Partyzancka im. Stefanika, którą dowodził Peter Veličko. Dowództwo brygady nakazało mu przejść się na drugą stronę Tatr, w rejon Liptowskiego Gródka. Przejście przez tatrzańską grań w warunkach zimowych było trudną przeprawą, a w oddziale było czternastu rannych partyzantów. Postanowiono pozostawić ich w rejonie Zwierówki, w małym szałasie drwali, pod opieką Juraja Bernata, Węgra z pochodzenia, studenta medycyny, i dwóch sanitariuszek słowackich – Katariny i Boženy šimonovych. Rannych trzeba było przenieść do ukrytego na stokach Brestowej szałasu, położonego 300 metrów nad dnem doliny. Jednym z partyzantów tej brygady był Słowak Eduard Trizuljak, który pomagał w przenoszeniu rannych: – Spodziewając się niemieckiego ataku, dowódca brygady Weličko rozkazał przenieść rannych do szałasu. Uczestniczyłem osobiście w wynoszeniu 14 rannych partyzantów. Na następny dzień zaatakowała nas od tyłu jednostka niemiecka. Podjęliśmy walkę, w której zginęło 21 naszych kolegów. Są pochowani na cmentarzu partyzanckim u wylotu Doliny Łatanej. Tam także w 2001 roku zostały złożone prochy żołnierza naszej brygady, warszawskiego dziennikarza – Stanisława Majewskiego. W prymitywnym szpitaliku partyzanckim na stokach Brestowej ranni oczekiwali na pomoc. Nie mieli lekarstw, zabrakło też żywności. Jedynym ratunkiem przed głodową śmiercią był przypadkowo znaleziony koń, którego zabili, i ponad 7 kg grochu. Dzienną rację na osobę stanowiło 10 ziaren grochu i 100 gramów końskiego mięsa. Jedynym lekarstwem był nadmanganian potasu jako środek dezynfekujący, a narzędziami lekarskimi – scyzoryk, piłka, pinceta i igła. Przy pomocy tych narzędzi Bernat amputował bez znieczulenia wszystkie palce u nóg Maksymowi Olejnikowi, któremu po odmrożeniach wdała się gangrena. Na początku lutego pięciu mniej rannych partyzantów wyprawiło się do Zuberca po żywność, ale zauważyli ich Niemcy z placówki na Zwierówce. Wszyscy zginęli od kul z karabinu maszynowego. Zdecydowano, że Juraj Bernat wyruszy po pomoc. W szałasie pozostali tylko najciężej ranni: dwóch Rosjan – Tichon Sidniakow i Dymitr Borodin, Ukrainiec Maksym Olejnikow i Słowak Ján Repiščák. Przez zwiadowców dotarła do nich wiadomość, że po polskiej stronie Tatr działa Brygada Partyzancka im. Szczorsa. W niezwykle trudnych warunkach, w głębokim śniegu, kiepsko ubrany, bez kompasu i mapy, z pistoletem maszynowym, ostrożnie, by nie zauważyli go Niemcy ze Zwierówki, przedzierał się Bernat przez las w kierunku Przełęczy Łuczniańskiej, a potem w dół, do Chocholowskiej, gdzie spotkał partyzantów. Po 60 godzinach ogromnie wyczerpującego marszu dotarł do Zakopanego, które od tygodnia było już wyzwolone od Niemców. Tam zdał relację komendantowi wojennemu miasta Vladimirowi Macniewowi.
Macniew natychmiast porozumiał się ze Stanisławem Gryzieckim, komendatem MO. Wezwano kierownika TOPR Zbigniewa Korosadowicza, wysłano też milicjanta po Wojciecha Wawrytkę, mieszkającego w pobliżu, i ustalono listę uczestników wyprawy. Nazajutrz o godz. 5 rano przed komisariatem milicji stały sanie z dwukonnym zaprzęgiem i 14 ratowników: Zbigniew Korosadowicz – kierownik wyprawy, Stanisław Marusarz, Wojciech, Jakub i Stanisław Wawrytkowie, Marian Woyna-Orlewicz, Szymon Zarycki, Józef Faden, Marian Szeligiewicz, Stanisław Gąsienica Byrcyn, Jan Ceberniak, Stanisław Majerczyk, Władysław Gąsienica i Jan Gąsienica Tomków. Zabrali z sobą narty i cztery tobogany, które załadowali na sanie, a do indywidualnego prowiantu każdy dostał przydział po pół bochenka chleba. Po niespełna dwóch godzinach zmarznięci dojechali na Polanę Chochołowską, gdzie w szałasie, w którym żołnierze rosyjscy palili watrę, ogrzali się przed trudną akcją. Podchodzili na nartach. Prowadził Bernat, a za nim Korosadowicz, który jako kartograf i taternik doskonale znał topografię terenu. Przetrawersowali nad Litworowym Żlebem i o godz. 11 byli na Przełęczy Łuczniańskiej. Odpoczęli, wypili trochę gorącej herbaty, pozostawili narty, bo ich ślady łatwiej mogły wypatrzeć patrole niemieckie i z pozostałym sprzętem ruszyli w dół, zapadając się w głębokich zaspach. Zeszli do Doliny Łatanej, a potem stokami Szyndlowca do Doliny Rohackiej. Zapadł już zmrok. Wszyscy byli bardzo zmęczeni. Po odpoczynku zaczęli wchodzić na przeciwległy stok doliny. Natknęli się na patrol partyzancki, który potem zaprowadził ich do szpitalika. To ostatnie podejście z toboganami stromo przez las było najbardziej męczące. Wreszcie dotarli do lazaretu. Wtedy zorientowali się, że nie ma wśród nich 62-letniego Stanisława Majerczyka, który zmęczony pozostał na trasie. Na jego poszukiwanie wrócił Staszek Wawrytko, jako najmłodszy z ratowników, i spotkał go w dolinie. Po kilkugodzinnym odpoczynku w lazarecie przygotowywano się do ewakuacji. Czterech rannych partyzantów owiniętych w koce ułożono na toboganach. O godz. 3 rozpoczęli transport rannych Salatyńskim Żlebem w dół. Razem z nimi schodziły dwie sanitariuszki i Bernat, a osłaniało ich trzech partyzantów. Trasa, którą wcześniej doszli do szałasu, była pełna wykrotów, z obciążonymi toboganami nie do przejścia. Korosadowicz zaryzykował schodząc, w dół do doliny, gdzie trzeba było przejść zaledwie w odległości około 150 metrów od placówki niemieckiej, ale innej możliwości nie było. Kiedy w 2002 roku dwaj uczestnicy tej wyprawy
– Marian Woyna-Orlewicz i Stanisław Wawrytko byli na rocznicowym spotkaniu na Zwierówce, Staszek pokazał nam, którędy się wtedy przedzierali. – Stare schronisko, którego już nie ma, było tam, na dole, na skraju polany. Po werandzie chodził żołnierz niemiecki z karabinem gotowym do strzału. Mróz był siarczysty, więc tupał nogami. Kiedy szedł w drugą stronę i był odwrócony do nas plecami, wtedy szybko przebiegaliśmy przez odkrytą część polany i tak udało się wszystkim dostać do lasu, a potem do doliny Łatanej. Tam z Majerczykiem dołączyliśmy do pozostałych – wspominał. Najtrudniejszy był transport rannych na Przełęcz Łuczniańską. W zawiei, na stromym stoku ciągnęli tobogany metr po metrze w górę. Wreszcie o godz. 14, wszyscy mocno wyczerpani, dobrnęli do przełęczy. Odszukali pozostawione narty, a potem zjeżdżali z toboganami do Doliny Chochołowskiej, gdzie ogrzali się przy watrze w szałasie. Pod wieczór saniami przetransportowano wszystkich do Zakopanego. Wyprawa zakończyła się szczęśliwie, wszystkich uratowano. Nazajutrz Niemcy odkryli lazaret, ale na szczęście już pusty, i spalili go. Pożarowi towarzyszyły wybuchy granatów, które pozostawili tam partyzanci.
Apoloniusz Rajwa
Tygodnik Podhalański 9/2007

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

14.05.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

21.05.2026
Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

14.05.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

14.05.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

14.05.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
0 0
dobrze że piszecie o tych wydarzeniach przecież to historia ,której nie znamy chociaż znamy te miejsca bo chodzimy po tatrach.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz