W Polsce działacze rzucali mu kłody pod nogi. Nie było pieniędzy, nie było sprzętu, był tylko zapał. To za mało, żeby zdobywać olimpijskie medale. Gdy trener Tadeusz Kaczmarczyk dostał to, co chciał, wychował mistrzów olimpijskich. Niestety, byli to już tylko Austriacy i Szwajcarzy. Tak pisaliśmy w 2007 roku o 84 letnim wówczas Tadeuszu Kaczmarczyku. Dziś nie ma go już z nami, ale warto o nim pamiętać. Przypominamy ten tekst z tamtego czasu.
To z pewnością jeden z największych trenerów w historii polskiego sportu. Jego życie to z jednej strony sukcesy, z drugiej żal, że wspaniałe wyniki mógł osiągnąć z zawodnikami dopiero po wyjeździe z Polski. Dziś Tadeusz Kaczmarczyk ma 84 lata. Prawie codziennie można go spotkać na Krupówkach, gdzie idzie po gazety do swojego ulubionego kiosku. Mało kto wie, że przechodzi koło nich najbardziej zasłużony trener narciarstwa, który wiedzę i umiejętności zdobył w naszym kraju, a sukcesy osiągnął poza jego granicami. Z urodzenia pan Tadeusz jest zakopiańczykiem. Już przed II wojną światową uprawiał narciarstwo. – W tych latach byliśmy bardzo wszechstronni, startowaliśmy w 4 dyscyplinach: skokach, biegach, zjeździe i slalomie. Na przykład w skokach nie mieliśmy odpowiednich do tego nart, dlatego skakaliśmy na zjazdówkach z własnoręcznie dorobionymi na piętkach trzema rowkami – wspomina Tadeusz Kaczmarczyk. Wtedy zawody odbywały się na usypanych na zimę skoczniach na Lipkach czy Antałówce. Na tych „obiektach” młody Tadeusz skakał nawet po 30 metrów. Po wojnie Kaczmarczyk skończył studia na krakowskiej AGH. Nauka nie przeszkadzała mu w startach, szczególnie w ulubionej konkurencji – kombinacji norweskiej, czyli skokach i biegach. To do dziś najbardziej wymagająca dyscyplina w sportach zimowych. W latach powojennych pan Tadeusz był 12 razy akademickim Mistrzem Polski, zdobywał medale na mistrzostwach świata studentów. – Jeszcze jako zawodnik zacząłem interesować się, dlaczego nasi sportowcy odstają od światowej czołówki. Próbowałem zrozumieć, co się dzieje, że teoretycznie nie odstający pod względem fizycznym sportowcy przegrywają w konkurencji z kolegami z krajów alpejskich czy skandynawskich. Prosiłem kolegów z innych krajów o wypełnianie ankiet. Ich wyniki tak spodobały się działaczom, że zaproponowali mi stanowisko trenera biegaczy. Jako trener biegaczy pojechał na 2 olimpiady: do Cortina d`Ampezzo w 1956 roku i Innsbrucku w 1964. Polacy osiągali pod jego opieką niezłe wyniki. Na wielkie sukcesy nie było szans. Odstawaliśmy pod względem sprzętu.
Złamana narta Gąsienicy
W 1966 roku ziściło się największe chyba marzenie pana Tadeusza: został trenerem kadry naszych kombinatorów. Na igrzyska w Grenoble Polacy jadą w gronie faworytów. Wygrywają większość zawodów przed olimpiadą. Niestety, startowi w igrzyskach towarzyszy wielki pech. W skokach najpierw Jan Kawulok o 4 metry poprawia rekord skoczni, upada. W powtórzonej próbie wygrywa zdenerwowanie, dają o sobie znać skutki upadku, zajmuje miejsce poza czołową dziesiątką. Z kolei w drugiej próbie Józef Daniel oddaje najdłuższy, ale podparty skok. Wciąż mamy jednak szansę na medal. Świetny biegacz Józef Gąsienica po skokach zajmuje dobre, 8. miejsce, Erwin Fiedor jest 3. W biegu dają o sobie znać zmieniające się warunki atmosferyczne. Na początku panuje mróz. Kawulok i Fiedor startują na początku. W czasie biegu wychodzi słońce, zmienia się temperatura. Smary pozostają te same. Gąsienica i Daniel startują na końcu. Dostają inne, dostosowane do wyższych temperatur smary. Gąsienica biegnie fenomenalnie, wychodzi na prowadzenie. Jest szansa na złoto. W oczach Kaczmarczyka widać łzy. Gąsienica łamie nartę i jest po zawodach. I tak Polacy kończą start na niezłych miejscach. Cała czwórka ląduje w pierwszej dwudziestce, Gąsienica jest 6.
Znowu ten pech
Przed następną olimpiadą znowu wielki pech. Najlepszy zawodnik Jan Ligierski na tydzień przed zawodami w czasie treningu na Wielkiej Krokwi łamie obojczyk. Józef Gąsienica też łapie kontuzję stawu skokowego i na olimpiadzie startuje na własną odpowiedzialność. Trzeci zawodnik – Kazimierz Długopolski jest 12. Ledwie 2 lata później przychodzi wielki sukces na mistrzostwach świata. W szwedzkim Falun Stefan Hula zdobywa brązowy medal. Na kolejnych igrzyskach w Innsbrucku w 1976 roku nie ma już pecha. Jest za to głupota działaczy. Znowu liczymy na medale. Wszystkie ekipy oprócz Polski i ZSRR, skaczą w nowoczesnych kombinezonach, dzięki którym ląduje się nawet 10-15 metrów dalej. Bez treningów z nowym sprzętem nasi zawodnicy przegrywają z kretesem. – Po igrzyskach szukano kozła ofiarnego, nie wytrzymałem tej atmosfery, nie dało się pracować, widząc sytuacje takie, jak z kombinezonami. Otrzymałem wtedy kilka propozycji z zagranicy. Wybrałem tę z Austrii, ze słynnej szkoły młodych talentów w Stams, gdzie spędziłem lata 1979-1989. Trener Kaczmarczyk był wtedy dla Austriaków i Szwajcarów ćwiczących w tej szkole tym, kim Raul Lozano i Leo Beenhakker dla kadry naszych siatkarzy i piłkarzy. Polska myśl trenerska połączona z austriackim profesjonalizmem i dyscypliną przyniosły mieszankę wybuchową. Finałem tego wybuchu były wielkie sukcesy na olimpiadzie w Calgary w 1988 roku. Złoty medal zdobywa wychowanek Kaczmarczyka Hippolit Kempf, srebrny medal dostaje wychowanek Kaczmarczyka Klaus Sulzenbacher, 5. jest wychowanek Kaczmarczyka Andreas Schad. W tym samym roku Sulzenbacher zostaje najlepszym zawodnikiem w skali całego sezonu. Wygrywa aż 20 zawodów w Pucharze Świata. To było ukoronowanie 10 lat pracy naszego trenera w Austrii.
Prośba Kwaśniewskiego
– Po tych wynikach widać, że aby osiągnąć sportowy szczyt, potrzebne jest zaplecze organizacyjne, najnowszy sprzęt, nowoczesna myśl trenerska i próby na najlepszych obiektach. W czasie igrzysk w Calgary moje sukcesy obserwował ówczesny minister sportu Aleksander Kwaśniewski. Powiedział, że jak zostanę trenerem w Polsce, będę miał wielkie możliwości. Kaczmarczyk wraca do kraju. Jako trener kadry w latach 89-90 znowu napotyka stare problemy, brak kompetencji i naciski politycznych działaczy. Rezygnuje. – To było chyba moje największe życiowe rozczarowanie, że w Polsce, mimo wielu talentów, nigdy nie mieliśmy takich trenerskich możliwości, jak chociażby w Austrii. Gdyby było inaczej, nasz medalowy dorobek olimpijski na pewno nie kończyłby się dziś na kilku nazwiskach.
Tekst i fot.: Paweł Pełka
Tygodnik Podhalański 51-52/2007

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz